• Listy So, 20 września 2008 Komentarzy: 29

    Czy jest takie ważne gdzie człowiek osiądzie? Koczuję nieustannie to tu, to tam, wszędzie pozostając obca. Szukam.
    A fatum czeka za rogiem. Może być kieszonkowcem, dziwką, której nie wypada wydać reszty, sprzedawcą losów na loterii, albo przebierańcem – kolejną maszyną. Do drzwi mojego domu nigdy nie zapuka, trzeba za nim ruszyć.
    Ja chyba wszędzie czuję się jak w domu. Z przyzwyczajenia.

    Napiję się z Wami

    wina z karafki

    nie będę tłumaczeniem

    nawet ohydnym wspomnieniem

    kaca

    przepitego paręnaście razy

    wariackim chichotem

    oczy czerwienią oznaczone

    i nos szarpiący się z kwintą,

    rozbawię Was lub zasmucę

    kolejną mantrą przebierańca


    nan*a_

  • Listy Pt, 5 września 2008 1 komentarz

    Dlaczego przybito nas do krzyża płci?

    Dlaczego nie zostawiono nas zamkniętych

    w sobie samych i ukończonych,

    gdy zaczynaliśmy, jak on,

    tak doskonale samotni?

    D.H. Lawrence

    Wiara w miłość czystą, bez narzuconych z góry materialnych komplikacji zdarza się zbyt rzadko. On, ona wnikliwie analizuje, co wnosi parter do związku. Zestawienia tabel marketingowych, wzory cyferek na koncie, kolorowe, plastykowe karty kredytowe. Czemu nie mogłyby to byś tylko szczere serce, otwarty umysł? Czemu warunkiem intercyzy jest akceptacja rodziny, znajomych, okowy domu, liczenie na gest wspaniałomyślności świata, którym zawiadywane grą jest oczywistą?

    tatuażCo mogę ci dać? Cynobrowe policzki, karminowe wargi, twarde piersi, jędrne pośladki, piegi na nosie, koronę z gęstych włosów? Moja ornamentyka jest olśniewająca a powab chrzci się jak drzewko bożonarodzeniowe, kolory w utarczce podrygów kopulacyjnych mają zapewnić swoją przyszłość poprzez prokreację. Lubię wabić cię w swoją syrenią sieć…

    Zaprzeczysz? Przepadłeś zwiedziony nadzieją orgazmu. Odkąd mnie poznałeś, odkład postawiłeś na katafalku swojej zmarłej miłości, kiedy stereotypy zaczęły spajać cząsteczki złotego posągu bogini ze snów, nie zaznasz spokoju w utarczce męskich hormonów. Boisz się do tego przyznać. Chciałbyś mnie zerżnąć?

    Kiedy widzisz mój uśmiech, sylwetkę, kiedy słyszysz konsternacje w głosie, przypominasz sobie każdą dowcipną uwagę mózg zalewa delirium erosa. Tak było kiedyś, tak jest teraz, gdy tylko pukasz do drzwi, podnosisz słuchawkę, wykręcając numer. Bezpiecznie odkrywasz swojego wroga, cudzy może zawsze pogryźć dotkliwiej. Nadal prowadzi cię do mnie niewdziana nić – silna chęć przedłużenia własnego dyskursywnego gatunku. Umiem uwieść cię sposobem, przez który zakochujesz się wciąż od nowa – odepchnięciem, poniżeniem, niedojrzałością. Jestem kobietą, która potrafi cię uwieść. Ale ty to lubisz… wyidealizowałeś mnie tak bardzo, że obraz z pomnikiem zlewa się w ideał nie do pokonania dla śmiertelnych kobiet. Dlaczego pomimo moich wad nadal mnie pożądasz?

    Twoja miłość dojrzała. Minęło pierwsze zauroczenie, pojawia się najelegantsza z ludzkich emocji – przywiązanie. Czy jest w twoim wydaniu – troskliwością, oddaniem, jednością? Kiedy patrzysz w moje oczy, kiedy niby przez przypadek dotykasz ramienia, włosów, karku… Kiedy pragniesz tak mocno, nie myślisz, iż krzywdą dla mnie jest twoje kochanie?

