• Moje podwórko Pt, 26 sierpnia 2011 Komentarzy: 12

    Waterford Crystal

    fot. własna, Waterford Crystal

    Czas wracać. Pakować walizy ze zdjęciami, zbieranymi muszlami i kamieniami. I butą w słowach – jeszcze tu wrócę i czego nie zdążyłam zobaczyć i dotknąć, posmakuję następnym razem!

    Kolejny rok tu bawię i dopiero teraz zaczynam czuć historię tego kraju.  Poznawałam miejsca nieznaczne Irlandczykom, zapomniane budowle na nieużytkach czy menhiry.

    Nazbierałam tyle fotografii i informacji o zapomnianych, dziwnych miejscach, że musiałabym zmienić charakter tego bloga, gdybym miała je opisywać. Nawet skórka nie jest przystosowana do dużych zdjęć, a panorama po poprzednim wpisem wygląda pokracznie. Nie, to nie jest miejsce na panoramy, na czym ubolewam, bo oddają ducha pięknych miejsc. Obiecuję sobie, że gdzieś to opiszę i pokażę małą cząstkę Irlandii, to, że warto jej posmakować, planując kolejne wakacje.

    Wyjeżdżam, jak za czasów uczniowskich, tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego. Bez książek, bez zeszytów. Zdążę je jeszcze kupić. Nic tak nie uczy jak podróże, grzebanie patykiem w historii i rozmowy z przypadkowymi ludźmi. Czy szkoła o tym wie?


    Update:

    Rady dla potencjalnych wakacjuszy (wyjątki z przewodnika Pascala):

    Dobry pomysł na początek. Właściwie każdy jest dobry. Nie byłeś na Kaszubach, jedz na Kaszuby. Nie pamiętasz Wenecji, wróć do Wenecji, a jeśli marzysz o Chinach, ruszaj do Chin.

    Energia. Nie marnuj jej na nerwowe poszukiwanie hotel udo drugiej w nocy albo próbę odgadnięcia, co też mogą oznaczać te przedziwne nazwy w karcie dań, bo nie chciałbyś przecież spędzić reszty wakacji na oddziale gastrologicznym jakiegoś prowincjonalnego szpitala.

    Zakupy. Jeśli chciałbyś pokazać znajomym jakąś egzotyczną pamiątkę z Kenii, na przykład dzidę, nie musisz przywozić jej w plecach – wystarczy, że kupisz ją na bazarze, i w dodatku będziesz miał pewność, że nikt nie zedrze z ciebie skóry.

    Ósmy cud świata. To może być wszystko: miasto, budowla, zapomniany zaułek, miejsce znane lub nieznane, drzewo lub człowiek poznany w czasie podróży. Odkryj swój prywatny ósmy cud świata.

    Odkrywanie świata. Być może wielcy tego świata odkryli, poznali i zwiedzili już wszystko. Być może. Teraz kolej na ciebie!!

  • Cybertaniec, Moje podwórko Pt, 19 sierpnia 2011 Komentarzy: 10

    Pstro zachęciła mnie do zwierzeń pomysłem rekomendowania na swojej stronie dobrych miejsc na wakacje, w Polsce i za granicą.

    A że z natury jestem istotą przekorną, a świeżość ostatniej przygody bardziej mnie irytuje niż raduje, wiec ją ciut naszkicuję. Tak bardziej w ramach nie polecania niż rekomendowania, aczkolwiek ktoś może w jej szczegółach znaleźć haczyk dla siebie ;) .

    Chodzenie po górach wisiało nad nami już od początku przyjazdu. Niestety, z górskiego ekwipunku miałam tylko nieprzemakalną kurtkę. Buty, typu juniorki, z cienkimi podeszwami nie nadawały się do chodzenia po ostrych kamieniach. Niestety, nie byłam sama i nie pomogło wymigiwanie się migrenami i takimi tam zaburzeniami równowagi. Przegrałam, jako mniejszość – jak idziemy, to razem!

