Archiwum z kategorii: »Niepamiętnik «

Dlaczego uciekłam z domu

fot. własna


Warto uciekać z domu. Z bloga trudnej, bo albo się jest literą, albo z tej krainy się niknie. Piszę, żeby ślad został chociaż po chęci, że spróbuję poczuć się na chwilkę kimś innym. Wróżę niestety, że stereotypy myślowe podążą za mną. Jeśli mi się nie uda – powklejam tylko fotki.
Dlaczego uciekłam, i od czego.

Bo jakie są podobieństwa w ucieczce dorosłego i nastolatka? Wielkie. Ten drugi chce pobyć trochę sam, z dala od nerwowych, rozpitych, zabieganych, olewających i karzących (itp…) rodziców, którzy uważają, iż odrobina ciepła nie należy się dziecku, które przekroczyło dziesiąty rok życia. Być może na wygnaniu spotka kogoś, kto go zrozumie, pokaże inne drogi, pomoże, przytuli… i być może zostanie dzieckiem ulicy. Wybór ucieczki dorosłego ściele lepsze perspektywy, chodzi głównie o kasę. Oczywiście w tym przypadku nazywam to wakacjami/urlopem/wojażami, ale nie da się ukryć, jest to ucieczka od szarej rzeczywistości, krzywej twarzy szefa, rachunków, garów i …dzieci. Wiec albo one uciekają, albo ja. Lepiej jeżeli one popilnują obtłuczonych ścian, podleją na śmierć kwiatki, wściekle pomuzykują z kolegami, nźli mieliby spać pod mostem i żywić się odpadkami.
Obydwa byty chcą tylko wolności.

Uciekłam od dzieci – swoich i nie swoich.
Od własnych. Od bycia matką i ojcem jednocześnie. Od wyszarpywania sobie skrawka świętego spokoju. Od mijania ich w drzwiach kuchni z pytaniem: co z ciebie wyrosło? Od niechybnego tracenia ich z każdym krzykiem o nie wyrzucone śmiecie. I od strachu z braku wiedzy na trudne i banalne zadane przez nie pytania.
Uciekłam też od dzieci cudzych. Cudze dzieci, w odróżnieniu od moich, jak również od większości dzieci, nie mogą uciec nigdzie, więzi je własne ciało. W tym wypadku uciekłam od swojej nadszarpniętej cierpliwości, od rozmów i tłumaczeń wciąż tych samych tematów, od nałogu kreatywności w organizowaniu prac na coraz niższym poziomie, z czego połowa jest wykonana przeze mnie, co doprowadza moją ambicję do poczwórnej apelacji. I jeszcze od bycia babcią klozetową, kuchtą, fakturzystą, grafikiem, terapeutą, fotografem, wnioskodawcą projektów UE, nie mając stałego zatrudnienia…

To niestety tylko część listy z wynurzeniami – dlaczego uciekłam. Będę jeszcze uciekała…

Wzgórze

Zadarłam głowę szukając Okazji. Zadzierałam długo i wysoko, bo siedziała w najwyżej stojącej gondoli wielgachnego Młyna.

- Złaś stamtąd! Chcesz się porzygać!? – krzyczałam, a głos rozbijał się o gorące powietrze.

Nigdy nie była tak wysoko. Kołysała się na najwyższym szczycie leżącego u jej stóp miasta. Czuła się znów jak mała dziewczynka, która przestępowała kolejny próg wtajemniczenia. Na chwilkę mogła być duża w świecie dorosłych. Ba, to ona była największa, pod spodem, jak mrówki uwijali się Oni.

- Pracujcie, ja popatrzę!