    Ale przecież i przywiązanie szarzeje, a na jego miejsce wkrada się stopniowo obojętność, zniecierpliwienie, zabijając resztki miłości. Prowadzi do zdrady, separacji, rozwodu, chociaż małżeństwem nigdy nie byliśmy.

    Nie mogę być z tobą. A w tobie trwa powódź amfetamin targane powiewem wiatru. Ile to może trwać? Po pewnym czasie zmniejsza się tolerancja na stan nieustannego pobudzenia, zakończenia nerwowe stają się mniej wrażliwe, a podniecenia opada. U niektórych trwa krótko, a ty napotykając trudności trwasz w zauroczeniu przesz całe lata.

    Miłość boli. Wydaje ci się, że ciągle brakuje czegoś. Cierpisz, kiedy ja z jakichś przyczyn nie odzywam się? Brakuje ci codziennej porcji naturalnych narkotyków?
    Czy ty, czy ja, w uniesieniu jesteśmy w stanie znosić różne psychiczne upokorzenia. Mogę pójść na zdumiewające kompromisy, czasami akceptować bolesne ciosy, aby tylko nie utracić siebie. Obwiniasz mnie, przeciwstawiasz cechy charakteru, burzysz spokój. Dochodzimy do porozumienia, by za chwilę powiedzieć – nie. Za dużo nas dzieli, za dużo łączy.

    Cierpienie to niedostatek i bieda. Dlaczego wolisz trzymać się za wszelką cenę mojej niewidzialnej spódnicy, niż ryzykować utratę choćby tej odrobiny środków dopingujących? Jesteś jak ćpun uzależnieni od heroiny, chemicznie związany z ukochaną. Jako „męczennik” łączysz ból z przyjemnością. Choćbyś nawet cierpiał, poziom endofin podnosi się, a ty będziesz wracał po kolejne bolesne doświadczenia, który oznacza emocjonalny wzlot.

    Usychanie z tęsknoty jest fizjologicznym komponentem mózgowego mechanizmu przywiązania. Tęskniąc za ukochaną popadasz w otępienie. Robisz coś bez przerwy, podświadomie wierząc, że docenię twoje starania, bo cel to ja. Trudno pracować, jeść i spać, kiedy miłosne sygnały zdają się być coraz bliżej. Czy utrata ukochanej osoby nie jest najboleśniejszym doświadczeniem, na które wstawiany jest człowiek?
    Ja cię już nie chcę.

  • Listy Wt, 22 lipca 2008 1 komentarz

    Coraz rzadziej ludzie posługują się tradycyjnymi pocztówkami, listami. Zastąpiły je telefony, maile…
    Nie jestem tradycjonalistką, ale przywiozę Ci prawdziwą pocztówkę. Z żółtym piaskiem i wysokimi piramidami moich emocji, ciepłym słońcem, jak wyobrażenia o Tobie.
    Może jestem zbyt śmiała, wyobrażania pcha mnie w nieznane…

    Pakuję swoją walizkę, nie zabieram laptopa, ani telefonu, może tylko aparat… Niewiele jest do pakowania, jestem tylko ja – kochanka swojego serca i pogody ducha. No może jeszcze kolorowe sukienka, która przykryć ma myśli bez głębszego sensu tegoż wpisu. Kilka kropel ulubionych perfum w zagłębieniach najczulszych miejsc, nieoceniona książka ratująca życie przed ciemnością i nieoszacowany dotąd notes na zapiski nowych miejsc i uczuć.
    Pewnie zapomnisz o mnie już w drugim dniu. I dlatego warto jechać kiedy nikt nie czeka. Jest się wolnym – można nie wracać. Póki znów się nie znudzę i wrócę. Ale czy Ty mnie rozpoznasz…

    Glejtem będzie pocztówka.


