Dziś mam wolne, dziś i tylko dziś. Miał być długi weekend, cztery dni, ale został okrojony tylko do czwartku. Wyspać się nie umiem. Wstałam rano i szukam punktu zaczepienia, bez codziennej pogodni zgubiłam rytm. Pogrzebię sobie palcami w kapciu – myślę. I myślę, że to za mało, dodam do tego oglądanie, może coś napiszę. Coś to sztuka, bo wylewają się ze mnie jedynie żale i pogoń za realizację zaczętych spraw. Nie lubię smęcić, a pisząc o sobie zaczynam tak robić. Kiedyś moim marzeniem było żyć w pędzie – praca-dom-uczelnia-kursy-przyjemności… brak czasu na myślenie, bo nawet noc nie dawałaby tyle ciemności by skryć tok postępowania. Potem spełniły się marzenia, konkretnie i zadaniowo, co konsekwentnie realizuję. I dochodzę do smutnego wniosku, że tak też być nie może. Do życia potrzebna jest równowaga. Szczęście łapać w zbyt długie myśli i słowa ludzi, którzy tak naprawdę nic dla mnie nie znaczą? Tak działa net, podziemie, jak je nazywam. Albo wczytywać się w książki, szukając odpowiedzi na gryzące pytania. To tylko maleńka cześć życia, zarys teorii, który trzeba wcielić w żywot. Nie chcę wracać do podziemi, z przeszłości zostanie jedynie pisanie i część emocji. Nie chcę nawet pamiętać o szczegółach wielu internetowych wybryków i rozmów, choć mnóstwo mnie nauczyły.
Niedawno chciałam opowiedzieć komuś o pozarealnym życiu. Urwałam na początku, bo ktoś był osobą poważną, a moja opowieść wydawała się śmieszna. Z psychologicznego punktu widzenia net jest udokumentowaną kopalnią wiedzy o nas samych, a jednak opowiadając o nim nie byłam wstanie pozbyć się podsumowań i gdybań. Moja opowieść nie mogła trwać, bo wielu zachowań nie rozumiem po dziś dzień, a że lubię mieć pewną całość, zakończyłam: trzeba doświadczyć, poczuć w głowie, by rozumieć. Niewykluczone, że kiedyś zbiorę materiał i opowiem mu o dziecku drzemiącym we mnie, które budzi się w necie i realizuje marzenia. Małą cząstkę marzeń, bo większa część to oczy, w których można się przejrzeć, usta, które zadają ciekawe pytania i nie stronią od odpowiedzi i ciało, bez którego większa część wypowiedzi i zachowania nie byłaby zrozumiała.
Z nadmiaru czasu wolnego zapomniałam, że czeka mnie egzamin z historii sztuki. Zamierzam zdać go w weekend, wiec czas zabrać się do roboty. Internet, to bardzo dobre narzędzie, kiedy nie ma się stałego dostępu do książek i artykułów, a ma się do wykreowania nie wiadomo co. Pracę twórczą – mogę zaśpiewać, zatańczyć, wygłosić referat, przebrać się i udawać mima, zrobić prezentację i z siebie głupa. Mogę wszystko poza przedstawieniem obrazów i biografii autora.


Komentarzy: 16 do wpisu "Grzebiąc palcem w bucie"
A ja dziś doszłam do wniosku, że do poniedziałku tak duuzo wolnego mam czasu, że nic nie robię. Jutro dentysta, zakupy z synem…dobry czas nicnierobienia.
A Ty twórz;))
Zaraz się zabieram, zebrałam już materiały
. Juto jazda i zapisy na egzamin. Z motyką na słońce
.
Udanego leniuchowania!
Powodzenia na egzaminie…
Kciukuję i mam nadzieję, że nie za późno:)
Wolne dni, to coś, co niedługo wejdzie dla mnie w sferę fantazy…
Zezyrok, dzięki
.
