• Cybertaniec N, 7 marca 2010

    Kiedyś Pani Zen (interesująca blogerka) zadała mi kilka pytań. Pytania wynikały z pewnej łańcuszkowej zabawy, której nie będę kontynuować. Nie będę wskazywać palcem na nikogo, kto odpowiedziałby na moje pytania na własnym blogu. Zen podsunęła mi natomiast pomysł do obserwacji i badań własnych, które zamierzam wykorzystać w kolejnym wpisie (Zen, mam nadzieję, że się poddasz bez oporów). Do nie tak dawna miałam ciągoty do różnego rodzaju testów, uwielbiałam czytać wymyśloną przez kogoś interpretację. Dziś zdaję sobie sprawę jak są one mało miarodajne i wiarygodne, zwłaszcza te drukowane w popularnych czasopismach i portalach społecznościowych. Tym, co traktują ogólnodostępne testy i ankiety jako zabawę, gratuluję, gorzej z tymi, którzy poważnie odnoszą się do rad i próby zmiany ich sposobu myślenia. Ale zabawy przyciągają, zwłaszcza kiedy nad drukowanymi kropkami można pofolgować swojemu niezadowoleniu albo napisać parę zdań o sobie.

    Zen, to pytanie mi się nie podoba:

    Której książki z kanonu lektur nigdy jeszcze nie przeczytałaś, choć wiesz, że powinnaś ;) ? A możesz podać powód :) ?

    Jakby nie rozpatrywać słowo „lektura” ogólnie oznacza czytanie, mnie kojarzy się z przymusem szkolnych książek. Dołożyć do tego „kanon”, to już wyjdzie stonoga, czyli spis książek polecanych. Co to oznacza? Że ktoś odgórnie (tudzież znajomy) stwierdził, że książka jest wartościowa i tą mądrością zarazi i mnie. Polecanie jest o tyle dobre (jeśli nie dotyczy lektur szkolnych, i przypomniał mi się „Lord Jim”, za którego dostałam pałę, bo polonistka usłyszała ode mnie, że tego w ogóle nie da się ugryźć; dumnie do tej pory go nie powąchałam), że ma się wybór, że jeżeli ktoś mi tę książkę wciśnie w dłonie, to mogę po 20 morderczych stronach cisnąć nią w kąt, bez wyrzutów – bo należy przeczytać dzieła noblistów, czy laureatów Nike.

    Podaje przykłady, żeby nie być gołosłowną.

    Pani O. Tokarczuk „Dom dzienny, dom nocny”. Dla przyzwoitości dobrnęłam do setnej strony (przymusowość lektury wisi nade mną od czasów szkolnych :( ). I nic, nie znalazłam w książce nic dla siebie. Chaos i znudzenie, doszukiwanie się ukrytego (in plus), bo może autorka tak pokrętnie wodzi akcją (której nie ma), że dopiero na 102 stronie wszystko zaczyna się układać? Ogólnie miałam wrażenie, że Tokarczuk chcę mi pokazać jak zagniatać kluski leniwe metodą leniwą (właśnie, dlaczego one się nazywają „leniwe”? Bo kluski dla leniwych, na szybko, czego autorka absolutnie nie robi :) ). Chociaż świetnie operuje zdaniami i ma ciekawe słownictwo, jej skoki z kwiatka na kwiatek o dokładaniu to tu, to tam po kawałku sera i wahaniu się czy aby jedno jajko nie dwa, zamiast od razu walnąć ile czego trzeba, jakoś zachęcić do zagniecenia tego ciasta, to akcja rozwarstwia się na 20 różnych nienawiązujących podtytułów. Połączenie może i jest możliwe, ale dla bardzo cierpliwych ugniataczy. Zastanawiam się, czy z tego aby zakalec nie wyjdzie, jeśli autorka poleci wstawić ciasto do piekarnika. Ja podziękuję, mam inny przypis na leniwe :) .

    Żeby nie okazać się buńczuczną sięgnęłam po książkę „Bieguni” tejże pani. Chciałam przekonać się, że popełniłam błąd w ocenie jej literek. Niestety, trafiła mnie tym samym obuchem. Nudą i ogólnym niezrozumieniem. Nie szukam winy w sobie, raczej szukam odpowiedzi na pytania, na które Tokarczuk nie jest w stanie mi odpowiedzieć, dodatkowo wszystko kładzie jej nowatorski (?) styl, którego nie jestem w stanie przyjąć, jako formę ciekawej lektury.

