• Niepamiętnik Śr, 24 czerwca 2009 Komentarzy: 10

    Byłam tam dwa razy i jadę po raz trzeci. Daleki świat, obcy i zimny. Zostało mi z niego sporo wspomnień, ich okruchy opisuje i tu. Niby wspomnienia są pozytywne, ale luźne zapiski z czasu wyjazdu przypominają gehennę. Czerwone światło na ulicy tej Którą codziennie przemierzam drogę Ale dlaczego ominąć go nie mogę? Zamykam na klucz mój bezpieczny świat By dać ponieść się płynnemu życiu Którego nie rozumiem nawet w połowie Stawiam ostrożnie kroki w obcym świecie Ile czasu trzeba by zatracić swoją tożsamość? Poczuć się zupełnie kimś innym? Świadomie zapomnieć o przeszłości? Przeglądam się w oknach wystaw sklepowych Ale widzę wciąż tę samą osobę Te same uśmiechnięte oczy Perliście komunikujące się ze światem Ciężko oswoić się, nie bać się już, cieszyć się bytem A jednak czuję że jestem tylko… Smaganiem wiatru po twarzy, zmierzwionymi włosami, Poranionymi stopami, kałużą w butach, dreszczem zimna… Tylko uczuciem Zielonym parkiem pełnym słońca, kwitnącym kwiatem, Kotem ocierającym się dziko o napotkanego psa, Trzaskiem konarów gdzieś wysoko, Piskiem wróbla przy pierwszej wodnej kąpieli, Kolorem na skrzydłach motyla, Zdmuchniętym liściem kasztanowca bez przyszłości… Jestem wszystkim i nikim Tak co dnia wydeptuję tę samą drogę wytyczoną pieczołowicie trafnością mojego żywota. Czy to jest chęć przetrwania, czy może bezmyślny byt? Bardzo często jednak dopada mnie szybka myśl. Czemu nie przekroczyć tej drogi, kiedy z piskiem opon Ruszają koła tych, co nieznaną jadą mi drogą? Przypominam sobie ten czerwony z wysuwanymi światłami, obok niego czarny, nie mogące doczekać się zielonego…

  • Niepamiętnik Pn, 25 maja 2009 Komentarzy: 12

    Maj jest dla mnie czasem rocznic. Urodzin, imienin, ślubów, uśmiechów i łez, bólu i zazdrości. Jest takim szczególnym miesiącem, kiedy wszystko zaczyna kwitnąć i przekwitać, a co nie zakwitnie, umiera nie wydając owocu.

    Rocznice przypominają o radości, jaka towarzyszyła przy pierwszym spojrzeniu w oczy nowonarodzonego dziecka, pierwszym pocałunku, skoku ciśnienia, gdy przy wszystkich wypowiadając słowa – na dobre i na złe, czuło się niepewność, albo… Rocznice bolesne, kiedy nie udało się miłości utrzymać przy życiu. Pielęgnuje się i je, jako gorzką przestrogę na przyszłość, czasem porażkę, z której nie da się już podnieść.

    Miłość ma to do siebie, że niepielęgnowana umiera. Nigdy nie jest jednorodna, ewoluuje w różne formy bytu, by nie było za łatwo i nudno przy jej uprawianiu. Zasada jest prosta – orka na ugorze musi być podjęta przez obie strony.

    Maj był początkiem wielu dróg. Naiwnie myślałam, że tylko radości. Egzaminem, nie tylko dojrzałości. Był maleńkim stworzeniem, dla którego trzeba było oddać cześć siebie, by stanęło na nogi, rosło, nauczyło się żyć samodzielnie. Był też ogrodem, który rozkwitł bzem, kasztanami i rajskimi jabłoniami. Związkiem uczuciowym, który więdnie niepodlewany. Miłością, której powodzenie zależne jest od zrozumienia natury. Ziemią, na której posiane ziarno nie wykiełkuje wśród chwastów, a kolejne pory roku wymagają szczególnych pielęgnacji.

    I tak wiosna – szaleńczo zakochana w świeżych kwiatach i drugim człowieku. Uczucie jakbym zawsze miała być szczęśliwa, jak mogłabym nie kochać..? Wiosną wszystko przychodzi z łatwością, wydaje się wieczne, idealne. Do twarzy mi z wiosną, wtedy nie liczy się wysiłków, jakie niesie ze sobą taniec przez życie. Wiosna jednak uroczo przekwita i tym, którym udało się wejść szczęśliwe w lato, widzą, że ideałów nie ma. Nic nie może wiecznie trwać, nawet podlewane i pielęgnowane kwiaty, zmieniają się. Dojrzewają i wydają się już inne niż wiosną.

