Przedstawiam Ci Okazję.
Okazja, raczej introwertyczka, woziła ze sobą plik gęsto zapisanych kartek. Za względu na pracę musiała przemieszczać się często po kraju. Dość szybko kartki poszarzały, a ich rogi zmieniły kąty. Wymemłane, w formie szmacianej, trafiły prawie do kosza. Pik kartek zaczęła przepisywać od nowa. Nie potrafiła z nich zrezygnować, były dla niej czymś na kształt drogowskazu życiowego. Połowy maczku nie udało się odczytać, więc zastąpiła go innym, równie poważnym i głębokim.
“Najlepszym sposobem na smutek jest nauczenie się czegoś nowego.”
Przeczytała i pomyślała, że nie jest smutna, a sztuka przepisywania weszła jej na tyle w krew, że ta myśl nie przystaje do jej życia. A może… czas coś zmienić?
“Generalnie, zmieniamy się z jednego z dwóch powodów: inspiracji lub desperacji.”
Nudziły ją i męczyły konferencje i kursy, nudne rauty i puste pokoje. Gdzieś wewnątrz zaczął kiełkować bunt przeciw marazmowi i kierowaniu jej czasem. Zaczęła przepisywać coraz szybciej, dużo więcej niż planowała. Ostatnią maksymą, jaką wcisnęła było:
“Ludzie spieszą się w pracy, dlatego niedbale ją wykonują; spieszą się w używaniu życia, dlatego jego smaku nie odczuwają; spieszą się w odpoczynku, dlatego nie mogą wypocząć.”
Dlaczego więc nie zatrzymać się? Zaczęła zastanawiać się nad zmianą. Odtąd regularnie wyrzucała część kartek i zastępowała świeżymi zapiskami.
Nie odróżniała od siebie pokoi hotelowych – mających przyciągnąć klientów pozornym wymuskaniem i sterylnością. Bił od nich chłód, ale wiedziała jak odczytać ich historię. Hotele, o wysokim standardzie, rzadko nosiły ślady bytności gości, czy pokojówek, ona wybierała bardziej kameralne, w starych kamienicach albo zapomniane, na uboczach dróg. Zamykała drzwi na klucz, odsuwała łóżka i szafki. Spod nich wychodzili ludzie. Różni – tacy, którzy chcieli przeżyć miłosną przygodę albo początkujący rockmani. Kawałki prezerwatyw i ubrań tarzały się z kotami na podłodze, pęknięte lusterko noszące oznaki wściekłości, drobne, włosy i podarte papiery, z których można było odczytać zadziwiające chimery. Większość znalezisk niosła do recepcji, gdzie zaskoczona pani zaklinała się, że wcześniej nic takiego nie miało miejsca.
W starych budynkach zawsze odnajdywała pluskwy. W drewnianych łóżkach konserwowały się dość dobrze, i musiała odrywać część tapicerki, by upewnić się, że żaden owad nie wbije jej w nocy kłów. Tylko klienci widzieli rano świeżą krew na bieluśkich ręcznikach, właściciele przepraszali i nic nie robili.
Nie biegła z wrzaskiem o zmianę pokoju; co by dała przeprowadzka skoro pluskwy czają się pod podłogą całego budynku? Odsuwała mebel, wyrywała cześć obicia i, nałożywszy maseczkę, spryskiwała obficie podłogę i drewniane deski łóżka. Potem otwierała okna i wychodziła na umówioną kolację. Niewygodni goście tracili na kilka dni zainteresowanie jakąkolwiek krwią.
Wtedy to, z jednej z szafek, wylatywała dziwna rzecz, niepasująca do pluskiew, obrazów udających autentyki, cennika, telefonu, obszczerbionych kubków i włosów w wannie. Biblia. Kiedy zobaczyła ją po raz pierwszy, myślała, że jej poprzednik zostawił książkę nieopatrznie. Recepcjonistka popatrzyła na nią podejrzanie.
- Biblia? Jest w każdym pokoju. Jeśliby jej nie było, mogłaby się pani martwić.
- A po co ludziom w hotelu Biblia? Do poduszki? Nie bierzecie pod uwagę agnostyków, dla nimfomanów też jakieś gazetki w tym zimnym pokoju się przydadzą. A dzieci, czemu nie ma dla nich książeczek? Starsze babcie lubią kulinaria, kobiety poradniki… Czemu Biblia?
