• Nocne rozmowy So, 1 sierpnia 2009 Komentarzy: 6

    Gdybyśmy żyli w tamtych czasach moglibyśmy zmagać się z prawdą historii. Moglibyśmy zaprzeczać, czy decyzja o wybuchu Powstania była błędem, chociaż młodzi ludzie tylko w podniesieniu broni widzieli szansę na wyzwolenie. Moglibyśmy targować się o życie nieletnich, i tych trochę starszych, dla których „Bóg, Honor, Ojczyzna” nie było tylko frazesem wypisanym farbą na gruzach Warszawy. Ktoś powiedział „stracone pokolenie”, „bezsensowna śmierć”, bo z tych ludzi mogliby wyrosnąć wielcy Polacy. I są wielcy, w naszej pamięci. Ktoś inny – „zamieniliśmy tylko kagańce”. Gdybyśmy wtedy tam byli przyjęlibyśmy pomoc od każdego, kto by chciał jej udzielić. Szybkość zdarzeń i decyzji zgotowała lawinę kolejnych historycznych wydarzeń, których nie zmieni żadna paplanina.
    Nie byłam tam, nie wdziałam trupów, krwi zapłakanych dzieci, nie spałam na gruzach, nie kradłam, nie bałam się czy obudzę się żywa.

    Perspektywa rodzi różne perspektywy.

    Historia ocenia okrutnie.

  • Nocne rozmowy Śr, 15 kwietnia 2009 Komentarzy: 18

    Święta, święta i po świętach. Albo wymarzone wakacje – przygotowanie pieczołowicie wcześniej, niemal wymodlone i zapakowane w srebrny papierek. Przemijają szybciej niż galop towarzyszący przygotowaniom. Pachnące, czekają wielkie walizy ze zbyt dużą ilością kreacji. Po co tak wiele zwiewnych bibelotów, jedzenia przygotowanego z namaszczeniem, mamiących zapachów, złudnych kolorów? Łapanka? Pierwszą rzeczy, jaka się nasuwa jest miłość. Coś nieuchwytnego, za co człowiek mógłby nawet zabić. Dla niej gotowa jestem nie spać tygodniami, zrzucić 10 kilo w miesiąc, zaharowywać się w pracy, przy kuchni węglowej, piekąc fikuśne mazurki i finezyjne baby. Utuczyć miłość własną osobą, zapominając, że z własnego egoizmu zabijam cząstkę siebie. Można się nie zgodzić, pewnie. Na świecie jest wiele połówek, które pasują właśnie do tej, a nie innej osoby. Kto twierdzi inaczej tego z pełną premedytacją mogę nazwać naiwniakiem. Kochana osoba oddaje nam cząstkę siebie, my oddajemy kawałeczek. Większy bądź mniejszy, bo w zależności od związku, czyjeś zawsze musi być na wierzchu. Któraś z połówek okaże się mniej soczysta, bardziej ustępliwa lub po prostu mniejsza. Nie ma na świecie dwóch jednakowych istot i nawet pośród połówek, niby pasujących do siebie idealnie, każda daje i zabiera coś innego. Inaczej reaguje i odmiennie uczy miłości.

    Miłość.

    Wyryje się w pamięć, zapisze ścieżki, ba, rowy, i zamknie sesje. Nieraz serce krzyczy, by dopisać scenariusze poboczne, dołożyć piękniejsze fotografie, coś ominąć i poprawić, ale życie domaga się włożenia kolejnego dysku. Na tej płycie nic już się nie zmieści, zamknął się pewien cykl i albo podasz kolejną pamięć, albo wypadasz z gry. Szukać drugiej drugiej połówki? I tu mam dopowiedź – nie może być dla nas tylko jedno przeznaczenie, inaczej restart byłby niemożliwy.