    Kwiaty letnie. Nieco mniej soczyste, ciemniejsze, ale bardziej kolorowe i wonne. Świadome swojego piękna. Lato trwa dłużej od wiosny i dlatego na jego płatkach lubią pasożytować mszyce. Nikt nie jest idealny, a lato odsłania bezlitośnie wady miłości. Rodzą się rozczarowania i frustracje, chwasty rosną zacieklej, słońce pali mocniej… Nie jest łatwo dawać miłość i otrzymywać miłość, jakiej oczekiwaliśmy. Lato odkrywa, że nie zawsze można być szczęśliwym, nie zawsze uczucia są gorące. W tej porze roku ludzie najczęściej się rozstają.

    Tracę złudzenia. Cierpię, że wiosna nie trwa wiecznie. Może to on nie podejmuje starań, nie rozumie, że miłość nie trwa w nieskończoność? Miłość lata nie jest łatwa, często wymaga ciężkiej pracy pod palącym słońcem oczu innej. W lecie nic nie dzieje się automatycznie, wzajemność jest jedynym lekiem na ciągłość zapachu lata.

    A gdzie jesień i zima? Boję się.

    Dla P.
    Za wiosnę
    i za lato.

  • Niepamiętnik Cz, 30 kwietnia 2009 Komentarzy: 6

    fot. Maria João Marques

    fot. Maria João Marques

    Oglądaliście poniedziałkowy spektakl na „jedynce”? Niby teatr, niby film. Dziś mało, kto je ogląda. Niestety, ja przez przypadek miałam włączony telewizor, przez przypadek mogę z całą odpowiedzialnością polecić „Prezent dla towarzysza Edwarda G.”.

    Jest rok 1977. Szef Radiokomitetu postanawia pomóc towarzyszowi Edwardowi G. w krzewieniu ducha socjalizmu i postanawia nakręcić o nim. Film ma być niespodzianką, a towarzysz Gierek ma ukrywać się za symbolem pracowitości i bezinteresowności, bohaterem narodowym – Wincentym Pstrowskim. Obie postacie łączy zarówno podobna biografia, jak i dążenie do ożywienia współzawodnictwa pracy socjalistycznej. Nakręcenie filmu wydaje się niemożliwe, kiedy ma się 3 miesiące i wielkie brzemię odpowiedzialności na karku. Szef Radiokomitetu szybko znajduje kogoś, kogo mógłby poświęcić w razie „wpadki”. Partia stawia na nogi wszystkie komórki centralne i podcentrale, w tym wojsko, i produkcja rusza, by zamknąć całość przez Barbórkową premierą.
    Na szczęście Edward G. obejrzał film przed premierą i wściekł się. Poleciały „głowy”, ekipa nie dostała obiecanej 200% premii za wyrobienie 500% normy, główny reżyser tylko cudem nie wyleciał z pracy i oczywiście film nigdy maił nie ujrzeć światła dziennego.

    Dlaczego, skoro filmowcy krwawicą chcieli postawić mu filmowy pomnik, który niezaprzeczalnie będzie kojarzył się ze jego wspaniałym wizerunkiem? Kolejny absurd PRL-u?
    Okazało się, że w rzeczywistości Pstrowski i Gierek nie lubili się. Nie przepadali za nim koledzy po fachu, nie akceptowali jego gorliwości do pracy. A Pstrowski cierpiał, że mimo głoszonych prze zeń haseł, m.in. „Kto da więcej, niż ja?”, zarabia jak przeciętny góniczyna. Wdział porażkę systemu. Mimo wysiłków Partii, nie udało się wykreować sympatycznego bohatera, przodownika pracy, który jak na złość nie umarł pylicę płuc, lecz na białaczkę.

    Nie ma co się dziwić, bo towarzysz Gierek chciał propagować ciężką, fizyczną pracę (i skromność) i tak też prezentowano go na zagranicznych konferencjach: „Oto Edward Gierek – sekretarz KC, mąż stanu, skończył 63 lata”. Jak to wypadało na tle prezydenta USA, o którym mówiono: „Oto Gerard Ford, polityk, wybitny mąż stanu, ukończył uniwersytet w Yale”?

    Czy to Barbórka, czy 1 Maja, w tych dniach propaganda przybierała na sile kilkaset raz więcej. To chyba nie przypadek, że premiera spektaklu o towarzyszu G., została umieszczona przez ważnym świętem narodowym. Ku pokrzepieniu serc, by podobne absurdy nie przyszły nam do głów. My mamy swoje, dostosowane do naszej rzeczywistości.