    Bywają sytuacje odwrotne, tj., że trafiam na fantastyczną książkę i kiedy zabieram się za kolejne pozycje tego autora mina coraz bardziej mi rzednie. Ostatnio wybieram książki, o których nie mam pojęcia. Niech mnie któraś zaskoczy, bo na pewniaków nie liczę ;) .

    Nie lubię słowa „powinnam” albo muszę, bo czytanie dla mnie jest przyjemnością a nie koniecznością przedświątecznego mycia okien, bo inni tak robią albo tak wypada. Książka może mi pomóc w zarwaniu nocy, ale nie rozhisteryzowana kuzynka, która chce się wygadać, a nad ranem prosi bym pościeliła łóżka. Wiem co powinnam – delikatnie wyprosić ją, zwłaszcza, że mieszka całkiem niedaleko. Tego też powinnam się nauczyć :) .

    Miałam odpowiedzieć na pytanie Zen i chyba roztrząsam się nad czym innym. Kanonu lektur nie posiadam, a jeśli już mam zamiar coś zdobyć, co np. ktoś polecił, to zmienia się on jak w kalejdoskopie. Jeśli sobie uświadomię ile jest ciekawych książek wartych przeczytania, dodatkowo zniechęca mnie tworzenie podobnego spisu. Nie gna mnie chęć obycia literackiego, nie pretenduje do miana krytyka-amatora. Dobra książka powinna długo siedzieć w głowie, a niektóre fragmenty długo gniecione pomagają mi formować świat, jaki do mnie przystaje. Nie do koleżanki myjącej dziś szyby, ani pani, której poglądy zrosły się z ubiegłym dziesięcioleciem.

    Powinnam, a raczej bardzo chcę przeczytać „Trumf chirurgów” J. Thorwalda, kontynuację „ Stulecia chirurgów”. Czytałam tę ostatnią i jeśli jest rzetelną i konkretną opowieścią o historii medycyny z datami, nazwiskami i prawdziwym bólem operowanych bez znieczulenia, nie pisana językiem suchej relacji, to dziś robię sobie na nią smaka :) . Jeśli jest precyzyjna jak chirurg, ostra jak jego skalpel i bolesna jak ciało w ostrej chorobie…
    Czego nie czytałam wcześniej? Bo wiem, że nie jest prosta, nie będę umiała wrócić do niej po paru dniach i nie czytając paru kratek wstecz wiedzieć, na czym skończyłam. Dla takich książek trzeba czasu i spokoju, a korzyści są nieocenione. Oczywiście nie dla każdego :) .

    Zen zadała jeszcze kilka pytań. Nie chcę wydłużać wpisu, wiec może innym razem. Chyba, że mam być kompetentna :D .

    Autor: Kadarka @ 19:46 z kategorii Cybertaniec |

    Komentarzy: 22 do wpisu "Długa odpowiedź"

    • zen.ona says:

      Spamując trochę u Ciebie w komentarzach (po pierwszej nieudanej próbie wysłania odpowiedzi z winy wyciągniętego kabla od internetu, więc nie wiem, czy powtórzę te piękne, wypracowane przez dłużą chwile zdania:)):

      ad. 4 akapit:
      No tak. Uzmysłowiłaś mi Kadaarko, iż posługując się słowami “kanon lektur” mam na myśli spis książek ze szkoły średniej i może powinnam była wyjaśnić to w zadawanym pytaniu. Wychodzi na to, że błędne było moje założenie rozumienia owego wyrażenia przez innych ludzi w taki sam sposób. A to pytanie miało taki niewinnie podstępny charakter zrobienia polonistycznego rachunku sumienia;)))

      (wysyłam, bo potem znowu może mi coś przeszkodzić)

    • zen.ona says:

      ad. 4
      Cieszę się, że masz właśnie takie podejście do nagradzanych książek i nie czuję się już osamotniona w bezbałwochwalczych opiniach współcześnie wydawanej literatury.

