• Przymrużone oczy N, 28 marca 2010

    fot. Candas2


    Skręciłam tuż za wiaduktem, w ulicę wielkich sklepów. Przygnębiała mnie ta cześć miasta, była taka… pusta?

    Wielkie galerie sklepowe przeznaczone na jedną firmę. Pomieszczenia na buty w identycznym kolorze. Sale balowe z jedną sztuką odzieży. Pustynia wśród mrowia ludzi, mających do wyboru jeden kolor-produkt na 100m kwadratowych.

    Co króluje w tym sezonie? Fiolet? Amarant? Przepraszam – fuksja i róż!

    Smutna panna Manekina wyciągała do mnie dłoń w koronkowo-różanej rękawiczce. Dzieliła nas przepaść szczęścia w bogactwie i przeciętności. Dzieliła nas szyba, ale zawsze ktoś może ją wybić i dotknąć drogich warstw odzieży, od których zawału dostaje niejedna kieszeń. Manekina, w po mistrzowsku udrapowanej sukni i ufryzowanymi na wieki włosami, krzyczała niemo: wejdź i wybaw mnie od śmierci głodowej.

    - Manekiny nie stoją tu dłużej niż jeden sezon. Ich paznokcie i makijaż bledną w słońcu, ręce obtłuczone kilkunastoma przebierankami i wypadające z braku wiatru włosy wyglądają niezbyt zachęcająco – powiedziała mała dziewczynka przyglądając się wystawie.
    Przed chwilą wyszła z wielkich lustrzanych drzwi sklepu. Wyglądała jakby od stóp do głów była jego własnością. Doskonale skrojony różowy kostium, ażurowe rękawiczki i francuskie loki nie pozostawały złudzeń. Oczy… przypominały szklane błękitne kule z ziarnkiem pośrodku.

    - Kim jesteś? – zapytałam, a jej oczy zmieniły się w zwykle, dziecięce.
    Dotknęła szyby, jakby chciała wyciągnąć pannę Manekinę z wystawy.

    - Zapomnianym człowiekiem w monochromatycznym kolorze. Lila już nie wyjdzie poza barwę tego sezonu – zmieniła temat. – Zostanie na zawsze po tamtej stronie.
    Dziewczynka płakała prawdziwymi łzami.

    - To tylko kukła. Chodź, zaprowadzę cię do domu.
    Wyrwała się, kiedy próbowałam ją wziąć za rękę.

    - Nic nie rozumiesz, nie rozumiesz naszego świata! Świata dla wybrańców! Ale opowiem ci, bo nigdy do niego należeć nie będziesz – obrzuciła pogardliwym spojrzeniem mój stary płaszcz.

    - Nigdy nie poczujesz, jaki splendor i aplauz spada na mnie po wygłoszeniu przemowy otwierającej pokaz. Rozwiera się aksamitna kurtyna, na środku stoję ja w blasku fleszy albo lamp oślepiających zachwycone twarze najznakomitszych gości. To nic, że cale ciało drętwieje w niewygodnej pozycji. Nie pamięta się wówczas wielogodzinnych dni ćwiczeń, cierpliwych przygotowań, znoszenie ze spokojem smrodu palonych włosów i ran po uczulających mazidłach. Tą chwilą warto żyć, dla zdjęć, telewizji i delikatnych dotknięć na sukni. Nie można mnie dotykać, a jednak to robią z niedowierzaniem – „ta lalka wygląda jak żywa”. Moment ten należy do najprzyjemniejszych, bo dalszą część mogę sobie dopowiedzieć w marzeniach. Fantazjuję przez cały pokaz, nie mogąc się poruszyć w swoim miękkim, ale skamieniałym ciele, nie mogę kichnąć, czy się podrapać. Zachwyt zwiedzających nasze galerie gwarantuje zabawę w „ja cię widzę, ty mnie widzisz, ale nie wiesz, że ja myślę i czuję”.

    Zdawało mi się, że Lila skinęła głową. Przyłożyłam dłoń do szyby, tuż koło dłoni dziewczynki, naprzeciw manekina. Iluzja ciepła i prawdy wciąż trwała. Lili wyglądała, jak prawdziwa.

    - Słyszysz?

    - Co? Tylko szumią liście – nie chciałam, by uwierzyła, że dałam się nabrać.

    Piękna twarz dziewczynki wykrzywiła się w grymasie bólu.