  • Niepamiętnik Pn, 27 kwietnia 2009 Komentarzy: 21

    Wystarczy kilka dni, by rozbłysła i zakwitła swoją najcudowniejszą barwą – bielą i różem jabłoni. Przywiewa łagodne ciepło, a w nim smak lata i wakacji. Dziś idziemy obie pod kolorowe parasolki, by przejrzeć się sobie w pucharku lodowych kulek, kiedy przygryzasz mój płatek ucha… a ja słucham co będzie dalej… Robisz to ukradkiem, żeby żadne z ciekawskich spojrzeń nie ukradło nam intymnej chwili. Ten powiew powietrza, jak święto, blask świateł, pulsowanie, które wkrótce się pojawią – jak obietnica tańca. Oczekiwanie.

    Lubię odnajdywać ją wszędzie, wśród znanych punktów orientacyjnych, i w miejscach niezwykłych, których nie znamy obie. Lubię na nią czekać, wiedzieć, że nadejdzie, zawsze punktualna przez przypadek. Lubię ją odnajdywać w tłumie, wiotką i elegancką, a jednocześnie pewną siebie tajemniczą i zgubioną przez przypadek. Lubię ten moment, kiedy nasze spojrzenia toną w porozumiewawczej sekundzie błysku i uśmiechu. Chwila wystarczy za setkę najtkliwszych słów. Lata spotkań nie odbierają tej chwili intensywności.

    Biała sukienka; nosi sukienkę bardzo piękną i prostą, poprzetykaną liśćmi i kwiatami, tęczą i puchem. Pachnie światłem i ciepłym powietrzem. Moja sukienka jest czarna, pewnie czarniejsza niż rozwiane włosy, niż oczy. Czarne dziurkowane rajstopy i czerwone szpilki spowija piżmo dzikiego zwierza. Dziś uplotła wianek ze stokrotek. Zagnieździł się w jej lnianych włosach, jak ptak szukający schronienia. Moją szyję ozdabia naszyjnik, najdroższy prezent od niego. Jesteśmy tak podobne, jak różne…

    Zastawiam się, czym jest ten naszyjnik, ten wianek z kwiatów nie konkurują ze sobą o jego względy. Czy wianek czy naszyjnik, są ozdobą słowa, które nie mówią nic albo mówią mało. To rzeczy-ozdoby do oglądania na ciele, rzeczy dopracowanie, w pewnym sensie nieprzydatne. Ale w innym obdarzone użytecznością niezbędną, najwyższą. Nie mają nic wspólnego z bogactwem ani pieniędzmi. Jaką wartość ma korona z delikatnych kwiatów. Czym przykuwają uwagę plastikowe, czarnobiałe kulki na szyi? Te rzeczy są najbardziej powszechne wśród osób, którym brakuje wszystkiego. Indianie, nomadzi, ludzie bez pisma, bez techniki, bez mody, może tylko z rąbkiem historii, nigdy nie są ludami bez biżuterii i ozdób. Zawsze otaczają szyje naszyjnikami, nadgarstki bransoletami, palce pierścionkami, tiarami…

    Dla mnie są niezbędne. Są subtelną grą w załamaniu kształtów ciała, specjalną muzyką bez słów, bez nut. Chodzi jedynie o pokazanie piękna w pięknie? Kto pokazuje, a kto jest pokazywany? Naszyjnik pokazuje szyję czy szyja naszyjnik? Pokazują się wzajemnie? Nadmiar dający życie?

    Lubię ten zbytek, tak jak ona koronę z kwiatów. On kocha nas obie.

  • Niepamiętnik Cz, 5 lutego 2009 Komentarzy: 19

    Christina NeofotistouChristina Neofotistou

    Kiedy przychodzimy na świat dostajemy strażnika. Trudno prognozować, czy będzie nim rączy, biały kruk, czy też doświadczony, acz zmęczony ktoś. Pominąwszy to, iż aniołowie nie mają określonej formy, a ludzie nadali im taki a nie inny kształt, by nie pogubić się w wyobrażeniach i przekazie, że chodzi o anioły właśnie.
    Niektórzy są zdania, że Anioł Stróż nigdy nie śpi. Stróżuje na okrągło przed 24 godziny na dobę i nie ma odwołania od tej służby. Bywa, że dajemy mu fory, czas na krótką drzemkę i stajemy się jego stróżami, odganiamy złego. Wyjątki jednak potwierdzają regułę, kiedy on zasypia zaczyna dziać się źle. Choroby, plagi, wojny, ale nie tylko. Czoło podnosi przeciwny biegun anielski – diabeł. I kiedy człowiek musi sam decydować bywa bardzo różnie.

