Otaczam się nimi od zawsze, już niedługo będę miała ich, na co dzień. Potocznie nazywamy ich, my normalni – wariatami. Trochę niedomagają fizycznie, ale najczęściej siada im psycha. Normalni śmieją się z nich, ale pod pozornym ignorowaniem i ośmieszeniem kryje się strach. Strach przed nietypowym zachowaniem, nadmiernymi ruchami rąk albo piskliwym tonem głosu. Kiedy uda im się wejść na chwilę do naszego, znormalizowanego świata, do sklepu czy parku, obrzucani spojrzeniem i obawą w głosie krzyczącego (tu są małe dzieci!), wariaci wycofują się do swojego wewnętrznego, bezpiecznego świata. My, normalni, wolimy karmić swoje dzieci przekleństwami z TV i mieć święty spokój albo wymuskanymi postaciami z bilbordów, wierząc, że ich idealizm nauczy następne pokolenie piękniej i zdrowiej żyć.
Taką przykładową, prozaiczną scenkę z naszego podwórka pokazuje film „Enen”. Pewien mężczyzna podpatrzywszy lokatora swojego sąsiada, który to lokator ciut odbiega od przyjętych norm zachowania, wkracza z psem na posesje sąsiada, domagając się w imieniu „okolicy” usunięcia tego „wypierdka ludzkiego”. Sąsiad wie, że lokator nie jest niebezpieczny, co gorsza, to „normalni” zrobili z niego warzywo dla Domów Opieki Społecznej. Ale też wie, że jeśli wda się w dyskusje i tłumaczenia, w tej chwili zostanie poszczuty psem, a jutro w parku skopany do nieprzytomności. Może uszkodzą mu czaszkę i podziali los lokatora? Niebezpiecznych wariatów zamyka się w psychiatryku, a tych dających sobie radę, próbuje przywrócić się społeczeństwu. Nam. Po co? Pierwsze, co nasuwa się to pieniądze, które łożone z naszych normalnych kieszeni trafią w łapy opieki nad nimi. I tu roi się od precedensów, nie chcemy płacić ani mieć ich koło siebie, na podwórku, w sklepie. Wiec może do gazu?
Jak niewielka linia dzieli wariatów od normalności. Chciałoby się zapytać czym jest normalność. Czy jest taka płaszczyzna i czy dla każdego spełnia te same normy? Im dłużej się zastanawiam, tym dochodzę do jaśniejszego wniosku, że nasza codzienne pogoń niewiele odbiega od domu wariatów. Umiemy usprawiedliwić chamskiego szefa, który traktuje nas jak insekta i rzuca marny ochłap poniżej kwalifikacji. Ale jest praca, dzieci mają co jeść! Tolerować codzienne burdy za ścianą, bo co powiedzą sąsiedzi, tak nie wypada. Traktujemy się jak insekty w walce o lepsze, polityczne stołki. Czy nie lepiej byłoby bez pospiechu patrzeć na bezpieczny świat, w którym ktoś poda obiad, włączy telewizor… Niestety, nie ma tak dobrze, tylko niewielu może liczyć na ten komfort. Oprócz wariatów, zdarza się to pracoholikom, mało odpornym psychicznie albo szukającym azylu kanciarzom. W naszym normalnym świecie nie mówi się o szaleństwie. W większości przypadków jest ono przyjętą normą i ma słały porządek dnia. Gdybyśmy chcieli przesunąć nieznacznie ową normę, okazałoby się, że jest za mało psychatryków, za dużo” normalnych” nie spełniających norm normalności. Nie trudno stać się z tych „ich” nimi samymi. A zresztą… kto by nas pielęgnował i pilnował?



strach-kłamstwo-udawanie-oszukiwanie-kultura-norma-prawo
zyciem rzadzi jednak jedno prawo; dominacja i uległość.
wszelkie dziwactwo(kultura) jest reakcja obronną, próba pominięcia norm nie do przezwyciezenia.
