• Moje podwórko Śr, 29 grudnia 2010 Komentarzy: 34

    fot. własna

    Niech każdy pozamiata przed własnymi drzwiami i cały świat będzie czysty.

    - Johann Wolfgang von Goethe

    Facet od remontów ociąga się, podatki wzrastają, a Nowy Rok znów zastanie mnie z pędzlem i miotłą w dłoni :D . W tamtym roku było podobnie – malowałam kuchnię, teraz (z Bożą pomocą) biorą się za łazienkę. Okres poświąteczny to taki czas, w którym zachomikowałam kilka dni wolnego i łudzę się, że zdążę zanim zabraknie mi urlopu i zdrowych nerwów. A potem będę remontowała do wiosny, bo jak to mówią: jaki Sylwester, taki cały rok. Nie przepadam za remontami, ale po tych nastu… latach trzeba odświeżyć (zmienić?) wygląd ścian, które stopiły się z tłem i nie wiem jaki to to ma kolor, czy fakturę.

    Pragnę tylko ostrzec, że wchodzenie do tego przybytku grozi osypującym się tynkiem i wpadnięciem do wiadra z zaprawą. A ja idę sprzątnąć pod drzwiami, żeby nie zabetonował się u mnie kolejny Nowy Rok.

    Do Siego Roku!

  • Moje podwórko Pn, 20 grudnia 2010 Komentarzy: 17
    bombki

    fot. własna

    Czasem, a niejednokrotnie często, dążymy do czegoś, marzymy, wyobrażamy sobie jakby było wspaniale gdyby… Kiedy dosięgniemy celu, a marzenia stają się realne, w ciągłej pogoni niknie zadowolenie z wygranej.
    Dziś mnie rozczarowało, za bardzo je idealizowałam, i mam je już w dłoni. Od dzisiaj czeka mnie nauka i praca. Zadaje sobie tylko pytanie – jaka siła gna mnie wciąż na przód, żeby tak męczyć się życiem?

    Dziś już znaczna część bombek jest plastikowa. Robią konkurencję szklanym, które tłuką się wprost proporcjonalnie do delikatności ich właścicieli.
    Szczęściem jest podniesienie choinki bez ubytków.
    Plastikowe bombki nie dają jednak szansy na zmianę wystroju choinki, czy stroika. Szklane nie dają szansy na sklejenie. Coś za coś – czy to spełnione marzenia w rozbitej bombce, czy widok na najwyższą gałązkę z najpiękniejszą, wieczną bombką.

  • Moje podwórko Pn, 13 grudnia 2010 Komentarzy: 23
    solidarność

    fot. własna

    Mijam tę grafikę codziennie w drodze do pracy. Coś jakby o mnie…
    Zastanawiam się, czy jesteśmy po tej samej stronie barykady.
    Ci, co w imię wychowania i terapii starają się robić coś ponad, ponad marny zarobek. I ci, którzy różnymi sposobami próbują ograniczyć dostęp do wiedzy i świadomości. Głupimi łatwiej kierować. A przecież uprawiamy to samo pole…

  • Przymrużone oczy So, 13 listopada 2010 Komentarzy: 31

    fot. własna

    Człowiek na tratwie żył już tylko nadzieją. Pod skóra wychudłej twarzy rysowały się kości. Z drżących ust dobywało się nieustanne rzężenie. Oczy błyszczały gorączką. Już ponad miesiąc kurczowo czepiał się życia na nędznej wiązce desek. Nagle nowy dźwięk dotarł do jego skołatanej głowy. Zapewne zbliżał się obłęd. Ależ nie! To helikopter powoli nadlatywał nad tratwę. Uratowany! Był uratowany! Rozbitek niezdarnie próbował zatańczyć. Tymczasem z helikoptera spuszczono sznurową drabinkę. Mężczyzna o wychudłej, porosłej krzaczastą brodą twarzy, cały w łachmanach, został brutalnie wypchnięty na stopnie drabinki. Helikopter oddalił się i zniknął. Na tratwie było teraz dwóch rozbitków.

    Roland Topor

    Sen czy jawa? Jeśli sen, to zaciskam mocno powieki próbując wyśnić końcówkę snu. Usilnie staram się zdążyć przed budzikiem. Nie udaje się – dryń, dryń, dryń… Ręka po omacku natyka się na zwichrzoną pościel obok. Ktoś tam leży! Zrywam się. Góra żywego ciała porusza się. Kurna, to jednak rozbitek! Nie jestem sama na mojej wyspie! I na pewno ma coś do zjedzenia!

