• Niepamiętnik Pn, 29 czerwca 2009 Komentarzy: 12

    Za drugim podejściem było lepiej. Dostałam pokój z widokiem na łąkę. Nigdy niekoszoną trawę opasywały drzewa. Było spokojnie i nie padało. Wtopiłam się w wysoki las źdźbeł. Wtedy, lecący powyżej trzmiel, wydawał się wielkim odrzutowcem. A kiedy położyłam się na wilgotnej ziemi, cykanie świerszczy przywodziło na myśl wszystkie języki świata, która rozumie każdy, kto umie pytać niekoniecznie głośno, ale „dlaczego”. Bo jeśli jest ciepło, bezpiecznie, miło, kiedy wszelkie potrzebny zostaną zaspokojone, czy nadal jest coś niezbędnego ludziom? Człowiek nie samym chlebem żyje. Jest coś jeszcze; brakujące ogniwo tkwiące w każdym człowieku– znalezienie odpowiedzi na dziwne pytania.

    Z okna miałam przedziwny widok. Ponad łąką i drzewami widać było czubek wysokiej wieży. W szczerym polu stała stara, zniszczona budowla z okrągłą wieżą, jaką najczęściej spotyka się w bajkach (z czekającą księżniczką). W niedługim czasie dotarłam do znaleziska zza okna. Okazało się, że był to stary folwark pilnowany przez nadgorliwego ciecia. Bał się on szczególnie dzieciarni ze sprejami i napisów typu „jude”. Nie udało mi się podejść do znaleziska, bo z jednej strony zasłaniały go drzewa, z drugiej czujne oko ochroniarza wywoływało alarm i przedwczesną panikę.

    Po paru dniach przyzwyczaiłam do zaokiennego widoku, jak do jedynego maku wśród łanu pszenicy. I chyba to jest najsmutniejsze. Dorastając oswajałam się nie tylko z prawem ciążenia, do codziennego smaku chleba, do świata jako takiego. Dorastając straciłam zdolność dziwienia się światem, coś, co powinno pobudzać do życia, bo to, co najistotniejsze tkwi w nas samych, coś, co podpowiada, że życie jest wielką zagadką.

    Wiedzieliśmy o tym na długo przedtem, zanim nauczyliśmy się o tym myśleć.

    Dziecko dziwi się wszystkiemu: tacie, który goli się dziwnym urządzeniem, mamie, która wkłada pranie do przepaści. My, widząc dziecko unoszące się w powietrzu od razu zadzwonilibyśmy pod numer alarmowy. Przyzwyczailiśmy się do porządku na tym świecie…

    Niektórzy są tak pochłonięci codziennymi problemami, że zdumienie samym życiem zostaje wypchnięte w najdalsze zakamarki myśli.

  • Wata słowna N, 17 maja 2009 Komentarzy: 12

    Pojechałbym gdzieś daleko, z dala od zgiełku i ciągłego biegu. Wyciągnęłabym się na leżaku, popalała sziszę, poszperała na pchlim targu, albo w ciepłym morzu… Darowałabym nawet natrętnym handlarzom tanich podróbek. Niech mają satysfakcję, że powiedzą kilka słów po polsku. Jeśli to ich jedyna szansa na koedukację? Zawsze reaguję na tego typu przypodobania uśmiechem, milczeniem lub stanowczym ‘dziękuję!’. Dobijanie targu mija się z celem, skoro handlarz zna tylko po mojemu parę zdań, a ja wiem, że nie zejdzie bliżej realnej ceny prezentowanego gniota. Bawi mnie jego upór, ale skoro wybrał taki zawód, niech pokaże na co go stać! Śmieję się z niego, ale nie szyderczo, może z bezsilności, że nie mogę mu wytłumaczyć, że ta rzecz nie jest mi potrzebna nawet, jako ozdoba ubikacji. Nie posiadam też komórki z gratami, którą mogłaby owa rzeczą zasilić. Śmieję się, bo mnie nie przekona, już dawno stałam się odporna na niezrozumiałe oszustwa. Inna sprawa, kiedy ktoś stara się zrozumiale argumentować, zdarza mi się nabierać i kupić, np. zepsuty zegarek. Kupię, jeśli coś mnie zainteresuje, ale, pewniej, jeśli sama wybiorę gadżet.

    Ale szczęśliwi czasu nie mierzą; ale co z nieszczęśliwymi? Mają dwa razy więcej nieszczęścia, przez czas i prywatne kłopoty? Pomimo kłopotów czas pokazuje niechybnie zbliżające się wakacje. Czas spełnienia marzeń i odkrywania obcych lądów. Dokąd tym razem? Kiedyś bawiłam się wirującym globusem. Zakręcałam raz, a gdy kula zatrzymywała się, palec wskazywał odkrywczy ląd. Uczyłam się o tym lądzie suchych faktów, geografii, wierząc, że kiedyś postawię nogę w tajdze, na Grenlandii, czy w lesie równikowym.

    Najwyższy czas (nie wiem czy nie za późno) rozpocząć poszukiwania szczęśliwych wakacji. Urlop tamtego roku udał się nadzwyczaj dobrze. Obyło się bez globusa, ba! nawet bez śledztwa biur podróży. Ostatnio jednak czytam opinie byłych urlopowiczów i włos zjeżył nie się na głowie. Trafiam na samych niezadowolonych i narzekających. Nadto prześladują mnie medialne informacje o parodniowych koczowaniach w salach odlotów, o awariach autokarów, gdzieś w wioskach bez cywilizacji. Nikt jednak głośnio nie mówi o bardziej banalnych a wstydliwych sprawach. Najbardziej boli brak szacunku do Polaków, na drugi ogień idzie – brak podstawowych zasad higieny i brud w pokojach. Brud przyrośnięty silikonem do fug prysznica albo waląca się kabina (muszle klozetowe były całe…). Z „niepolecanych” trafiło mnie pięścią ubogie jedzenie. Chyba każdy chce spróbować regionalnej kuchni, a jednostajne, czy „kontynentalne” śniadania, mijają się z celem. Monotonia, mimo, że wykupiono all inclusive. Sporo było różnych ostrzeżeń. Nie chce tego już czytać. Po takiej lekturze, wypróbowanym sposobem, chcę spakować plecak z namiotem i co się da unieść, i wybrać się stopem nad nasze zimne Morze. A tak marzył mi się gorący piasek na nieznanym lądzie.

    I kto twierdzi, że człowiek świadomy jest szczęśliwszy? O niektórych rzeczach z pewnością nie powinniśmy wiedzieć. Zapobiegliwość zostawiłabym opiece losu… Takie wakacyjne szaleństwo!

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

luty 2012
P W Ś C P S N
« stycznia    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  

Kategorie

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u