W 2020 roku 20 procent ludnosci w Europie bedzie powyzej 60 roku życia a długośc zycia sie wydłuza. Choroby starcze zwiazane sa scisle z niemożnościa funkcjonowania w społeczeństwie. Wiekszosc starców cierpi na depresje i demencje, wiec co zdominuje świat? Młodość, która zanika?
poobserwujcie sobie zachowania ludzi na Haiti. Gdziez prawo sie podziało i sumienie tych ludzi?
pozdrowka
To chyba najtrafniejsza diagnoza – strach. “Zdrowe” społeczeństwo izoluje się od tych, których uważa za chorych, za innych, za nie-takich.jak-trzeba. Tylko faktycznie brak definicji jak trzeba. I chyba zawsze jej będzie brakować, bo każdy z nas ma w innym miejscu tę granicę między światami.
Jakże często za pomylonych uznajemy takich którzy jedynie czynkolwiek nie wpisują się w nasze widzenie świata czy rzeczywistości. A szkoda, bo przechodzimy obok prawdziwych pereł tylko dlatego że róznią sie odrobinę. Historia jest pełna geniuszy teraz na cokołach, których żyjący obok uznali za pełnoprawnych wariatów.
Sprawiedliwość czasem oddaje im to co powinna:)
A ja lubię tych moich innych, bo dzięki nim uczę się, że tak naprawdę najważniejszy jest uśmiech i branie tego, co przynosi życie bez doszukiwania się drugiego dna.To my “normalni”, gdy jest za normalnie szukamy dziury w całym zamiast cieszy się spokojnie płynącymi godzinami, zamiast dusi siebie “to nie będzie długo, zaraz się zawali”, a niby dlaczego ma się zawalić?
Orchi, zdominują nas starcy, będziemy wspominać młodzieńcze lata
. Ci co będą silniejsi, nie dadzą się za wcześniej posadzić przed TV z workiem na mocz, będą bić się z młodymi o emeryturę. Tylko nielicznym udało się wejść na szczyt, rządzić, jak to nazwałaś. A większość będzie mięsem armatnim. Wszystko zaczyna się w rodzinie, tam, jako dzieci podglądamy schematy rodzinne, uczymy się zachowań prozdrowotnych, które z kolei warunkują nasze zachowania na starość. Bez pewnych zadatków i z wielkiego mózgu nie będzie wielkiego człowieka, a inteligencja może być różne wykorzystana, np. przypadek Hitlera
Magento, myślę, że jest coś więcej – odepchniecie odpowiedzialności i święty nasz normalny spokój. Są instytucje odpowiedzialne za niepełnosprawnych, niech one się nimi zajmują i nie pokazują jaka przyszłość może nas czekać.
Jeśli ktoś z nas zachoruje, izoluję się, dopóki nie wyzdrowieje. A jeśli choroba to całe życie? Pamiętam słowa dziecka – mamo chodźmy stad, zarazimy się.
Tamirian, święta racja. Jak wielu jest ludzi, którzy ciągną swój geniusz w sercach, nikt ich nie widzi, a nie raz posługując się jego wytworem nie zdaje sobie sprawy jak tej ktoś ułatwił mu życie.
A tak zwyczajnie, we wrzasku szukamy porozumienia, nie dociekając dlaczego ktoś wyładował na nas agresje. Nie wszyscy będą nam pasować a musimy ich tolerować, ale czasem sami podkładamy sobie kłody pod nogi.
Kasiu, a mi zrobiło się smutno. Niektórzy mają bardzo ograniczony kontakt z rzeczywistością, niewiele można im pomóc, niewiele nauczyć. Staram się szukać pozytywów, np. obecność w grupie, serdeczność, wspólne posiłki, przyglądanie się zajęciom… Załamuje mnie, że nie pójdą nawet kroczka do przodu.
Kadarko, więcej wiary.Nawet jeśli pójdą, by się cofnąć to i tak warto:))
Kasiu, chyba za dużo bym chciała zrobić , za wiele mam ambicji. Muszę nad sobą popracować
. Warto
to bardzo osobisty temat. mierzę się z nim i mierzę… a on cały czas jest jak góra lodowa.
pozdrawiam.
Lelevino, niby mierzymy się z mniejszym, słabszym, myślę jednak, że te sprawy nas przerastają.
Kadarko, ukłon w Twoją stronę za dobre serce i chęci.:)
Kasiu, ich nieporadność i niewyuczalność muszę rekompensować sobie czymś innym…bo inaczej można się przedwcześnie załamać.