Pani za kontuarem nie była przeszkolona w odpowiedziach na tego typu pytania.
- Bo jest uniwersalna…
Otworzyła Biblię na przypadkowej stronie.
- “To, że widziałeś żelazo zmieszane z mulistą gliną oznacza, że zmieszają się oni przez ludzkie nasienie, ale nie będą się odznaczać spoistością, podobnie jak żelazo nie da pomieszać się z gliną.” (Ks. Daniela 2: 43, Biblia Tysiąclecia)
Do czego przyda mi się ten werset, gdy otworzę go przed kolejną służbową podróżą? Albo ktokolwiek inny? Jak mam go rozumieć?
Recepcjonistka zająknęła się, że niby wyrwane z kontekstu, nie jest znawczynią…
- Tym bardziej większość ludzi…
Okazja pogrzebała w przepastnej torbie i wyciągnęła plik świeżo zapisanych kartek. Wbiła palec na chybił trafił w jeden z cytatów:
- “Mała gimnastyka poranna. Wstaję właściwą nogą, otwieram okno duszy, skłaniam się przed wszystkim, co żyje, zwracam twarz ku słońcu, przeskakuję kilka razy przez swój cień i śmieję się z całego serca.” – Hans Kruppa – przeczytała z pełnym zrozumieniem. – Albo “Głupia stałość jest ulubieńcem ciasnych umysłów” - Ralph Waldo Emerson.
Biblia do celów prognostycznych straciła na aktualności.
Okazja pogadała sobie… z niezrozumieniem i szeroko otwartymi ustami pani recepcjonistki.
Nie było to dla niej nowością, lubiła zadawać proste pytania. Rozanielała ją reakcja rozmówcy, a i odpowiedź, niemniej nieprzemyślana i dość szczera. Czasem nic, niema prośba, by sobie poszła. I opuszczała hotel, pensjonat, niekiedy podrzędny hostel, gdy już nie miała sił szukać czegoś lepszego. Wielu z poznanych przypadkiem ludzi pozostawiało w niej szybko opowiedziany kawałek życia. Wielu błogosławiło jej dar milczenia i zadawania właściwych pytań. A ona, zamykając drzwi, smutniała. Że nie spotka tych ludzi już nigdy, nie zobaczy tego pokoju, nie położy się spać w tym łóżku. Zostawiała marzenia, łzy i słowa. Gdy zdążyła coś polubić musiała odjeżdżać.
Okazji nie spotyka się przypadkiem, trzeba jej szukać – przeczytała słowa na jednej z karteluszek, a może to były jej własne?


Komentarzy: 22 do wpisu "Schronisko"
Lubię Biblię otwierać w dowolnym miejscu i czytać to zdanie, na które padnie pierwsze spojrzenie… Może faktycznie – uniwersalna. Ale to samo miałam z Coelho, zanim doczytałam “Pielgrzyma” – całą 1/4 książki i stwierdziłam, że przesada w każdej dziedzinie nie jest zdrowa….

A ‘gimnastykę poranną’ w opisie mam gadulcowym Pożyczyłam, Kadarko.
Żeby tak tylko codziennie ćwiczyć udało się…. Chociaż…? Nuuuuda….
nigdy nie uciekamlam i nie uciekam sie w trudnych chwilach do bilbli, wszystko co jesz zwiazane z religia,wszelkie symbole,koscioly,strasznie mnie w takich momentach przytlaczaja jeszcze bardziej.Nie chce jednak krytychowac bo kazdy musi znalesc sobie droge w zyciu ze moze przysiasc i pomyslec,byc moze biblia jest takim miejscem,u mnie w przychodni biblia lezy w poczekalni,kazdy moze po nia siegnac.To trudny kawalek lektury,czasami powiedzialabym nie na czasie,i interpretacja tego co jest w niej zawarte, jest nie dla kazdego,bo nie mozna brac doslownie napisanych w niej slow,to filozofa zycia, a czy ludzie tak naprawde ja rozumieja?
naprawdę, pięknie tutaj.
biblie mam i owszem, część Apokalipsy wyświechtana już jest, ale akuratnie tę część sobie upodobałam po obejrzeniu filmu z Demi Moore “Siódmy znak”
Ate, a bierz co chcesz, tylko obawiam się, że całość nie zmieści się w opisie
.
