Nie zdążyłam nic napisać ani wkleić tej fotki, a bzy i kasztany przekwitły. W obliczu katastrof, które nawiedziły nasz kraj, czym jest ów kwitnący kasztan? W tym roku na pewno będzie kojarzył się z ukwieconymi roślinami w nurcie wezbranych rzek albo z ludźmi na dachach swoich domów, mający te piękne kwiaty na wyciągnięcie ręki.
Kasztanowiec podczas kwitnienia ma w sobie jakąś mistyczną moc. Niby biały, a jeśli się mu przyjrzeć zawiera w sobie róż, żółć i brąz. I żadna matura nie wypadnie dobrze bez jego kwitnienia. Nie wyobrażam sobie, by kiedykolwiek nasze władze miały przenieść egzamin dojrzałości na inny termin.
Dojrzałości nie da się przenieść na inny termin, nie uda się uniknąć pełnej odpowiedzialności za własne czyny. Ona zaczyna się już wcześniej od ciekawości świata, nieśmiałych doświadczeń i buntu w przeforsowaniu własnego zdania. Intensywnie poszukiwania własnej tożsamości nie skończą się nigdy, choć w czasie matur wybuchają z wielką siłą. Jakby czas kwitnienia, zapach i piękno barw miały nam zrekompensować późniejsze lata. Lata zbierania owoców odpowiedzialności i uginania karku. Zderzenie z rzeczywistością jest bardzo trudne, kiedy przychodzi zbyt wcześnie. Jeśli na naszej drodze pojawi się woda z pozornie niegroźnej rzeczki zabiera wszystko – dorobek całego dzieciństwa, młodości: pożyczone zeszyty, nieprzeczytane książki, lampkę, łóżko. Dziecinnie łatwo złamać bunt samotnego nastolatka trzęsącego się na balkonie, przemoczonego do ostatniej suchej nitki. Może nie udało mu się jeszcze odebrać świadectwa dojrzałości, a może nawet do niego nie podchodził, nie jest to ważne. Istotą jest jak wykorzysta dany mu czas, nie czego nauczyły go książki, ale plac zabaw i ludzie. Z liter niewiele dowie się o świecie, będzie teoretyzował i zdębieje przy pierwszym rzecznym wirze. Im więcej karuzel i niepogód zaliczy, tym większa szansa na suchszą drogę w przyszłości. Szkoda, że nie ma ubezpieczeń od smarkatych poczynań, które gwarantowałyby cofnięcie czasu i zrobienie korekty. Albo chociażby odsunięcie o parę lat zawirowań cichych rzek.
Czasem zwijam się do pozycji embrionalnej i wspomina dawne lata, kiedy tak spieszno mi było odebrać świstek papieru z napisem: dowód osobisty…


Komentarzy: 25 do wpisu "Krew i woda"
też czekałam na ten dowód pełnoletności, nawet stylem ubierania podkreslałam, jaka to ja już jestem dorosła
pamiętam jak Odra “wylewała” jak chodziłam do podstawówki, wtedy całe połacie pól były pod wodą i przychodził mróz, robiąc tym samym potężne kilometrowe lodowisko, chodziliśmy tam w ramach lekcji w-f i zabawa była przednia ..ale wtedy woda nikomu nic nie zabierała, wręcz przeciwnie pozwalała na miłe spędzanie czasu swoim wystąpieniem z koryta
Mnie nie spieszyło się do dorosłości. Ale do niezależności – tak. I cały czas tam biegnę.
Patrząc na zalaną Polskę widzę, ile taki bieg wart.
u mnie w tym roku katar z alergii płynnie przeszedł w katar z przeziębienia. kwitnięcia kasztanów prawie nie zauważyłam, schowana w kokonie z codziennych dni… dorosłość jest przereklamowana.
Kasztany i bzy były przed egzaminami, powodziami, dojrzałościami… będą i po
Pstro, już sobie liczę jak długo jesteś dorosła
. Jutro mają zamknąć dużo szkół w Warszawie w okolicach Wisły. Dużo dzieci zostanie w domu samych, może pierwszy raz, taki egzamin…
Zakrętko, mało kiedy chciałam być dorosła. Widziałam codziennie jak ciężko mają ci duzi. Ale uciec nie sposób i teraz, często, daje ujście mojej dziecięcej stronie. Pomaluję, narysuję, bajki poopowiadam
…
Lelevino, chciałabym zabeczeć – dzieciństwo wróć! Dziś, biegnąc do autobusu, przyglądam się małym kulkom – kasztankom, nic nie pozostało z białego kwiatka. Dobrze, że w tamtym roku pstryknęłam fotkę…
Magento, zakwitną dopiero w następnym roku
Kadarka, mój ojciec twierdzi, że z dorosłością nie mam nic wspólnego
ja w 97 podczas pierwszej powodzi, też zostałam w domu, budynki tam gdzie pracowałam zalało do 1-go piętra, faktury unosiły się na wodzie jak liście, ale co tam papier, jak przed nami ocynkownia “poplynęła” i potęzne wanny z kwasem razem z nią ?
ps. do ilu doliczyłaś ?
Pstro, do osiemnastu, oczywiście
.
.
U mnie w okolicy nie ma żadnego zbiornika. Może jakieś sztuczne.