  • Nocne rozmowy So, 21 marca 2009 Komentarzy: 21

    Po paru miesiącach, po roku dobrej znajomości w sieci czasem przychodzi chęć na spotkanie w rzeczywistości. Jeśli przeszkodą nie jest odległość, czy inne fizyczne niedogodności, to dlaczego nie? Ile jest związków, przyjaźni zapoczątkowanych w sieci? Słyszy się, że dużo, ale co najmniej tyle samo kończy się rozczarowaniem, kłótniami i późniejszą wzmożoną podejrzliwością. Jak zaufać osobie, której się nigdy nie widziało, kiedy cała niewerbalna strefa nie istnieje? Czy potłuc rozsądek o kant stołu i ponieść się emocjom, odkrywając najbardziej drażniące myśli, wstydliwe sprawy? Jak można ważne dylematy powierzyć osobie, która jutro, pojutrze na tym samym lub zmienionym nicku wyłoży sensację innym? Nabrać się w sieci łatwo, jak również pomylić w ocenie

    Czy to miłość, czy relacja na zasadzie przyjaźni, mogę porównać stan tegoż zainteresowania do zauroczenia. Pierwszej fazy miłości. Oczarowanie i wielkie zainteresowanie. Podobne nastawienie do wielu spraw, podobne doświadczenia, poglądy i najważniejsze – dopełnianie.

    Podobieństwo jest wielką siłą działającą na atrakcyjność, ale istnieją cechy, którymi ludzie chcieliby się od siebie różnić. Czy sadysta mógłby dogadać się z masochistą, ktoś dominujący z kimś biernym? Na pewno dużą szansę na zaistnienie przyjaźni istnieje wśród ludzi, którzy udzielają pomocy i ci, którzy ją przyjmują. Ale nie da się ukryć, że przyciągają nas do siebie wspólne cechy (tak jest w rzeczywistym świecie). Z różnych doświadczeń wynika, że w kwestii dominujących i uległych typów zachowania, lepiej dogadywać się będą ci, którzy zachowującego się komplementarnie, choć nie muszą wcale być tego świadomi (tak jest w sieci).

    Wracając do zauroczenia. Pisanie ze znajomym przez dłuższy czas pozwala poznać się w innym wymiarze znajomości. Ciężko uchwycić w jakim, ale ta nić inności w wielu przypadkach w wymiarze realnym nie przetrwa. Może rozczarowanie jest tym większe, im więcej wystukujemy liter z naszego ukrytego wnętrza? Jestem przekonana, że wirtualne znajomości zabija realne zderzenie z naszymi wyobrażeniami. Czy jest sens by oczekiwać czegokolwiek od literek? Jest, ale trudno pogodzić się z tym, że to kolejne rozczarowanie i porażka.

    Naiwność rekompensują emocje, a emocje rekompensują brak ciała rozmówcy. Do jego obrazu, jaki tworzymy w wyraźni, dodajemy obraz siebie samych, co towarzyszy jeszcze większym emocjom, bo związanych bezpośrednio z nami. A przez to stajemy się bardziej nieodporni na impulsy, pozytywne i negatywne. W sieci nie można przetrwać bez karmienia mózgu emocjami, wszelkiej maści i kalibru. Po pewnym czasie nudzi się i odchodzimy od komputera, albo… szukamy nowych, odmiennych wrażeń.

    Ciekawy jest pomysł Krisa, który chce zorganizować spotkanie zainteresowanych tym problemem internautów. Dość atrakcyjne, spokojne miejsce, śmiałe plany na rozbudowę spotkania, nieograniczona liczba miejsc, chwalebny cel (przy okazji) i nieznający się, często i wirtualnie, ludzie. Pomysł bardzo intrygujący i niemniej odważny.
    Czy łatwiej wejść w racje z zupełnie nieznanymi, nawet z literek ludźmi, czy z kimś, komu opowiedziało się pół życia i przez to obarczyło ciężarem wyobrażeń?