Na dole majaczyła karuzela z wielkimi-małymi końmi i karetami, diabelska kolejka, młot i samochodziki.
Poprzez przymknięte powieki, dostrzegła chłopca, który prosi opiekunów o watę. Mała dziewczynka sięgnęła w pęk podejrzanych, długich sznurówek. Pani, spośród brudnych lalek i spłowiałych misiów wyciągnęła znów piłeczkę do ping ponga! A to pech, matka zbeształa ją za wyrzucone pieniądze. Ja chcę na strzelnicę! To ona z okiem przy wygiętej lufie wiatrówki próbuje ustrzelić dziurawego kwiatka. Strzelaj w różę! Sztywno zamontowana oręż nie daje się nijak ruszyć. Pach! Śrut utkwił w tekturowej pustce podziurawionego wozu. Wiara w najlepiej ulokowane ostatnie oszczędności zamieniła się w płacz.

- Dlaczego znów się nie udało? – szepnęła Okazja, tuląc policzek do zimnego metalu gondoli.

Tam na dole, to nie rozcięte kolano, pała w dzienniku, czy seria zastrzyków przysparzały jej kłopotów. Dziś miała szczęście, że Młyn zepsuł się, a ona górowała nad wszystkimi. Była jednym ciałem małą dziewczynką i dorosłą kobietą, przeszłość mieszała się z teraźniejszością. I słyszała głos Szatana, który kiedyś zabrał Chrystusa „na bardzo wysoką górę, pokazał mu wszystkie królestwa świata i rzekł do niego: Dam Ci to wszystko (tibi dabo), jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon”.
- Złap okazję, może odda ci szacunek! – krzyczała Okazja, ściskając w ręku garść zielonych żetonów i szykując się na bardzo długą i wysoką podróż.

Młyn ruszył.



Tibidabo

Tacy sami

fot. własna

Telefon. Podekscytowany głos mamy pyta o telefon do pizzerii.
Wyrzuciłam wszystkie ulotki po remoncie, ale jest internet. Wklepuję w wyszukiwarkę odpowiednie słowa. Oddzwaniam. W słuchawce radosny śmiech mamy, pośpiech w głosie – „szybko, jesteśmy głodni”. Kto jest u ciebie, co się stało? – pytam. Mama nie odpowiada mówi o jakiejś imprezie i o tajemniczym Nim. Co tam się dzieje – nie odpowiada, ale obiecuje jutro oddzwonić. Jestem szczęśliwa – rzuca zamiast „cześć”. Mama ledwo chodzi, problemy przycisnęły ją do ziemi, a tu …

Cichy zgrzyt pamięci. W święta miałam być z jego synem świadkiem na ich ślubie. Ale plany rozsypały się jeszcze przed listopadem. Jak u nastolatków – pomyślałam. Mama nikła – zamilkła, skuliła się z samotności. Jedna z chorób, jakie nawiedziły ją po śmierci taty, zabierała jej siły fizyczne. Kto wie, może zostanie jej tylko widok z pierwszego piętra na ruchliwą ulicę?

To wariat, mówiła babka, ciotka, wuj. Nie powiedziałam tego głośno, kiedy prędkość starej niemieckiej taksówki kładła mnie na siedzenia pasażera. Kiedy weszliśmy głęboko w las po konwalie, mama została na głównej ścieżce, i zostawił mnie. Kiedy dzwonił do niej, umawiał się i nie przychodził. I kiedy potrafił z minuty na minutę zmieniać plany, zapakować mamę i pojechać do Polańczyka, na lody do Kazimierza, na spacer do Kozłówki. Kiedy ohydnie żartował z jej pijanych gości. Kiedy nie liczył się z jej zdaniem, nie szanował i okłamywał. Kiedy wreszcie odszedł do pobłażliwej, ale i zaborczej kobiety.

Na początku chciała zapomnieć, potem żałowała. Tak to jest, niektóre kobiety unoszą się honorem, wykasowują numer telefonu z jego komórki i cierpią, licząc na zapomnienie albo… cud? A inne dzwonią w nocy z ogniem szyderstw albo biorą cegłówkę i wybijają szybę.