Mnie przypomina się rok wcześniejszy, kiedy mój świat zalała fala realizmu i odpowiedzialności. Wcale nie była to osiemnastka. I tak będziemy sobie wspominały o mankamentach naszego niedorosłego życia
PS. Wróciłaś do tej pracy po rozpulchnione faktury?
tak tesknicie do dziecinstwa moje mile panie, jak byscie zapragnely stac sie mezczyznami
Kiwaczku, no co Ty, ja codziennie odkrywam w sobie dziecko, jeszcze częściej niż miałam kilka/kilkanaście lat. A mężczyzn trzeba wychowywać, to prawda
wróciłam, jak wypompowali wodę i usunęli cały szlam ( w tym czasie wzięłam sobie urlop i pojechałam nad morze, może nawet kiwaczka tam widziałam, kto wie
:D) pamiętam, że siedzielismy w budynku zastępczym a tam ekipy “naprawiały” skutki powodzi ( jako jedyna firma byliśmy od niej ubezpieczeni)
kadarko, nie wiem czy moge sie az tak dalece wypowiadac na temat mezczyzn… sadze jednak, ze nie trzeba, a nawet nie warto ich wychowywac
oni raczej potrzebuja opieki
Pstro, Twój dom musi stać gdzieś wyżej skoro powódź Cię nie złamała, a nawet morzem się zalałaś dla uspokojenia nerw
. Jak sobie przypominam, oglądałam wielką wodę w TV, a morze nie chciało mnie przyjąć. Zresztą nasze polskie zimne
.
Nie wiem jak ci ludzie po powodzi otrząsną się materialnie i psychicznie z katastrofy…
Kiwaczku, oby nie zostały mężczyznom do wyboru tylko czynności pielęgnacyjne… żeby tak nie rzec – po najmniejszej linii oporu
fakt Kadarka, mieszkam na bezpiecznym osiedlu, tak oglądałam wiadomości, opolskie wioski w przeważajacej części to mniejszość niemiecka, tam pracują , tutaj mają dom, więc jakoś sobie dadzą radę, ale jak patrzyłam na takie nie przymierzajac małopolskie, chłopina z krową na pontonie a z chałupy ledwo co zostało, no to dopiero tragedia…
ps. fala realizmu i odpowiedzialności dotyka sfery duchowej, a ta to taka jakaś mięTka jest, że kurde mole
a mi tam ludzi szkoda… troche
wszak wiadomo, woda przyszla raz, przyjdzie kolejny
dorobek mozna ubezpieczyc, na lokalne wladze tez nacisnac, aby lepiej sie przygotowac
naprawde szkoda mi zwierzat, ktore nie sa winne ludzkiej glupoty, a czesto ponosza najwieksza kare
I nadal trwa walka o każdy metr wałów… Nie dziwię się, że ludzie do ostatniej minuty czekali, że być może woda ich nie zaleje, a jak zalała, to tylko czubek chaty było widać. Moim zdaniem to jest klęska żywiołowa, z której nie podniesiemy się przez kilka lat. Te pola, z mułem rożnej maści nie urodzą nic w najbliższych latach, choroby rozszaleją się, a ludzie, którzy utrzymywali się z hodowli bydła liczyć każdy grosz z rządowej zapomogi…
Kadarko, wiesz co do mnie najmocniej przemówiło?
Te nieprzeczytane książki…
Gdy patrze na relacje w tv, to ogarnia mnie wielkie przerażenie.I bezradność ludzi.Bo jak się obronić przed wielka wodą?
P.S.Fajnie, ze znów piszesz:)
“Intensywnie poszukiwania własnej tożsamości nie skończą się nigdy” – powiem więcej, zaczynają się ciągle od nowa. Zwłaszcza wtedy, kiedy ma się poczucie “zamknięcia”, osiągnięcia jakiegoś poziomu, dojścia do jakiegoś etapu. A tu bach – okazuje się, że w konfrontacji z nową sytuacją brakuje doświadczenia i naukę zaczynamy od nowa. A może po prostu w pewnym momencie życia jedynie kontynuujemy? Opierając się na dotychczas wypracowanych podstawach. Tak czy siak… życie, choć trudne, przysparza nieustannie atrakcji;), w tym powodów do ponownego postawienia sobie pytania: to kim ja w końcu jestem? I jakim człowiekiem? Czego chcę? co jest dla mnie naprawdę ważne… na kim mi zależy? kim chce być?
Kasiu, piszę, aż do kolejnej pustki i braku czasu.
Wobec natury nie ma mocnych; mści się za nasze próby przechytrzenia jej.
Zen, na te ostatnie pytania będę szukała odpowiedzi dopóki mnie demencja nie zabierze
. Szukając zawsze opieramy się na doświadczeniach, prawie jak laską. Jest tak dużo do zobaczenia nowego, dotknięcia odkrytego, że obieranie jednej drogi szybko się nudzi. I ogranicza nas własny mózg, brak analitycznego rozumowania albo zmysł podróżnika stawiają inne cele. Kim chcę być… nie wiem. Jutro na pewno nie będę kimś, kim jestem dziś.
Ja bym chętnie dowód oddała
Mam wrażenie od kilku lat , że mnie przytłacza ten kawałek plastiku
Chyba każdy tak ma. Dla mnie nawet nie dzieciństwo, a czas studiów, jest tym czasem, do którego wracam najchętniej myślami, a chciałabym i ciałem. Miało się już jakieś doświadczenie, miało się dużo swobody, i wiele rzeczy jeszcze uchodziło płazem, a wybryki nie były tak brzemienne w skutki jak te z zupełnie dorosłego, samodzielnego, samostanowiącego – że tak powiem – życia.