    - Nie, ona płacze. Prosi bym powiedziała ci tę historię. Może tobie uwierzą?
    Przez większość życia wyglądała pięknie. Był to jej obowiązek i przyjemność. Nie miała nic swojego, bliskiego, a to, czym pracowała, nie mogło trwać wiecznie. Urodziła dziewczynkę. Mała pokazała jej inny, wolny świat, bez sztuczności i skrępowania, w którym życie nie jest kontraktem na surowych warunkach. Obiecała jej, że nigdy nie będzie musiała uśmiechać się na klaśnięcie, trenować dygi i chody, głodzić ciało brokułami… Mała często była z nią w pracy i ubłagała matkę o sesję zdjęciową. Potem była następna i świetne wyniki, wyśmienite rokowania wypowiadane przez najlepszych, kontakt jeden, potem pokaz… Dopóki jest dobrze nie przewiduje się najgorszego. Piękno widzialne to cyrograf, ludzie wkrótce chcą coraz więcej i lepiej. Uroda przemija, kontrakty pozostają.

    Nie rozumiałam, ale dostrzegłam sińce i drobne zmarszczki po oczami manekina. One mogą mieć zmarszczki? Przecież nie mrugają, nie działa na nie grawitacja, czy wolne rodniki!

    - To jej ostatni kontrakt. Zastawiła siebie, by uratować dziecko. Nikt ci tego nie powie, ale tak kończą chore, samotne modelki. Na wystawach sklepowych. Nie mogą się ruszać, bo ich ciało znośnie pięknie wygląda tylko w jednej pozycji. Zapadnięte policzki i litera „o” między udami nigdy się nie wypełnią ciałem. Żyją marzeniami o świecie za szybą. Nie wiedziały, że tak skończy się ich kariera. Szybka, błyskotliwa i smutna.

    Lili nie poruszyła się, nie wydała żadnego dźwięku, a ja poczułam się jakbym była treścią bajki, którą muszę przekazać dalej, by spłacić dług. Szczęście nie obdarzyło mnie niczym szczególnym.

    - No mała, co ty tu jeszcze robisz, zmykaj! Jutro masz kolejną przymiarkę – facet w liberii podszedł do nas i ujął dziewczynkę pod ramię.

    - My, lalki płaczemy tylko przed końcem… Mamo…!!!
    Rozpaczliwy krzyk dziecka wciskanego do taksówki rozdarł ciszę ekskluzywnej, pustej ulicy.

    Autor: Kadarka @ 20:44 z kategorii Przymrużone oczy |

    Komentarzy: 33 do wpisu "Lili"

    • magenta says:

      Jakie dziwne :) Fajne, smutne, zadumane, nie z tej ziemi, baśniowe… :)

    • Ate says:

      usiadłam. i zamyśliłam się trochę… :)

    • Kadarka says:

      Magento, trochę bajki, trochę prawdy, smutku i radości ;) .

    • Kadarka says:

      Ate, ja usiadłam i jak zaczęłam pisać miała powstać zupełnie inne historia. Na końcu wyobraźnia zawiodła mnie na manowce…

    • zezyrok says:

      Niesamowite…. wracam czytać po raz wtóry.. bajka.. nowa i piękna..

    • Kadarka says:

      Zezyrok, miło mi :D .

    • pstro says:

      jest taki utwór Urszuli ze słowami :

      ” szał sezonowej mody, bajerów nowych dziwny blask
      coroczny zawrót głowy, mierzenie swoich szans … ”

      tak jakoś mi się zanucił jak przeczytałam notkę :)

    • An says:

      Świetne,choć nieco straszne… i jakoś mi się zrobiło żal modelek…

    • Kadarka says:

      Pstro, pamiętam, a piosenka taka stara. I nie wyszła z mody :P .

    • Kadarka says:

      An, w każdym zawodzie są jakieś haczyki. Oby była to tylko fantazja ;) .

    • pstro says:

      Kadarka, bo jest kilka “rzeczy” na które czas nie działa co nie? :)

    • Kadarka says:

      Pstro, na kobiety czas nie działa. One nigdy z mody nie wychodzą :P .

    • pstro says:

      Kadarka, co więcej ! kobiety są jak wino (tak powiadają) :D … jeszcze dopowiem, że ja się mody nie trzymam z takiej racji, że moda sezonowa czasem staje okoniem i ja, gdybym tak miała dotrzymać jej kroku, to zupełnie nie wyglądam …zatem dobrze, że się zmienia, wraca do korzeni i różne takie :)

    • Kadarka says:

      Pstro, może są jak wino, mądrzeją z wiekiem. Na zewnątrz w końcu więdną (zawsze mnie pesymizm ogarnia, brr..)
      Od małej dziewczynki miałam sińce pod oczami, czekałam aż w końcu będzie na nie moda. Niestety, jeszcze się nie doczekałam. A trochę już żyję ;) .