    Bez znaczka i adresu

  • Listy N, 13 lipca 2008 1 komentarz

    Wątpię. We wszystko. W symetrię świata, w odkupienie człowieka w moc jakiegokolwiek przesłania.
    Prawda – jaka ona jest? Grzeszna?
    Moja, Twoja, innych.
    Dla mnie – człowieka ukształtowanego w tej kulturze, napiętnowanego schematami, sceptycznego, dla którego wszystko jest relatywne.
    Każda prawda jest wyłącznie prawdą tego, kto ją wypowiada. Jest tyle prawd, ilu ludzi. Nie ma jednej prawdy, dlatego prawda nie istnieje. Tylko siłą można narzucić prawdę, a siłą nie ma w sobie nic z intelektu. Posługuje się bronią: kijem, pistoletem, zabójstwem, szantażem, chłodną kalkulacja, jest narzędziem przymusu, wywiera napór na zmysły, każde im się tymczasowo porozumiewać co do obowiązującej doktryny. Prawda w pojedynczych przypadkach to zwycięstwo lub klęska, a w najlepszym przypadku zawieszenie broni. Ale to nie jest ani prawda, ani pokój.

  • Listy Pn, 26 maja 2008 1 komentarz

    się JEMU, jak własnemu odbiciu, widzę w nim siebie, wierną kopię nakreśloną przez kryptonim świata. Kiedy wstaje rano już wiem co powie, o co zapyta, co będzie jadł na śniadanie, jakich słów użyje, by powiedzieć „kocham”. Nakłada ubranie, które idealnie pasuje do całości i wychodzi. Mam cały czas w pamięci zielone, wesołe oczy zza małych okularków, rozpromienioną twarz i tę wrażliwość w każdym zakamarku Jego istnienia. Czekam na Niego, by znów móc się przyjrzeć genetycznemu cudowi jaki dała mi natura.

    „Postaram się ciebie nie zawieść…”

    Helisa splecionych ciał – geometryczny obraz świata zapisany na liniach naprzemiennie leżących zasad. Zasad jasnych, acz skomplikowanych pietyzmem uporządkowania w kochających się białkach. Prawidło tkliwości podyktowane skurczami nabrzmiałych ciał, chwila nieuwagi i magicznie krople rosy wymieniają się komórkami w godowym tańcu.

    Pamiętasz, nasz związek uwieńczyliśmy wymianą tych drobnych iskierek chemicznych. Nie wiedziałeś, że to się tak skończy. I tak zacznie nowy alfabet życia…

  • Listy Cz, 22 maja 2008 1 komentarz

    Nigdy nie myślałam, że buszując po sieci można ugrząźć po kostki, a życie przelewać cicho przez ilość szarych komórek zerojedynkowego świata. Długo komputer był tylko meblem z osadzającym się niezmiennie kurzem, ewentualnie, z racji komercjalizacji, narzędziem do wystrugania pisemnej pracy. Zupełnie nie bawiły mnie mapy bitowe, czy wektorowe strzałki, o kodach nie miałam pojęcia; czego nie obejrzałam na papierze, o tym nie mogłam powiedzieć – wierzę.

    Świat się nagle skurczy do rangi 17 cali i pozostał taki do dziś. Cały świat w zasięgu klawiatury i myszki. Wybrałam? Musiałam zamknąć się w tym świece, jakkolwiek by mieć coś dla siebie, nie ograniczać się jedynie do tego, co muszę, a pogodzić to z chęcią „bycia”. A to i mój wybór.

    Świat synchroniczny z tym za oknem, tamten oczywisty, ten wymyślony. Porównywalnie tworzy obrazy, wyzwala myśli, wysila wyobraźnię i uczy ciągle czegoś nowego. Ten, kto nigdy nie buszował po sieci (czy jest ktoś taki?), a całą wiedzę czerpie z opowieści, może myśleć, że roi się ona od ludzi niezrównoważonych umysłowo. No właśnie, tak zwani normalni ludzie zaczynają zachowywać się inaczej w różnych warunkach, a czasami ta inność jest wręcz szokująca. Mogę mówić o sobie, że jestem zrównoważona, spokojna czy przychylna, ale nie doceniam siły, z jaką oddziałuje na mnie konkretna sytuacja. W odpowiednich warunkach środowiskowych każdy jest zdolny zrobić coś, co uzna za nietypowe dla siebie. Nowa technologia daje nam rolę twórcy, producenta i użytkownika, wielką możliwość wpływania na to środowisko, a to kształtuje nowe struktury społeczne i odmienne zachowania. Dlatego nas tu tak ciągnie?

