fot. własna, Barceloneta
Ile trzeba budować zaufanie, żeby swobodnie rozmawiać?
Zaufanie może mieć różne rozmiary. Jest dużo zależności… czy to będzie facet czy babka, czy lekarz czy kolega z uczelni, jaki będzie miał rys twarzy, czy nie zdradzi się z niechcianymi zamiarami… A wzajemność? Podejrzewam, że jest jedną z podstaw, o ile opierana jest na szczerości. O wiele prościej zacząć rozmowę, kiedy mamy wspólny temat a potem, kiedy rozmówca odwzajemni i dołoży garść doświadczeń czy swoje wyobrażenia. Zaufanie rodzi się po paru spotkaniach. Powstaje jakaś forma kontaktu, oznaczająca istnienie zrozumienia, harmonii i jedności. Oczywiście zrozumienie nigdy nie będzie całkowite, ale można oczekiwać, że będzie poprawiało się w miarę rozwoju relacji i polepszania kontaktu. Gdy porozumienie jest głębsze rozmówca nie może dotknąć czy urazić. Jeśli powie coś, co może być odebrane, jako obraźliwe, polemista obróci to w żart albo nie potraktuje tego poważnie. Jeśli kontakt jest dobry powstaje nić zaufania i lubienia się, ale tylko wtedy, gdy druga strona jest zaangażowana we wzajemną rozmowę i ma pozytywne oczekiwania. Przyjaciel. Nieważne, czy to facet czy babka. Ważne, że zainteresował się mną jak człowiekiem, dawał wsparcie i cierpliwie słuchał. Na początku mówił on, ja słuchałam, nie mogąc wydobyć słowa. Nie umiałam wyrażać głośno swojego wewnętrznego świata, o uczuciach nawet nie wspomnę.
Umiałam rozmawiać tylko sama ze sobą. Dialog ze światem ograniczał się jedynie do konkretów, oczywistych faktów i niezbędnych ogólników. Nigdy nie byłam kimś, kto mieli ozorem dla samego dźwięku słowa albo żeby nie czuć się samotnym. Jedni włączają telewizor, by wypełnić pomieszczenie, drudzy gadają bezgłośnie do własnych myśli. Bardziej odpowiadało mi to drugie. To on uświadomił mi, że nie umiem być sama ze sobą. Granica między rozmową ze sobą, a byciem ze sobą polega na umiejętności bicia się z niechcianymi sprawami. Nie dopuszczając trudności, nie konfrontując się bezpośrednio z czymś, co mi nie na rękę uciekałam, zagłaskując problem. Ale on był, rósł w siłę głęboko zepchnięty do podświadomości. Teraz uczę się wygrzebywać brudy i robię pranie. To boli, ale o wiele mniej niż, gdybym dawała mu się rozhasać i przejmować kontrolę. Ból jest oznaką choroby, ale uczucia nie bolą, a jednak większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że to one wywołują choroby fizyczne. Są objawy, robi się badania i nic, wszystkie narządy wewnętrzne są zdrowe, a ból pozostaje, jakby był bólem istnienia. Albo wręcz odwrotne – potrafimy wewnętrznymi myślami wywołać chorobę, np. raka. Każdy nosi nowotwór w sobie i wiele zależy od nas – czy i kiedy się uaktywni. Przyjaciel łagodzi ból, nie musi nic mówić, wystarczy, że jest i słucha. Czasem rzuci drobne pytanie, trafne spostrzeżenie i staje się lekarstwem na większość moje bolączki.


Komentarzy: 14 do wpisu "Ten drugi…"
hmmm…Myslę że ten czas zależy od drugiego człowieka. czasem po kilku minutach rozmowy-wiesz że to będzie przyjaciel, albo przynajmniej-ma na niego zadatki-a czasem trzeba cierpliwości. Prawdę mówiąc uzywam tego słowa w stosunku do…dwóch osób..:)Kiedyś było ich więcej ale jak to bywa-los zrobił naturalną selekcję. Teraz jestem niesamowicie nieufny.