    • pstro says:

      Kadarka, przynajmniej nie jesteśmy jak manekiny, na których zmieniają się jedynie ubrania, na nas również emocje są widoczne ;)

    • Kadarka says:

      Pstro, i zmarszczki i tu i ówdzie boczki i fałdki… te sprawy :)

    • pstro says:

      Kadarka, to cała przyjemność odkrywania, co pod pstrokacizną się znajduje :D

    • Kadarka says:

      Żeby pod czaszką nagle pomysł na skalpel się nie urodził. Odkrywczo. Taki pstry pomyślunek.

    • pstro says:

      ja mam uczulenie na ból, zatem żaden skalpel mnie się nie ima jakem pstro :D

    • Kadarka says:

      :) ) Jakem Kadarka mówię “łaska pańska na pstrym koniu jeździ”, i nic nie piłam ;)

    • pstro says:

      :D , dlatego ten moj nick, to jakby świętobliwy ciut nie? że niby łaska … chociaż z drugiej strony to “łaska” bez polskich znaków …a ja gejem jestem od urodzenia :D to sama nie wiem …

    • Kadarka says:

      Po pijaku lepiej nie jeździć, ale nie wiem jak to jest na koniu ;) .
      Łaska zmienną jest, nawet taka biedna, nasza, otumaniona modą i urodą. Chyba ja dama dla siebie nie jestem łaskawa… Laskawa?

    • pstro says:

      ja też nie wiem, jak to jest na koniu (jakkolwiek zabrzmiało) :P ja się gęsi boje a co dopiero parę naście razy większego zwierza :D

    • tamirian says:

      Pieknie napisana,poruszająca i mądra opowieść.Z lekkim podskórnym niepokojem…..cóż..
      Kadarko-zdrowych,wesołych,spełnionych świąt Wielkiej Nocy Ci zyczę…:)

    • anaste says:

      A ja się zadumałam … Piękna opowieść . Gdzieś tam odnalazłam kawałek siebie , ale nie powiem gdzie :)
      Radosnych, prawdziwie wiosennych Świąt Wielkanocnych życzy Anastazja :)

    • (passi)Flora says:

      Poruszające i skłaniające do zadumy..
      Na granicy magii i smutnej rzeczywistości.

      Kadarko, życzę Ci ciepłych, radosnych Świąt Wielkiej Nocy :)
      Pełnych pięknych emocji i wypełnionych wesołym rodzinnym gwarem.
      Wszystkiego najlepszego ! :)

    • Kadarka says:

      Pstro, gęsi mnie kiedyś goniły, ale nie dopadły. Zastanawiające, bo to mikruski przy nas ;) .

    • Kadarka says:

      Dzięki za życzenia. Dla Was wszystkich zdrówka i spokoju w te Święta :) .

    • orchidea says:

      miekka w srodku, na zewnatrz zkamieniala, niedostepna z wielu dodatkow, ufarbowany kruszec, uformowana , dopasowana bielizna, uzupelniona gdzieniegdzie sztuczna formą, wymuszony wyraz twarzy makijażem. Zapiera dech w piersiach, niepowtarzalna struktura doskonałosci-zaprojektowanej wg wzorca. Niedajaca się uformowac wewnetrzna strefa pozbawia jednak towarzyystwa-tego szczegolnego towarzystwa, o innym nie ma pojecia bo jest jemu niedostepna.
      samotna piekna pani-zdobyta, porzucająca, smutna upojna bogini sztuki.

    • lelevina says:

      nie umiem robić zakupów w galeriach. przerażają mnie swoimi pretensjami do tworzenia kultury. wolę ruski ryneczek. ciuchy są te same…

    • Kadarka says:

      Orchi… to skorupa z mechanizmów, które chcą ukryć ogromny strach…

    • Kadarka says:

      Lelevina, kiedy wchodzę do supermarketu od razu mnie odrzuca, a muszę kupić chleb, masło, itp… Na rynenczku można się chociaż potargować ;) .

    • recommand. I’ve found here exactly what I need to know.

    Leave a Reply

    Your email address will not be published. Required fields are marked *

    You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong> <font color="" face="" size=""> <span style="">

    Preview:

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

marzec 2010
P W Ś C P S N
« lutego   kwietnia »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u