Co ty w nim widzisz, on żadnej książki w życiu nie przeczytał, nie rozwiązał żadnej krzyżówki. Nic nie ogląda. Dzieli was przepaść kulturowa. O czym będziesz z nim rozmawiała? A jednak istnieje miedzy nimi niewidzialna nić porozumienia. Trudno ocenić, na jakim poziomie. Rwanie do przodu? Przekonanie, że pomimo zawikłanej przeszłości umieją stworzyć wspólnie coś dobrego. A może odepchniecie samotności, wyłuskanie jeszcze młodzieńczych uczuć?

Jutro zadzwonię.

Czasem myślę, że niewiele zmieniamy się od czasu odebrania dowodu osobistego. Przybywają doświadczenia, budzi się rozum, ale kim on jest w porównaniu z sercem i samotnością?

Faworyty
fot. deviantart

fot. deviantart

Wczoraj spadł pierwszy śnieg tej zimy. Leniwo pokrył park, ławkę, na której na niego czekała, zakrył bród i śmieci dookoła. Zimno i biel wygoniły z domów dzieci, a ich wysoki czysty śmiech zapowiadał święta. Dla dzieci wszystko jest proste, wierzą w to, co opowiadają im inni. W Świętego Mikołaja, Wróżkę Zębuszkę, nadprzyrodzone zdolności rodziców. W dziecięcym świecie wszystko to kłamstwa. A w świecie dorosłych? Gdy mężczyzna stoi przed ołtarzem i przed pełnym Kościołem obiecuje kobiecie u swojego boku szacunek i miłość do końca swych dni, świadkowie wiedzą, że prawdopodobnie kłamie.

- Jutro Wigilia, a ty jeszcze w Warszawie? Wciąż czekasz? – stała przed nią starsza kobieta.

- Nie czekam i nie wracam do tego co było. Mówił, że kocha ją i mnie. Uwielbia przeszłość, jaka łączy ich rodzinę, przede wszystkim dzieci. Ale kocha też mnie. Ze mną czuje się silny, potrzebny. Przy żonie tego nie czuje.

Kobieta zaśmiała się, pochylając się do jej twarzy.

- Wszystko to kłamstwa. Znam temat z innej perspektywy. Więcej niż raz byłam kochanką. I wszystkim mężczyznom, bez wyjątku, wydawało się, że mnie kochają. A wiesz co tak naprawdę kochali? Nie mnie. Swobodę bycia ze mną. Utraconą młodość, beztroskę spotkań, brak odpowiedzialności za dzieci, żonę, kredyty. Kiedy spotykali się ze mną stawali się na moment wolni, zamknięci w idealnej bańce własnego egoizmu.

A tamta miała łzy w oczach.

– Chciałbym, abyś to przemyślała. Jeśli on odejdzie od żony zwiąże się z tobą, jak myślisz, jak dugo będzie wam tak cudownie? Może pojawią się dzieci, nowy dom, coraz więcej rachunków do spłacenia. A on znów będzie uciekał do czasów, kiedy świat był mniej skomplikowany i gdy jeszcze tak wiele nie stracił.

- Przestań! Nigdy nie będzie tak jak mówisz. Nie spotkam się więcej z nim.

- Dlaczego? Przecież go kochasz.

- Nie mam szans z nią. Kochanka często przegrywa na starcie. Może jest młodsza, ładniejsza, energiczniejsza, ale co ich łączy? Głownie seks, bo nie mogą beztrosko nigdzie wyjechać, pójść na przyjecie ich wspólnych przyjaciół… On ciągle się boi i okłamuje ją, że odejdzie od żony. A ona trwa, jak posąg z nadzieją, że jeden łyk jego wody doda jej życia. Bo on jest samotny, nie ma, kto go pocieszyć. Żona się nim nie interesuje. Kochanka ma czas wysłuchać i przytulić, bez nerwowej krzątaniny przy garach. Ale miałam gest!

