• Niepamiętnik Śr, 18 listopada 2009 Komentarzy: 14

    hotelowy pokoj

    Dlaczego tak jest, że jadąc w jedno miejsce zachwycamy się nim, potem zwiedzamy inne i już jest odmiennie, ba, gorzej? Na pewno nie działa tu prawo pierwszeństwa, byłam w paru miejscach i to przedostatnie przyćmiło wszystkie inne. Ale nie ostatnie.
    Hotel – wygodny, przestronny i łazienka, w której można tańczyć kankana, i wanna z wgłębieniami na świece. Nie zawracałam sobie głowy ścieleniem łóżka, śniadanie urozmaicone samo jakoś pozamiatało znikome okruszki.

    Okolica raczej prowincjonalna, ostatnia stacja metra gwarantowała mały ruch przyhotelowej ulicy. Wiele przygód w środku nocy, za dnia bieg po wykopaliskach w centrum miasta… Przeoczyłam zapewne niejedną osobowość plączącą się na ulicy, niejeden kurhan w ciemności nocy, niejedną restaurację i potrawę. Mało czasu na zobaczenie i zastanowienie. Mało na poczucie zapachu i przytulenie do serca. Mało na uchwycenie odpowiedniego kadru.

    Żal mi czegoś, czego nie można dosięgnąć. Marzeń, które wyzierają ze środka, chociaż usilnie staram się niczego nie projektować. Wiele z nich staje tyłem do jakichkolwiek wyobrażeń. Wiec nie czytam, nie oglądam, daje się prowadzić niespodziance. A jednak nie potrafię być jałowa i zanim zaprzeczę pragnieniom one już sterują wyobraźnią i nastawiają trybiki niespełnienia. Czy to pech? A może brak, tak popularnego, pozytywnego myślenia? Jedno jest pewne – nie wszystko zależy ode mnie. Tylko dlaczego reszta obiecująco nastawiona wywraca się do mnie podszewką?

    O co ci chodzi, kobieto, przecież było tak cudownie? Widocznie w skład mojego szczęścia wchodzą zupełnie inne składniki niż te, które ma mi do zaoferowania życie.

    Nie mogę się wyspać, mam wyschnięte oczy, a gdy je zamknę widzę tylko ostatnie sceny. Smak marzeń i zimno pustego hotelowego pokoju. I znów pakuję się w małą walizkę. Zawartość, znacznie powiększoną martwymi prezentami, upycham kolanem. Do opuszczenia pokoju zostało sporo czasu. Ścielę łóżko i sprzątam, nie chcę zostawiać po sobie zbyt wielu śladów. Perfekcyjny makijaż ukrywa zmarszczki, sińce pod oczami i ślady wczorajszego uśmiechu. Jedyną jeszcze żyjącą rzeczą obok mnie są róże. One nie mogły odpowiedzieć na pytania, które zadaję sobie głośno, ale tak by nikt nie słyszał i tak znajduję odpowiedz – nie można mieć wszystkiego. Jak zdradzona kochanka tulę półmartwe kwiaty, obiecuję sobie, że będę mądrzejsza. Jak dewotka wyrywam przemocą chwile i pielęgnuję na kościelnym ołtarzyku. W pustym hotelom pokoju, na nie do końca wystygłym łóżku.

    One tam zostały.

  • Moje podwórko Wt, 10 listopada 2009 Komentarzy: 18

    Wyjeżdżam, tak po postu, jak rzut kamieniem w zieloną toń. Nie wiem czy umiałabym spakować się przez 10 minut i obejść się bez tego, co niezabrane. Przyzwyczaiłabym się, jak do wielu rzeczy, których niejako spadają z nieba i zostają częścią rzeczywistości. Kiedy owych cudów zabraknie, zakrada się myśl: jak ludzie żyli bez udogodnień? A żyli, i to całkiem nieźle.

