Znów autobus. Dobrze, że nie pociąg, bo mogłabym ugrząźć na parę godzin w szczerym polu. A tak, jest okazja złapać „okazję”. Nie jestem w staranie podliczyć wszystkich moich podróży autobusowych, było ich więcej niż prywatnych, wygodnych na tylnym siedzeniu pasażera. Jestem miłośniczką pieszych wycieczek i transportu komunikacji tłumnej, wiec nie odstrasza mnie wizja pięciogodzinnego siedzenia koło nieznajomego, w niezbyt wygodnym fotelu. Tak na oko, przez rok, mniej więcej co tydzień. Najczęściej wyłączam się ze słuchawkami w uszach, szarość świtu albo zmierzchu nie pozawala na czytanie. Dosiadają się ludzie – nieletni z butelkami piwa kurczowo trzymają torbę przed niebezpieczeństwem brzęknięcia, znudzony-porzucony z obsmarkaną komórką
albo pani z epilepsją, próbująca odnaleźć spokój w autobusie pełnym ludzi. Sami mnie zagadują, jakby moje przytakiwanie niosło ulgę. Nie umiem wbić się w ich potok zdań. Podejrzewam, że wcale nie chcą ani moich rad, ani doświadczeń. Dla nich jestem z innego świata i tak też się czuję. Nie sądzę by zainteresowała ich historia sztuki (skądinąd strasznie nudno przekazywana), czy zastosowanie gazu rozweselającego do uśmierzania bólu. Nie umiem, a nawet nie chcę równać.
To coś na kształt uczepionego do ramienia narzeczonej wiernego przyszłego małżonka. Niech facet posmakuje ile sklepów będzie musiał z nią przemierzyć, na ile wystaw popatrzeć, jak się znudzić, zanim stanie przed ołtarzem i zapadnie się w prawdziwe życie. Jako narzeczony ma możliwość wycofania się z interesu, może stanie przed wystawą z klockami Lego i tam zostanie?
Gdyby tak można było bezboleśnie zmienić siedzenie, autobus. Najczęściej jednak otacza mnie tłum i już samo siedzące miejsce jest komfortem. Wysiadam obolała. Kiedy przychodzi czas na zakupy, sklepy zwiedzam sama i nie z powodu obcego miasta. A raczej z oszczędzenia temu ktosiowi mojego długiego zastanawiania się i zaglądania w dziwne miejsca.
Komentarze: 17
Twoja odpowiedź
Bio
Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.
Podglądam
- Alternatywna sfora
- Analfabeta
- Anaste
- Ate
- Ćwiczenie pamięci
- Garść drobnych
- Góralska prawda
- Jakub Sosnowski – teksty i fotografie
- Jokker & Co.
- Lelevina
- Magenta
- Nieboskłon
- Pamiętnik Pauli
- Sadoq odnaleziony
- Ślepa Temida
- Smutne Oczy
- Świat w miniaturze
- Tamirian
- Uroczyska i znaleziska
- Zakrętka
- Zamyślenie
- Życiem po łapkach


Trudno jest jednak komfortowo zmieścić w autobusie tak wiele światów. Nic więc dziwnego, że później człowiek taki obolały.
A ławeczka czeka pewnie na wiosnę. A może tylko na… trochę więcej światła?
Logosie, ławeczka jest na Starym Mieście. Znam je tylko po ciemku. Wiosną, latem będę poznawała okolice w innym świetle. A dziś ławki nie da się wypróbować
.
Są ludzie, którzy przyciągają innych. Wyraz twarzy, postawa, nie wiem co… ale ludzie bezbłędnie wyczuwają, do kogo można się odezwać, a kto zburczy.
Osobiście zaliczam mnóstwo rozmów ze środków komunikacji miejskiej, czasem dwa słowa przemieniają się w żarty i ktoś jeszcze się włącza.
Ale generalnie ludzie są poodgradzani, nieufni, burkliwi.