  • Nocne rozmowy Pn, 16 lutego 2009 Komentarzy: 12

    fot. Octavio Ocampo


    Każdy chce mieć tylko przyjaciół, nikt wrogów. Dlaczego? Przyjaciel poklepie po pleckach z dobrotliwym uśmieszkiem, wysłucha i da się wypłakać w przeuroczy mankiet. Przyjaciel pomoże w trudnościach, uświadomi, że to my jesteśmy najlepsi, bezsprzecznie podliże się i zamerda ogonem. A może rozleniwi?

    Ciężko idzie mi ten wpis. Czuję na sobie spojrzenie niewidzialnego wroga, który niweczy moje wysiłki. Nawet notka nie będzie widoczny we wszystkich przeglądarkach (użytkownicy Mozilla Firefox zauważą choć fragment i fotkę) z winy, przypuszczam, błędu w kodzie na moim blogu. Walczę z jego naprawą.*

    Szanuję mojego wroga. Nie pluję, bo znieważając go, podepce wszystkie wysiłki, które dały mi się do walki. Czy na przyjaciela można skierować agresję? Nikt nie bije bez powodu swojego towarzysza. Życie człowieka nie składa się wyłącznie z sukcesów, często bywa wręcz odwrotnie. Kto ma odpowiedzieć za moje próżne wysiłki, jak nie niszczyciel?

    Wróg okazuje się bezcenny, by zrzucić na niego niepowodzenia. Kozioł ofiarny znajdzie się zawsze, ten, kto nie pozwolił nam rozwinąć skrzydeł, uciskał i oszukiwał. Nie, to nie nasze wady, to on!

    Plemię, w którym żyję zawiera w swych szeregach ludzi, mających podobne cele, podobne poglądy. Wróg jest nam potrzebny do budowania tożsamości, zacieśniania więzów, trwania w grupie przeciw opozycji. Ale w tym przypadku wróg nie jest niezbędny. Natomiast nie mogą się bez niego obejść różne formy tyranii. Państwa sprawujące rządy totalitarne nie utrzymają się bez wrogów. Potrzebne są wojny, bo to one utrwalą rządy tyrańskie. Kiedy brak jest odpowiedniego przeciwnika rząd sam wyszukuje sobie wrogów wewnętrznych. Wrogów opłacanych przez inne państwo, buntowników albo sztucznie wytworzonych.

    Agresja jest konieczna, by wskazać tłumowi, kto jest sprawcą wszelkich nieszczęść, a co z kolei sprzyja zażartości, oporowi przeciwnika potencjalnego wroga. Ktoś musi być kozłem ofiarnym czasów reżimu totalitarnego. Żydzi, arystokracji, chorzy…
    Wróg nie jest przeciwnikiem w grze w szachy, nie konkurentem, on ma być pokonany i zniszczony. W tym wypadku nie ma żadnych reguł, bo albo wróg umrze albo poniesie karę a potem zostanie wcielony w szeregi, teraz już, przyjaciela.
    Tak jest w stanie wojennym, ale podobnie też w czasie pokoju.
    Codziennie zalewają nas przeróżne światowe nowości. Codziennie wybucha nowa afera, prowadzi się potyczki polityczne, wśród „swoich” (polityków, lekarzy, astronomów) padają oskarżenia o spisek wymierzony w państwo.

    Każdemu państwu czegoś brakuje w walce o dobro obywateli. Szukanie przyczyny niepowodzeń natrafia, a to na mniejszości narodowe – Żydów, imigrantów, ludzi opłacanych przez inne państwa. Zawsze ktoś musi ponieść karę. Wspaniale budować sobie poparcie krzykiem. Kłopotom winni są obcy; taki chociażby odczłowieczony człowiek.

    Dopominamy się złowrogich sił, na świecie, w kraju, we własnym ogródku, tylko po to by nie podjąć agresji przeciwko sobie.

    * Właśnie udało mi się znaleźć błąd.