  • Moje podwórko Pt, 5 listopada 2010 Komentarzy: 13

    Jeszcze nie świta. Dopiero za godzinę niebo przeciągnie się różowym pasem nad horyzontem. Jeszcze pośpię, choć kark łamie się przy utrwalonych załamaniach nawierzchni.

    Błąkam się po sobotnich ulicach Starego Miasta.

    Tydzień temu zwiedzałam bezludne okolice hurtowni wyposażenia łazienek, składów budowlanych i pustostanów. Było późno, nie chciałam wracać do nieznanego pokoju i nieznajomego w nim człowieka. Jeszcze jedna ulica, dwa domy, rozłam i wiadukt. Nieważne, że szybko zgubiłam mapę w głowie, jeśli i tak nie mogłam nikogo spytać o drogę. Masz papierosa albo parę groszy – podejrzane typy zawróciły mnie z drogi i wyszłam drugą stroną miasta. To dopiero sztuka tak zatracić się w drodze! Było tak ciepło, że poszurałam przez cały park w czerwonych liściach. Nikt mnie tu nie znał, nikt nie widział.
    Dziś chciałam spotkać kogoś znajomego.
    Stare Miasto jest ładne – odnowione, ale dyskretnie, tak by gruz nie uszkodził żadnego zabłąkanego człowieka. Kafejki jeszcze zamknięte, kluby już śpią. Chodzę od wystawy do wystawy, od pomnika do Ratusza. Ławki obudzone pierwszymi zmarzniętymi studentami nabierają brązowych rumieńców pod ich surdutami. Niedługo zima. Większość ludzi zostanie w domach.
    A wiesz gdzie można spotkać jakieś fajne licho? Zaspany przechodzień dziwi się zza okularów. Jak to gdzie? Chyba tu jest ten punkt, najładniejsze miejsce w mieście. Po co biegać po nieznanych uliczkach i marnować szansę na spotkanie ciekawej osoby? Nie lepiej siedzieć w jakimś centralnym miejscu? Jeśli ta osoba ma być, choć trochę podobna do ciebie, to wybierze podobne miejsce…

    Biegnę na warsztaty, niekoniecznie w centrum…

  • Niepamiętnik Pn, 1 listopada 2010 Komentarzy: 9

     

    fot. własna

    3 Sierpień

     

    Drogi mój, to już koniec. Ludzie boją się patrzeć na martwe ciało. Zimne, nieruchome, zesztywniałe, Zdają sobie bowiem sprawę z ulotności życia. Bronią się, bo śmierć ich bezpośrednio nie dotyczy. Jeśli są oni – nie ma jej, kiedy jest ona – nie ma ich.. Wolą widzieć oczami wyobraźni żywą osobę, a ściślej mówiąc to, co po niej zostało – wspomnienia, zasługi, osiągnięcia, dobra materialne. Nie podchodzą bliżej człowieka, któremu parę godzin wcześniej podawali rękę, czule się obejmowali, czy siadali przy wspólnym stole. Ciało jest już formą bezosobową – bezduszną, ale czy z racji braku obrony jest pozbawione szacunku? Śmierć. A czym ona jest? Czy tylko pozbawieniem człowieka ciała?

    ***

    Nie mogłam temu zapobiec, lecz umiałabym poskładać w jedną całość każdą cząstkę Twego ciała. Ale było już zimne…. Rigor mortis. Nikt tak po prostu nie umie wetknąć rurki z krwią, pobudzić elektrowstrząsami serca, jeśli już wystygło. Umarł mózg. Gdy Cię znaleźli następował już szybki rozkład ziemskiego bytu. Organizmy biorące udział w rozpadzie wysoko zorganizowanych białek – bakterie, glony, pierwotniaki – wprowadzały powoli rozłożoną materię do obiegu w łańcuch przemian. Kość udowa przebiła skórę, odsłaniając kruchość ciała. Wykrzywione żebra dźgnęły oba płuca, doprowadzając do odmy. Powietrze przedostawało się przez uszkodzoną opłucną płucną, co zadziałało jak zastawka – mogło wejść, nie mogło wyjść. Gdyby w miarę szybko nadeszła pomoc miałbyś jeszcze szanse… Chodź topnieją one przy uszkodzeniu kręgosłupa w odcinku C3 z rozerwaniem wyrostków stawowych, wiązadeł i krążków międzykręgowych.