A śnieg wygląda jednak super na zdjęciach
Ja to sobie myślę , że ludzie chcą być wysłuchani , albo myślą , że w ten sposób zrzucą z siebie ciężar , o którym niełatwo mówić znajomym i bliskim . Obcy nie ma potrzeby widzieć w nas idealnych … Są ludzie , którzy właśnie takich przyciągają . Mają coś w oczach , może spokojne i mądre spojrzenie , sama nie wiem co to może być
Zdjęcie mnie zafascynowało … piękna ta ławeczka . Tajemniczo otulona zmrokiem , oczekująca na wieczornego samotnego wędrowca
Bo najczęściej wcale tych rad nie potrzeba…Mówimy do kogoś kogo nie znamy nie szukając pocieszenia, nie litości,tylko by po prostu i po ludzku, zupełnie bez zobowiązań,wygadać się szczerze do bólu…Nasz rozmówca wysiądzie i zapomni o nas po kilku godzinach a nam, z piersi, stoczy sie cos ogromnego i ciężkiego.Pozdrawiam:)
Bardzo dawno już nie miałem okazji jechać autobusem… ale pamiętam że w ścisku udawało się zasnąć na stojąco…, Znaczy się nie testujesz “ktosia” ..;)
dziwne to jest, że przyciągam takich ludzi. może mam grzeczny wyraz twarzy, więc się nie boją, że bluzgnę? moje studia wyglądały właśnie tak: łącznie dwanaście godzin co łikend w te i z powrotem. z niekończącym się pochodem twarzy i głosów…
Ławeczka zdecydowanie nie nadaje się jeszcze na spędzenie
romantycznych chwil podczas nadchodzącego święta Zakochanych.
Też lubie komunikację publiczną chociaż
zdecydowanie stawiam na autobusy ..D
Rozmowa sprawia ze podróż upływa szybciej
i przyjemniej.
To jakby takie Gadu gadu tylko z podglądem ..D
Miłych i romantycznych Walentynek
Magento, są ludzie, którym wystarczą oczy odwrócone w ich stronę, bo do ściany nie chcą już gać. Po pewnym czasie wszystko jedno, czy rozmówca jest błyskotliwy, czy milczący. Jestem raczej nieufna, ale nie burkliwa. Dobrze, że wygląd tak mało mówi o człowieku
Anaste, i ja zauważyłam, że obcemu łatwiej się zwierzyć. Może chodzi o obiektywizm, bezemocjonalne podejście do problemu. O ile rozmówca w ogóle chce być pouczany i da nam wyrazić swoje zdanie
.
.
Miałam ochotę usiąść na tej ławce i zostawić ślad. No i przyzwoitość mnie powstrzymała
Tamirian, moc rozmowy (nieraz i monologu) jest wielka. Co innego mówić do siebie w myślach, co innego usłyszeć na zewnątrz to, co się myślało. Chyba niejeden z nas miał taki przypadek – rozwiązuje krzyżówkę i ma odpowiedz na końcu języka. Kiedy przeczyta głos łamigłówkę odpowiedz automatycznie nasuwa się na usta
.
Zezyrok, nie testuję ktosia, bo i tak zaraz wysiądzie i zapomnimy o sobie. Taki, z którym by mnie coś bliżej połączyło, jeszcze się nie spotkałam
. Ale jeszcze szmat drogi przede mnie
.
Lelevina, moje też tak wyglądają
. Zastanawiam się kiedy to się skończy, ale tak się przyzwyczaiłam i mam z tego taka radochę, że aż żal tych twarzy i dziwnych rozmów.
Liparus, kto wymyślił święto zakochanych w samym środku lutego?!
.
Czuję, że posiedzę na tej ławeczce i na wiosnę i w lecie
Ciekawe co nam Walenty przyniesie. Niedzielę?
Ci wszyscy z tłumu zagadując Cię chcą na chwilę opuścić bezładną i bezkształtną masę… przez chwilę pragną być indywidualni tak, jak Ty dla nich.
Jak widz, który chce by go zobaczył aktor….
autobus, no coż, mój środek dojazdu do pracy. 14 h godzin jazdy z przerwami około 15 minutowymi na wyprostowanie kości. Nie chce rozmawiać z ludźmi w drodze, zatapiam się głęboko w swoje przemyślenia. Nie mogę spać, chociaż podroż odbywa się nocą.Najbardziej drażni mnie odór papierosowego dymu, czasami rozbawia do łez rozmowa na komórkę, osoby, ktora zapomina, ze to słychac dobitnie. Cieszy podana kawa nad ranem przez obsługę autokaru. Dla mnie jest to czas przejscia nie tylko granicy fizycznej rzeczywistości, ale tez proces zmiany w nastawieniu psychicznym do świata. Nie da sie tego opisać, kiedy to rano wysiadam w kraju, gdzie nagle wszystko jest inne. Tam czuję się jak ptak wolny w przestworzach, jak ryba w wodzie, ale do momentu zamknięcia w klatce dogorywania życia, która nastraja do ponadludzkich refleksji. Nic nie dało mi takiej siły, jak bycia tam, gdzie jestem potrzebna-docenienie i zapłata za to,za bycie kobietą.
Teraz jadę do Bayern, rutyna już. Chyba polubiłam to co robię i odpowiada mi to. Już nie stresuję się aż tak przed wyjazdem.
Sory ze tak sie rozpisałam, ale takie a nie inne mysli mnie naszły.
Pozdrawiam ciepło.