• Moje podwórko N, 22 maja 2011 Komentarzy: 17

    myśliciele

    fot. własna

     

    Grzmi i błyska, zaraz znowu lunie.

    Który to raz zalewa mieszkańców naprzeciwległego bloku?

    Parking, to jezioro, z którego w pośpiechu wyjeżdżały samochody pod groźbą zalania silnika. Wodne boisko pochłonęło siatkę z bramek. Przed klatką nie widać ławki, na której koczowały dziś dewotki, a w wodzie po uda płynie kontener na śmiecie. Grupka gapiów próbuje sforsować wodę, brodzą w „japonkach”, pstrykają zdjęcia i omawiają umiejętności architektoniczne i postanowienia urzędnicze dotyczące punktowca. On tonie już po raz enty, niestety, nikt nie zostawi go w spokoju, po raz enty.

    Biegnie jak do pożaru straż ogniowa.  Przeskakują w drzwiach bloku worki z piaskiem, podają kable i rury. Zaskakuje silnik, pompa wypompowuje wodę.

    Przybywa niemających na czym zaczepić oka ludzi. Odłączyli prąd. Nieważne lodówki, namoczone w pralce pranie, radia bez baterii. Najokropniejszą rzeczą, jaka może zdarzyć się w naszej małomiasteczkowej cywilizacji, to brak prądu. Brak telewizji, komputera i działających komórek.

    To wtedy ludzie wychodzą do ludzi i stają się na chwilkę ludźmi. Zainteresują się rozmową, zdrowiem, nierównym chodnikiem, powiększeniem rodziny sąsiada, tyko wtedy, gdy zabraknie im codziennego bodźca. Na chwilkę przestają być maszynami na prąd odbierającymi tylko trajkot obcego głosu albo muzykę, z której nic nie wynika, karmionymi papką gotowych rozwiązań i zabaw.

    Wyłącz im prąd, a będą znów czuć, słyszeć, widzieć. Choć zmysły nieco osłabione, jest nadzieja, że wrócą do dawnej świetności. Następnym razem, kiedy wyłączą prąd.

                                                                                       

  • Mniszki

    fot. własna

    Jestem tam, gdzie powinnam być.
    - Karen Blixen

     

    …mam taką nadzieję. Na blogu spory przestój i co siądę przed komputerem znajduję tysiąc pilniejszych spraw do zrobienia. Kiedyś, kiedy byłam opierzoną kurą, siedzącą w domu, gotującą nienawistne potrawy i piorącą po stokroć każdą plamkę, nieprzytomnie gderliwą, miałam czas na myślenie i pisanie, dziś myślę i działam, nie starcza czasu na ubieranie pomysłów w słowa. Dzisiaj, budząc się o tak nieprzyzwoitej późnej porze jaką jest 9 rano, obleciał mnie strach – znów zaspałam. Przespałam sporo lat swojego życia, zupełnie nieświadomie, bezkrytycznie wykonywałam czynności, a nawet myślałam „tak jak trzeba”.

    Było paru ludzi, którzy mnie budzili, ale mieli mały dar przekonywania, a reszta życzliwych usypiała troskliwie. Nie każde budzenie odnosi skutek, nie każdy człowiek i czas, w którym następuje pobudka jest właściwy. Jest tyle zmiennych…

    Z ostatniego półtora roku powstałaby dość zajmująco-okazała książka. Musiałaby się jednak skończyć, a ja dopiero zaczynam. Może napiszę ją jako stara kobieta. Siądę na werandzie, na skrzypiącym drewnianym fotelu gdzieś na zabitej dechami wiosce. Zmęczona, schorowana, z lekkim żalem braku sił, że koniec jest bliski. Wrócę pamięcią do lat młodości, do pożółkłych kartek, które z rzadka zapisuję. Napiszę, i może ktoś odnajdzie w nich przestrogę, ukojenie, namiastkę prawdy i ciągłego poszukiwania, niczym kundel przy krawężniku suchego chleba, drugiego człowieka, podobnego jemu. Nie znajdzie w jednym, bo w każdym, którego spotyka jest tylko mała cząstka tego, czego pragnie.

    Wracam na ziemię. Do teatru, zdjęć, stron internetowych, scenariusza i dekoracji Miasta Poezji, arteteterapii, Nocy Kultury, warsztatów, rozwiązywania problemów z depresją i chorobami psychicznymi…

  • Moje podwórko Śr, 29 grudnia 2010 Komentarzy: 34

    fot. własna

    Niech każdy pozamiata przed własnymi drzwiami i cały świat będzie czysty.

