• Inspiracje N, 27 czerwca 2010 Komentarzy: 22

    fot. Shadow7


    Przedstawiam Ci Okazję.

    Okazja, raczej introwertyczka, woziła ze sobą plik gęsto zapisanych kartek. Za względu na pracę musiała przemieszczać się często po kraju. Dość szybko kartki poszarzały, a ich rogi zmieniły kąty. Wymemłane, w formie szmacianej, trafiły prawie do kosza. Pik kartek zaczęła przepisywać od nowa. Nie potrafiła z nich zrezygnować, były dla niej czymś na kształt drogowskazu życiowego. Połowy maczku nie udało się odczytać, więc zastąpiła go innym, równie poważnym i głębokim.

    “Najlepszym sposobem na smutek jest nauczenie się czegoś nowego.”

    Przeczytała i pomyślała, że nie jest smutna, a sztuka przepisywania weszła jej na tyle w krew, że ta myśl nie przystaje do jej życia. A może… czas coś zmienić?

    “Generalnie, zmieniamy się z jednego z dwóch powodów: inspiracji lub desperacji.”

    Nudziły ją i męczyły konferencje i kursy, nudne rauty i puste pokoje. Gdzieś wewnątrz zaczął kiełkować bunt przeciw marazmowi i kierowaniu jej czasem. Zaczęła przepisywać coraz szybciej, dużo więcej niż planowała. Ostatnią maksymą, jaką wcisnęła było:

    “Ludzie spieszą się w pracy, dlatego niedbale ją wykonują; spieszą się w używaniu życia, dlatego jego smaku nie odczuwają; spieszą się w odpoczynku, dlatego nie mogą wypocząć.”

    Dlaczego więc nie zatrzymać się? Zaczęła zastanawiać się nad zmianą. Odtąd regularnie wyrzucała część kartek i zastępowała świeżymi zapiskami.

    Nie odróżniała od siebie pokoi hotelowych – mających przyciągnąć klientów pozornym wymuskaniem i sterylnością. Bił od nich chłód, ale wiedziała jak odczytać ich historię. Hotele, o wysokim standardzie, rzadko nosiły ślady bytności gości, czy pokojówek, ona wybierała bardziej kameralne, w starych kamienicach albo zapomniane, na uboczach dróg. Zamykała drzwi na klucz, odsuwała łóżka i szafki. Spod nich wychodzili ludzie. Różni – tacy, którzy chcieli przeżyć miłosną przygodę albo początkujący rockmani. Kawałki prezerwatyw i ubrań tarzały się z kotami na podłodze, pęknięte lusterko noszące oznaki wściekłości, drobne, włosy i podarte papiery, z których można było odczytać zadziwiające chimery. Większość znalezisk niosła do recepcji, gdzie zaskoczona pani zaklinała się, że wcześniej nic takiego nie miało miejsca.
    W starych budynkach zawsze odnajdywała pluskwy. W drewnianych łóżkach konserwowały się dość dobrze, i musiała odrywać część tapicerki, by upewnić się, że żaden owad nie wbije jej w nocy kłów. Tylko klienci widzieli rano świeżą krew na bieluśkich ręcznikach, właściciele przepraszali i nic nie robili.
    Nie biegła z wrzaskiem o zmianę pokoju; co by dała przeprowadzka skoro pluskwy czają się pod podłogą całego budynku? Odsuwała mebel, wyrywała cześć obicia i, nałożywszy maseczkę, spryskiwała obficie podłogę i drewniane deski łóżka. Potem otwierała okna i wychodziła na umówioną kolację. Niewygodni goście tracili na kilka dni zainteresowanie jakąkolwiek krwią.
    Wtedy to, z jednej z szafek, wylatywała dziwna rzecz, niepasująca do pluskiew, obrazów udających autentyki, cennika, telefonu, obszczerbionych kubków i włosów w wannie. Biblia. Kiedy zobaczyła ją po raz pierwszy, myślała, że jej poprzednik zostawił książkę nieopatrznie. Recepcjonistka popatrzyła na nią podejrzanie.
    - Biblia? Jest w każdym pokoju. Jeśliby jej nie było, mogłaby się pani martwić.

    - A po co ludziom w hotelu Biblia? Do poduszki? Nie bierzecie pod uwagę agnostyków, dla nimfomanów też jakieś gazetki w tym zimnym pokoju się przydadzą. A dzieci, czemu nie ma dla nich książeczek? Starsze babcie lubią kulinaria, kobiety poradniki… Czemu Biblia?

    Pani za kontuarem nie była przeszkolona w odpowiedziach na tego typu pytania.

    - Bo jest uniwersalna…

    Otworzyła Biblię na przypadkowej stronie.

    - “To, że widziałeś żelazo zmieszane z mulistą gliną oznacza, że zmieszają się oni przez ludzkie nasienie, ale nie będą się odznaczać spoistością, podobnie jak żelazo nie da pomieszać się z gliną.” (Ks. Daniela 2: 43, Biblia Tysiąclecia)
    Do czego przyda mi się ten werset, gdy otworzę go przed kolejną służbową podróżą? Albo ktokolwiek inny? Jak mam go rozumieć?