    ***

    - Nie chce mi się spać! Możesz się zdrzemnąć.

    Stary, biały piernik ułożył się pod nadgryzioną przez korniki półką z książkami. Segment zakołysał się i jeden z posażnych almanachów spadł mu na kędzierzawą czaszkę.

    - Nie tam! Wszyscy cię zobaczą! Od tych woluminów nie będziesz mądrzejszy. To domena ludzi. Sio, na zaplecze!

    Powlókł się anioł w najciemniejszy zaułek najmądrzejszej z bibliotek, z dala od karcianej wiedzy. Stary już był, zbyt zramolały by czuwać nad młodym, niepokornym umysłem i świeżym spojrzeniem studenta.

    A młodzik, otoczony pożółkłymi broszurami, notując co chwila jakieś niezrozumiałe wzory, krzyczał w duchu EUREKA! Bibliotekarz nie nadążał z zamawianiem kolejnych ksiąg z archiwum, a ten pienił się opieszałością antycznej obsługi.

    I już, już miał postawić znak równości, kropkę nad „i”, motto, zaledwie paroletniego żakowania, kiedy zaszumiało mu lekko w głowie, poczęło gnieść w żołądku powolutku przemieszczając się ku przełykowi.

    - Czas na obiad. Jeść i pić, bawić się, kochać i żyć! – wykrzyczała bliżej nieokreślona forma z wnętrza.

    - Idź spać! Sprawa jest zbyt pilna by od niej się teraz odrywać! – machnął na nią student.

    Forma uśmiechnęła się chytrze i kiedy wychwyciła moment prawdopodobnego finiszu studenta, rzuciła w niego falą przyziemnych potrzeb. Student skrzywił się z bólu, odkręcił butelkę z wodą i wlał do gardła niewidzialną ciecz.

    - Aniele, wychodzimy! Nie mogę pracować w stanie upadłości cielesnej.

    Forma zatarła wyimaginowane dłonie i otworzyła kute biblioteczne drzwi przed studentem. Skoro już raz znalazł się na ulicy, walka była wygrana. Z głowy wyleciały uczniakowi wszelkie wzory, reguły i mieszanki. Za rogiem stały kolorowe kobiety w zgrabnych pantoflach. Z restauracji uciekały lufcikiem przemiłe dla nosa zapachy, gazeciarz wrzeszczał o porannej sensacji. Słońce świeciło tak mocno, że zrzucił z lekka trącący stęchlizną frak.

    Nieznana mu forma, którą wziął za swego starego kamrata, oprowadzała go po świece zmysłów.

    Jakkolwiek dziwaczne myśli przychodziły do głowy człowiekowi zamkniętemu samotnie wśród książek, to zawsze zdrowa dawka realnego życia wystarczała żeby wykazać, że wszystkie naukowe wybryki, nie mogą być prawdziwe. To subtelne wyczucie aktualności, jest ostatecznym zabezpieczeniem przed zboczeniami czystej logiki.

    A Stróż obudził się o kilka minut na późno.

  • Niepamiętnik Wt, 13 stycznia 2009 Komentarzy: 16

     

    Zeszłam do piwnicy. Chciałam znaleźć książki do historii z podstawówki. Jeszcze ten ośmioletniej. Historyczka mówiła, że podręczniki z tamtych czasów były dość dobrze opracowane (głównie historia powszechna). Może nauczę się jeszcze czegoś, przy okazji? Przebiłam się przez blaszany kocioł, zardzewiałe rowerowe szczątki, drewniane pozostałości paneli, ale z książkami, wśród kilogramów makulatury znalazł się tylko kłopot. Miast druku wszędzie walały się ręczne zapiski – pamiętniki, wypracowania, zeszyty do niestandardowych przedmiotów (te zakładane nas mus znikły z powodu nudziarstwa) i oczywiście ściągawki. W werwie poszukiwacza zrobiłam taki bajzel, że nie mogłam wrócić do drzwi.

    No i po co to wszystko kolekcjonujesz? Dla historii, dla potomnych swojej młodzieńczej niedojrzałej osobowości?

    Jedynie śmiech dał mi siłę bym wygrzebała się spod góry śmieci. W czarny worek zaczęłam pakować przeszłość. Nie ma co do niej wracać, rozpamiętywać, wstydzić się jeszcze raz niedouczenia, kompromitacji i zapisanych gdzieś na skrawku zeszytu wierszy, opowiadań. Wszystko do kosza! Jak chcesz coś jeszcze napisać do weź się za to porządnie, a nie jak neptek z półprzymkniętymi zmysłami!