  • Nocne rozmowy N, 21 grudnia 2008 Komentarzy: 30


    stremel

    Czy można mieć miłość? Gdyby miało to być możliwe, wówczas miłość powinna być substancją, rzeczą, którą można mieć, posiadać, którą można owładnąć. Prawda jest jednak taka, że nie istnieje rzecz zwana “miłością”. “Miłość” ogólnie rozumiana jest abstrakcją, rodzajem bogini, z którą kłopot polega na tym, że nikt jej jeszcze nigdy nie widział. W rzeczywistości istnieje tylko akt kochania. Miłość jest twórczą aktywnością. Zakłada troskę, wiedzę, reagowanie, afirmację i radość – nakierowane na osobę, drzewo, obraz, ideę. Kochać oznacza powoływać do życia, powiększać jej lub jego życiową aktywność. Jest to proces samoodnawiający się i samonapędzający.

    - Erich Fromm

    Ile miłości można kupić za garść złotych monet?

    Na chwilkę, zatracić się w kłamstwie, że ktoś czeka do późna z gorącą herbatą.

    Wygląda ze światłem nocnej lampki.

    Napali w piecu byś nie musiał marznąć pod kołdrą.

    Poda ciepły termofor zimnym stopom i opowie niekiepski kawał.

    Ile trzeba monet, aby zobaczyć fałsz.

    Widzieć w oczach nieznajomego najgłębsze uznanie, świadomość twoich pragnień i potrzeb.

    Na chwilkę móc to wykorzystać i odwzajemnić, bezinteresownie.

    Perpetuum mobile wciąż krąży miedzy dawcami a biorcami. Na kogo wypadnie?

    Gdyby istniały złota miłości, nie skomlelibyśmy dziś u JEJ wrót.

  • Nocne rozmowy Pn, 27 października 2008 Komentarzy: 17

    Niedawno przeczytałam u Krisa, że wiara, religijność, wpływa na inne funkcjonowanie i budowę mózgu, intensyfikuje go. Potem jeszcze gdzieś, że ludzie wierzący są szczęśliwsi. Z religii płyną różnego rodzaju korzyści, np. wsparcie społeczne, duchowe, poczucie celu i sensu życia. Człowiek religijny czuje się częścią społeczeństwa. Wiara łagodzi stres w trudnych chwilach, łagodzi lęk związany z chorobą, śmiercią, wszakże jest życie pozagrobowe. Pomaga wyjść poza własne egoistyczne cele i w końcu pozwala odnajdywać w sobie współczucie, a okazując je człowiek czuje się lepszy.
    Dla niektórych ludzi ograniczenia narzucane przez religię są ogromną ulgą. Narzucone zasady uwalniają od podejmowania pewnych decyzji, bo mogą postępować zgodnie z nauką Kościoła, np. dotyczących aborcji czy eutanazji, unikając w ten sposób trudnej dyskusji.

    Społeczności religijne, miejsca kultu, przyciągają ludzi, bo w nich zawiązują się przyjaźnie, miłości, a ludzie znając rytuały wyznają te same wartości. Może to kontakt z innymi sprawia, że ludzie są szczęśliwsi, a nie samo wyznawanie religii? Wspólna modlitwa zmniejsza wrażenie izolacji (wśród ubogich, starszych, samotnych…), zwiększa poczucie szczęścia dzięki atmosferze wzajemnego wsparcia, pracy charytatywnej, czy wspólnego przeżywania.

    Niewierzący muszą rozwinąć cały arsenał swych umiejętności poznawczo-logicznych, by chociażby próbować naruszyć silnie zakorzenioną wiarę. Nie tylko znać źródła, ale i dowody świadczące przeciw sferze sacrum, świętości sfery boskiej.
    Jeśli zastanowić się, to wiara daje szczęście, stabilizację w uznanych prawach i prawdach, ale jakby zwalnia od myślenia innymi kategoriami. Różnych sposobów myślenia człowiek nabywa dopiero z wiekiem. Cżesto jest tak, że wtłoczone dziecku zasady są tak mocno wbite w życie, że nie chce mu się pomyśleć inaczej już jako dorosły, bo ma przecież wszystko na tacy.
    Bezwyznaniowcy muszą być odważni, by chociaż umieć przeciwstawić się gotowym objawieniom i licznym dowodom wierzących. Znaleźć prawdę w sobie, nauce i mieć siłę nie wierząc w Boga iść w nieznane.

