• Pętla N, 15 czerwca 2008 1 komentarz

    Na łyżeczce kawy, na fragmencie cienia
    Tracę czujność w kłębuszku chwilowego ukojenia
    Na szczyt wznoszę podmuch tchu radosny
    Zmiany zapisu stosu strun łagodnych
    Symbol znaczący ciało znakiem krwi zakrzepłej
    Ból gorejącego leju i firmament pustki pradawnej
    Co mam tobie po sobie zostawić
    Ten znak cienia, rosnące obawy?
    Rozkosz słodkiej krwi dawno już przebrany?
    Smak kawy na łyżeczce porcelany?
    Nie wiem czego trąci pietyzmem cale twe istnienie
    Chcesz tylko mnie czy aż moje cienie…?

  • Pętla Śr, 14 maja 2008 1 komentarz

    Zdusiłeś mnie swoim ciałem
    Nie spałam – czuwałam
    Tak bardzo nie bolało…
    Zabrałeś – co chciałeś
    Chłód nocy wyrwany przemocą
    Linie bioder kołyską wyciętą
    Próżne ręce dotykiem natrętne

    Mowa nie wyrazi udręki
    Lęk słabo wyrywa się z piersi
    Cicho – krzyczy
    Do świtu czas rytmiczny
    Ogień kilka barw zdobędzie
    Modlitwą o ranek

    On wie jaki ból sprowadza
    Kochanek kocha się droczyć
    I…
    Nie pozwala odejść

  • Pętla Pn, 24 grudnia 2007 1 komentarz

    Oplotłam Cię świetlistymi marzeniami
    Jak święte drzewko nadzieją

    Pragnienia spełnione przez Ciebie
    Zapaliłeś w kolorowe lampki

    Oddalam Ci los mój potrącony
    Oczami wypłakanych nocy

    Zaufałam Twemu szczęściu
    Otwartemu oknu Twego bytu

    Uwierzyłam w Twoje łzy
    W znaku smutku i radości

    Uwierzyłam Twemu spojrzeniu
    Zwierciadłu Twej uczciwości

    Dałam wiarę Twoim dłoniom
    Ciepłu brania i dawania

    Uwierzyłam w Twe objęcia
    Szczerą gościnę Twego serca

    Uwierzyłam w Twoje słowo
    Wyraz miłości i nadziei

    Wierzę w Ciebie, przyjacielu,
    Tak po prostu, w drganiu ciszy

    Wierzę Czasie mój wybrany
    W Tobie myśli mej skupienie

    Dla tych, których udało się skupić w tym czasie.

  • Pętla Pt, 14 grudnia 2007 1 komentarz

    tonaca

    Nie lepiej było na tym łez padole
    Zamknąć się w czarnej skrzyni, w cichości skryć dłonie?
    Nie lepiej na skrzydłach babiego lata
    Nitki plątać we włosy, niż strzelać z cienkiego bata?

    A chciałam poklasku, sceny ręcznie rzeźbionej
    Kolumn strzelistych, poświaty mitycznej
    Zbudować Arkę na szklanym zegarze
    Tam czas zatrzymać w pragnień bezmiarze
    Wiatrom wyjącym na oceanie
    Okrętową toń zmieniać w białą porcelanę
    Spleść dusze dotknięte ustami
    Gonić śmierć kroczącą zmiennymi ścieżkami

    Nie uniosę dziś słów krzykiem wołanych
    Ni myśli moich innym zaprzedanych
    Nie wyszepczę wiatrom najczulszych pieśni
    Nie odwrócę toni, nie uratuję okrętów przedwcześnie
    Nie pofrunę do ciszy w konarach drzew wielkich
    Nie zaplączę śmierci dróg nieludzkich
    Arka zatopiona pod kłamstw kamieniami
    Dryfuje gdzieś po dnie usianym marzeniami

    Teraz, gdy serce na wskroś zbrukane,
    pytam: dokąd podążać dalej?
    Nie ma odwrotu, nikt już nie przyjmie
    Ani ciemna skrzynia brata
    Ni nić we włosach babiego lata

  • Pętla So, 27 października 2007 1 komentarz

    Ślubne zdjęcie kpi sobie dziś,
    poorane zmarszczkami na ścianie.
    Z tych, którzy postanowili się więcej nie dotykać.
    Zagubieni w sobie za barykadą prozy życia,
    autostradą dotyków i fortyfikacją słów,
    ciężkich cegieł obowiązku, gonitwą za wielkim szyldem miłości
    Zapomnieli się… między pierwszym krokiem najmłodszego syna,
    a egzaminem dojrzałości najstarszej córki.
    Próbując rozwiązać kawałek nici zaciskali ją coraz mocniej.
    Widzieli tylko swoje JA.
    Dwa jabłka wyschłe na jednym bezlistny drzewie
    Wtedy, po pysznej nocy, chciał wyrazić
    jak obawia się śmierci
    Wyszeptał jedynie coś o pięknie jej piersi.
    Skulona w poduszkę
    krzyczała w ciemność
    - kim jesteś?!
    Spał głucho snem niedźwiedzim w głębokiej zimie.
    Ona szukała ukojenia w farbach na płótnie,
    wrażliwości męskiej w minionych epokach.
    On wznosił mauzoleum na stosie bitów,
    za murem czytelników, w całunie alogicznych oblicz.
    Żyli za zimną taflą pustego lustra,
    obustronny dotyk w głaz zamieniony.
    On i jego wyobrażenia o niej.
    Ona i jej wyobraźnia o nim.

    Kiedy miłość kona nie czas na wściekłe potyczki.
    gdy płomienne ciała trwonią swój ogień.
    Miłość leży pod zwałem gruzu, przybita dogasa
    sama na spodzie
    po gładkiej ścianie nie mogąc się wydobyć.

  • Gra

    Pętla Wt, 11 września 2007 1 komentarz

    Granica prawdy i fałszu w oparach istoty cienka,

    Zanika, nie odróżniona jedna od drugiej

    Krążą w niej zmory realnego świata,

    absurdy nonsensu -

    W każdym z nich trącana za sznurek gram dla potrzeb teatru

    Co dnia nowa odsłona, co dzień nowe przedstawienie

    Wzory zapomnianych treści wciskane w żebra kuksańcem -

    krzyczą: Graj!

    Reżyser nielitościwy ciągnie za uprzęże,

    szarpie słowami

    Póki spod strzemion nie tryśnie krew,

    dopóki nie trzaśnie drewniany krzyżyk pod ciężarem bezwładnego ciała

    Padam – kurtyna opada,

    Podnieść się nie daje rady;

    złamane ręce, złamane nogi, złamane serce

    Jutro znów świtem zerwana w blasku rosy rześka wstanę,

    Zapomnę, co to krzywdy, co złego czynił bliźni

    Z uśmiechem powitam pantomimę, moją małą scenę

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

luty 2012
P W Ś C P S N
« stycznia    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  

Kategorie

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u