    Z daleka – taka sobie górka 721 m, podobna do niejednej w Bieszczadach. Droga kamienisto-wyboista wiodła wprost na pastwiska owiec. Kiedy zobaczyłam zamkniętą bramę na łąkę chciałam odetchnąć i zawrócić, ale okazało się, że właściciel zaprasza, tylko prosi o ponowne zamknięcie. I zaczęła się wspinaczka po wbijających się kamieniach, kombinowanie, gdzie postawić stopę, by dało się iść i zbieranie sił, by je w ogóle ciągnąć. Mijałam parę szybko idących i mijających mnie kobiet z kijami w rękach, w tym jedną na motorze. Rzekomo w weekend jest tu bardzo tłoczno.

    Pomiędzy wieloma przyspieszonymi oddechami przypomniałam sobie legendę o Kobiecie Górze. Opowiedział ją nam Irlandczyk w innym popularnym miejscu. Podobno zakochani mężczyźni, mając poważne zamiary, co do swoich wybranek, zapraszali je na gorę i tam się oświadczali. Żeby legenda nie była taka klarowna i pozornie wiarygodna, nosi też na sobie rysę.  Chodzi o chłopaka sporo młodszego od swej dziewczyny, możliwe, że był w ogóle niedojrzały, i góra zawiodła. Nie wrócili wspólną drogą do doliny. Właściwie samo wejście na górę było przyjęciem oświadczyn. To nie był spacer po lesie…

    Dyszałam, wymijałam niedające się wyminąć owcze bobki, kępy wrzosów i rozpadliny skalne. Nie! Żaden facet nie zaciągnąłby mnie na ten padół nerwów! Co chwila myślałam, że już szczyt, fragmenty płaskich, trawiastych równinek skąd było widać przepiękną bliższą i dalszą okolice, dawały mi nadzieję na szybkie zaniechanie tej gehenny. W końcu (jak się okazało, tuż przy szczycie) usiadłam i zaczęłam się buntować widząc kolejną szybkosprawną mijającą mnie zza pleców kobiecinę.

    Nie, nie idę dalej! Koniec i kropa! Żeby tak nachalnie pchać się na tę górę bez faceta. Czy one powariowały? Stare panny biegnące po pomoc do skały? Może liczą, że wypatrzą z góry jakiegoś mężczyznę i tu go zaciągną? Zaklinaczki od siedmiu boleści! Ja trzy razy bym się rozwiodła, gdym musiała tu się wspinać. Była zła na siebie, i utyskiwałam jak stara panna. 

    Gdyby nie moi towarzysze (niedoli ;) ) i nie wyciągnięta w moją stronę dłoń, najpewniej grzałabym się w owczej wełnie przez całą noc. Wdrapałam się na szczyt, zatonęłam w chmurze (Slievenamon bardzo często jest w chmurach), przemoczyłam nogi w błocie i…. zaparło mi dech spojrzawszy na otaczającą okolicę.

     

    Droga w górę nie była taka ciężka, szybko się o niej zapomniało, zwłaszcza, kiedy doszło się do punktu kulminacyjnego ;) .

    Slievenamon

    Slievenamon

    Slievenamon

    Slievenamon

    Slievenamon

    fot. własne, Slievenamon, Irlandia

    PS. A ja i tak na Kobietę Górę już nie wejdę!

  • Moje podwórko Pn, 15 sierpnia 2011 Komentarzy: 8

    Tego lata mam bardzo długie wakacje. Nie oczekiwałam, że będę mogła wyjechać w dwa różne miejsca, i zostanie jeszcze czas na przeszukiwaniu internetu w tropieniu inspiracji na kolejny rok.

    Kiedy jestem dłużej w jakimś miejscu, a dłużej znaczy, że jest warte uwagi, próbuję wtopić się w jego atmosferę. Moje działania są usilne do tego stopnia, że nie rozmawiamy ze sobą na ulicy, nie odkrywając pochodzenia, tylko wdychamy, słuchamy, oglądamy…

    Co to oznacza w rzeczywistości?

    Poznając naprędce z przewodników (i powieści, tudzież z filmów) rytm życia tubylców, wstajemy rano wyruszając w trasę po kafeteriach, barach i restauracjach. Jest pięknie, cieplutko, nie pada, ludzie śmieją się do siebie, próbują rozmawiać. I za chwilę okazuje się, że to już dostani dzwonek na poranną kawę z mlekiem i słodki rogalik (biorę ostatni), bo tubylcy dawno są już w pracy. Ewentualnie szybkie espresso jest w tonie. Robi się upalnie, niedługo czas sjesty.

