Po kawałku zabiera mnie życie
Wciąga ustami
Liże językiem
Delikatnie – organoleptycznie
W korowodzie kolorów
W strachu i egoizmie
Oddalam się w nieznane
Na przekór słowom
Na szczęście pragnieniom
Szuka mnie życie
Wciąga ustami
Liże językiem
Delikatnie – organoleptycznie
W korowodzie kolorów
W strachu i egoizmie
Oddalam się w nieznane
Na przekór słowom
Na szczęście pragnieniom
Szuka mnie życie
Darowane serce na sznurze wsiało
Pęknięte, szczerbate
Niczego nie chciało
Wyrzekło się miłości, bo miłość przebrzmiała
Nie chciało uścisków, objęcia go złamały
Nie pragnęło ciepła, za gorące wulkany
Krwi nie wolało
Czarna krew z zawałem szalały
Darowane komuś obcemu
Z niepewności drżało
Kto mu przyjdzie w udziale
sznura
Szczęście czy zgryzota?
Człowiek czy anioł…
Igieł z drzewka
Bożonarodzeniowego
Odświętnie przystojnego
Kiedyś zielona
Dziś niepotrzebna
Łysa kona
Nastawiam wskazówki na czas
Odpowiedni na każdą minutę
Słucham monotonnego TIK
Echo plastiku szepce TAK
Moje zegary nie mają trybików
Strzałki ciągną baterie
Tykają, na szczęście
Z czasem nastaje cisza
Serce przestaje bić TIK
I na chwilkę jest nie TAK
Szepcące, kamienne pomniki
Uderzając w kawałek serca
W kwestach i modlitwach
Dziś czas posłuchać
Lastryko, granit, drewno…
Połączone w pochodzie zniczy
Milczące wypominki
Moje Archiwum jest jak wór
Czarny i przepastny
Im głębiej wkładam dłoń
Tym większe cuda wyciągam
Plączą się na kiju
Wiją w żmiję
Chcą wessać do środka
By nie dać się oswoić
Boją się światła
Gołe umrą śmiercią wisielca
W słońcu, na drzewie poznania

Codziennie więcej słów szepce mi życie
Z sieci pajęczej wyplata koszyki, klei koperty
Pakuje w niezamknięte zdania
I rzuca na wiatr
Wczoraj z rosą maja, dziś – wrześniem babiego lata
Zapisali…