• Listy Pt, 23 stycznia 2009 Komentarzy: 9

    Zakończył się II etap konkursu na Blog Roku 2008. Dziesięć blogów z poszczególnych kategorii będzie teraz bić się o SMS-y swoich czytelników i znajomych, a kapituła jury wybierze najgłośniejszego, który chwyta za serce i umysł. Mam swoich faworytów, na których będę głosować i nie z sympatii do autorów, a do przeczytanych treści. Każdy z nich podchwycił mnie czymś innym i dziwię się, że można ująć to w tak wąskie kategorie konkursu. Trzeba się jednak gdzieś wpasować, by się przebić.

    Na tym etapie moje uczestnictwo w konkursie kończy się. Chciałam podziękować wszystkim, który na mnie głosowali. Tych, którzy mnie czytają i znają z literek, i tych realnych, którzy mnie dobrze znają, ale nie czytają ;) . Nie zebrałam wymaganej liczby głosów, może nie nastawałam zbytnio na telefony, może nie wzbudziłam „czegoś” w czytelnikach, może za mało się udzielałam w sieci, może… ale to nie jest ważne. Konkurs pokazał blogi, których dotąd nie znałam, a są rzeczywiście wartościowe, można w nich odszukać zapomniane cząstki, tematy do rozmów, wenę do dalszego pisania. Bardzo często zdarza mi się czytać kogoś, pod kim nigdy się nie podpiszę, nie skomentuję. Spośród myśli, które tłoczą się do głowy są takie, których się wstydzę, tematy, których u siebie nigdy nie poruszę, pomimo, że są ważne także dla innych. Najczęściej nie mieszczą się one w ramach mego bloga, są śmieszne, nie do pojęcia dla wielu ludzi, a pietą achillesową kogoś podobnego do mnie. Właściwe to banał, bo każdy ma tajemnice, do których sam boi się przyznać, coś, co go najbardziej gnębi, gdy zostaje sam. Ten konkurs pokazał mi blogi, a przez nie i inne blogi, które są nieocenionym źródłem informacji.

    Czy czytając zagorzale, identyfikując się z piszącym, a nie pozostawiając śladu nie ignoruje jego wysiłku? Nawet minimalnego, bo wiadomo, każdemu pisanie przychodzi z różną trudnością i ma inne podłoże. To można poddać dyskusji. Bo skoro piszący otwiera komentarze liczy na dialog, chce poznać inny punkt widzenia, pragnie wiedzieć czy jego myśli nie zbaczają z toru. A jednak większość przechodzących nie pozostawia echa. I to ich prawo, bo nie w każdej gazecie (mam przecież możliwość publikacji;)) zostawiam na marginesie swoje notatki, a większość treści zapominam, skoro nie wzbudziły oczekiwanych refleksji. Zabrać gazety niepodobna, bo jest wliczona w koszt publikacji. Jedynym wyjściem jest słowo pisane. I tylko tak mogę dowiedzieć się czy się zgadzacie ze mną, czy też nie :D .

    PS. Ostatnio wybuchła dość energiczna dyskusja na temat mieszczenia się w wybranej kategorii konkursu. Co jednak, gdy autor nie zawiera się w ramy jednej, albo żadnej? Pociąć się na kawałki? Miałam z tym problem, bo kategorie „literackie” nie ujmuje moich fanaberii. Jeśliby przyjąć definicje, że „literatura to wszystkie >sensowne twory słowne<, czyli dzieła artystyczne, tj. literatura piękna, oraz teksty użytkowe, tj. literatura stosowana, zachowane w formie pisanej lub w przekazie ustnym”, to, czym jest blog? Coś mu ujmuje jego treściom wg ww. wymienionej definicji pani profesor Stefani Skwarczyńskiej?
    Można jeszcze mówić o grafomanii – jest nim „patologiczny przymus pisania utworów literackich. Określenie o wydźwięku pejoratywnym (…) Jednak grafomania nie musi wiązać się z brakiem predyspozycji pisarskich, może wynikać z rozmijania się z percepcją sztuki i literatury właściwej dla danej epoki. Grafomania jest bardziej zauważalna u autorów, którzy łączą przymus pisania z dążeniem do upowszechniania swoich utworów, mimo negatywnej oceny ich poziomu artystycznego”. Tak wiec dyskusja jest bezcelowa, bo słowo „literatura”, to worek bez dna, grafomani mogą wyprzedzać swoją epokę, co dyskutantom nawet do głowy nie przyjdzie ;) . Ponadto konkurs jest realizowany w różnych celach, wątek literacki jest jednym z wielu.

