Archiwum tagu: » konkurs «

Dialogi i ramy

Zakończył się II etap konkursu na Blog Roku 2008. Dziesięć blogów z poszczególnych kategorii będzie teraz bić się o SMS-y swoich czytelników i znajomych, a kapituła jury wybierze najgłośniejszego, który chwyta za serce i umysł. Mam swoich faworytów, na których będę głosować i nie z sympatii do autorów, a do przeczytanych treści. Każdy z nich podchwycił mnie czymś innym i dziwię się, że można ująć to w tak wąskie kategorie konkursu. Trzeba się jednak gdzieś wpasować, by się przebić.

Na tym etapie moje uczestnictwo w konkursie kończy się. Chciałam podziękować wszystkim, który na mnie głosowali. Tych, którzy mnie czytają i znają z literek, i tych realnych, którzy mnie dobrze znają, ale nie czytają ;) . Nie zebrałam wymaganej liczby głosów, może nie nastawałam zbytnio na telefony, może nie wzbudziłam „czegoś” w czytelnikach, może za mało się udzielałam w sieci, może… ale to nie jest ważne. Konkurs pokazał blogi, których dotąd nie znałam, a są rzeczywiście wartościowe, można w nich odszukać zapomniane cząstki, tematy do rozmów, wenę do dalszego pisania. Bardzo często zdarza mi się czytać kogoś, pod kim nigdy się nie podpiszę, nie skomentuję. Spośród myśli, które tłoczą się do głowy są takie, których się wstydzę, tematy, których u siebie nigdy nie poruszę, pomimo, że są ważne także dla innych. Najczęściej nie mieszczą się one w ramach mego bloga, są śmieszne, nie do pojęcia dla wielu ludzi, a pietą achillesową kogoś podobnego do mnie. Właściwe to banał, bo każdy ma tajemnice, do których sam boi się przyznać, coś, co go najbardziej gnębi, gdy zostaje sam. Ten konkurs pokazał mi blogi, a przez nie i inne blogi, które są nieocenionym źródłem informacji.

Czy czytając zagorzale, identyfikując się z piszącym, a nie pozostawiając śladu nie ignoruje jego wysiłku? Nawet minimalnego, bo wiadomo, każdemu pisanie przychodzi z różną trudnością i ma inne podłoże. To można poddać dyskusji. Bo skoro piszący otwiera komentarze liczy na dialog, chce poznać inny punkt widzenia, pragnie wiedzieć czy jego myśli nie zbaczają z toru. A jednak większość przechodzących nie pozostawia echa. I to ich prawo, bo nie w każdej gazecie (mam przecież możliwość publikacji;)) zostawiam na marginesie swoje notatki, a większość treści zapominam, skoro nie wzbudziły oczekiwanych refleksji. Zabrać gazety niepodobna, bo jest wliczona w koszt publikacji. Jedynym wyjściem jest słowo pisane. I tylko tak mogę dowiedzieć się czy się zgadzacie ze mną, czy też nie :D .

PS. Ostatnio wybuchła dość energiczna dyskusja na temat mieszczenia się w wybranej kategorii konkursu. Co jednak, gdy autor nie zawiera się w ramy jednej, albo żadnej? Pociąć się na kawałki? Miałam z tym problem, bo kategorie „literackie” nie ujmuje moich fanaberii. Jeśliby przyjąć definicje, że „literatura to wszystkie >sensowne twory słowne<, czyli dzieła artystyczne, tj. literatura piękna, oraz teksty użytkowe, tj. literatura stosowana, zachowane w formie pisanej lub w przekazie ustnym”, to, czym jest blog? Coś mu ujmuje jego treściom wg ww. wymienionej definicji pani profesor Stefani Skwarczyńskiej?
Można jeszcze mówić o grafomanii – jest nim „patologiczny przymus pisania utworów literackich. Określenie o wydźwięku pejoratywnym (…) Jednak grafomania nie musi wiązać się z brakiem predyspozycji pisarskich, może wynikać z rozmijania się z percepcją sztuki i literatury właściwej dla danej epoki. Grafomania jest bardziej zauważalna u autorów, którzy łączą przymus pisania z dążeniem do upowszechniania swoich utworów, mimo negatywnej oceny ich poziomu artystycznego”. Tak wiec dyskusja jest bezcelowa, bo słowo „literatura”, to worek bez dna, grafomani mogą wyprzedzać swoją epokę, co dyskutantom nawet do głowy nie przyjdzie ;) . Ponadto konkurs jest realizowany w różnych celach, wątek literacki jest jednym z wielu.