- Wielki – zaśmiała się kobieta. – Czasem romans to dobra rzecz, ale nie dla nas. Oczyszcza atmosferę, zmusza dwoje ludzi do przewartościowania swojego życia i zastanowienia się, co zrobili nie tak. Zdarza się, że małżeństwa nie tylko przetrwają romanse, ale i stają się silniejsze.
- Przecież nie można kochać dwóch kobiet na raz!

- Pytanie – czym dla niego jest miłość? I, o ironio, on musi wybrać. Teraz, już, musisz od niego tego żądać. Czy to nie trwa za długo?

Kto wie jakby czuła się pięć, dziesięć lat temu? Jednak, kiedy człowiek robi się starszy zaczyna rozumieć pewne oczywiste prawdy. Miłość jest jedyną rzeczą, o którą warto walczyć.

- Nie siedź tu, przeziębisz się…

Kategoria: Niepamiętnik  Tagi:  20 Komentarzy
Ołtarzyk szczęścia

hotelowy pokoj

Dlaczego tak jest, że jadąc w jedno miejsce zachwycamy się nim, potem zwiedzamy inne i już jest odmiennie, ba, gorzej? Na pewno nie działa tu prawo pierwszeństwa, byłam w paru miejscach i to przedostatnie przyćmiło wszystkie inne. Ale nie ostatnie.
Hotel – wygodny, przestronny i łazienka, w której można tańczyć kankana, i wanna z wgłębieniami na świece. Nie zawracałam sobie głowy ścieleniem łóżka, śniadanie urozmaicone samo jakoś pozamiatało znikome okruszki.

Okolica raczej prowincjonalna, ostatnia stacja metra gwarantowała mały ruch przyhotelowej ulicy. Wiele przygód w środku nocy, za dnia bieg po wykopaliskach w centrum miasta… Przeoczyłam zapewne niejedną osobowość plączącą się na ulicy, niejeden kurhan w ciemności nocy, niejedną restaurację i potrawę. Mało czasu na zobaczenie i zastanowienie. Mało na poczucie zapachu i przytulenie do serca. Mało na uchwycenie odpowiedniego kadru.

Żal mi czegoś, czego nie można dosięgnąć. Marzeń, które wyzierają ze środka, chociaż usilnie staram się niczego nie projektować. Wiele z nich staje tyłem do jakichkolwiek wyobrażeń. Wiec nie czytam, nie oglądam, daje się prowadzić niespodziance. A jednak nie potrafię być jałowa i zanim zaprzeczę pragnieniom one już sterują wyobraźnią i nastawiają trybiki niespełnienia. Czy to pech? A może brak, tak popularnego, pozytywnego myślenia? Jedno jest pewne – nie wszystko zależy ode mnie. Tylko dlaczego reszta obiecująco nastawiona wywraca się do mnie podszewką?

O co ci chodzi, kobieto, przecież było tak cudownie? Widocznie w skład mojego szczęścia wchodzą zupełnie inne składniki niż te, które ma mi do zaoferowania życie.

Nie mogę się wyspać, mam wyschnięte oczy, a gdy je zamknę widzę tylko ostatnie sceny. Smak marzeń i zimno pustego hotelowego pokoju. I znów pakuję się w małą walizkę. Zawartość, znacznie powiększoną martwymi prezentami, upycham kolanem. Do opuszczenia pokoju zostało sporo czasu. Ścielę łóżko i sprzątam, nie chcę zostawiać po sobie zbyt wielu śladów. Perfekcyjny makijaż ukrywa zmarszczki, sińce pod oczami i ślady wczorajszego uśmiechu. Jedyną jeszcze żyjącą rzeczą obok mnie są róże. One nie mogły odpowiedzieć na pytania, które zadaję sobie głośno, ale tak by nikt nie słyszał i tak znajduję odpowiedz – nie można mieć wszystkiego. Jak zdradzona kochanka tulę półmartwe kwiaty, obiecuję sobie, że będę mądrzejsza. Jak dewotka wyrywam przemocą chwile i pielęgnuję na kościelnym ołtarzyku. W pustym hotelom pokoju, na nie do końca wystygłym łóżku.