    Wciąż mało mi człowieka. Przeszukuję zakamarki mojej sceny, czytam głosy i często po pewnym czasie nasuwają mi się zupełnie inne myśli niż zawarte w moich odpowiedziach na nie. Łapię za słówka komentujących i ich myślami dziergam nowe teksty. Czy bez nich grałabym częściej, dłużej, treściwiej? Nie wiem, na pewno zubożałabym o wiele informacji, które przez przypadek udało mi się wychwycić z przymusu, teraz robię to z premedytacją.
    Szukam i pytam: „czy odnajdziemy wspólne słowo?” Nie znajduję odpowiedzi na wiele pytań, dopytuję nadal. Co dziwne, ludzie odnajdą też mnie, niespodziewanie, nie tylko we wpisie, gdzieś na czacie, a nawet proszą o coś fizycznie. O dialog napisany na potrzeby teatru.

    Tutaj, czy tam, różnicą jest tylko namacalność; paradoksalnie – tam można dotknąć widza, tu tylko z nim rozmawiać.scenaUśmiecham się, gdy pomyślę, że w sieci jestem poza ciałem. Nie mam oprawy, która wymaga drukowania ulotek, paktów, reklamówek, nie muszę biegać za technicznymi sprawami. Siedzę i gram – słowem, podobnie jak aktor. Gdy nie mówię – nie jestem. Może nie mam dużej publiki, ale to też mnie cieszy, jeśli mam trafić do kogoś – znajdę furtę, o mur też się obiję, tak od czasu do czasu dla zdrowia psychicznego. Nie tworzę żadnej grupy, jestem sama, decyduję o moim scenariuszu i poszczególnych aktach, każdy wyraz mogę dowolnie tworzyć od nowa. Nawet wytrzeć błąd wyrazowy w oku przeglądarek. Nie jestem zmuszona liczyć na spóźniającą się trupę, a pan reżyser nie ubliży potoczyście dekoratorowi, który pomylił znaczniki, przez co światło dało inny obraz całości.Na początku mojej drogi sieciowej potykałam się o licznych reżyserów. Moje spektakle produkowałam na zamówienie, o określonym temacie, z pokazowymi słowami kluczowymi. Twórcy ci także brawurowo grali, uwalniali emocje, szczególnie we mnie; otwierali nowe perspektywy. Zawiodły mnie trochę ich cele. Siłą pieniądza w sieci nie ma dla mnie racji przebicia, jednak ludzkie emocje są powszechnym środkiem płatniczym. Czego człowiek nie robi, by dostać obiecany dodatek, dopóki omamiony świecidełkami nie trafi w pustkę. Okłamuje się. Radzi sobie, naśladując tłum gapiów i twórców zarazem.
    Mam wewnętrzny sprzeciw karmienia się obłudą, okłamałabym siebie z bezwzględną premedytacją
    Aż w końcu usłyszę słowa: kop swój ogórek, czuj, że zbierasz siły do walki i nie stój w miejscu.

    Wpis ten dedykuję Gosi, która starała się podźwignąć materialny ciężar przedstawienia, będąc początkującym aktorem. Tu, czy tam można się rozwijać, pracować nad sobą, wyrażać siebie. Zbyt duża przekładnia? Teatr jest wszędzie.

    ****************************************************************************

    Zdjęcia pochodzą z przedstawienia W pętli wystawionego 8 marca 2008 w Gdańskim Ateneum.