    Popatrzmy na te schody. Ludzie upraszając sobie życie wynaleźli dźwig, który wyniesie ich w górę, z bagażami i własnym brzuszkiem. Myślę, że pomysłodawcy, tworząc schody mieli na myśli tych, którym rzeczywiście trudno się poruszać, a że nie da rady stworzenie tylko towarowych schodów, musieli uwzględnić i ludzi. Połączyli pożyteczne z przyjemnym (szczególnie dla dzieciaków). Niestety, udogodnienie nie przeszło bezboleśnie dla naszego ciała. Rozleniwiło nas. I znaleźli się inni, którzy postanowili odwrócić proces – „wróćmy do starego, ono jest lepsze” Wykorzystali element zaskoczenia i nowości, coś, co zachęci ludzkość do przymusowego pozbywania się zasobów wielu kalorycznych posiłków. A że w każdym z nas śpi dziecko reagujące na czuły dźwięk, nie było trudno przewidzieć wyniku eksperymentu. Wbrew pozorom to, co wydaje się bardzo dobre jest gorsze dla czegoś innego.

    Jeśli miałabym wybierać, czym chcę dostać się w odlegle miejsce, mając do dyspozycji samolot i autokar/samochód, wybrałabym drogę lądową. Jedyną różnicą w tych środkach komunikacji jest czas (bezcenny), ale gdybym miała go w zapasie, ślimaczyłabym się po dragach krajów, których raczej nie poznam znad chmur. Coś za coś.

    Wybrać się z jedną torbą, bez całej garkuchni i zaplecza medycznego to szaleństwo. Tak mówi mój kumpel. On zapakowałby do torby puszki wołowiny, makarony i torebki z zupkami. Plus pół apteki. W razie czego. A ja sobie już wyobrażam w pokoju hotelowym dymiący gar z całą powyższą zawartością. Nie – człowieku zapomnij o jeziornych czasach! Nie pomrzemy z głodu! Z nami będzie tylko nowe miejsce, które będziemy chłonąć każdym zmysłem i nic nie musieć. Tylko czuć i napawać się chwilą, z dala od codziennej szarości.

  • Moje podwórko Pt, 6 listopada 2009 Komentarzy: 14

    fot. Enchanters Blood

    fot. własna

    Co kryje się za związkami: pisze jak kura pazurem, trafiło się ślepej kurze ziarno, wygląda jak zmokła kura, ptasi móżdżek albo kura domowa? Drób, po prostu ptasia gromada! I to kobietom przypisana jest najczęściej etykietka z „ptasim móżdżkiem,”, a już na pewno z „kurą domową”. Czy wbrew panującym trendom one same rezygnują z kariery zawodowej, czy też z konieczności i przypisanych odgórnie funkcji kobiecych? Narażone są na tego typu określenia: leniwa, bez ambicji, woli siedzieć na garnuszku męża, kłamie, że lepiej jej w domu z dziećmi…

    Sam epitet ma już w sobie wydźwięk lekceważący, a w moim umyśle szkicuje się obraz zaniedbanej, nieatrakcyjnej kobiety w rozciągniętym dresie, krzątającej się między garkuchnią, łazienką a łóżeczkiem niemowlęcym (ewentualnie swoim własnym). Ten stereotypowy obraz wcale nie musi być prawdziwy. Wyczuwam tu nitkę zazdrości, bo nie każdego stać na zajmowanie się całym domowym przybytkiem 24h na dobę zwłaszcza bez majątkowych korzyści. Może to zazdrość o to, że „kury domowe” nie muszą siedzieć na nudnych konferencjach, jeździć na przymusowe szkolenia i spowiadać się na dywaniku u szefa. Czy złość na kury domowe nie wynika z tego, że jedni mogą pozwolić sobie na tą „ekstrawagancję”, a drudzy muszą zarabiać na dom (i tu też można wyróżnić wiele odcieni bieli)? Najczęściej te kobietki – kurki – są zadowolone ze swojego wyboru; realizują się, jako matki i żony i, oczywiście, strażniczki domowego ogniska. Skąd w nas tyle podobieństw to drobiu? Ty ślepa kuro, niech cię gęś kopnie, jesz jak ptaszek i nie zapuszczaj mi tu żurawia sokolim wzrokiem w notatki, bo i bez tego wiem, że jesteś niebieskim ptakiem. Jak zwykle trzymasz dwie sroki za ogon, a gołąb na dachu siedzi wróbla strasząc, ale wiesz… jedna jaskółka wiosny nie czyni. Wzięłaś byka za indyka?