    Znalazłam się w tym momencie, w którym zegar zatrzymuje się, a w rzeczywistości rwie za dwoje. Małe broszurki utkwiły mi w dłoniach, wzbraniając się przed workiem. Drukowane na zielonym papierze, z bezgraficzną okładką – zatrzymały kawał czasu. To było nasze pisma, drukowane w prymitywnej drukarni, przepisywane na szybko, z masą literówek. Niedouczone dzieciaki bawiły się w dorosłych. Myśleliśmy że uda nam się scementować nasz mały mieszczański światek, zaczynając od małych form literackich, zrzeszających młodych, obiecujących, związanych ze środowiskiem artystycznym. Historia i tym razem wystawiła rachunek godny swojej wielkości. Rozproszyła nas po świecie, jak trójwymiarowe puzzle pasujące do konturów innej układanki. Tłum ludzi – świetnie śpiewających i grających, wierszokleci, ci, piszący artykuły i opowiadania, które umiały wbić czytelnika we własne myśli i Jakub kontestujący penetrator (doczytałam na końcu książeczki)i urodzony polemista (oj, miał wielu wrogów). I reszta outsiderów, których nie potrafię bliżej określać. Tu natknęłam się na własne bazgroły.

    Słowo „donkiszoteria”. Jak to człowiek nieświadomie teraz pisze o czymś, co kiedyś celebrował, kiedy jeszcze był „inny”, „tamten”. Widniał w odręcznym rysunku i podpisie: Chudy rycerz na swoje rasowej chabecie, z obliczem tak smętnym, że aż komicznym, wdający się w najbardziej nieprawdopodobne awantury. Maniak, który stracił poczucie rzeczywistości. „Donkiszoteria to niekiedy pogardliwe epitety, jakimi ci, co nigdy nie odczuwali potrzeby „walki z wiatrakami”, sen życia widząc w jak najlepszym urządzeniu się – obdarzają tych, którzy kiedy trzeba mierzyć siły wg zamiarów, a nie zamiary wg sił, służą idei, choć wydaje się, że jej realizacja nie jest możliwa – tu i teraz”. Może tak było – kiedyś. Z ludźmi zaangażowanymi, aktywnymi, walczącymi o ważkie i słuszne sprawy, lecz nie ulizanych, a „kanciastych”, i w związku z tym niebezpiecznych, dla tych wszystkich, który chcą mieć pod różnymi postaciami i w różnych formach.

    Odgrzebałam kawałek osobistej historii. Czy ona musi tak bałaganić w życiu? Trzeba w końcu posprzątać. Jestem dopiero w połowie….

  • Niepamiętnik Pt, 5 grudnia 2008 Komentarzy: 14


    Jeśli zapytać dziecka przed wizytą Mikołaja, to na pewno przytaknie, zapewni, że było grzeczniejsze niż w zeszłym roku ;) . Pamiętacie, kiedy przestaliście wierzyć w świętego? I przez kogo to się stało?

    Sięgając głęboko w kieszonki pamięci, przypominam sobie, że moja wiara została zachwiana przez nieporadność rodziców. Moje przenikliwe pytania, szperanie i przypadkowe odkrywanie zabawek zwiodło na manowce, jak nie mamę, to tatę. Jak dostaje się Mikołaj do domu? Przez kominek, dziurką od klucza, szybem wentylacyjnym? I jak wyjaśnić jego czasową rozerwalność. Ola, Krysia, Rysiek przechwali się, kto otrzymał prezent pierwszy. Pamiętam sytuację, kiedy obudził mnie szmer w noc Mikołajową. Po lekkim otrzeźwieniu przypomniałam sobie o prezencie i zobaczyłam paczkę z wyśnioną zawartością. Rano paczka okazała się nie tą, co w nocy; wpadłam w histerię. Od tamtego czasu nie wierzę. I przed dłuższy czas byłam w konsternacji. Kto przynosi prezenty i jakim cudem nie myli adresów!

    W końcu protoplaści, nie chcąc by brutalna prawda dopadła mnie, np. na podwórku, przyznali się. Mikołaj to klaun, który za swoją profesję otrzymuje sowite wynagrodzenie, a prezenty kupują dorośli. Brutalna rzeczywistość usadziła mnie w przekonaniu, że prezenty należy kupować sobie samej. Istnieje wielkie prawdopodobieństwo, iż nie pomylę adresów.

    A Wy byliście grzeczni?

    PS. Przyznaję się – nie byłam, ale na rózgę zasłużyłam!

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

maj 2012
P W Ś C P S N
« kwietnia    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u