Archiwum tagu: » znajomości w sieci «

Spotkajmy się…

Po paru miesiącach, po roku dobrej znajomości w sieci czasem przychodzi chęć na spotkanie w rzeczywistości. Jeśli przeszkodą nie jest odległość, czy inne fizyczne niedogodności, to dlaczego nie? Ile jest związków, przyjaźni zapoczątkowanych w sieci? Słyszy się, że dużo, ale co najmniej tyle samo kończy się rozczarowaniem, kłótniami i późniejszą wzmożoną podejrzliwością. Jak zaufać osobie, której się nigdy nie widziało, kiedy cała niewerbalna strefa nie istnieje? Czy potłuc rozsądek o kant stołu i ponieść się emocjom, odkrywając najbardziej drażniące myśli, wstydliwe sprawy? Jak można ważne dylematy powierzyć osobie, która jutro, pojutrze na tym samym lub zmienionym nicku wyłoży sensację innym? Nabrać się w sieci łatwo, jak również pomylić w ocenie

Czy to miłość, czy relacja na zasadzie przyjaźni, mogę porównać stan tegoż zainteresowania do zauroczenia. Pierwszej fazy miłości. Oczarowanie i wielkie zainteresowanie. Podobne nastawienie do wielu spraw, podobne doświadczenia, poglądy i najważniejsze – dopełnianie.

Podobieństwo jest wielką siłą działającą na atrakcyjność, ale istnieją cechy, którymi ludzie chcieliby się od siebie różnić. Czy sadysta mógłby dogadać się z masochistą, ktoś dominujący z kimś biernym? Na pewno dużą szansę na zaistnienie przyjaźni istnieje wśród ludzi, którzy udzielają pomocy i ci, którzy ją przyjmują. Ale nie da się ukryć, że przyciągają nas do siebie wspólne cechy (tak jest w rzeczywistym świecie). Z różnych doświadczeń wynika, że w kwestii dominujących i uległych typów zachowania, lepiej dogadywać się będą ci, którzy zachowującego się komplementarnie, choć nie muszą wcale być tego świadomi (tak jest w sieci).

Wracając do zauroczenia. Pisanie ze znajomym przez dłuższy czas pozwala poznać się w innym wymiarze znajomości. Ciężko uchwycić w jakim, ale ta nić inności w wielu przypadkach w wymiarze realnym nie przetrwa. Może rozczarowanie jest tym większe, im więcej wystukujemy liter z naszego ukrytego wnętrza? Jestem przekonana, że wirtualne znajomości zabija realne zderzenie z naszymi wyobrażeniami. Czy jest sens by oczekiwać czegokolwiek od literek? Jest, ale trudno pogodzić się z tym, że to kolejne rozczarowanie i porażka.

Naiwność rekompensują emocje, a emocje rekompensują brak ciała rozmówcy. Do jego obrazu, jaki tworzymy w wyraźni, dodajemy obraz siebie samych, co towarzyszy jeszcze większym emocjom, bo związanych bezpośrednio z nami. A przez to stajemy się bardziej nieodporni na impulsy, pozytywne i negatywne. W sieci nie można przetrwać bez karmienia mózgu emocjami, wszelkiej maści i kalibru. Po pewnym czasie nudzi się i odchodzimy od komputera, albo… szukamy nowych, odmiennych wrażeń.

Ciekawy jest pomysł Krisa, który chce zorganizować spotkanie zainteresowanych tym problemem internautów. Dość atrakcyjne, spokojne miejsce, śmiałe plany na rozbudowę spotkania, nieograniczona liczba miejsc, chwalebny cel (przy okazji) i nieznający się, często i wirtualnie, ludzie. Pomysł bardzo intrygujący i niemniej odważny.
Czy łatwiej wejść w racje z zupełnie nieznanymi, nawet z literek ludźmi, czy z kimś, komu opowiedziało się pół życia i przez to obarczyło ciężarem wyobrażeń?