    To dlatego tak się na czerwienią sępisz, już myślisz o tej inauguracyjnej niedzieli. I jeszcze wrócę do „ptasich móżdżków” . Gabaryty mózgu mają znaczenie, przynajmniej, jeśli chodzi o ptaki. Ornitolodzy twierdzą, że ptaki z większymi główkami lepiej sobie radzą w życiu, a ich populacja utrzymuje się na optymalnym poziomie. Te z małymi móżdżkami nie potrafią regulować sowich zachowań i padają ofiarą mądrzejszych jednostek. Więc wśród ptaków owe uczenie się, rozwiązywanie problemów i lepsze wykorzystywanie swoich szans jest także zróżnicowane. Jeśli pogardliwie mówimy czasem o ptasim móżdżku, watro zaznaczyć, że to o mały ptasi a nie ludzki móżdżek chodzi.

  • Pętla So, 31 października 2009 Komentarzy: 13

    krzyz celtycki
    I znów będą za mną szły

    Szepcące, kamienne pomniki

    Uderzając w kawałek serca

    W kwestach i modlitwach

    Dziś czas posłuchać

    Lastryko, granit, drewno…

    Połączone w pochodzie zniczy

    Milczące wypominki

  • Nocne rozmowy Śr, 28 października 2009 Komentarzy: 15

    fot. foureyes

    fot. foureyes


    Człowiek ciągle szuka, w tej dziewczynie, w nicku, w rozmowie na czacie, w blogowych notkach. Dowartościowania, drugiej połówki, romansu, czegoś, co popchnie do przodu? Brakującego elementu wesołej układanki?

    Lubię przyglądać się ludziom, przez to poznaję siebie. Chociaż wiele z zachowań w necie jest podobnych realnym, tu, pomimo ograniczenia wizualnego, odwaga słów kreśli wyraźniej potrzeby szukających. I jest na to popyt, bo skoro nie udało się w prawdziwym świecie, może internet, przepastne źródło ludzkich charakterów, będzie nam sprzyjał w poznaniu kochanej połówki?

    Ludzie przeróżnie się dobierają, ale chyba celem każdego związku jest dążenie do ciągłego doskonalenia poprzez, chociażby, uzupełnianie się. Jeśli się rozstają przyczyną nie musi być wielka namiętność, a znalezienie partnera, który zastąpi lukę w ich rozwoju. Ona oczywiście rozpacza, przechodzi załamanie, bo widzi przy jego boku szansę dla siebie. On stwierdził, że ona go hamuje w domu, przy tym nie ma nic ciekawego do powiedzenia.

    Ile razy widzę ludzi, którzy szukają w drugim jedynego zadowolenia seksualnego bez poszanowania partnera, wybuchają gniewem w razie jakiegoś błahego sprzeciwu, żądają prezentów albo starają się o względy każdego, kto zapewni im dobry byt i bezpieczeństwo, i przychodzi mi na myśl małe dziecko. Czy też: on arogancki, chce upokarzać, chwali się, że jest niewierny żonie, aby pokazać jaki jest silny i pozbawiony skrupułów. Wyłącza ją z życia towarzyskiego, traktuje z ironią, okazuje niezadowolenie i krytykuje.

    Nietrudno było mi się dokopać, o co w tym wszystkim chodzi (choć nie tego szukałam ;) ). A chodzi o narcyzm, rozwój psychoseksualny dziecka.

