Parę dni temu próbowałam dostać się do domu z odległego miasta. Kierowca odesłał mnie z kwitkiem – nie ma miejsc. Poszłam na Stare Miasto, a tu jak nie lunie gradem! Norma. Katar i reszta choróbska gotowa. W sumie klasyka.
Da się odczuć przednówek.. ptaszki śpiewają, czuć coś w powietrzu. Moda niby się zmienia, ale w sumie każdy dąży do poprawy samopoczucia i widoku za oknem. Wiosną najcenniejsza jest jak zwykle zieleń liści i trawy, słodki (!) ćwierk wróbli, muskający wiaterek. Banalne? Klasyka nie wychodzi z mody .
Przez przypadek nie zmieniło się też moje nastawienie do dnia wagarowicza. Dziś odpuściłam zajęcia licząc, że konsekwencji nie będzie.
Dyktatorzy wymyślają coraz to inne cuda na kiju, ale wiosna nigdy nie wyjdzie z mody. Nie mam pojęcia, co zaplanowali dla mnie na tę porę roku. Moja klasyka wiosenna ma zielono-trawiaste rajstopy, żółtą spódniczkę i niebieską bluzkę, a w uszach czerwone filcowe kolczyki. Banale? Po szarzyźnie błota i ogólnej pluchy pozwolę sobie na wszystkie kolory naraz.
Zapachniało słońcem, dawno niewidzianą zielenią i łagodnym wiatrem. Jak jesień, tak zima zbiera żniwo szybkich zmian temperatur. Dodać do tego szczyptę nadziei na dłuższy promień świata, kotłujące się endorfiny i zmiany planów melatoniny, u niejednego stężenie owo wywołuje chorobę. Taką zwykłą – katar, ból gardła, kaszel. Nie ma rady, musimy dać się pogłaskać wiośnie na powitanie. Powiedziałabym, że jest to coroczny rytuał wkradania się w łaski pięknej pory.
Ciężko wytłumaczyć na przykład fakt, że zimą częściej marznące nosy zachorują na nieżyt. W wyniku nieudolnie krążącej krwi „leukocytowej” ciężej chronić śluzówkę nosa przed infekcjami. Nijak się to jednak ma do czasu odwilży. Pomimo cieplejszego klimatu (wiosennego), nosy ciekną kilkanaście razy częściej.
Podobnie jest z teorią zimnolubnych wirusów. Są zimnolubne, owszem, ale poniżej honorowego poziomu nie schodzą. W czasie siarczystych mrozów nie puszczają swych pączków na pchli targ, siedzą w ukryciu, czekając na cieplejsze powiewy w okolicach 0° C. Doczekaliśmy się jednak czasów, kiedy zima jest jak wiosna, bardzo łaskawa. Oszczędza nam niskich temperatur i dziecięcego śmiechu przy lepieniu bałwanów. Niewiele jest dni, kiedy dmuchnie lodem, by zaszkodzić drogowcom, i by dać pracę odśnieżarkom. Zima jest łaskawa dla wirusów i bakterii. Także dla alergii. Kiedy ominie nas przeziębienie lub grypa, wąchając pierwsze kwiaty dopaść może, oprócz nagłego kataru, ucisk w krtani. Ze łzami w oczach poczujemy świst ciężko przeciskającego się powietrza i nagły, dławiący kaszel. Zaciśnięta krtań jest bardziej niebezpieczna niż wszelkie przesilenia pór roku.
I potencjalny człowiek, w euforii zmian, chce wybiec, poczuć jak z drzew wypływają soki, jak ptaki zakładają gniazda, bo być może i jemu uda się tej wiosny, a tutaj nie dość ze zmęczenie, gorączka, katar, to na dodatek głos grzęźnie w gardle i nie da się wykrzyczeć radości do świata.
W zamkniętej dziupli tkwi wśród podobnych „zestresowańców”, tudzież niedożywieńców, trwoniąc energię na walkę z niewidzialnym, a na zewnątrz ma wybór – może łapać wiatr i pyłki. Lepszy uścisk wewnątrz czy na zewnątrz?
Wiosna nas wszystkich i tak uściśnie serdecznie. Piękna życzę!