    Wiem, że męczyłeś się kilka godzin. Małe jednokomórkowe żyjątka pojawiły się już w trakcie Twojej walki o życie. Jedne wypełzły z wnętrza organizmu: z ust, dróg oddechowych, jelit…Inne zaatakowały z zewnątrz. Zrobiły rewolucję w Twym organizmie. Posilające się dodatkowo tlenem spowodowały gnicie, a beztlenowe zapoczątkowały rozkład. Muchy tylko czekały, zwabione agonią, by dać pożywkę swoim larwom. Leżysz teraz cichutko pod grudkami czarnej ziemi i śmiejesz się do mnie ustami bez warg i oczodołami bez gałek. Wiem, że byłoby Ci raźniej gdybym była tam z Tobą i trzymała wyschłą już dłoń, recytując wersy ulubionych wierszy … Jednak stało się to tak szybko. Nie zdążyłam szczycić się uczestnictwem w orgii żywej materii, mającej takie samo prawo dawać życie, jak i je odbierać. Widocznie moja misja Tu nie dobiegła jeszcze końca. Mam tylko nadzieję, że nie przeraża Cię ciemność i świadomość, pełna świadomość tego, co się dzieje z Twoim ciałem.

    ***

    Twoja matka zabrała Cię tam skąd pochodzisz, do cichej wioseczki, gdzieś pod Ukraińską granicą. Maleńki kościółek, starzy ludzie brnący co niedzielę po dywanie z kolorowych liści. Wszyscy Cię tu znali. Ty jeden nie pozwoliłeś związać się kajdanami z ziemią, na której się wychowałeś… a trzymała Cię mocno matka Ziemia, matka Rodzicielka.

    Wyjechałeś, znalazłeś dom, pracę, żonę. Myślałeś; że uda Ci się stworzyć nowy świat z dala od korzeni? Wygrała… Znalazła dla Ciebie miejsce przy samym płocie, gdzie nikt nie przeszkadza w cichych modlitwach do Boga. Za towarzystwo dane Ci będą jedynie łany pszeniczne podpowiadające słowa wyszukanych próśb o ocalenie, wyrastające wprost spod grobów; wiosny zielone, niewinne wzrastające w życiodajne kłosy, kołyszące się na wiotkich łodygach. W Twojej wiosce jest maleńki młyn zaopatrujący jedyną piekarnię. Jak myślisz skąd bierze się ta mąka? Czyżby z tych łanów pszenicy przy cmentarzu?…

    To one karmią mieszkańców wioseczki chlebem, dają im ową starość i ściskają żelaznymi łańcuchami z matką Ziemią. Przyjadę tu za parę lat, słysząc turkot kosiarek i snopowiązałek, gdzie żółte kuczki dają cień zmęczonym ludziom pijącym zsiadłe mleko, a pociągowe konie ciągną mozolnie wozy pełne snopków. Z każdego podwórka będzie słychać warczenie maszyny oddzielającej plewy od ziaren. Koło młyńskie obracane pędem rzeki wprawiając w ruch żarna przyczyniać się będzie do zapewniania przetrwania; z wysokiego komina piekarni wydobywać się będzie wąska smużka białego dymu… Czy pozwoliłbyś mi spróbować tego chleba, z tej piekarni, z tego młyna, z tego łanu… nasiąkniętego Tobą? Muszę usłyszeć to, czego nie zdążyłeś mi powiedzieć i czego nie umiałeś wyrazić. Wyszepczesz mi czule wszystkie modlitwy poskładane w starodawny modlitewnik, jako wstęp do zadośćuczynienia za uciechy cielesnego żywota. Podpowiesz jak należy się modlić, by nie zatracić się w materializmie i uzyskać przebaczenie za to, co się chciało się zrobić dobrze, a co zrobiło źle… Czy mogę pić Twoje soki?

    Spij spokojnie
     

    P.S. Wiem, że masz kontakt z Aniołami. Proszę, wyślij mi chociaż jednego do pomocy. Tak wielu ludzi ginie bezsensowną śmiercią.

  • Listy Pt, 15 października 2010 Komentarzy: 20

    fot. własna

    Nie pamiętam wiele z przeszłości, tylko drobne fragmenty, z których teraz będę próbowała przypomnieć sobie to, o czym nie zdążyłam Ci powiedzieć, a chciałabym, żebyś wiedział.

    Mogę tylko się domyślać, ale ze strzępków rozmów w naszej rodzinie poskładałam, że miałam być chłopcem. Od najmłodszych lat zabierałeś mnie do prac polowych, zbijania skrzynek, wbijania kołków… Pamiętam, jak chodziliśmy na targ, gdzie sprzedawano najróżniejsze gwoździe, śrubki i gadżety dla domu. Ja zajmowałam się oglądaniem tych cudeniek, a Ty, bez poganiania, wybierałeś odpowiedni zawias, czy uszczelkę. Nikomu się nie spieszyło, to był nasz tajemny świat. Ty robiłeś coś pożytecznego, ja uruchamiałam wyobraźnię. Jednak nie byliśmy nigdy blisko, to, że trzymałeś mnie za rękę przy przechodzeniu przez ulicę albo zbieraliśmy jabłka w sadzie, znaczyło jedynie, że jesteśmy koło siebie.