    Morze skrzy się w oddali, plaża jest już pełna. Za godzinę słońce będzie paliło tak, że zostaną na niej tylko ci, którzy wykupili całodniowe leżaki i sprzęty do pływania.

    Przy panini i świeżo wyciskanym soku z pomarańczy przyglądam się szerokim ulicom Starego Miasta i fali pielgrzymujących ludzi. Zastanawiam się, dlaczego u nas nie ma potrzeby, kultury, nawyku – trudno to nazwać – rannego, popołudniowego szybkiego wypadu na kawę, wino, ciasteczko. Chwilki pogadania przed pracą, naładowania akumulatorów na dalszą część dnia. Mogę domyślać się, dlaczego, ale na razie jestem daleko, na wakacjach.

    Chciałabym nie spieszyć się, leniwie przyglądać się wystawom, rzeźbieniom, mozaikom. Tak te się staje, jest późno. Hiszpanie przygotowują się do sjesty, a turyścijuż zwiedzili popularne zakątki. Próbuję stopić się z tłumem.

    Tak naprawdę nic tu nie jest takie jak się zdaje. Bo parę ulic dalej, poza przepięknymi bulwarami, toczy się zupełnie inne życie. Wokół Starego Miasta, koło ruin zamku widać przepych, restauracje dostosowują menu i rytm dnia do turystyki.

    Niedaleko ludzie wychodzą na ulicę z innego powodu – rozmawiają, piją kawę i piwo. Nie ma tu miejsca na place zabaw. Brudne dzieci bawią się przy krawężnikach i ciasno zaparkowanych samochodach. Bary są tu maleńkie, bez klimatyzacji, powiedziałabym nawet obskurne, ale skupiają spory tłumek. Widać to przede wszystkim wieczorami, kiedy zaduch pomieszczenia skłania do wyjścia i rozmowy na stojąco. Ludzie znajdują miejsce na gruzach wyburzonych domów, rosnących obok wstawionych plomb i prowizorycznych parkingów (parkuje się tam, gdzie nie ma zakazu, a jak jest – stoi się ile trzeba na awaryjnych, w milimetrowych odstępach).

    Stapiamy się z tłumem. Myśleliśmy, że z tubylcami, a niestety – z turystami. 

    Malaga

    Malaga

    fot. własne, Malaga

  • Moje podwórko Śr, 10 sierpnia 2011 Komentarzy: 6

    Zachód słońca nad morzem

    fot. własna

     

    Uwielbiam odkrywać nowe światy. Nie tylko takie w mojej głowie, te zostawiam sobie na miesiące zimowe. I nie takie książkowe. Te zabieram ze sobą, kiedy trzeba coś ugotować albo odkurzyć (jawnie się wymiguję). Wtedy tak, jest pretekst pod postacią nabycia wiedzy. Bo przecież każda książka niesie ze sobą coś, co zostanie na długo, co z odkurzaniem i gotowaniem ma wiele wspólnego. Jak ze specjalną potrawą, której smak się pamięta i wielokrotnie odkurzonymi przeżyciami, pamiątkami i zdjęciami.

    Czy da się zgłębić wszystkie tajemnice danego miejsca? Chyba nie, nawet, jeśli miejscem tym jest od dzieciństwa znana okolica. Nigdy tego nie próbowałam, bo w sumie jaki ma sens, skoro np. kryjówka z dzieciństwa przestawnie być już miejscem tajemniczym, ukrytym? Albo muzea, miejsca z tłumami ludzi ciągnących za sobą cywilizacyjne śmiecie, czy jest w nich coś odkrywczego?

    Często wracam do tych pięknych miejsc, które nie pozwoliły mi się sobą nacieszyć i czegoś w nich nie zdążyłam zobaczyć.

    Pierwszym z nich jest Hiszpania, drugim Irlandia. Każda kraina inna, inaczej się ją smakuje i czego innego od każdej oczekuję.

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

sierpień 2011
P W Ś C P S N
« lipca   września »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Kategorie

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u