Coelho stosuje pewną sztuczkę. Skondensował z różnych źródeł sporo pewników i uniwersalnych przesłań. Niewykluczone, że i Biblia była jego przewodniczką. Przekazuje to jednak w formie zjadliwej dla prostego zjadacza chleba. I na szczęście, bo wielu ludzi nigdy nie przeczytałaby żadnej książki, a tu jeszcze jakaś głębsza myśl się zaplącze. A nie złamany na Biblii ząb
Blogu
Ilu ludzi, tyle życiowych filozofii. Każdy ma swoją, choć wymiernie dążmy do jednego, do szczęścia. Im człowiek starszy, tym bardziej świadomy, mądrzejszy a jego filozofia ciągle się zmienia, czy czyta Biblię, Koran albo motta przypadkowych autorów. Myślę, że każdy powinien iść swoją drogą, czytać wielu, ale jedynym słusznym wyborem jest jego własny. Bez narzucania przez społeczeństwo, kraj, religię.
Takie przesłania, złote myśli często napawają mnie optymizmem, interpretuję je „pod siebie”. Wsłuchuję się w siebie i zadaj sobie pytanie: czego ty naprawdę chcesz; a nie: czego chcą od ciebie inni.
Pstro, moja Biblia ma tak cienkie kartki, że boje się je przewracać. Na necie jest stronka z całością, klikasz, otwiera się lista wyboru: księgi, autora, wersu… Apokalipsy nie czytałam
.
Nie lubię złotych mysli , mądrości , ani przypadkowego otwierania książki . Nawet jeśli to Biblia . Mądrości mają jakiś sens , tylko wtedy gdy są poparte życiem .
a dlaczego wszyscy sa kuleczkowi a ja nie? :>
Pstro
kuleczkowa
.
Wordpress “łapie” Twój avatar po emailu, zmień go w środkowym polu (na jakikolwiek), a będziesz panią kuleczkową. Potowarzyszę Ci teraz moja fizjonomią
Anaste, od czegoś trzeba zacząć, zanim się dojrzeje przydarzą się złote myśli, Biblia, czy inne mądrości.
o kurczaczki ! ale człek zielony jak szczypiorek na wiosnę
… ja swoja juz przestałam straszyć .. ileż mozna
żeby nie gadać po próznicy a w temacie, to jak to powiadają : umiarkowanie cnotą jest
ps. fajny szalbon i te zmieniające się fotki…super sprawa
Akurat tę konkretną Okazję chyba łatwiej znaleźć, bo ona sama jest Okazją myszkującą. Okazja-która.szuka
Pstro, trochę trywialne te fotki (wypasione jakieś dam – kiedyś) , nie mam czasu zmienić; skromność też jest cnotą. Dzięki
Magento, czasem mi się miesza – czy Okazja to tylko imię, czy rzeczownik, za którym można wciąż gonić i nie mieć dość.
To daje Okazji/okazji dodatkowy wymiar
mnie się podoba taka nie zamknięta.
Przy dobrych wiatrach (O)okazja zajmie jeszcze kilka notek i znajdzie ze dwa alternatywne wymiary
.
A ja lubię szelest cienkich kartek Biblii. Słowa same przyklejają się do palców przewracających strony ksiąg mądrościowych. Nie ma nic bardziej życiowego od zebranych w tym jednym miejscu spostrzeżeń sporządzonych na podstawie doświadczeń kilku, kilkunastu pokoleń. To mnie do Biblii przyciąga, jej ludzka twarz;):)
zaglądam, patrzę, a tu mojego komentarza nie ma. A przecież tyle czasu spędziłam rozmyślając nad słowami, które napisałaś… Tak długo układałam dialog w swojej głowie, że wydawało mi się, że napisałam komentarz:) śmieszna sytuacja. A teraz już nic nie pamiętam…
a ja czytając dialogowałam w myślach, i też trudno nawet o streszczenie…
Kiedy nie napiszę czegoś od razu po przeczytaniu, coraz trudniej zebrać myśli, refleksje po dłuższym czasie.