• Donkiszoteria So, 4 lutego 2012 Komentarzy: 14

     

    kalendarz 2012

    fot. własna

    Czasami budzę się i nie wiem jaki jest dzień. Czy to niedziela, czy wtorek, zawsze jest coś do zrobienia. Budzik dzwoni łagodnie i, od niedawna, za zasłonkę przedziera się świt. Obietnica ciepła. Któregoś dnia myślałam, że zaspałam. Ocknęłam się dopiero pod zimnym prysznicem. Z czerwonych płytek spływały drobne smużki jeszcze letniej wody. Z tytułu trzaskających mrozów w łazience i ubikacji jest o dobrych parę stopni mniej niż w innych pomieszczeniach mojego mieszkania, wiec poranna toaleta bywa nie lada wyzwaniem. Zimno budzi najszybciej. Uciekam w ciepłe i wymagające pielesze pracy. Z gorącą herbatę w jednej dłoni i myszką w drugiej snuję się po kartkach kalendarza na rok bieżący. Zważywszy, że już luty, może wydać się to dziwne, a na pewno sporo pośliźnięte w czasie. Ale takie mam zlecenie – zaprojektować kalendarz. Niby nic, tak prychnęłam na początku, ale… Samo poznanie programu zajmuje sporo czasu. A projekt naszkicowany na kartce musiał być 10 razy zmieniany, bo moje fantazje nijak nie przystają ani do rzeczywistości, ani do umiejętności. Pstrykam fotki – dobieram tkaniny, układam przedmioty. Potem marznę przed komputerem i nad podręcznikiem, wariuję nad kolorem i czcionką. Daję sobie czas do poniedziałku, tak na wszelki wypadek parę dni przed oddaniem projektu do drukarni.

    I jest obawa, że wielu się nie spodoba. A niech to, pierwsze koty za płoty!


  • Moje podwórko So, 7 stycznia 2012 Komentarzy: 14

     

    Idzie nowe, a z nim postanowienia, oczywiście na lepsze. Tak się tylko wydaje, bo ile rzeczy zostaje z tamtego roku?

    O! Chociażby choinka, która bardziej jest pod niż na gałązkach. W każdym razie bałagan jest, bo to pranie nieuprasowane z trzech pralek, zabłocona podłoga, sterta naczyń w zlewie. Proza życia.

    Właściwie, czym zaskoczy mnie nowe? Niczym, muszę przecież wywiązać się z projektu, za który zaocznie wzięłam pieniądze w starym roku. Piętrzą się koło mnie sterty archiwalnych segregatorów, filmy i zdjęcia. Do przejrzenia i ewentualnego skorzystania.  Niczym, bo problem, który ciągnie się za mną przez kilkanaście lat sam nie zniknie (może w tym roku zacznę go rozsupływać?)

    Spoglądam spoza tego chaosu i mówię wam – nie chcę mi się! Chcę urlopu od myślenia, bo spać nie mogę, kiedy mam za dużo na głowie.  I koło się zamyka.

  • Moje podwórko So, 24 grudnia 2011 Komentarzy: 11

    Przez ostatni miesiąc mniej więcej tak wyglądał mój nr 3. Święta i Nowy Rok zapowiadają spore zmiany. Nieplanowane, dziwne… 

    Zawsze, kiedy staję przed kimś i składam mu życzenia próbuję odgadnąć jego marzenia… Tu trudno kogokolwiek zobaczyć. Więc życzę, by spełniły się Wam najskrytsze pragnienia, które popiskują postawione do kąta. Niech dobiorą się w pary i nigdy nie zaznają samotności.

    fot. własne

  • Moje podwórko N, 18 grudnia 2011 Komentarzy: 18

    Numer dwa pozorne niczym nie różni się od numeru jeden. Może dotyczyć wykładów, warsztatów, zajęć praktycznych… Mój numer dwa dotyczy nawet tej samej części ciała – nóg. I rąk. Istotną różnicą jest to, że nr 2 jest pozbawiony jakiejkolwiek nudy (ukradkowe ziewanie, szukanie pokątnie innego zajęcia, zalążki hemoroidów…) i ukryty sens. Jaki? Każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

    Numer dwa wykorzystuje wszystkie zmysły. Przygoda zaczyna się od muzyki. Taka, jakiej na co dzień nie słuchamy, przenika się tradycyjną, wygrywaną przez większość stacji radiowych, by wpaść do zardzewiałego kotła z heavy metalem i obić się o rajski świegot ptaków. W końcu plątanina dźwięków, przez przeróżne wariacie, nabiera kształtu, dla każdego innego, bardzo osobistego, czego wyraz mogą nadać dłonie i stopy. Bo oto pojawiają się kolejne bodźce – płyta gipsowa i mieszanka mąki, pigmentu i wody.

    Czy ktoś przypomina sobie jakie to uczucie mieć na dłoniach farbę? Nabierać garściami granulowaną, kolorową maź i ściskać, tak, by wychodziła między palcami? Nie pamiętam podobnego incydentu z farbami, może z ciastem… Od dzieciństwa do malowania służył pędzel albo wałek. A tu trafia się gratka w postaci swawoli przypisanych dziecku!

