• Moje podwórko Pt, 6 listopada 2009 Komentarzy: 14

    fot. Enchanters Blood

    fot. własna

    Co kryje się za związkami: pisze jak kura pazurem, trafiło się ślepej kurze ziarno, wygląda jak zmokła kura, ptasi móżdżek albo kura domowa? Drób, po prostu ptasia gromada! I to kobietom przypisana jest najczęściej etykietka z „ptasim móżdżkiem,”, a już na pewno z „kurą domową”. Czy wbrew panującym trendom one same rezygnują z kariery zawodowej, czy też z konieczności i przypisanych odgórnie funkcji kobiecych? Narażone są na tego typu określenia: leniwa, bez ambicji, woli siedzieć na garnuszku męża, kłamie, że lepiej jej w domu z dziećmi…

    Sam epitet ma już w sobie wydźwięk lekceważący, a w moim umyśle szkicuje się obraz zaniedbanej, nieatrakcyjnej kobiety w rozciągniętym dresie, krzątającej się między garkuchnią, łazienką a łóżeczkiem niemowlęcym (ewentualnie swoim własnym). Ten stereotypowy obraz wcale nie musi być prawdziwy. Wyczuwam tu nitkę zazdrości, bo nie każdego stać na zajmowanie się całym domowym przybytkiem 24h na dobę zwłaszcza bez majątkowych korzyści. Może to zazdrość o to, że „kury domowe” nie muszą siedzieć na nudnych konferencjach, jeździć na przymusowe szkolenia i spowiadać się na dywaniku u szefa. Czy złość na kury domowe nie wynika z tego, że jedni mogą pozwolić sobie na tą „ekstrawagancję”, a drudzy muszą zarabiać na dom (i tu też można wyróżnić wiele odcieni bieli)? Najczęściej te kobietki – kurki – są zadowolone ze swojego wyboru; realizują się, jako matki i żony i, oczywiście, strażniczki domowego ogniska. Skąd w nas tyle podobieństw to drobiu? Ty ślepa kuro, niech cię gęś kopnie, jesz jak ptaszek i nie zapuszczaj mi tu żurawia sokolim wzrokiem w notatki, bo i bez tego wiem, że jesteś niebieskim ptakiem. Jak zwykle trzymasz dwie sroki za ogon, a gołąb na dachu siedzi wróbla strasząc, ale wiesz… jedna jaskółka wiosny nie czyni. Wzięłaś byka za indyka?

    To dlatego tak się na czerwienią sępisz, już myślisz o tej inauguracyjnej niedzieli. I jeszcze wrócę do „ptasich móżdżków” . Gabaryty mózgu mają znaczenie, przynajmniej, jeśli chodzi o ptaki. Ornitolodzy twierdzą, że ptaki z większymi główkami lepiej sobie radzą w życiu, a ich populacja utrzymuje się na optymalnym poziomie. Te z małymi móżdżkami nie potrafią regulować sowich zachowań i padają ofiarą mądrzejszych jednostek. Więc wśród ptaków owe uczenie się, rozwiązywanie problemów i lepsze wykorzystywanie swoich szans jest także zróżnicowane. Jeśli pogardliwie mówimy czasem o ptasim móżdżku, watro zaznaczyć, że to o mały ptasi a nie ludzki móżdżek chodzi.

  • Niepamiętnik Cz, 6 sierpnia 2009 Komentarzy: 8

    fot. incredi

    fot. incredi

    Jest wiele książek, które czyta się, bo się dobrze czyta, a które niekoniecznie coś ze sobą niosą. Albo nie do końca rozumie się je, bo wątek krąży w dziwnych kierunkach. „Foe” J.M. Coetzee jest właśnie książką, której przesłanie rozumiem jak przez mgłę. Opowiadanie snuje kobieta która, po bezowocnych poszukiwaniach swojej córki, wraca do Anglii, ale w trakcie podróży zostaje wyrzucona na bezludną wyspę. Wyspę zamieszkują Kruzo i Piętaszek. Mieszka z nimi przez rok, poznając rytm odludnego życia. Po powrocie (Kruzo umiera w na statku) do Anglii, próbuje sprzedać swoją historię powieściopisarzowi, panu Foe. Co dziwne, kobieta widzi autora jej niedoszłej powieści tylko raz i wszystko, czego dowiadujemy się o jej teraźniejszym życiu, dowiadujemy się od niej samej. Tak jakby to ona była autorem książki Coetzee i spisywała historie, i Kruzo i niewolnika. Piętaszek nie mógł opowiedzieć jej o sobie ani mową, ani ciałem (ciało nieciekawe, niewiele z jego mowy dało się wywnioskować). Kobieta sama wkłada dialog w usta niemowy i Kruzo, którzy nie umieją zaprzeczyć jej słowom. Może opowieść jest wyimaginowana?