One tam zostały.

Twarzowy luksus

fot. Anuk

fot. Anuk


Opadła burza słonecznych loków. Tak, tak to moje włosy wiją się po podłodze. Szkoda, ale nie było wyjścia. Ale to nawet nie pełna szczotka, czy czapka pociągnęły mnie do zmiany. Nawet nie obumieranie związku albo chęć bycia twardą. Męska (nie całkiem krótka) fryzurka wcale nie dodaje mi animuszu ani nie sprawia, że jestem mocniejsza. Mam ochotę znów poskręcać włosy i upiąć spinką. Być taka sama jak dzień, 3 miesiące temu. Wróć! Zawsze wracam zamiast iść naprzód, ale po operacji u fryzjera już nie mogę powtarzać podobnej drogi. Jedynie peruka okłamie świat – jestem nieugięta. Ale nie mnie. W środku pracuje ekipa remontowa.

Dlaczego kobiety w miarę upływu lat ścinają włosy coraz krócej? Dlatego, że utrzymanie fryzury jest kłopotliwe? Dlaczego wiele twarzy nie znosi luksusu długich włosów, a wiek pogłębia to przekonanie? Siwy włos nie usprawiedliwia niczego…

Przed TV

fot. jasiel

fot. jasiel

Mamo? Dlaczego ona jest taka smutna?
Blada dziewczyna zasłania twarz przed gapiami i fotoreporterami. Po ośmiu latach wiezienia przed fanatycznego mężczyznę, jest wolna, sprawca nie żyje. Teraz sztab polityków, prawników, policjantów i lekarzy znów skraca jej wolność. Jeden mówi, że oprawca miał wspólników, chociaż Natascha zaprzecza. Lekarze twierdzą, że rodzina miała dużo wspólnego z porwaniem, miało ono przyćmić molestowanie dziewczynki w dzieciństwie. Policjanci wzajemnie oskarżają się o nieprawidłowości w dochodzeniu i zaniedbanie. Inni, że ściśle współpracowała z porywaczem… Przed chorobliwym zainteresowaniem jej osobą, znów ucieka w cztery ściany – „ostatniego bastionu wolności”. Do kwiatów, książek, malowania i myśli, bo tylko tam czuje się wolna.

Dlaczego oni tak siebie nie cierpią?
Nie wiem czy to jest prawidłowo zadane pytanie, ale na pewno nie umiem na nie odpowiedzieć. Urywki – w telewizji rosyjskiej prowadzone są dyskusje, emitowane programy zarzucające Polsce utworzenie tajnego przymierza z Hitlerem i Japonią przeciwko ZSRR. Jeden z polityków oskarża Polskę o dokonania rozbioru Ukrainy i Białorusi w 1920 r. Drugi mówi o faktach, których żadna prawda historyczna nie zafałszuje – rozstrzeliwani żołnierze, Katyń, Westerplatte, pakt Ribbentrop-Mołotow. W czasie konferencji dwóch polityków roszczy sobie prawa do wolności słowa, tożsamości i ziemi. Każdy ma swoje racje, łączy ich jedno – żałoba.

To było dawno temu, ale czy ludzie są dziś lepsi?

Mamo, oni się kochają?
Na ekranie kolejny kanał. Dwoje nagich ciał szuka zbliżenia. Odnalazły go w pośpiechu rąk, w pocałunkach, w niezamierzenie pasujących do siebie ruchach, w rytm pieśni ciał…
Mama pośpiesznie przechodzi do kuchni.

Nie wstydzimy się razem oglądać zbrodni, tragedii, katastrof, przemocy, wygłaszamy niezadowolenie z poczynań polityków i lekarzy, ale nie umiemy wspólnie oglądać miłości. Wstydzimy się. Dlaczego mamo?