    Tak naprawdę chciałam rzucić czerwoną farbą w ścianę. Żeby rozbryzgała się w najdziwniejsze wzory. Zaraz do niej dosztukowałabym żółtą i niebieską, potem czarną i białą… Tak naprawdę powstrzymał mnie krzyczący, dorosły człowiek i kazał zagospodarować tylko płytę gipsową – 100×70. Odpłynęłam w moje małe pole manewru i mieszaninę muzyki. Wyjechałam gdzieś w świat wyobraźni i niebytu. Drżeniem, dotykiem, gładzeniem i natarciem. Z rękami upaćkanymi po łokcie, kolorowymi stopami, w pierwotnym rytmie na czworakach, stworzyłam coś, czego nazwać nie umiem. Nie umiałabym też odtworzyć tego po raz drugi. Każdy raz jest inny.

    Dźwina i kręta jest droga do siebie.

    arteterapia

    fot. własne

  • Moje podwórko Wt, 29 listopada 2011 Komentarzy: 17

     

    Wygoniona z krzaków, pokrzepiona słowami koleżanki po sąsiedzku (że święto już inne i następne dwa za pasem), zanim znów zaszyję się w pogoni za rajem na ziemi, spisuje co u mnie następuje:

    Nr jeden – nudna konferencja, wykład, warsztat, etc.

    Nie, nie oznacza to, że każda z wymienionych dłuży się jak przysłowiowe flaki z olejem, ale samo siedzenie dwa dni po kilka godzin odznacza wielkie piętno na d. Kiedy w końcu podnoszę się po tym wysiłku… umysłowym, czuję się niczym oznakowana rozżarzonym żelazem k. Nawet najciekawszy wykład wywołuje niepochamowane ziewania i ukradkowe spojrzenia po zasłuchanych – tylko ja nie mogę się powstrzymać? Nie wiem, jak inni, ale ja mam czasem awaryjne zabawki. Wypróbowuje nowe kredki albo długopis, piszę scenariusz dramatu, o którym zaraz zapomnę, albo pstrykam co popadnie, np. swoje buty:

    konferencja

     

    Oczywiście to nie przeszkadza mi w słuchaniu ;) .

  • Listy Wt, 1 listopada 2011 Komentarzy: 10

    A gdyby ktoś zapalił ci świeczkę, wąską albo długą, i kazał opowiedzieć swoje życie zanim się ona wypali? Czy starczyłoby ci czasu?

    Niektórzy umieją streścić swoje życie w paru podpunktach, inni zaczynają snuć tyrady i przypominać maniusie wątki. Ogarek mruga w ciszy albo gaśnie, gdy człowiek nie dotarł jeszcze ze swoją opowieścią do połowy.

    Mały znicz migoce na grobie bezdomnego, stara kobieta modli się nad mogiłą noworodka, a tam, pod płotem, niedawno pochowano siedemnastolatka. Dziś na cmentarzu jest wyjątkowo ciepło i jasno, choć to szczere pole z rozhulałym wiatrem. Ktoś milczącym dał kolejną szansę na wypowiedz, a łuna ognia powoli popieli przeszłość.

    Moja opowieść byłaby kolorowa, mieniąca się kryształami, miękka w dotyku i bardzo melodyjna. Nie, nie kiczowata, a wielobarwna, z jak namieszą ilością czerni i szarości. Bo czerń i gorycz chciałabym ukryć. Gdzieś tam koncertowałaby orkiestra i słychać było śpiewy w różnych tonacjach. Pod roztańczonymi nogami wirowałyby kwiaty i liście, a każdy dzień ciągnąłby do światła…

    Może słuchający dopatrzyłby się lekkiego koloryzowania, ale u mnie wywołałoby to tylko uśmiech – udało się nie zanudzić i zmieścić w czasie do końca.

    fot. własna

     Wpatruję się w drgający płomień znicza na grobie taty i słucham, może mi coś opowie?

  • Nocne rozmowy N, 16 października 2011 Komentarzy: 14

     

    Nie jest na najlepszym tonie spóźniać się, wiedząc, że gospodarz będzie czekał. Ba! Gospodarz i cała aula pokonferencyjnych gości. Medycy, laboranci, Ę i Ą, itp., itd. I oczywiście cały zespół. Po takim wyczynie przyrzekam sobie punktualność co do sekundy, a najlepiej parę minut przed. Wymówki, że wjechałam nie w tę uliczkę, że na trasie od pół roku robi się wąskie gardło w dwóch kierunkach, niczym nie usprawiedliwia niecierpliwych spojrzeń 300 osób w sali.

    Ufff, już po, zgasły światła. Na scenę wychodzi Federacja i sypie grypserą medyczną, chcąc nawiązać do skondensowanej wiedzy z dwóch poprzednich dni. Sypią się oklaski i śmiech. Muzyka łagodzi obyczaje i rozładowuje stres. Małe dzieci, może 5-6 letnie przysypiają na miękkich fotelach. Lekarze przyjechali całymi rodzinami, nierzadko jest nim ojciec i matka, a dzieci pójdą w ich ślady.

    Od września trwa okres konferencji, warsztatów i tym podobnych podsumowań. Niekiedy koniec roku bywa przyczynkiem do pośpiesznego wydawania pieniędzy, a na inne cele nie da się ich przeznaczyć. Wiec można nieźle skorzystać zapisując się niemal w ostatnim dniu, nawet godzinie. Znając moją niepunktualność i wykorzystanie ostatniej minuty, korzystam. Ale tym razem czeka mnie długa droga i nikt na mnie nie będzie czekał, a bardzo zależy mi na spotkaniu. Zapobiegliwie wyjadę dzień wcześniej :D .

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

luty 2012
P W Ś C P S N
« stycznia    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  

Kategorie

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u