    - Johann Wolfgang von Goethe

    Facet od remontów ociąga się, podatki wzrastają, a Nowy Rok znów zastanie mnie z pędzlem i miotłą w dłoni :D . W tamtym roku było podobnie – malowałam kuchnię, teraz (z Bożą pomocą) biorą się za łazienkę. Okres poświąteczny to taki czas, w którym zachomikowałam kilka dni wolnego i łudzę się, że zdążę zanim zabraknie mi urlopu i zdrowych nerwów. A potem będę remontowała do wiosny, bo jak to mówią: jaki Sylwester, taki cały rok. Nie przepadam za remontami, ale po tych nastu… latach trzeba odświeżyć (zmienić?) wygląd ścian, które stopiły się z tłem i nie wiem jaki to to ma kolor, czy fakturę.

    Pragnę tylko ostrzec, że wchodzenie do tego przybytku grozi osypującym się tynkiem i wpadnięciem do wiadra z zaprawą. A ja idę sprzątnąć pod drzwiami, żeby nie zabetonował się u mnie kolejny Nowy Rok.

    Do Siego Roku!

  • Moje podwórko Pn, 20 grudnia 2010 Komentarzy: 17
    bombki

    fot. własna

    Czasem, a niejednokrotnie często, dążymy do czegoś, marzymy, wyobrażamy sobie jakby było wspaniale gdyby… Kiedy dosięgniemy celu, a marzenia stają się realne, w ciągłej pogoni niknie zadowolenie z wygranej.
    Dziś mnie rozczarowało, za bardzo je idealizowałam, i mam je już w dłoni. Od dzisiaj czeka mnie nauka i praca. Zadaje sobie tylko pytanie – jaka siła gna mnie wciąż na przód, żeby tak męczyć się życiem?

    Dziś już znaczna część bombek jest plastikowa. Robią konkurencję szklanym, które tłuką się wprost proporcjonalnie do delikatności ich właścicieli.
    Szczęściem jest podniesienie choinki bez ubytków.
    Plastikowe bombki nie dają jednak szansy na zmianę wystroju choinki, czy stroika. Szklane nie dają szansy na sklejenie. Coś za coś – czy to spełnione marzenia w rozbitej bombce, czy widok na najwyższą gałązkę z najpiękniejszą, wieczną bombką.

  • Moje podwórko Pn, 13 grudnia 2010 Komentarzy: 23
    solidarność

    fot. własna

    Mijam tę grafikę codziennie w drodze do pracy. Coś jakby o mnie…
    Zastanawiam się, czy jesteśmy po tej samej stronie barykady.
    Ci, co w imię wychowania i terapii starają się robić coś ponad, ponad marny zarobek. I ci, którzy różnymi sposobami próbują ograniczyć dostęp do wiedzy i świadomości. Głupimi łatwiej kierować. A przecież uprawiamy to samo pole…

  • Moje podwórko Pt, 5 listopada 2010 Komentarzy: 13

    Jeszcze nie świta. Dopiero za godzinę niebo przeciągnie się różowym pasem nad horyzontem. Jeszcze pośpię, choć kark łamie się przy utrwalonych załamaniach nawierzchni.

    Błąkam się po sobotnich ulicach Starego Miasta.

    Tydzień temu zwiedzałam bezludne okolice hurtowni wyposażenia łazienek, składów budowlanych i pustostanów. Było późno, nie chciałam wracać do nieznanego pokoju i nieznajomego w nim człowieka. Jeszcze jedna ulica, dwa domy, rozłam i wiadukt. Nieważne, że szybko zgubiłam mapę w głowie, jeśli i tak nie mogłam nikogo spytać o drogę. Masz papierosa albo parę groszy – podejrzane typy zawróciły mnie z drogi i wyszłam drugą stroną miasta. To dopiero sztuka tak zatracić się w drodze! Było tak ciepło, że poszurałam przez cały park w czerwonych liściach. Nikt mnie tu nie znał, nikt nie widział.
    Dziś chciałam spotkać kogoś znajomego.
    Stare Miasto jest ładne – odnowione, ale dyskretnie, tak by gruz nie uszkodził żadnego zabłąkanego człowieka. Kafejki jeszcze zamknięte, kluby już śpią. Chodzę od wystawy do wystawy, od pomnika do Ratusza. Ławki obudzone pierwszymi zmarzniętymi studentami nabierają brązowych rumieńców pod ich surdutami. Niedługo zima. Większość ludzi zostanie w domach.
    A wiesz gdzie można spotkać jakieś fajne licho? Zaspany przechodzień dziwi się zza okularów. Jak to gdzie? Chyba tu jest ten punkt, najładniejsze miejsce w mieście. Po co biegać po nieznanych uliczkach i marnować szansę na spotkanie ciekawej osoby? Nie lepiej siedzieć w jakimś centralnym miejscu? Jeśli ta osoba ma być, choć trochę podobna do ciebie, to wybierze podobne miejsce…

