Maj rozkwita. Późnymi jabłoniami, bzem, kasztanami i konwaliami. Te ostatnie najbardziej przyjemnie drażnią moje oko i zmysł powonienia. Zapach nieomal duszący. Odstraszający? Na pewno nie okresowych zbieraczy w celach zarobkowych. Ile oni mogą zarobić? Niewiele. Przejeżdżając wczoraj przez kolejną, żółtą rzepakiem wieś, widziałam nieomal szpalery handlarzy konwaliami. Konwalie są w Polsce pod częściową ochroną, znaczy to, że zbór nabywanie i oferowanie jest procederem nielegalnym, podlegającym karze. Nie słyszałam żeby ktoś ponosił jakieś konsekwencje z tytuły zboru tego drobnego kwiecia. Tam, gdzie mieszkam ciężko ją znaleźć. Ale znalazłam i złowiłam aparatem.
Niepozorna konwalia ma za sobą sporą historię. Wyczytałam, że jest znakiem Maryi i Chrystusa, wskazuje na zbawienie świata. Można je odnaleźć na obrazach Sądu Ostatecznego po stronie błogosławionych; jako kwiat poświecony Marii z Nazaretu. Konwalia symbolizuje młodość, pomyślność i szczęście, ale jest też atrybutem sztuki medycznej. Nie przez przypadek na jednym z portretów Mikołaj Kopernik trzyma kwiat w lewej dłoni (dlaczego w lewej? Może Kopernik był leworęczny albo on sam, autor obrazu, stworzył swoje lustrzane odbicie?).
Ułożenie kwiatów konwalii przypomina drabinę. Drabinę do nieba?
Jak w wierszu Zdzisława:
biegałem po nie do lasu
zroszone niosłem dla Ciebie
dziś mimo upływu czasu
dałbym, lecz jesteś w niebie
z zadumą spoglądam na nie
dzwoniące na leśnej polanie
myślę, że dobrze zrobię
Mamie kładąc na grobie



Zapisali…