Idzie nowe, a z nim postanowienia, oczywiście na lepsze. Tak się tylko wydaje, bo ile rzeczy zostaje z tamtego roku?
O! Chociażby choinka, która bardziej jest pod niż na gałązkach. W każdym razie bałagan jest, bo to pranie nieuprasowane z trzech pralek, zabłocona podłoga, sterta naczyń w zlewie. Proza życia.
Właściwie, czym zaskoczy mnie nowe? Niczym, muszę przecież wywiązać się z projektu, za który zaocznie wzięłam pieniądze w starym roku. Piętrzą się koło mnie sterty archiwalnych segregatorów, filmy i zdjęcia. Do przejrzenia i ewentualnego skorzystania. Niczym, bo problem, który ciągnie się za mną przez kilkanaście lat sam nie zniknie (może w tym roku zacznę go rozsupływać?)
Spoglądam spoza tego chaosu i mówię wam – nie chcę mi się! Chcę urlopu od myślenia, bo spać nie mogę, kiedy mam za dużo na głowie. I koło się zamyka.
