fot. własna
3 Sierpień
Drogi mój, to już koniec. Ludzie boją się patrzeć na martwe ciało. Zimne, nieruchome, zesztywniałe, Zdają sobie bowiem sprawę z ulotności życia. Bronią się, bo śmierć ich bezpośrednio nie dotyczy. Jeśli są oni – nie ma jej, kiedy jest ona – nie ma ich.. Wolą widzieć oczami wyobraźni żywą osobę, a ściślej mówiąc to, co po niej zostało – wspomnienia, zasługi, osiągnięcia, dobra materialne. Nie podchodzą bliżej człowieka, któremu parę godzin wcześniej podawali rękę, czule się obejmowali, czy siadali przy wspólnym stole. Ciało jest już formą bezosobową – bezduszną, ale czy z racji braku obrony jest pozbawione szacunku? Śmierć. A czym ona jest? Czy tylko pozbawieniem człowieka ciała?
***
Nie mogłam temu zapobiec, lecz umiałabym poskładać w jedną całość każdą cząstkę Twego ciała. Ale było już zimne…. Rigor mortis. Nikt tak po prostu nie umie wetknąć rurki z krwią, pobudzić elektrowstrząsami serca, jeśli już wystygło. Umarł mózg. Gdy Cię znaleźli następował już szybki rozkład ziemskiego bytu. Organizmy biorące udział w rozpadzie wysoko zorganizowanych białek – bakterie, glony, pierwotniaki – wprowadzały powoli rozłożoną materię do obiegu w łańcuch przemian. Kość udowa przebiła skórę, odsłaniając kruchość ciała. Wykrzywione żebra dźgnęły oba płuca, doprowadzając do odmy. Powietrze przedostawało się przez uszkodzoną opłucną płucną, co zadziałało jak zastawka – mogło wejść, nie mogło wyjść. Gdyby w miarę szybko nadeszła pomoc miałbyś jeszcze szanse… Chodź topnieją one przy uszkodzeniu kręgosłupa w odcinku C3 z rozerwaniem wyrostków stawowych, wiązadeł i krążków międzykręgowych.
Wiem, że męczyłeś się kilka godzin. Małe jednokomórkowe żyjątka pojawiły się już w trakcie Twojej walki o życie. Jedne wypełzły z wnętrza organizmu: z ust, dróg oddechowych, jelit…Inne zaatakowały z zewnątrz. Zrobiły rewolucję w Twym organizmie. Posilające się dodatkowo tlenem spowodowały gnicie, a beztlenowe zapoczątkowały rozkład. Muchy tylko czekały, zwabione agonią, by dać pożywkę swoim larwom. Leżysz teraz cichutko pod grudkami czarnej ziemi i śmiejesz się do mnie ustami bez warg i oczodołami bez gałek. Wiem, że byłoby Ci raźniej gdybym była tam z Tobą i trzymała wyschłą już dłoń, recytując wersy ulubionych wierszy … Jednak stało się to tak szybko. Nie zdążyłam szczycić się uczestnictwem w orgii żywej materii, mającej takie samo prawo dawać życie, jak i je odbierać. Widocznie moja misja Tu nie dobiegła jeszcze końca. Mam tylko nadzieję, że nie przeraża Cię ciemność i świadomość, pełna świadomość tego, co się dzieje z Twoim ciałem.
***
Twoja matka zabrała Cię tam skąd pochodzisz, do cichej wioseczki, gdzieś pod Ukraińską granicą. Maleńki kościółek, starzy ludzie brnący co niedzielę po dywanie z kolorowych liści. Wszyscy Cię tu znali. Ty jeden nie pozwoliłeś związać się kajdanami z ziemią, na której się wychowałeś… a trzymała Cię mocno matka Ziemia, matka Rodzicielka.
Wyjechałeś, znalazłeś dom, pracę, żonę. Myślałeś; że uda Ci się stworzyć nowy świat z dala od korzeni? Wygrała… Znalazła dla Ciebie miejsce przy samym płocie, gdzie nikt nie przeszkadza w cichych modlitwach do Boga. Za towarzystwo dane Ci będą jedynie łany pszeniczne podpowiadające słowa wyszukanych próśb o ocalenie, wyrastające wprost spod grobów; wiosny zielone, niewinne wzrastające w życiodajne kłosy, kołyszące się na wiotkich łodygach. W Twojej wiosce jest maleńki młyn zaopatrujący jedyną piekarnię. Jak myślisz skąd bierze się ta mąka? Czyżby z tych łanów pszenicy przy cmentarzu?…
To one karmią mieszkańców wioseczki chlebem, dają im ową starość i ściskają żelaznymi łańcuchami z matką Ziemią. Przyjadę tu za parę lat, słysząc turkot kosiarek i snopowiązałek, gdzie żółte kuczki dają cień zmęczonym ludziom pijącym zsiadłe mleko, a pociągowe konie ciągną mozolnie wozy pełne snopków. Z każdego podwórka będzie słychać warczenie maszyny oddzielającej plewy od ziaren. Koło młyńskie obracane pędem rzeki wprawiając w ruch żarna przyczyniać się będzie do zapewniania przetrwania; z wysokiego komina piekarni wydobywać się będzie wąska smużka białego dymu… Czy pozwoliłbyś mi spróbować tego chleba, z tej piekarni, z tego młyna, z tego łanu… nasiąkniętego Tobą? Muszę usłyszeć to, czego nie zdążyłeś mi powiedzieć i czego nie umiałeś wyrazić. Wyszepczesz mi czule wszystkie modlitwy poskładane w starodawny modlitewnik, jako wstęp do zadośćuczynienia za uciechy cielesnego żywota. Podpowiesz jak należy się modlić, by nie zatracić się w materializmie i uzyskać przebaczenie za to, co się chciało się zrobić dobrze, a co zrobiło źle… Czy mogę pić Twoje soki?
Spij spokojnie
P.S. Wiem, że masz kontakt z Aniołami. Proszę, wyślij mi chociaż jednego do pomocy. Tak wielu ludzi ginie bezsensowną śmiercią.