    A może wierzący wcale nie są szczęśliwsi od ateistów, tylko czują się zmuszeni tak twierdzić, ponieważ nie chcą, by sądzono, że brakuje im wiary?

  • Nocne rozmowy Cz, 16 października 2008 Komentarzy: 15


    apocalypse_vasnetsov

    Moje rozmowy nocą zawsze kończą się jakimś niedosytem. Zapewne jest to wynik późnego ich rozpoczęcia.

    Wczoraj przygalopowały do mnie konie trojańskie. Walczyłam z nimi przez pół dnia, by na koniec w liczbie 20-stu, mogły uciec z mojego komputera. Ostatnio na pocztę tlenową przychodzą mi dziwne „zamorskie” pliki w rozszerzeniu ZIP. Antywirus, bardzo czujny doświadczony mędrzec od razu kwiczy i uniemożliwia dostęp. Niestety, niektórzy biegają sobie po sieci bez takowych zabezpieczeń i nabywają różnorodne robaki, tudzież większe gabarytowo kobyły. Ten sam wirus (z poczty tlenowej) trafił na moją znajomą i zainfekował jej kompletnie komputer. Jako zagorzała fanka netu przeżywa teraz apokalipsę…

    Notka o czterech koniach apokalipsy? Właściwie jak ludzie szukają natchnienia do pisania, jeśli zakładają, że treść nie będzie miała charakteru pamiętnika? Jedni patrząc na obrazek, znaleziony gdzieś w sieci, piszą wiersze lub notki najwierniej odbijające ich emocje. Inni wpisują frazy w Google i mają gotową teść, albo bazują na skojarzeniach. Tą ostatnią zasugerowałam w rozmowie Krisowi. Od słowa do słowa, od koni trojańskich, poprzez apokalipsę, hedonizm, nihilizm i pruderię doszliśmy do późnonocnych wniosków.

    Właściwie konie apokalipsy kojarzą mi się z filmem „Ostatni dzwonek”, Jackiem Wójcickim i jego apokaliptyczną pieśnią „A my nie chcemy”. Czas przemian, trudne dojrzewanie, pigułka wielkich dziejowych sporów, tętent wojny, zarazy, głodu i śmieci jakiegoś okresu. Większość z podzielonego społeczeństwa spało, nieświadome w kaftanach bezpieczeństwa, na materacach w zakładach zamkniętych. Ci bardziej świadomi przebijali mury śmierdzącej, żarzącej się zarazy, próbując uciec. Dokąd? Dzień gniewu końca lat 80-tych ubiegłego wieku, obraz klęsk ideowych, bunt osobowościowy, i jak to słyszymy w piosence, spadający grad i ogień, płonąca ziemia. Muszą zginąć słabsi, by narodził się zdrowy, bezgrzeszny duch.
    Tak zmierzamy do katastrofizmu – gwałtownej zagłady obecnej formy świata i cywilizacji. Ale skąd ta kara, czy człowiek nie jest sam w sobie dobrem? Każdy chce zachować życie, bez względu na zasady i wartości, jakie nim kierują. Wiara w słuszność własnych poglądów daje człowiekowi siłę, by głosić, że unikanie cierpienia i bólu jest podstawą do osiągnięcia szczęścia. Obranie kursu ku szczęściu jest „etycznie dobre”, natomiast człowiek nie wie, jak to szczęście osiągnąć. Można np. zgromadzić wielką ilość dóbr majątkowych i sukcesywnie zużywać w ciągu życia, otoczyć się szczęściem poprzez chwilowe przyjemności niezwiązane z fortuną, czy poprzez postawę – brak cierpienia jest równy szczęściu. Wolność osobistą i to szczęście ogranicza jednak prawo naturalne, normy etyczne i sumienie.