    Biegnę na warsztaty, niekoniecznie w centrum…

  • Moje podwórko So, 11 września 2010 Komentarzy: 13

    fot. własna

    Ulubione. Nie bardzo wiem jak ugryźć temat, a że mam tendencję do dzielenia włosa na czworo, widzę w pytaniu przynajmniej dwa rzeczy. Chociażby rzeczy błahe, w których mogę od czasu do czasu się rozsmakować (lody waniliowe, wakacje, spacer po mokrej łące) i elementarne, które stawiam zaraz po jedzeniu czy spaniu. Zacznę od początku, od ulubionych, bez których trudno się obejść, jeśli się je miało.

    Lubię ludzi. Przeglądać się w ich oczach i widzieć sens rozmowy, chociaż miałaby być ona milczeniem z jednej lub obu stron. Milczeniem ze zrozumieniem nie tylko dziwnych sytuacji/uczuć, w które ciężko się wczuć, ale milczeniem z wyrozumiałością, że takie rzeczy mają miejsce. Lubię słuchać ludzkich historii, od pomarańczowego poranka, przez burzowe popołudnie, po ciemną noc. Lubię odpowiadać na ich pytania, chociaż zadają je w formie twierdzącej. Lubię ludzi smutnych i wesołych, chorych i trudnych, tych, co potrafią wbić wzrok w ścianę i przeorać całe życie dla swojego dobrego samopoczucia. Lubię ludzi prostych i szczerych, ale i skomplikowanych i broniących się przed prawdą o sobie samych. I ludzi, którzy nie parają się niewłaściwie (psycho)manipulacją (upadlają się). Lubię szukać w nich swojej bratniej tuszy.

    Lubię swoją pracę. Robię to, co lubię i do czego pasuję. W niej: że nie zamyka mnie w ciasnej komórce programu komputerowego, nie plącze odnóży w schematach, nie patrzy na ręce kierowniczym wzrokiem, a ona każe rozwijać się wciąż i w najdziwniejszych kierunkach. Lubię pewną nieprzewidywalność, wynikającą z własnych pomysłów i ludzi, nad którymi i z którymi pracuję. Dzięki niej będę miała masę pomysłów, gdy doczekam czasów starczej demencji.

    Lubię być potrzebna, udzielać pomocy. Nie zabieram pod swoje skrzydła wszystkich biednych zwierzątek, realna pomoc dotyczy ludzi. Lubię robić coś z niczego. Bez zapotrzebowania na moją osobę nie umiałabym się niczym cieszyć.

    Lubię samotność. Mogę zapaść się w niej nawet w przeludnionym mieście i nikt nie podejrzy, że nie ma mnie obok. Lubię być z nią sam na sam, z nią dialogować i trwać w niej dopóki jakiś człowiek nie rzuci liny i krzyknie: wracaj! Jest specyficzną półką skalną, bezpieczną przystanią, w której mogę sama po sobie jeździć, dowartościowywać się, być wszystkim i nikim. Lubię ją oswajać i konfrontować zbyt wiele niepotrzebnych słów świata z moim milczeniem.

    Lubię książki. Miejsca, w których nigdy nie będę, kultury, której realnie nie poznam, ludzi, z którymi nie porozmawiam. Lubię litery i obrazy, mogę je zamknąć i wrócić do nich w każdej chwili. Lubię obce światy z bezpiecznego fotela.

    Lubię kolory. Kontrasty. Tęczę, ubrania w żywych barwach, goniącą na zdjęciach czerń i biel. Lubię łapać w kadr ich prawdziwość i soczystość.

    Lubię symbolikę i niejednoznaczność. Na zdjęciach, w książkach, moim pisaniu. Są zagadką i poszukiwaniem rozwiązań. Wielu.

    Lubię podróże. Uzupełniają moją nikłą wiedzę o świecie. Pozwalają przebić dziurę w umyśle mieszczanina-Polaka, łamią stereotypy, serca i strach.

    Lubię mojego pana Doktora. Pokazał mi ścieżki, po których nigdy nie chodziłam. Bez jego pomocy za nic nie trafiłabym na ważne skróty w krzakach.

    Żeby na tym etapie nie przedłużać, to koniec..

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

maj 2012
P W Ś C P S N
« kwietnia    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u