    Nie jestem opowieścią, panie Foe. Owszem, jako opowieść mogę cię frapować, ponieważ rozpoczęłam relację o sowich dziejach bez słowa wstępu, zsuwając się za burtę i płynąc do brzegu. Wszelako życie moje nie zaczęło się na falach. Wodne bezmiary poprzedza żywot sięgający wsteczno mych samotnych poszukiwań w Brazylii, stamtąd do lat, gdy córka jeszcze byłą ze mną, i dalej do dnia moich narodzin. Wszystko to składa się na historię, której nie myślę opowiadać. Nie myślę opowiadać, widać, że jestem istotą z krwi i kości (…) Wolę raczej opowiedzieć wyspie, o sobie, Kruzo i Piętaszku, o tym, cośmy tam robili, albowiem wolną jestem kobietą, która dowodzi swej wolności, opowiadając własną historię tak, jak sama sobie życzy.

    Może kobieta, zżymając się na sztywny szablon znanej historii o Robinsonie, podejmuje grę dodając rolę kobiecą? Wychodzi jej to pokracznie, w myśl jej własnym słowom: „Toż to nie kobieta, lecz dom słów, pusty, bez nijakiej treści”.

    Jak odbierać tę książkę? Na pewno, w pierwszym rzędzie, jako satyrę na gadatliwość i wybujałą wyobraźnię kobiet.

  • Przymrużone oczy So, 18 lipca 2009 Komentarzy: 18

    Od paru dni słońce pali wszystko, co znajdzie na swojej drodze. Ci, którzy mają dojście do wodopoju, nieważne czy wodnego, czy kobiecego, powinni uważać. W jednym i w drugim bardzo łatwo utopić marzenia. Mogą to być niebieskie oczy, kolorowa spódniczka, skąpy biustonosz – pozory niewinności, którymi, jak wędką, kobiety łowią najlepszego kandydata na swojego dozgonnego pieseczka. Nie będzie nim pierwszy lepszy z wydatnymi slipkami. O nie, również nie taki, co gapi się ukradkiem na koleżankę z kocyka obok. Będzie nim zdobywca wieczoru, który podpali stos siana jedną zapałką, zafałszuje serenadę na jednej strunie, wyłowi czerwoną piłeczkę z dna jeziora i nie dopuści do kobiety żadnego natrętnego komara. Tej nocy. Bo ta noc jest tylko jego i oczywiście jej. Przyjechali tu po to, by zakosztować wolności, nauczyć się życia, wykąpać w beztrosce, chociaż zawalili maturę albo są w trakcie rozwodu. Noc będzie upojna, natrętna i długa, trwająca do rana z aktami ataków na wszędobylskie komary. No bo ciężko odganiać od kochanicy wszelkiej maści moskity, będąc jak jedno, jak w sarkofagu rozkoszy – w śpiworze, który nie da rady bardziej rozciągnąć piszczeli po setkach podobnych nocy. Czasem rozrywa się z nastaniem świtu wyrzucając rozbuchanego byczka przeciągającego się z zadowoleniem. Kobieta wychodzi tuż za nim, chcąc przyjrzeć się kandydatowi w dziennym świetle… Parę godzin to naprawdę niewiele na podjęcie decyzji czy warto wszelkimi obietnicami zatrzymać go. Czy będzie dobrym podnóżkiem, ojcem, tragarzem, pomocnikiem, przyjacielem i oczywiście kochankiem. Można wyliczać wiele dylematów, które targają głową kobiety wraz ze świtem, ale po tej nocy, to ona ma przewagę, ona wybiera. To, co się przed chwilką skończyło niewiele ma wspólnego z jej decyzją, dla niego jest niemal jedynym punktem odniesienia. Jak dobra była w łóżku… Dla niej o wiele ważniejsze jest czy zaproponuje wspólną kąpiel, spacer, kawę. Czy będzie odganiał kolejną zmianę komarów i czy zainteresuje się jej przeszłością.

    Nie wiem ile trwałych związków rodzi się w ten sposobów, ale na pewno jest doskonałym sposobem na doroczną łapankę fajnych tyłeczków. Wpaść do wody podczas upałów jest bardzo przyjemnie, ciężej wyjść, bo woda może okazać się zbyt głęboka :) .

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

luty 2012
P W Ś C P S N
« stycznia    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  

Kategorie

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u