Parę dni temu próbowałam dostać się do domu z odległego miasta. Kierowca odesłał mnie z kwitkiem – nie ma miejsc. Poszłam na Stare Miasto, a tu jak nie lunie gradem! Norma. Katar i reszta choróbska gotowa. W sumie klasyka.
Da się odczuć przednówek.. ptaszki śpiewają, czuć coś w powietrzu. Moda niby się zmienia, ale w sumie każdy dąży do poprawy samopoczucia i widoku za oknem. Wiosną najcenniejsza jest jak zwykle zieleń liści i trawy, słodki (!) ćwierk wróbli, muskający wiaterek. Banalne? Klasyka nie wychodzi z mody
Przez przypadek nie zmieniło się też moje nastawienie do dnia wagarowicza. Dziś odpuściłam zajęcia licząc, że konsekwencji nie będzie.
Dyktatorzy wymyślają coraz to inne cuda na kiju, ale wiosna nigdy nie wyjdzie z mody. Nie mam pojęcia, co zaplanowali dla mnie na tę porę roku. Moja klasyka wiosenna ma zielono-trawiaste rajstopy, żółtą spódniczkę i niebieską bluzkę, a w uszach czerwone filcowe kolczyki. Banale? Po szarzyźnie błota i ogólnej pluchy pozwolę sobie na wszystkie kolory naraz.

