Archiwum tagu: » wariaci «

Psychiatryk
flamenco

fot. własna

Otaczam się nimi od zawsze, już niedługo będę miała ich, na co dzień. Potocznie nazywamy ich, my normalni – wariatami. Trochę niedomagają fizycznie, ale najczęściej siada im psycha. Normalni śmieją się z nich, ale pod pozornym ignorowaniem i ośmieszeniem kryje się strach. Strach przed nietypowym zachowaniem, nadmiernymi ruchami rąk albo piskliwym tonem głosu. Kiedy uda im się wejść na chwilę do naszego, znormalizowanego świata, do sklepu czy parku, obrzucani spojrzeniem i obawą w głosie krzyczącego (tu są małe dzieci!), wariaci wycofują się do swojego wewnętrznego, bezpiecznego świata. My, normalni, wolimy karmić swoje dzieci przekleństwami z TV i mieć święty spokój albo wymuskanymi postaciami z bilbordów, wierząc, że ich idealizm nauczy następne pokolenie piękniej i zdrowiej żyć.

Taką przykładową, prozaiczną scenkę z naszego podwórka pokazuje film „Enen”. Pewien mężczyzna podpatrzywszy lokatora swojego sąsiada, który to lokator ciut odbiega od przyjętych norm zachowania, wkracza z psem na posesje sąsiada, domagając się w imieniu „okolicy” usunięcia tego „wypierdka ludzkiego”. Sąsiad wie, że lokator nie jest niebezpieczny, co gorsza, to „normalni” zrobili z niego warzywo dla Domów Opieki Społecznej. Ale też wie, że jeśli wda się w dyskusje i tłumaczenia, w tej chwili zostanie poszczuty psem, a jutro w parku skopany do nieprzytomności. Może uszkodzą mu czaszkę i podziali los lokatora? Niebezpiecznych wariatów zamyka się w psychiatryku, a tych dających sobie radę, próbuje przywrócić się społeczeństwu. Nam. Po co? Pierwsze, co nasuwa się to pieniądze, które łożone z naszych normalnych kieszeni trafią w łapy opieki nad nimi. I tu roi się od precedensów, nie chcemy płacić ani mieć ich koło siebie, na podwórku, w sklepie. Wiec może do gazu?

Jak niewielka linia dzieli wariatów od normalności. Chciałoby się zapytać czym jest normalność. Czy jest taka płaszczyzna i czy dla każdego spełnia te same normy? Im dłużej się zastanawiam, tym dochodzę do jaśniejszego wniosku, że nasza codzienne pogoń niewiele odbiega od domu wariatów. Umiemy usprawiedliwić chamskiego szefa, który traktuje nas jak insekta i rzuca marny ochłap poniżej kwalifikacji. Ale jest praca, dzieci mają co jeść! Tolerować codzienne burdy za ścianą, bo co powiedzą sąsiedzi, tak nie wypada. Traktujemy się jak insekty w walce o lepsze, polityczne stołki. Czy nie lepiej byłoby bez pospiechu patrzeć na bezpieczny świat, w którym ktoś poda obiad, włączy telewizor… Niestety, nie ma tak dobrze, tylko niewielu może liczyć na ten komfort. Oprócz wariatów, zdarza się to pracoholikom, mało odpornym psychicznie albo szukającym azylu kanciarzom. W naszym normalnym świecie nie mówi się o szaleństwie. W większości przypadków jest ono przyjętą normą i ma słały porządek dnia. Gdybyśmy chcieli przesunąć nieznacznie ową normę, okazałoby się, że jest za mało psychatryków, za dużo” normalnych” nie spełniających norm normalności. Nie trudno stać się z tych „ich” nimi samymi. A zresztą… kto by nas pielęgnował i pilnował?

Kategoria: Moje podwórko  Tagi:  14 Komentarzy