Pytasz mnie wędrowcze o drogę
Gdzie jadło przednie, łóżko szerokie
Odradzić ci jedno mogę
Tamto miasto, gdzie niebo ściele swój proporzec
Tam znój i biedota spotkać tylko może
Ta osada, we mgle skąpana
Siedliskiem szczurów wygryźć chce człowieka
A tamta z kolei lękiem rozbojów
Drażni, kaleczy, istnienie narzeka
Poradzić ci nic nie mogę
Pustelnika życie, kolczaste druty
Przywdziewać i cieszyć się chwilą
Nie patrz na żaden brzeg
Miasto w sobie masz, nie przebyte żadną milą
Na łyżeczce kawy, na fragmencie cienia
Tracę czujność w kłębuszku chwilowego ukojenia
Na szczyt wznoszę podmuch tchu radosny
Zmiany zapisu stosu strun łagodnych
Symbol znaczący ciało znakiem krwi zakrzepłej
Ból gorejącego leju i firmament pustki pradawnej
Co mam tobie po sobie zostawić
Ten znak cienia, rosnące obawy?
Rozkosz słodkiej krwi dawno już przebrany?
Smak kawy na łyżeczce porcelany?
Nie wiem czego trąci pietyzmem cale twe istnienie
Chcesz tylko mnie czy aż moje cienie…?
Zapisali…