      Wyzbyłam się dzisiaj, dzięki Tobie, wyrzutów sumienia z powodu dobrnięcia jedynie do strony 40 w “Domu dziennym…” i rezygnacji z kupna “Beginów”. Na usprawiedliwienie tempa powstawania kolejnych powieści O. Tokarczuk powiem, że jej “Prawiek i inne czasy” stoi u mnie na półce książek cenionych i od przeczytania właśnie tego tomiska rozpoczęła się moja fascynacja postawą życiowa i pisarską autorki.
      Niestety, Tokarczuk odcięła się od prawdziwości życia na rzecz propagowania swej wiedzy psychologicznej i może stąd wszelkie wady jej ostatniego, trwającego co prawda już kilka lat, etapu pisarstwa. Mam wrażenie, że powoli zasługuje na miano “polskiego Coelho” lub nawet “polskiego Coetzee”, którego “Czekając na barbarzyńców” pochłonęłam z taką szybkością, z jaką wszystko wyleciało mi z głowy po zamknięciu ostatniej strony.
      Jak to tam podsumował Mickiewicz twórczość Słowackiego? Coś tam było o bogato przystrojonej świątyni bez duszy, czy wnętrza… Kasia będzie lepiej wiedzieć;)

    • zen.ona says:

      Ale zabiłaś mi ćwieka tym nawiasem po moim blogowym niku;);P… no, no… oż jaki człowiek ma próżną naturę;P
      :) ))

    • zen.ona says:

      Ostatni (na razie;P) spam: hmm… nie wiedząc o co chodzi, trudno mi od razu przytaknąć na znak zgody poddania się badaniu;) ale w ramach blogowej wymiany myśli, mogę spróbować.:)
      (choć jako pesymista-realista już widzę miałkość swoich starań);P
      Miłego poniedziałku:)

    • lelevina says:

      książki… dla mnie to temat tak ogromny, że chodzę koło niego, chodzę i pojęcia nie mam, z której strony ugryźć;) Tokarczuk… o, tak, wszystko, co o niej myślę, zawarłaś tutaj:) jeżeli mogę się wypowiedzieć na temat lektur, których nawet do ręki nie wzięłam, to będzie ich bardzo dużo, z “Ferdydurke” i “Panem Tadeuszem” na czele…

    • magenta says:

      Do książek mam dokładnie takie samo podejście, jak do pozostałych przejawów sztuki: czyli całkowicie i totalnie subiektywne. Ba! Mało tego, uważam, że stwierdzenie: ten obraz mi się nie podoba, ta książka mnie nudzi. ta wystawa jest fajna… są absolutnie wystarczającym dowodem na to to czy coś podziałało na moje emocje i ośrodek odczuwania przyjemności, czy też zdechłam z nudów i nie mam najmniejszego zamiaru marnować czasu na coś, co mnie nie kręci. Ano właśnie. Z tym muszą się liczyć autorzy dzieł wszelakich. Jak mawiała moja babcia: jeden woli Kaśkę a drugi Maryśkę.
      Oczywiście potrafię pięknie moje podobanie lub nie ubrać w słowa, ale niczego tak naprawdę nie zmienia :)

    • tamirian says:

      Pani zen dostała odpowiedź na jadno pytanie ale jaaaaaką…..to tak jakby zapytac kobiete o bieliznę…niby nic ale będzie jej tyle że w zasadzie nawet zima na Północnym straszna nie będzie….+kolory:):)

    • liparus says:

      Jeżeli chodzi o mnie to wywodzę się z pokolenia które ceni sobie dobrą ksiażkę.
      W czasach kiedy dorastałem nie było internetu, ani nawet przyzwoitych programów w TV , pozostawała więc książka.
      Czytałem sporo, i nawet czasem trafila się też jakaś lektura …D
      w każdym razie nigdy przy wyborze kolejnej
      książki nie kierowałem sie opinią że coś jest akurat lepsze lub gorsze.
      Za moich szkolnych czasów furrorę robiły książki o przygodach Tomka Wilmowskiego ,którego wręcz nie znosiłem i nie przeczytałem do dnia dzisiejeszego żadnego tomu z tamtej serii,co nie znaczy że spędza mi to sen z powiek …D

      Jednak nigdy nie starałem sie oceniać ksiażek po okładkach czy rzucać w kąt po kilku stronach.
      I nawet kiedy trafiałam na totalny gniot, to zawsze jakoś starałem się dociągnąć z mniejszymi lub większymi oporami do końca , ot chociażby po to aby odetchnać z ulgą że to już koniec ..D

      Wszytskiego NAj z Okazji Dzisiejszego Święta.
      Pozdrawiam :)

    • Anaste says:

      No i dobra …i przyznam się , bo wcale nie jest mi wstyd :) Nie przebrnełam przez książkę ,, Mały książe ” i noramlnie mam jej dość , bo co się przyznaję , że usnełam i jakaś siła mnie powstrzymywała przed otworzeniem jej znowu , to ludzie patrzą na mnie spod byka …. :)

    • Kadarka says:

      Zen, z kablami nie ma żartów, nie zdążysz kopiaka strzelić, bo komp nie na baterie. Pan Word świetnie radzi sobie z falami energetycznymi, zawsze coś zachowa :D .
      Twoje pytania ujęłaś z precyzją pani polonistki, a ja je odebrałam jak dawny uczeń, którego znów sadzają w oślej ławce. Wiec jest ok. :D Uczeń nic nie musi… uff, ale chce i może napisać to, czego nie mógł z oślej ławki. Wylałam trochę jadu i na początku miałam opory, by umieścić ten wpis. Panie polonistki nigdy mnie za wysoko nie oceniały, zarówno za styl pisania (zauważyłam, że niektórych tym drażnię), jak i za wypowiedzi ustne. Wszystko zmieniło się, gdy skończyłam szkołę średnią. Inny system nauczania bardziej przystawał do moich możliwości. Gdy nie musiałam, to chciałam pisać i czytać… Systemu na pewnym stopniu nauczania nie da się zmienić, nauczyciel nie da rady dostrzec do każdego ucznia, czasem mu się nie chce i tak uczniak leci na fali grupy, niby uśmiechnięty, a przytłoczony. Dziś to widzę zza katedry i Twojej perspektywy, ale mam możliwość dotarcia do jednostek :) .
      Co do książek lepiej być pewnym dobrej lektury i kupić, niż potem żałować (zawsze można ją komuś sprezentować:)). Na swojej półce chciałabym mieć takie, do których zajrzę przynajmniej raz na rok, niekoniecznie czytając całą, a nawet wybiórczo, przypominając sobie fajne fragmenty. Jest paru autorów, którzy mnie nie zawiedli (E. Schmitt na bank!)

      Skuszę się po raz trzeci na Tokarczuk („Prawiek…), a jeśli mnie rozwali pseudopsychologią, to napsioczę Ci na blogu! Zastanawiam się co z nami nie tak, że się nie gustujemy w tak popularnych książkach, normalnie nie nadążamy… Do diabła z normalnością :D
      A Coelho lubię, pisze piękne bajki, w których jest wiele odpowiedzi. Znalazłam w nich kilka dla siebie.

      I dodam – spamuj kobieto,bądź wyrywna, nie jesteś w szkole :) . Z moim pytaniem nie ma mocnych, Ty kobieta sobie poradzisz, niech tylko znajdę czas, bo mam napięty grafik, ale chcę :D .

    • Kadarka says:

      Lelevina, nie będę z Tobą rozmawiała na temat kanonu lektur, bo się pobijemy. Właściwie nie wiem dlaczego, przecież Ty nie jesteś mną, a ja Tobą, tylko po to by się zgodzić? Nuda, ja wolę się posprzeczać…. chociaż wśród podobnych gustów jest tak swojsko. Dajmy temu spokój :D .

    • Kadarka says:

      Magento, myślę, że do powiedzenia głośno co mi się nie podoba ze świadomością dostania w twarz, trzeba dorosnąć. Długo dorastałam i dorastam, zwłaszcza, że wiem jak niewiele wiem, na ilu rzeczach się nie znam. Dziś umiem powiedzieć, co mnie łechce, a co wkurza, a jutro może być na odwrót… Nie, to nie ja, zmienna jak kobieta ;) .

    • Kadarka says:

      Tamirian, jakbyś zapytał mnie o bieliznę, nie zobaczyłbyś jednej dziewięćdziesiątej powyższego wpisu. Zabrakłoby mi słów, choć niektórym wystarczy tylko paseczek to tu, to tam, by pisać elaboraty ;) .

    • Kadarka says:

      Liparus, ze mną było odwrotnie. Rosnący internet zachęcał mnie do czytania książek. Czytałam recenzje, krótkie teksty, bo dłuższe męczyły, co wykluczało czytanie ebooków z monitora. Nie, ja się nie zmuszam do czytania, czasy szkolne dość mnie wygniotły we wszelkiego rodzaju kanony :) . Ja się do korowodu nie nadaje.
      Dziękuję za życzenia i pozdrawiam. Buziak!