  • Moje podwórko Cz, 6 listopada 2008 Komentarzy: 11



    Mam coś takiego w fizjonomii, że wzbudzam zaufanie, wręcz nachalną chęć rozmówcy do zwierzeń. Rozmówcy! – za dużo podziwiane, bo gdy ja przytaknę zaczyna się potoczysty monolog pana lub pani z krzesełka obok. Czy to w butiku, kolejce do lekarza, autobusie, a nawet stojąc „ za mięsem” (tak, tak, zdarza się, jeśli sklep ma rzeczywiste świeże mięsko), zostaję zaatakowana obcymi problemami, wysłuchuję historii miłosnych sprzed ćwierćwiecza, katują mnie procesy obcych chorób… Na dłuższą metę jest do męczące, ale odpowiednio dozując (umiejętnie uciekając) przypadki krasomówstwa babć, panów w sile weku, można doświadczyć ciekawej spowiedzi. Dlaczego ludzie mają tak wielką potrzebę zwierzania się? Takiego paplania trzy po trzy? Zaznaczyć trzeba, że niektórych nawet nie rozumiem, mają tak poważne ubytki w uzębieniu, albo szepcą wielokrotnie powtarzaną mantrę życia. Z kobietami rozmawia się zupełnie inaczej niż z mężczyznami, chociażby dlatego, że ci starsi panowie są skazani na nędzne życie. Emeryturę spędzają na ławce w parku, rzadko dobierają sobie towarzystwo, np. do gry w szachy na naszym miejskim placyku. Potem, gdy już osiądą na mieliźnie w zakładach, otaczają ich sami geriatrycy.

    Czy dziwi, że jeśli jeszcze mogą szukają jakiegoś młodszego ducha, który zaszczepi im chęć do życia? Ta cześć społeczeństwa traktowanego jest, jako ciężar, brzemię państwa. Oni z tego sobie zdają sprawę i czują się jak śmiecie. Kto ceni sobie towarzystwo starego człowieka? A z kim on ma pożartować, jeśli zatarły się przyjaźnie z pracy, a nie znalazł nikogo równego sobie? Wiec mówią o samotności. Tylko tak czują się jeszcze wartościowi. Robią z siebie doświadczonych pedagogów, ale mieszają czas i przedmioty. Przebiega do na zasadzie: ja dam ci swoją wiedzę o przeszłości i o sobie, ty podtrzymasz mnie siłą, miłością, młodością, codziennym doświadczeniem, którego nie mogę już zbierać. Bardziej niż sama nieuchronna starość przeraża mnie coś innego. Jako ludzie mamy tak silną potrzebę społecznego kontaktu, że szukając go gdziekolwiek stajemy się natarczywi i nudni, tracimy szacunek w oczach rozmówców. Lekarz zniesie przedłużającą się wizytę, bo bierze za to pieniądze, ale inni wykorzystują łatwowierności i szczerość starszych osób. Bezlitośnie okradają ich z resztek złudzeń i niewielkich oszczędności. Chodzi tylko o garstkę zainteresowania. Widać i to jest niebezpieczne. Zapewne jestem zbyt cierpliwa, powiedzenie od razu „nie” nie przechodzi mi przez usta.

    PS. Wpis ten miał zawierać pierwotnie odmienne treści. Z racji chaosu myśli i nasuwających się tematów „w trakcie” jeden z ciekawszych problemów mojego rozmówcy wypadł z programu. Rzetelne zapiski popełnię przy najbliższej okazji.

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

luty 2012
P W Ś C P S N
« stycznia    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  

Kategorie

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u