
- Nie lubię cię – powiedziała mała Krysia, obrzucając Basię piaskiem.
- Zośka, coś ty jej zrobiła? – starszy brat solidarnie wycierał Zosi oczy z piasku.
Chciał ją mocno zganić, ale mógł tylko bardziej straszyć. Zośka chlipała, z zasmarkanego gardła udało się usłyszeć:
- Huśtałam się z Bartkiem, Basia nie miała się, z kim bawić.
- Głupia jesteś! Bartek to zdrajca, wczoraj podkopał naszą fortecę i ukradł ze środka wszystkie szklane kulki.
- No to, co! On nie krzyczy jak wy. Daje mi się pobawić swoimi zabawkami i dzieli się batonikami. Jest sprawiedliwy w zabawie.
Basia dostała łopatką po głowie.
- Jak będziesz się z nim bawić, to więcej się do piaskownicy nie zabiorę!
I Zosia odtąd patrzyła z przeludnionej piaskownicy jak Bartek sam bawi się samochodzikami przy huśtawkach. Był wolnym żołnierzem.
Ona była w jednej z grup, które okupowały piaskownicę po prawej stronie podwórka, przynosiły plastikowymi kubeczkami wodę z kałuż i babrały się boso w fosie zamku stojącego na środku. Poligon wytyczały końce patykowatych flag, przy których pełniła funkcje straż.
Nieco pośrodku, po lewej, rozbił się garnizon wroga. Ci upaprani na twarzach błotem i guanem wojownicy omawiali strategię kontrataku. Ich zaciekłość, była jeszcze większa na myśl o straconych dwóch walecznych żołnierzach. Przeszli na stronę wroga.
Walka wręcz schodziła na dalszy plan, kiedy w grę wchodziły mechanizmy podprogowe. Niestrzeżeni żołnierze omamieni lepszym żołdem przechodzili na stronę wroga. W szczególnym niebezpieczeństwie znalazły się małe dziewczynki mające do zaoferowania znacznie więcej niźli nabuzowany testosteron. Chociażby to, że w towarzystwie sukienek chłopcy bardziej starali się i częściej myli…
*
Kiedyś z internetem wiązano nadzieję, że będzie to świat bez przemocy, uprzedzeń, rasizmu… Powstaną w nim grupy wspierające się wzajemnie, bez zgrzytów z zewnętrznego świata. Szybko rozpierzchła się ta mrzonka, głównie, dlatego, że do internetu wchodzimy z bagażem doświadczeń. Z uprzedzeniami do członków swojej piaskownicy, którzy, jak się nam zdawało, są podobni do nas i uprzedzeniami do tych z obcej piaskownicy, która się z nami nie zgadza, wyśmiewa nas, etc.
Każda grupa broni swego terytorium, kiedy uzna, że jest zagrożona jej członkowie silniej egzekwują reguły wewnątrzgrupowe, przyklejają się do siebie, tworząc mur nie do pokonania. Grupa przeciwna obrzucana jest błotem zgodnie z przyjętymi stereotypami. Oni są źli, obłudni i chamscy, bo nie nasi. Grupy próbują wyrwać sobie, co zacieklejszych żołnierzy, podkopując ich lojalność i moralność. Ale jeśli pojawi się jakiś ważny cel wymagającej współpracy (np. konkurs, który ma wyłonić zwycięzców z trzeciej, czwartej grupy), napięcia zmniejszają się (w myśl zasady –lepszy swój wróg niż obcy). Na szczycie stoją przywódcy stanowczo wymagający przestrzegania regulaminu, piętnujący dezercję czy nieposłuszeństwo. Wbrew pozorom, z daleka można też dotkliwie kąsać.
Ludzie mają skłonność identyfikowania się z grupą i faworyzowania jej członków, mimo przypadkowego i absurdalnego wyboru. Komuś może podobać się czyjś nick, sygnaturka, umiejętność pisania na temat. W rzeczywistości, jakie ma znaczenie, że jest budowlańcem z Belfastu, skoro tak dobrze zna się na samochodach? Najbardziej jest to widoczne na nieokreśloną treścią towarzyskich portalach. Gdy zostaniemy do kogoś przydzieleni, poleceni, wydaje się, że członkowie grupy są do nas podobni, co często jest blefem. Inne grupy stoją w opozycji.
Skoro niełatwo zbadać status rozmówców jesteśmy skłonni myśleć o kimś, że jest podobny do nas. Tak jest w kontekście międzygrupowym, a w samej grupie? Jeśli żołnierz próbuje dostać się do przeciwnego obozu z powodu przewagi wroga, niekoniecznie jego przekonania pokrywają się z wizjami grupy. Podobnie jak ślepa identyfikacja z grupą, jego celem może być bezpieczeństwo lub chwała. Gotów poświecić inne cele. Ludzie różnie radzą sobie z dysonansem; z brakiem konsekwencji, miedzy przekonaniami a stanowiskiem, jakie obierają lub tymże stanowiskiem a zachowaniem. Jeśli nie są dość zaślepieni upojeniami przywódcy, chcą zmniejszyć dysonans. Często jednak wbrew własnym przekonaniom słuchają i wykonują, ich własne pragnienia zlały się z wizami ogółu (bądź boją wychylić z szeregu). Inni sprzeciwiają się, ich niezadowolenie manifestowane jest pozorną niezależnością, działaniem z boku, ale na rzecz grupy – pomocą, czy walką z ukrycia. Można powiedzieć, iż działają na dwa fronty – są niezależni, ale i związani z danym obozem. Tzw. wolni strzelcy są doskonałymi kopaczami, napastowana grupa nie bardzo wie czy skupiać swoje wysiłki na pojedynczym, wściekłym psie, czy na zbrojnej grupie. Osaczona jest z paru stron.
Mniej jest takich członków, którzy odchodzą gdzieś i wcale nie musi być to inna grupa. Ci także są niebezpieczni, bo jako odszczepieńczy – liderzy mogą stworzyć inną, silną konkurencję. A jeśli nie, to lepiej – samotnika łatwiej namierzyć i zestrzelić.
Wywody te i podobne można by snuć bardzo długo. Na jeden wpis wystarczy.
Dlaczego zaczęłam od dzieci w piaskownicy? W relacjach miedzy dziećmi i ludźmi w necie istnieje wiele podobieństw. Pominąwszy nawet powyższe, tak u dzieci w piaskownicy, jak w necie sporadycznie zdarzają się rany fizyczne. Tu ktoś klepnie kogoś łopatką, rzuci piachem w twarz, albo zmiesza z błotem. Pozostaje jakaś niechęć, uraz i żal.