    A czy było między nami jakieś porozumienie? Myślę, że było zwłaszcza wtedy, gdy próbowałeś nauczyć mnie być twardą. Nie pamiętam, żebyś mi to kiedykolwiek mówił wprost, ale to chłopców stawia się na baczność, uczy naprawy urządzeń, pokazuje, że trzeba przebijać mury, chociaż nie starcza do pierwszego i niewiele z tego jest szczęścia. Byłam jednak dziewczynką, którą byle choroba kładła do łóżka. Chyba trochę Cię zawiodłam.

    Nie próbowałam jednak na siłę sprostać Twoim oczekiwaniom. Zapewne, dlatego, że byłeś spokojnym człowiekiem i tylko zmęczenie doprowadzało Cię do ostateczności. Wtedy nadchodził strach i uciekałam w bezpieczny świat mojej głowy. Jako zagrożenie odebrałam urodzenie się mojej siostry, bo to ją traktowałeś, jako wyczekiwaną córkę. Dlaczego tak jest, że pierwsze dziecko jest zawsze ślepcem w ciemnościach, musi torować sobie drogę do serca rodzica maczetą, a to drugie ma już gotową, przytulną polanę? Pierwsze musi doskoczyć i zarobić, drugie być tylko milusim brzdącem, od którego nikt nic nie oczekuje. A może tylko się uczyłeś na mnie, by prawdziwie zrozumieć i kochać moją siostrę?

    Nigdy nie byłam grzecznym, przymilnym dzieckiem, żadną przylepą. Drażniło mnie mazanie się i słabość koleżanek, a szczególnie mojej siostry. Chodziłam swoimi drogami i nic nie mówiłam o kłopotach w szkole. Może czułam, że nikt mi nie pomoże? Nie wiem nawet, czy znalazłbyś czas na rozmowę ze mną. Wiecznie zmęczony albo w pracy. Potem już nie chciałam rozmawiać, byłam za duża byś pogładził mnie po głowie. O uczuciach nigdy nie rozmawialiśmy, ale czuję, że Cię zawiodłam. Musisz wiedzieć, że starałam się zawsze sprostać Twoim oczekiwaniom.

    Nasze uczucia, porozumienia tkwiły we wspólnej pracy. Jak wtedy, gdy tapetowaliśmy wspólnie pokój, kiedy słuchaliśmy muzyki tak głośno, że przybiegł sąsiad, skarżąc się na zbyt hałaśliwe wiertła. Rozumieliśmy się także w śmiechu.
    Pamiętasz jak upierałeś się, bym sama nie jechała do Lublina po jakiś tam element stroju do sukni ślubnej? Bałeś się o mnie, ale nigdy tego nie okazałeś. Dostałeś szału i pojechałeś ze mną. Wiesz jak to dziś odbieram? Oddałeś mnie pod opiekę innemu mężczyźnie, bo nie umiałeś mnie ulepić taką, jaką sobie wymarzyłeś. A ja nie umiałam wspiąć się ponad siebie. Mogłam nauczyć się wielu rzeczy, chłopięcych rzeczy, ale zawsze stałabym w rozkroku, między wyborem tego, co przynależy też dziewczynie.
    Najżywsze wspomnienia mam z wczesnego dzieciństwa, kiedy niosłeś mnie przez śniegi do przedszkola. Kiedy byliśmy na miejscu, byłeś cały mokry, potem chorowałeś. I strasznie mam sobie to za złe. Dziś wiem ile kosztuje wychowanie dziecka. Szkoda, że przekazujemy sobie tej wiedzy w genach, na pewno uniknęlibyśmy wielu błędów. A tak tylko powielamy błędy naszych rodziców.

    Od dawna uczę się życia bez Ciebie, nierzadko brakuje mi Twojego wsparcia i cennej rady. Chociaż ani Ty, ani ja, nie umieliśmy sobie okazać miłości, ona jest. Tkwi głęboko. Bez ostentacyjnego tulenia i pustych deklaracji słownych. Niektórzy tego potrzebują, my potrzebowaliśmy ciszy.

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

luty 2012
P W Ś C P S N
« stycznia    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  

Kategorie

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u