Zakrętko, dopiero w niedzielę. Dzięki za kciuka
.
dla kogoś “niewtajemniczonego” opowiastki netowe to takie baśnie z tysiąca i jednej nocy, wysłucha i owszem, uśmiechnie się i tyle, nie sądzę żeby zrozumiał, sama czasem nie rozumiem swoich zachowań na necie, a co dopiero wolny słuchacz
Pstro, i to po mojej myśli
. Człek postronny pomyśli: wróciła do piaskownicy i bawi się w stawianie babek z suchego piasku; czasem wyrwie komuś łopatkę, a czasem ktoś jej
. Pierwotne instynkty i ukryte pragnienia wychodzą z nas
.
na necie idealnie widać powiedzenie, że na starość się dziecinnieje
Pstro, nie prorokuj zbyt wcześnie, bo laskę będę musiała zamówić
.
Bardzo ciekawa autorefleksja. Ja się już przestałam zastanawiać nad “głębią” netu. Do pracy rewelacyjne narzędzie, do zabawy również
Trochę jak telefon komórkowy. Jest pod ręką i można skorzystać, ale nie trzeba być na smyczy. Jak to się żyło, kiedy nie było telefonów komórkowych i netu?
Pozarealne życie stanowi albo nie stanowi konkurencję dla życia prawdziwego lub jakby to inaczej powiedzieć balansując na granicy znaczeń: życia w prawdzie.
Po długich chwilach spędzonych na obdarowywaniu kogoś ikonkami uśmiechów i przemądrzałymi tekstami podsumowanych przymrużonym okiem wydaje się, że patrzy się na życie realne inaczej, lepiej, że samemu człowiek staje się lepszy, inny. Zastanawiam się jednak czy to prawda. Spotkałam w necie twórczość osób, z którymi nigdy bym się inaczej nie zetknęła, ich zdjęcia, wiersze, opowiadania, spostrzeżenia, wiedzę. Czy znalibyśmy się w realu, gdyby przyszło nam obok siebie żyć? w wielu przypadkach niestety nie, nie pozwoliłyby na to różnice “miejsca siedzenia”;) i punktu widzenia. Tu, anonimowi tak naprawdę, możemy jednak łaskawie czasem pozwalać na wzajemną obecność, bo nie narusza ona naszej wolności i nie krępuje naszych osobowości. Nie podpisujemy zobowiązań do częstotliwości wpisów, ilości komentarzy czy wejść, symbolów uśmiechów czy warczenia. Kiedy klikam na linka do innego bloga, robię to, bo chcę. Kiedy nie muszę, milczę, może czasem ryzykując dąsy itp. Czy nie obchodzimy siebie? A z iloma osobami zawieramy więzi przyjaźni w pracy, na kursie czy wycieczce? Tu jest podobnie. Nad znajomością wirtualną, by zafunkcjonowała w realnym myśleniu, trzeba się tak samo “napracować” jak nad znajomością z kimś, na kim nam zależy. Czasem pytam się po co…, czy warto… czy nie “starczy” tego, co jest… hmmyy… Z drugiej strony przecież nic na siłę, wzajemności wzbudzić się wbrew chęciom nie da, a jeśli zostanie po wyłączeniu kompa fajna znajomość (od czegoś przecież zawsze się zaczyna) – to czemu nie:)
Może trzeba zachowac równowagę pomiędzy realnością i nierealnością
Cierpię na bezsenność i moim marzeniem jest się wyspać , żeby móc śnić . Nie pamietam kiedy mi się coś śniło … Szkoda .
:I Oddaliłam się stąd o parę lat świetlnych. Niedługo zapomnę, co to net i z czym się je. Ludzie mogą żyć w necie parę lat, wrosnąć w niego z braku wyboru (a raczej braku chęci na realne zmiany). I przychodzi taki dzień kiedy sobie idą, bo tu odkryli to, co ich interesowało. Gdzieś indziej znaleźli coś ciekawszego, może lepszego…
Zgadza się. Też.
ale dopóki nie wyczyszczą miejsca po użytkowniku, można w razie czego wrócić…:) w sytuacji ponownego braku wyboru lub braku chęci na kolejne realne zmiany;)
pozdrawiam:)
Ostatnio rozmawiałam z kobietą, która po dwóch latach odwyku od czatów znó na nie wróciła. Dlaczego? Odskocznia, zapchanie samotności literkami na ekranie. Do netu zawsze można wrócić i znajdzie się ktoś, kto pamięta. I jak tu nie kochać literek szybko przesuwających się na ekranie… a że fantazjują, upiększają, są chamscy… To tylko net i aż net