    Widzimy to codziennie, jak nie karmi nas telewizja, to artykuły w gazetach albo koleżanka przy kawie. Niektórzy pozostają dziećmi, chociaż metryka mówi coś odmiennego, i w partnerze szukają wyrównania braków w rozwoju. Partner, jeśli wyrósł z narcyzmu, prędzej czy później odejdzie, chcąc rozwijać się dalej i pełniej z równym sobie człowiekiem.

    Faza narcyzmu u dziecka kończy się, kiedy zda ono sobie sprawę, że miłe i niemiłe zdarzenia są powodowane przez tę sama osobą. A co z dorosłym człowiekiem, który bierze drugiego, jako przedmiot własnej użyteczności, pasożytuje na nim, jest zawistny i nic nie daje w zamian, ani uczucia, ani pieniędzy?

    W internecie bardzo łatwo się pomylić i choć istnieją szczęśliwe związki dwóch sieciowych połówek, zastanawiałabym się czy uporczywe szukanie kolejnego romansu, bliskiej osoby ma sens. Po pierwsze inna rzeczywistość, po drugie i przede wszystkim – drugie, trzecie związki mogą się nie udać w ten sam sposób jak pierwsze, bo nic się wewnętrznie nie zmieni w szukającej osobie. Ona szuka rozwiązań zewnętrznych, właściwego obiektu, który zaspokoi jej narcystyczne kaprysy. I nawet dziesiąty partner, tak bardzo upragniony, nie będzie mógł być odnaleziony.

  • Przymrużone oczy N, 25 października 2009 Komentarzy: 14

    orzech

    Zbieram kiedyś kamienie – kolorowe, małe i duże, wolałam jednak gładkie niż z wypustkami. Wszystkie miały jedną cechę wspólną, były zimne. Lubiłam trzymać je w kieszeni, zajmowały mi ręce, gdy byłam zdenerwowana, doskonale dopasowywały się do dłoni. Za każdym razem, kiedy je odnajdywałam, oddawałam im część swojego ciepła. Zastanawiam się czy one też mi coś dawały. Może wiarę bycia tu i teraz (a czy kamieniom nie jest wszędzie dobrze?), może pragnienie posiadania właściciela… A może to one czerpały siłę ze mnie, nie dając nic w zamian?

    Kamienie, niby twarde, po jakimś czasie cierpliwego żłobienia zmieniały kształt. Były wśród nich szczególne, które kaleczyły dłonie, innych nie dało się wygładzić. Wiem, że czasami próbowałam na siłę złagodzić kanty i znaleźć ciepło tam, gdzie go nie było. Albo w niewielkim cieple dostrzegałam o wiele większy potencjał i robiłam sobie wyobrażenia, których żaden kamień nie był w stanie spełnić. Nie umiałam ich oswoić, a zabierały wiele mojej siły. Był to czas, gdy głód ciepła przemieniał się w straszną iluzję, poświęcałam zbyt wiele i zostawałam z niczym.

    Pomimo wszystko szkoda mi kamiennych znajomości – kamieni których ani moje ciepło, ani cierpliwość nie zdołały ugłaskać na tyle, by otworzyły się na świat. Pozostaną zimne, raniące ciało i niezmienne w swym zatwardzeniu.

    Stopniowo każdy kamień staje się moim wrogiem.

  • Pętla Pn, 19 października 2009 Komentarzy: 11

    fot. bazsa

    fot. bazsa

    Moje Archiwum jest jak wór

    Czarny i przepastny

    Im głębiej wkładam dłoń

    Tym większe cuda wyciągam

    Plączą się na kiju

    Wiją jak żmija

    Chcą wessać do środka

    By nie dać się oswoić

    Boją się światła

    Gołe umrą śmiercią wisielca

    W słońcu, na drzewie poznania

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

maj 2012
P W Ś C P S N
« kwietnia    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u