Numer dwa pozorne niczym nie różni się od numeru jeden. Może dotyczyć wykładów, warsztatów, zajęć praktycznych… Mój numer dwa dotyczy nawet tej samej części ciała – nóg. I rąk. Istotną różnicą jest to, że nr 2 jest pozbawiony jakiejkolwiek nudy (ukradkowe ziewanie, szukanie pokątnie innego zajęcia, zalążki hemoroidów…) i ukryty sens. Jaki? Każdy musi odpowiedzieć sobie sam.
Numer dwa wykorzystuje wszystkie zmysły. Przygoda zaczyna się od muzyki. Taka, jakiej na co dzień nie słuchamy, przenika się tradycyjną, wygrywaną przez większość stacji radiowych, by wpaść do zardzewiałego kotła z heavy metalem i obić się o rajski świegot ptaków. W końcu plątanina dźwięków, przez przeróżne wariacie, nabiera kształtu, dla każdego innego, bardzo osobistego, czego wyraz mogą nadać dłonie i stopy. Bo oto pojawiają się kolejne bodźce – płyta gipsowa i mieszanka mąki, pigmentu i wody.
Czy ktoś przypomina sobie jakie to uczucie mieć na dłoniach farbę? Nabierać garściami granulowaną, kolorową maź i ściskać, tak, by wychodziła między palcami? Nie pamiętam podobnego incydentu z farbami, może z ciastem… Od dzieciństwa do malowania służył pędzel albo wałek. A tu trafia się gratka w postaci swawoli przypisanych dziecku!
Tak naprawdę chciałam rzucić czerwoną farbą w ścianę. Żeby rozbryzgała się w najdziwniejsze wzory. Zaraz do niej dosztukowałabym żółtą i niebieską, potem czarną i białą… Tak naprawdę powstrzymał mnie krzyczący, dorosły człowiek i kazał zagospodarować tylko płytę gipsową – 100×70. Odpłynęłam w moje małe pole manewru i mieszaninę muzyki. Wyjechałam gdzieś w świat wyobraźni i niebytu. Drżeniem, dotykiem, gładzeniem i natarciem. Z rękami upaćkanymi po łokcie, kolorowymi stopami, w pierwotnym rytmie na czworakach, stworzyłam coś, czego nazwać nie umiem. Nie umiałabym też odtworzyć tego po raz drugi. Każdy raz jest inny.
Dźwina i kręta jest droga do siebie.
fot. własne

Komentarzy: 18 do wpisu "Nr dwa"
Musiałaś nieźle się bawić. Dobrze jest dopieścić dziecko w sobie. Zazdroszczę beztroskich chwil:)))
Bardzo zmysłowe doświadczenie i… na takim bardzo atawistycznym poziomie.
to,co widać na zdjęciach przypomina mi taplanie sie w blocie wdzieciństwie
Kasiu, nie spodziewałam się takich wrażeń
.
Caddicus, kolorowe błotko…na szczęście czyste
.
Ja z innych artystycznych wyżyn ale wiesz, malarzy cenię sobie wyjątkowo:)To niesamowity rodzaj sztuki.Bardziej wysmakowany, bardziej zależny od talentu…
Podpisałabym zdjęcia: podwórko zagospodarowane nie jest bezimienne:)
Tamirian, malarz nożny i ręczny
. Przecież każdy z nas to artysta!
Zen, coś w tym jest. Nie lubię białych plam (w pamięci np
).
też bym tak chciała, ależ to musi być relaksujące
strasznie bym chciała w czymś takim uczestniczyć. w ogóle chętnie uczestniczę we wszelkich warsztatach, w których wykonuje się coś manualnie.
hahha ale marazia, mysle ze tez by mi sie podobalo
Dziewczyny, nic prostszego. Tanie materiały i masa śmiechu. Tylko trzeba folią okna i ściany pokryć, tak na wszelki wypadek
.
Dawno temu przytrafiła mi się taka możliwość i pamiętam , że znalazłam w tym wiele przyjemności . Od tamtej pory nie sprawia mi problemy mieszanie farby ręką
Powtórzyłabym to z chęcią
Anaste, przybij piątkę czerwoną łapką
Tyle farby zmarnowaliście Kadarka… a można było takie piękne obrazy z wyobraźni namalować "tymy ryncyma". Bo od tego są "rynce " by nimi malować…. no szkoda farby!!!!, bo nikt nie powiesiłby sobie takiego obrazu w swoim domu :)
Życzę Ci ziomalko takich świąt jakich sama potrzebujesz. Ciepłych, na pewno:)
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę Ci Kadarka wszystkiego co najlepsze a przede wszystkim dużo radości życiowej oraz szczęśliwego Nowego 2012 Roku
Wszystkiego bezpiecznego, w granicach rozsądku, z bardzo długą chwilą spadającej gwiazdy tak, byś mogła pomyśleć o wszystkich marzeniach:)
Wesołych świąt:)
Mmrr, z tych farb powstały fantastyczne, wielkie obrazy. No właśnie – wielkie i ciężkie i nie mogłam mojej pracy zabrać ze sobą. Musiałabym jej wykupić miejscówkę w pociągu
. A powiesiłabym ją na ścianie!
Dzięki za wszystkie życzenia. Wysztkiego najlepszego na te Święta.
O! Żebyśmy nie musieli w nocy szukać chwili na internet i czuć nagle, że przypala się ostatni placek
.