Dostałam nagrodę od Anaste. Dzięki!
Czuję się trochę wyróżniona, a trochę… jak dziecko na zawodach sportowych, które zawsze dostaje dyplom, pomimo że zdobywa któreś tam miejsce z kolei. Nie, nie będę dociekać za co i po co. Po prostu, tłumaczę sobie że z prostej z sympatii i dla zabawy. Ale w tej zabawie są też pewne reguły. Oprócz podziękowań i linku do bloga osoby, która zaprosiła do zabawy, należy wkleić logo tejże nagrody i nominować kolejnych blogerów oraz powiadomić ich na blogach.
Trudno mi wskazywać palcem i zobowiązaniem zalinkowanego u mnie bloga, ale ja widzę w tym pewien sens. Oczywiście sens dla mnie i napiszę o nim w kolejnej notce. A teraz niegrzecznie wyciągam palec (wskazujący
) na:
Anioła
Caddicus’a
Blog Niedzielny
Pstro i całą Alternatywną
Zen Ona
Saarę
Powtarzam się? Ależ proszę!
Żeby tradycji blogowej nagrody stało się zadość, wg regulaminu (obowiązkowo), należy spisać w siedmiu punktach notkę o sobie. Tu też zaczynam węszyć, dlaczego w siedmiu? Czyżby dla wszystkich była to szczęśliwa liczba. A dwanaście? A jeśli ktoś nie wierzy w numerologię? Dobra, nie dyskutuję, piszę. Chociaż co można napisać o sobie tylko w siedmiu krótki punktach?
1. Była sobie raz kobieta, która postanowiła wziąć się za ćwiczenia fizyczne i zadbać o swój kręgosłup, by na starość nie zawrzeć paktu z balkonikiem, tudzież z wózkiem inwalidzkim. Boli ją cała szyja, żadna pozycja nie przynosi nawet chwilowego ukojenia. Nie może spać, a w dzień zaciska zęby. Wieczorem najadła się tabletek rozluźniających mięśnie i uspakajająco-usypiających. Po czym przeczytała na opakowaniu datę ważności – kwiecień 2011. Nie, nie włożyła trzech palców – poszła spać i obudziła się w dobrym humorze, bez wielkiego bólu. W końcu się wyspała. To ja.
2. Była sobie raz kobieta, która od paru miesięcy walczyła z hakerami; spamami i pseudo administratorami na swojej stronie www. Pomimo, że wyszukiwarki klasyfikują jej stronkę jako podejrzaną i mogącą rozprzestrzeniać szkodliwe oprogramowanie ma to daleko w poważaniu. Wie, że to blef, a wujcio google niech będzie ostrożny, ona na własnej skórze przekonała się – epidemii nie ma. Co ciekawe pan haker nosi to samo pseudo na innej stronie www, którą administruje (haker zadomowił się tam zanim zasiadła w panelu administracyjnym). Na początku trafiał ją szlag, dziś ogranicza się do koniecznego minimum usuwania spamu idącego już w setki dziennie. Stronę ma ją dla zabawy. To ja.
3. Była sobie kobieta, która wzięła za dużo na siebie. Ciągle przedłużała sobie wakacje, by nie musieć podejmować zaczętych w czerwcu wyzwań i marzeń. Właściwie to nie obawa przed ciężkością zadań, a ich ilością. Zawsze chciała wiedzieć więcej i robić więcej, niż dała radę. W dodatku dziedziny, w których się poruszała były dość odległe od siebie. To ja.
4. Była sobie kobieta, która chciała zawsze siedzieć w kącie i dłubać swoją robótkę wedle własnego widzimisię. Mogła godzinami obserwować ludzi, ich zachowania i wypowiadane słowa. Nie przepadała za rozmową, szczególnie w grupie. Zdecydowanie wolała pracować z człowiekiem indywidualnie. Wziąć go do gabinetu i wysłuchać jego historii, marzeń, a jeśli miałby jakiekolwiek trudności z słownym uzewnętrznianiem, mógł wziąć farby, plastelinę, nożyczki, a nawet wyciągnąć sznurowadło z buta i w ten sposób zawiązywali pakt. To ja.
5. Była sobie kobieta, która podjęła się zrobienia prezentacji z własnych zdjęć. Dziś drży, że nie tylko czas ją przegoni, co historia wymyślona ku zadowoleniu publiczności, nie rozbawi i nie zaciekawi nikogo, i po raz kolejny przeżyje porażkę. Próbuje. Zarywa każdą wolną chwilę i myśli nad nowatorskim projektem. To ja.
6. Była sobie kobieta, która często zmieniała pościel. I wcale nie chodziło o zachowanie higieny, a o ludzi, którzy z nią sypiali. Człowiek, którzy wprowadzał się do jej łóżka często szukał obecności innego, obcego człowieka. A to włos, a to pozostałości ręczników, czy bielizny, a nawet podejrzane perfumy. Musiała często zmieniać pościel, by nikt nie czuł się niezręcznie. On – wyczuwając zapach innego samca, ona – że ona ma zbyt duże wymagania i szybko się nudzi potencjalnym zdobywcą na jedną noc. To nie ja, ale…
7. Była sobie kobieta, która walczyła z masową szkołą. Wołała do trochę wolnej woli i cień indywidualnego podejścia do nauczycieli swoich i obcych dzieci. i natykała się na mur, robienie „od do” i sztywnego trzymania się zasad. To ja.
Walczę dziś ze sobą, by nie złamać powyższych zasad. I udało mi się nie napisać nic więcej
.