    Recepcjonistka zająknęła się, że niby wyrwane z kontekstu, nie jest znawczynią…

    - Tym bardziej większość ludzi…

    Okazja pogrzebała w przepastnej torbie i wyciągnęła plik świeżo zapisanych kartek. Wbiła palec na chybił trafił w jeden z cytatów:

    - “Mała gimnastyka poranna. Wstaję właściwą nogą, otwieram okno duszy, skłaniam się przed wszystkim, co żyje, zwracam twarz ku słońcu, przeskakuję kilka razy przez swój cień i śmieję się z całego serca.” – Hans Kruppa – przeczytała z pełnym zrozumieniem. – Albo “Głupia stałość jest ulubieńcem ciasnych umysłów” - Ralph Waldo Emerson.
    Biblia do celów prognostycznych straciła na aktualności.

    Okazja pogadała sobie… z niezrozumieniem i szeroko otwartymi ustami pani recepcjonistki.
    Nie było to dla niej nowością, lubiła zadawać proste pytania. Rozanielała ją reakcja rozmówcy, a i odpowiedź, niemniej nieprzemyślana i dość szczera. Czasem nic, niema prośba, by sobie poszła. I opuszczała hotel, pensjonat, niekiedy podrzędny hostel, gdy już nie miała sił szukać czegoś lepszego. Wielu z poznanych przypadkiem ludzi pozostawiało w niej szybko opowiedziany kawałek życia. Wielu błogosławiło jej dar milczenia i zadawania właściwych pytań. A ona, zamykając drzwi, smutniała. Że nie spotka tych ludzi już nigdy, nie zobaczy tego pokoju, nie położy się spać w tym łóżku. Zostawiała marzenia, łzy i słowa. Gdy zdążyła coś polubić musiała odjeżdżać.
    Okazji nie spotyka się przypadkiem, trzeba jej szukać – przeczytała słowa na jednej z karteluszek, a może to były jej własne?

  • Niepamiętnik Śr, 18 listopada 2009 Komentarzy: 14

    hotelowy pokoj

    Dlaczego tak jest, że jadąc w jedno miejsce zachwycamy się nim, potem zwiedzamy inne i już jest odmiennie, ba, gorzej? Na pewno nie działa tu prawo pierwszeństwa, byłam w paru miejscach i to przedostatnie przyćmiło wszystkie inne. Ale nie ostatnie.
    Hotel – wygodny, przestronny i łazienka, w której można tańczyć kankana, i wanna z wgłębieniami na świece. Nie zawracałam sobie głowy ścieleniem łóżka, śniadanie urozmaicone samo jakoś pozamiatało znikome okruszki.

    Okolica raczej prowincjonalna, ostatnia stacja metra gwarantowała mały ruch przyhotelowej ulicy. Wiele przygód w środku nocy, za dnia bieg po wykopaliskach w centrum miasta… Przeoczyłam zapewne niejedną osobowość plączącą się na ulicy, niejeden kurhan w ciemności nocy, niejedną restaurację i potrawę. Mało czasu na zobaczenie i zastanowienie. Mało na poczucie zapachu i przytulenie do serca. Mało na uchwycenie odpowiedniego kadru.

    Żal mi czegoś, czego nie można dosięgnąć. Marzeń, które wyzierają ze środka, chociaż usilnie staram się niczego nie projektować. Wiele z nich staje tyłem do jakichkolwiek wyobrażeń. Wiec nie czytam, nie oglądam, daje się prowadzić niespodziance. A jednak nie potrafię być jałowa i zanim zaprzeczę pragnieniom one już sterują wyobraźnią i nastawiają trybiki niespełnienia. Czy to pech? A może brak, tak popularnego, pozytywnego myślenia? Jedno jest pewne – nie wszystko zależy ode mnie. Tylko dlaczego reszta obiecująco nastawiona wywraca się do mnie podszewką?

    O co ci chodzi, kobieto, przecież było tak cudownie? Widocznie w skład mojego szczęścia wchodzą zupełnie inne składniki niż te, które ma mi do zaoferowania życie.

    Nie mogę się wyspać, mam wyschnięte oczy, a gdy je zamknę widzę tylko ostatnie sceny. Smak marzeń i zimno pustego hotelowego pokoju. I znów pakuję się w małą walizkę. Zawartość, znacznie powiększoną martwymi prezentami, upycham kolanem. Do opuszczenia pokoju zostało sporo czasu. Ścielę łóżko i sprzątam, nie chcę zostawiać po sobie zbyt wielu śladów. Perfekcyjny makijaż ukrywa zmarszczki, sińce pod oczami i ślady wczorajszego uśmiechu. Jedyną jeszcze żyjącą rzeczą obok mnie są róże. One nie mogły odpowiedzieć na pytania, które zadaję sobie głośno, ale tak by nikt nie słyszał i tak znajduję odpowiedz – nie można mieć wszystkiego. Jak zdradzona kochanka tulę półmartwe kwiaty, obiecuję sobie, że będę mądrzejsza. Jak dewotka wyrywam przemocą chwile i pielęgnuję na kościelnym ołtarzyku. W pustym hotelom pokoju, na nie do końca wystygłym łóżku.

    One tam zostały.

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

luty 2012
P W Ś C P S N
« stycznia    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  

Kategorie

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u