miałam to szczęście, że znalazłam osoby, które wyciągnęły mnie z siebie – że tak powiem. rozmowy z samym sobą również trzeba się nauczyć. jeżeli ma się dobre relacje z własnym jestestwem, to innych ludzi traktuje się… lepiej? nie wiem jeszcze jak to określić właściwie. jestem teraz właśnie na etapie integrowania się ze światem. nie ma już okna-szyby, zza którego wszystko obserwuję. ale jestem gdzieś w połowie drogi. przyjaciel bardzo pomaga:)
Przeczytałam a teraz pomyślę nad tymi kilkoma sprawami, nad rozmiarami zaufania, sposobem jego budowana, skąd wiadomo, że ufamy, że warto zaufać, nad przyjaźnią i chorobą jako objawem wewnętrznych problemów. zacznę może od tego ostatniego…
pozdrawiam serdecznie:)
Tamirian, jeśli popatrzę w przeszłość nie miałam zbytnich powodów by komuś ufać. Myślę o postronnych osobach, nie o rodzinie. Jeśli nie wiem dlaczego ktoś nadszarpną moje zaufanie, to zastanawiam się co ja takiego robiłam, czym sprowokowałam. Oczywiście może nie być w tym mojej winy, ale nawet samo nie „pójście na rękę”, inne spojrzenie na daną sprawę, czyli nie uszanowanie zdania kolegi/przyjaciela, stawia tego człowieka pod znakiem zapytania, czy nadaje się na kogoś bliskiego.
Czas-los pięknie selekcjonuje, Był czas, kiedy myślałam, że sama sobie jestem przyjacielem.
Lelevina
.
Właśnie, niekoniecznie od razu przyjaciel, ktoś kto umie słuchać i wiadomo, że nie skrzywdzi. Coś w tym jest, że jak się siebie lubi i umie wewnętrznie, pozytywnie rozmawiać wychodzi się pewniej, bardziej ufnie do drugiej osoby, na zewnątrz. Tylko jest problem z wyborem tej osoby, czy ona też chce i umie odwzajemnić relacje. Jest lęk, bo opieramy się na wcześniejszych doświadczeniach. Miałaś szczęście
Zen, myślę, że dla każdego człowieka nawet sama chęć zaufania kieruje się różnymi przesłankami. Dziś, siedząc w poczekalni , słyszałam dość nieprzyjemną rozmową pani doktor i pacjentki, która rzekomo czekała na nią od godziny. Pani rejestratorka zapytana o obecność lekarza w gabinecie odpowiedziała, że na chwilę ta wyszła. Pacjenta była taktowna, nie zapukała i okazało się, że wizyta przepadła, a lekarka miał zajęte terminy do stycznia. Nieporozumienie. Ton w jaki lekarka cedziła słowa, złość i obojętność na prośby zatrząsły mną i byłam zadowolona, że mój lekarz jest bardziej ludzki. Może nie postawiłam go jeszcze w takiej sytuacji
.
No i wyciągnęłam jeszcze jeden wgląd w zaufanie – gdy musisz zaufać, bo inaczej nici z leczenia..
To jest jakaś chemia. Czasem wiadomo po kilku zdaniach, że z tą osobą można konie kraść, albo rozmawiać o trudnych sprawach, albo wcale nie rozmawiać i to też stan jak najbardziej naturalny, niewymuszony. Kiedy naprawdę dobrze się z kimś czuję, to wcale nie mam słowotoku. Można mówić albo nie mówić, a i tak istnieje jakiś rodzaj “wspólnoty”. W każdym razie po tej pierwszej, instynktownej zgodności jest czas na cierpliwe poznawanie. Dobrze jest mieć kogo tak bliskiego
Z osobą, która jest dla nas kimś bliskim (lubianym, kochanym), to jest nawet o czym pomilczeć
Magento, oby nie taka chemia, która pada koło miłości
. To czasami trudno odróżnić.
Logosie, można pomilczeć na złe i dobre
To duże słowo przyjaciel.
Dobrze, gdy jest z kimś pogadać.
Przyjaciel to ktoś za kim tęsknimy, gdy go nie ma. Gdy jest tuż obok widzimy jego wady i niedoskonałości i… nieprzystawalność do naszych oczekiwań. Przyjaźń to wieczna tęsknota za nieosiągalnym.
Zaufanie, przyjaźń dziwne i niedokońca poznane… może dlatego tak bardzo ich pragniemy…
Kasiu, choćby jeden
.
Sadoq, ilu takich ludzi poznajemy wciągu życia? A potem wybieramy inne drogi i przypominamy sobie o nich po wielu latach. Ale i my i oni są innymi już ludźmi, przyjaźń się rozsypuje.
Zezyrok, ilu ludzi, tyle zaopatrywań na miłość/przyjaźń. Pragniemy przygody