Jazda na kulkach

Wiele razy życie zmuszało mnie do racjonalności, odpowiedzialności, ograniczenia swoich potrzeb na rzecz lepszego, zdaniem użyteczności, wykorzystania okazji. Do czego? W ten sposób, niestety, ograniczałam – siebie. Kiedyś poszłam po głos mało rozsądny i zaczęłam pisać bloga. Wcześniej nie miałam zbyt dobrego zdania o blogwaniu. Blogi, jak i ich autorzy nie były wiarygodne, inaczej z książkami, czy konkretnymi ludźmi. Blogowicze to płynna masa, komentujący – przypadkowi podglądacze, bezwstydnie spluwający, bądź cieszący się z niezobowiązujących powiązań. Teraz mam zupełnie inne pojęcie o tej sferze ludzkiej działalności.

Daliśmy sobie tu nowy dom, nową tożsamość, ale budowaną nie przez każdego indywidualnie, a przez uczestnictwo w różnych wspólnotach emocjonalnych. Dała mi ona więcej i zupełnie, co innego niż bym się spodziewała. Na początku, nawet w trakcie, pojawia się pytanie – o czym pisać, na ile się odkryć, w jakiej formie, co zawrzeć, by kogoś zainteresować. Chyba nie da się pogodzić anonimowości z blogowaniem, nawet, gdy pisane będą tylko opowiadania, recenzje, przemycę siebie. Sprzedam to w prostych zdaniach. Pisanie w różnych osobach, różnymi stylami dezorientuje czytelnika. Nie wiadomo, z kim ma do czynienia, czy z fikcją czy prawdopodobieństwem, z emocjami czy prześmiewczością. I tu pojawia się prosty kruczek emocjonalny– ludzie chętniej czytają domniemaną prawdę, coś, co znają z ulicy, niż pięknie wymuskane zdania z nudnej książki. Najlepiej sprzedają się emocje, opisy nawet najnudniejszego życia, najlepiej w formie żartu. Smutków nikt nie lubi. Czy nie zdarzyło wam się nigdy nasłuchiwać sąsiada zza ściany, albo zaglądać w oświetlone okno czyjegoś domu? Tu jest podobnie – nawet lepiej – wiele otwartych drzwi prosi się o ustosunkowanie przechodnia do prawdy bądź wyobrażeń. Jeśli jest się autentycznym, wiarygodnym przez dłuższy czas, ludzie odwzajemniają się podobnym. Istnieje jeszcze grupa rebeliantów, którzy wnoszą powiew świeżości do ugrzecznionego światka. A co tak będziemy wiecznie sobie słodzić?! Oni też grają na podstawowych ludzkich emocjach, manipuluj swoją przeciwstawnością, burzą sztywne reguły. Do rozpoznawalności przyczynia się kontrowersyjność lub autentyczność, dowcip, fachowość, pomoc. Te dwie pierwsze opcje są najlepiej notowane.

Nie umiem się sprzedać, nawet same słowo ohydnie mi się kojarzy, jako przykra konieczność szarej rzeczywistości. Sprzedaję się codziennie tam, tu robię nieco inaczej.

Kiedyś chciałam kupić rolki. Nie był to chwilowy kaprys, a zakup pewny (choć warunki drogowe kiepskie). Ale zobaczyłam buty, które przydałyby mi się o wiele bardziej. Wybrałam buty. Skojarzyło mi się to z konkursowymi kulkami – kołami od rolek. Czy jeżdżenie na kółkach zarezerwowane jest tylko dla nastolatek? Każdy chce mieć tu frajdę na kółkach, ja też! Wzięłam udział w konkursie na Blog Roku 2008. Wygrana nieosiągalna, ale przy odpowiednim sprężeniu, uda się uciułać 3 kulki do moich rolek (głosy z komórek sygnowane są odpowiednio rzeczonymi).

Blog jest alternatywą dla rzeczywiści, rządzi się innymi zasadami. Jest swoistą grą, jej uczestnik sięga swobodnie po różne sztuczki, by go zauważono, bo może. Pełni też rolę rynku, gdzie mapy kulturowe autora są zestawiane i porównywalne z mapami innych piszących. Bawi mnie sama gra. Sztucznie wytworzony świat jest często brutalny dla tych, którzy swoją samoocenę przekładają na wirtualne sukcesy i porażki. Blogwanie, jak i konkurs traktuję jako świetna zabawę. Jako środek do pokazania co jest dla mnie ważne, co wywiera na mnie wpływ. Niektórym wystarczy kameralny zaułek, inni szlifują opanowane reguł blogerskiej wspólnoty. Z wielkiego arsenału blogerskiej ekspresji wygra ten, który najlepiej posiadł umiejętność grania w bloga.

Więc grajmy!