Nie pamiętam wiele z przeszłości, tylko drobne fragmenty, z których teraz będę próbowała przypomnieć sobie to, o czym nie zdążyłam Ci powiedzieć, a chciałabym, żebyś wiedział.
Mogę tylko się domyślać, ale ze strzępków rozmów w naszej rodzinie poskładałam, że miałam być chłopcem. Od najmłodszych lat zabierałeś mnie do prac polowych, zbijania skrzynek, wbijania kołków… Pamiętam, jak chodziliśmy na targ, gdzie sprzedawano najróżniejsze gwoździe, śrubki i gadżety dla domu. Ja zajmowałam się oglądaniem tych cudeniek, a Ty, bez poganiania, wybierałeś odpowiedni zawias, czy uszczelkę. Nikomu się nie spieszyło, to był nasz tajemny świat. Ty robiłeś coś pożytecznego, ja uruchamiałam wyobraźnię. Jednak nie byliśmy nigdy blisko, to, że trzymałeś mnie za rękę przy przechodzeniu przez ulicę albo zbieraliśmy jabłka w sadzie, znaczyło jedynie, że jesteśmy koło siebie.
A czy było między nami jakieś porozumienie? Myślę, że było zwłaszcza wtedy, gdy próbowałeś nauczyć mnie być twardą. Nie pamiętam, żebyś mi to kiedykolwiek mówił wprost, ale to chłopców stawia się na baczność, uczy naprawy urządzeń, pokazuje, że trzeba przebijać mury, chociaż nie starcza do pierwszego i niewiele z tego jest szczęścia. Byłam jednak dziewczynką, którą byle choroba kładła do łóżka. Chyba trochę Cię zawiodłam.
Nie próbowałam jednak na siłę sprostać Twoim oczekiwaniom. Zapewne, dlatego, że byłeś spokojnym człowiekiem i tylko zmęczenie doprowadzało Cię do ostateczności. Wtedy nadchodził strach i uciekałam w bezpieczny świat mojej głowy. Jako zagrożenie odebrałam urodzenie się mojej siostry, bo to ją traktowałeś, jako wyczekiwaną córkę. Dlaczego tak jest, że pierwsze dziecko jest zawsze ślepcem w ciemnościach, musi torować sobie drogę do serca rodzica maczetą, a to drugie ma już gotową, przytulną polanę? Pierwsze musi doskoczyć i zarobić, drugie być tylko milusim brzdącem, od którego nikt nic nie oczekuje. A może tylko się uczyłeś na mnie, by prawdziwie zrozumieć i kochać moją siostrę?
Nigdy nie byłam grzecznym, przymilnym dzieckiem, żadną przylepą. Drażniło mnie mazanie się i słabość koleżanek, a szczególnie mojej siostry. Chodziłam swoimi drogami i nic nie mówiłam o kłopotach w szkole. Może czułam, że nikt mi nie pomoże? Nie wiem nawet, czy znalazłbyś czas na rozmowę ze mną. Wiecznie zmęczony albo w pracy. Potem już nie chciałam rozmawiać, byłam za duża byś pogładził mnie po głowie. O uczuciach nigdy nie rozmawialiśmy, ale czuję, że Cię zawiodłam. Musisz wiedzieć, że starałam się zawsze sprostać Twoim oczekiwaniom.
Nasze uczucia, porozumienia tkwiły we wspólnej pracy. Jak wtedy, gdy tapetowaliśmy wspólnie pokój, kiedy słuchaliśmy muzyki tak głośno, że przybiegł sąsiad, skarżąc się na zbyt hałaśliwe wiertła. Rozumieliśmy się także w śmiechu.
Pamiętasz jak upierałeś się, bym sama nie jechała do Lublina po jakiś tam element stroju do sukni ślubnej? Bałeś się o mnie, ale nigdy tego nie okazałeś. Dostałeś szału i pojechałeś ze mną. Wiesz jak to dziś odbieram? Oddałeś mnie pod opiekę innemu mężczyźnie, bo nie umiałeś mnie ulepić taką, jaką sobie wymarzyłeś. A ja nie umiałam wspiąć się ponad siebie. Mogłam nauczyć się wielu rzeczy, chłopięcych rzeczy, ale zawsze stałabym w rozkroku, między wyborem tego, co przynależy też dziewczynie.
Najżywsze wspomnienia mam z wczesnego dzieciństwa, kiedy niosłeś mnie przez śniegi do przedszkola. Kiedy byliśmy na miejscu, byłeś cały mokry, potem chorowałeś. I strasznie mam sobie to za złe. Dziś wiem ile kosztuje wychowanie dziecka. Szkoda, że przekazujemy sobie tej wiedzy w genach, na pewno uniknęlibyśmy wielu błędów. A tak tylko powielamy błędy naszych rodziców.
Od dawna uczę się życia bez Ciebie, nierzadko brakuje mi Twojego wsparcia i cennej rady. Chociaż ani Ty, ani ja, nie umieliśmy sobie okazać miłości, ona jest. Tkwi głęboko. Bez ostentacyjnego tulenia i pustych deklaracji słownych. Niektórzy tego potrzebują, my potrzebowaliśmy ciszy.