  • Listy Cz, 13 marca 2008 1 komentarz

    W. Bouguereau

    Kochanka tafli zwierciadła

    Czesząc jedwabiste włosy

    W zadumaniu wzywała na mokradła

    Tą, co ostatnie zbiera pokosy

    Srebrne łzy wsparte o pęt skarg

    W szał zmysłów oplotła

    W szepcie krwistych warg

    Śmierć kusiła w zalotach wilgotna

    - Stanowczo muszę zaprotestować, mój drogi! – zawołała Basia. – Nie podoba mi się ta strofa, niby jeszcze o mnie pisana? Jeśli chcesz rzeczywiście zostać bardem musisz wiersz zacząć dyplomatyczniej, piękniej, nie cisnąć tragizmem już na początku, skoro już chcesz mnie uśmiercić. Co będzie się działo w czwartym wersie? Nie będzie go, bo śmierć do swej piersi przytuli Barbarkę. Nie natchniesz tym do czytania potomnych. Cisną ci się na usta wulgaryzmy? Kobietę powinieneś zachęcić do czytania przewrotną eksklamacją albo zastanawiającym retorycznym pytaniem.

    - Najukochańsza, o co tu pytać, gardło zedrę, naiwność stracę, cierpliwość o drgania zmysłów przyprawię. Prawda o twym grobowym dziś nastroju, nasuwa mi tylko jedno skojarzenie.

    - Co? Śmierć? Dąsam się jedynie, wiersz o mnie ma być szczęśliwy, czerwony, nasiąknięty najdelikatniejszymi słowami. Tak przemawia się do gawiedzi, a ty ponad gawiedź masz wzlatać, masz ją prowadzić jak męski Beatrycze, jak duchowy führer: symbolicznie, uparcie, do końca

    - O nieskalana muzo moja, grzechu pełna, o jakim tym końcu mówisz? – przestraszył się Kamil – Tyś mi największą z wróżek, napawasz pięknem, subtelnością i delikatnością przed „lustrem ciszy”. Bez ciebie dawno bym umarł na suchoty, nie napisawszy ani jednego wersu.

    - Nie panikuj, Kamilku, wszyscy kiedyś pomrzemy. Po cóż o tym pisać i zadręczać się, to nieuniknione, a jakie niesmaczne! Problem leży nie w nas, lecz w potomnych. Jeśli nie podbijesz sztuki przemilczania, nie wprawisz się w przenośniach, hiperbolach i zdrobnieniach, jeśli urzeczony zgubną szczerością na dobre piękno śmierci będziesz sławić, to cóż zostawiasz potomnym. Zgubę i nicość, przygnębienie i marazm miedzy liniami wzlatać będzie? Z kim się będą utożsamiać narzeczone. Jak cię zinterpretują studenci, do jakiego pamiętnika wpiszą dzieci? Zamiast otwartej drogi zostawisz po sobie żałosny, jednozgłoskowy wrzask zgorzkniałego człowieka, którzy bramę do fartu zamyka; miast cieszyć się chwilą o śmierć w latach miłości, co chwilę potyka strzemiona. Żaden szanujący się magister o tobie doktoratu nie napisze, może jakaś licealistka wspomni mnie w szpalerze lektur nadobowiązkowych. Sam jednak przyznasz, to wbrew tradycji, żeby do historii nie przechodził artysta tylko jego muza.

    - Milcz, Barbaro! Wyjaśniłaś mi wszystko – krzyknął Kamil. – Zmienię słów potok, oddam się prozie, nie miłosnej śmierci udręce.

    Ach, zadumani, zaliumani wiecznie

    w kroki zegarów, w wierszy krągły lament,

    w łzy – dzwonki nocy, w smutki obosieczne.

    Ja wiem: te łzy – pół-woda, pół-atrament.

    Poli nicba białą koroną, pod racami blasku

    drżycie jak kret na słońcu, który zgłębił drogę.

    Ja mam gest. Ja was wszystkich kupić mogę

    za jedno żywe ziarnko piasku.*

    *Ach, zadumani – K.K Baczyński

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

luty 2012
P W Ś C P S N
« stycznia    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  

Kategorie

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u