    Dla jednych pomyślnością będzie kierowanie się zasadami zawartymi w prawach boskich, inni, gromadząc majątek różnymi ścieżkami, chwilowymi uciechami, wykluczą w swej drodze dekalog. Ci ostatni odrzucają Boga ograniczającego ich prawami etycznymi i sumieniem, hamującego przed działaniem. Może lepiej odgonić tradycyjne wartości i prawa, bo nawet „najwyższe wartości tracą wartość” (Bóg)? Czy współczesne chrześcijaństwo nie jest systemem nihilistycznym, bo poza rytuałami i symbolami nie ma wpływu na społeczne wzorce postępowania? To, co kiedyś było w inwencji boskiej, teraz da się racjonalnie wytłumaczyć. Komu potrzebny jest jeszcze taki Bóg, czy nie lepiej przenieść go na mniej problemowy teren? Ale ludzka kultura opiera się głównie na odwołaniu do Boga, wiec, na czym będzie się wspierać, gdy go racjonalnie odrzuci?
    Upadkiem kultury jest brak jasno zarysowanych wartości, wszechobecna pustka i nuda, którą ludzie starają się wyplenić byle, czym. To wówczas słabnie religia, kultura, prawo, zanikają obyczaje. Następnie zapanuje chaos i rozbój.
    Została jeszcze pruderia, ale jaki ona ma związek z nihilizmem? Na pewno ma z zasłanianiem pseudonakładką blogów, w których znajdują się treści „dorosłych” nieprzeznaczone dla dzieci. Co daje nakładka, jeśli dziecko nie umie czytać i klika gdzie popadnie? Czy po obejrzeniu TAKICH fotografii stanie się mniej niewinne i zapyta mamę, albo tatę: co to? A rodzic, z pąsem na licu zabierze dziecku myszkę, krzycząc: a feee! Wartości moralne, jakie nałożyła na nas kultura, Bóg, prawo tyczą się też ciała. Wszelkie normy, szczególnie normy KK nakazują powściąganie się od uciech ciała, wiec niechybnie pruderia łączy się z bogobojnością (niektórzy nie łączą wiary w Boga z przynależnością do KK, wiec ich wykluczam), co nie znaczy, że wynika tylko z wiary.
    Zatrzaśniecie dziecku komputera przed nosem, bo weszło na niewłaściwe strony niestety zakrawa na nihilizm. Zamkniecie tematu, nie odpowiadanie na pytania, udawanie, ze nic się nie stało, zaprzeczenie ze pojawił się problem…. Pruderia? Fałszywy wstyd (przed sobą czy dzieckiem?), bo rodzic za chwilę sam przejrzy z wielkim zaciekawieniem tę stronę?
    Wszakże wszystko jest dla ludzi, tylko, jako dorośli powinniśmy wiedzieć, jaki jest poziom moralności dzieci i przygotować je na bezpruderyjną rzeczywistość. A net do dżungla.

    Parę osób mówiło mi, że piszę za dużo, gnuśnie, a nawet niespójnie. Powiem Wam, że piszę różnie i tak lubię, raczej nie zrezygnuję z tej formy. Pisać będę dla siebie, bo ciągnie mnie do wielowyrazowości i takiego opisywania świata. Wiele razy zastanawiałam się nad wyłuskiwaniem mądrości filozofów w postaci cytatów, a potem wyrażenie swojego zdania na temat w dosłownie jednym zdaniu. Byłoby mniej do pisania i zastanawiania dla ewentualnych komentatorów. Kris przypomniał mi tą złota myśl na chwile z pustą głową i kartką.
    „Im głupsza myśl, tym więcej odpowiedzi. Wszyscy będą pisać takie mądre rzeczy, bo treści nie zrozumieją”.

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

luty 2012
P W Ś C P S N
« stycznia    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  

Kategorie

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u