    • Kadarka says:

      Anaste, bo „Mały książę” jest ciekawy tylko fragmentami, które są hołubione i będą… A taka krótka, mogłaś się powstrzymać od spania! :D

    • pstro says:

      tak sobie pomyślałam, ze gdyby wymieniać pozycje , ktore nie przeczytałam a może nie tyle powinnam co nawet chcialabym, ale z tego czy innego powodu tak się nei stało, to komentarz bylby dłuzszy od notki, a to jest przecież niedopuszczalne ;)
      anaste wspomniała o mojej ulubionej pozycji “Mały ksiażę” który jest wielokrotnie przez mła przeczytany, ale zrozumiany nie do końca, więc anaste nie jesteś taka osamotniona w tej pozycji mimo, ze przeczytałam…

      ja się moge przyznać, że nie przebrnęłam przez “Weronika postanawia umrzeć” no co zerknę, to ziewam i nie ma zmiłuj się …

    • Kadarka says:

      Pstro, folguję sobie w długich notkach rozrzuconym językiem, a od czytaczy zależy czy chcą to coś czytać /faja/.
      “Weronikę..” lubię, pewnie dlatego, że jest o wariatkowie, co mi przypomina bardzo otaczający świat (wbrew ogólnemu poczuciu normalności). Ziewać też mi się zdarza, na nieciekawych fragmentach, ale jak już je przezieram okazuje się, że warto – dokopałam się do źródła (czasem nie warto…)

    • zen.ona says:

      No tak… wychodzi z tego, że szkoła zostawia na nauczycielu niezatarte piętno;) choć, mówię Ci Kadaarko, staram się jak mogę, żeby to cholerstwo na co dzień nie wypełzało tak jawnie i tak nagminnie;P
      Czekam więc na “ankietę”;))

    • Kadarka says:

      Zen, żadnej ankiety nie przewiduję, dla mnie ważne są indywidualne odczucia. Nienawidzę zamykać się w klatce tego, co trzeba, bo społeczeństwo taki pręgierz sobie narzuciło. Czasu mi brakuje, sama sobie takie tempo narzuciłam…
      Z tym nauczycielstwem nie jest tak źle, na blogu tego nie widać. Chyba, że ja myślę jak belfer :D , podobnymi kanonami :P

    • zezyrok says:

      przepraszam.. belfry.. : Zen., i Kadarkę. ;) przyznam się chyba teraz, że spodobało mi się Wasze podejście… a ja cóż jak uczeń staram się poprawiać choć troszkę. Dzięki własnemu “urokowi”.. ;) nigdy nie otrzymałem żadnej oceny powyżej 3 w skali 2-5, mimo że w mojej skromnej bibliotece szkolnej brakło pozycji do przeczytania, ostatnio mało czytam rzekł bym wcale, ale wiem jedno, książka albo ma dać nam odpowiedzi na pytania -ale to chyba trzeba by czytać same poradniki ;) , albo zmusić nas do refleksji, bądź pozwolić rozwijać się naszej ciekawości, wyobraźni.. pozwalając nam odpłynąć w krainę gdzie nie pamiętamy słów tekstów tylko obrazy… cóż jak człowiek
      inntak inne słowo pisane do niego przemawiajest inny

    • zezyrok says:

      przepraszam brakło ramki w ostatnim akapicie..;) a tak na marginesie poznając historię autorów którzy są cenieni i podobno jedni w swoim rodzaju zawsze tworzyli w oderwaniu od rzeczywistości … żyli wtedy w własnym świecie… i tylko “próbujemy” przeżywać to co oni a to chyba najpiękniejsze….

    • Kadarka says:

      Zezyrok, zarumieniłam się za te belfry :P . Jeśli w szkole nie czytałeś, to teraz nadrabiasz, w necie :D . Poradniki dają gotowe odpowiedzi, niekoniecznie dobre dla każdego. Nawet z ulubionej książki kucharskiej, z ulubionego przepisu nie zawsze wyjdzie takie samo (dobre) ciasto. Jak powiedziałeś, trzeba obudzać ciekawość i wyobraźnię, czasem robić na boki, by ciasto nie okazało się mdłe (bo ile razy w roku można jeść tę samą szarlotkę!). Tyle jest przepisów na to samo ciasto :D

    Leave a Reply

    Your email address will not be published. Required fields are marked *

    You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong> <font color="" face="" size=""> <span style="">

    Preview:

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

marzec 2010
P W Ś C P S N
« lutego   kwietnia »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Kategorie

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u