• Niepamiętnik N, 17 kwietnia 2011 Komentarzy: 15

     

    Taniec z lalką

    Staliśmy przed wielkimi, ciężkimi drzwiami. Okazja była tam ze mną, trzymała mnie za rękę.

    - Dla kogo będzie to pierwszy raz? – podniosłyśmy ręce.

     - Nie byłyśmy jedyne, wokół rósł las pierwszych razów.

     - Dobra, to ja teraz otwieram te drzwi, a wy zajmijcie najlepsze pozycje. Jest ciemno, to dopiero próba, na premierze będzie całkiem czarno. Spróbujcie robić to po cichu, nie wybijacie się ponad, musicie być jak cienie, a nawet mniej – półcienie! Profesjonaliści robią to jakby ich nie było wcale. W żadnym razie nie możecie wchodzić na scenę, wychlać się ponad podest i na schody. Dozwolone jest pstrykanie zza kotary, ale trzeba przejść na tyły.

    - Szybki wstępik – zachichotała Okazja.

     Drzwi i zasłona, potem zimny poblask reflektorów na scenie. Dziwacznie ubrane dzieci i staruszkowie, wrzaski, zgrzyty i dźwięki nieokreślonej muzyki, światła zmieniające się co pół sekundy.

     - Zupełnie niefotograficzny ten spektakl. – szepnęłam – Wypisuję się! Nastaw serię, bo niewiele złapiesz…

     Okazja była już widzem i aktorem, znała sekrety kulis i czarno-czerwonych kurtyn, nie wiedziała jednak nic o roli tarzającego się pod sceną. Nie miałam sumienia odciągać jej od nowego zajęcia, które jak ulał przylgnęło do jej spodni. 

     No cóż, jedni nie dorastają do roli aktora, innych nigdy nie będą teatralnymi widzami, a do takich jak Okazja pasowało wiele. Nawet woda święcona tryskająca i na scenicznego diabła i na obiektyw aparatu fotograficznego.

    To był bardzo dziwny trzydniowy pierwszy raz. Okazja spędziła godziny pod sceną, wycierając światowy buci brud. Nie mogła potem ustać na wyprostowanych nogach i dotknąć posiniaczonych kolan. Tarzanie zostawiła na koniec, kiedy to kucanie sprawiało jej nieznośny ból. Przetoczyła się od wielkiego głośnika na scenę pod stopy starego drzewa. Ale zdjęcie było tego warte! Za kulisami dostała ochrzan, a jeden z fotografów zarejestrował ten wybryk. Zaszyła się wśród aktorów przygotowujących się do spektaklu. Próbowała z nimi rozmawiać, ale ni w ząb nie rozumiała języka. Może e-mail, łatwej będzie z tłumaczeniem… Rozprostowała nogi, ukradła parę kadrów i kulturalnie zeszła na widownię.

     - Wylecę z konkursu, jeśli dowie się ktoś z góry – usłyszałam w prawym uchu.

    Następnego dnia ów fotograf miał wypadek – czołówkę z łosiem. Uszedł poobijany, samochód do kasacji. Zdjęć nie oddał.

     - Maczałaś w tym palce?

    - Masz mnie za łosia? – Okazja wzruszyła ramionami.

     I kto tu jest widzem, a kto aktorem?

    Okazja, kiedy tylko nadarzała się okazja, z aparatem w rękach kucała, leżała, klęczała i turlała się w pobliżu teatralnej sceny. Związała się mocno z poznanymi tam ludźmi i do tej pory nie wiem, co tak rwało ich do siebie. Musieli być w kupie, na ich spektaklach nikogo nie dało się zastąpić. Tworzyli niepowtarzalny klimat dobrej zabawy, bez suflera śpiewająco grali swoje role zaharowywując się na śmierć.

     Świtezianka

    SANS, fot. własne

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

kwiecień 2011
P W Ś C P S N
« marca   maja »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Kategorie

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u