Dlaczego tak jest, że jadąc w jedno miejsce zachwycamy się nim, potem zwiedzamy inne i już jest odmiennie, ba, gorzej? Na pewno nie działa tu prawo pierwszeństwa, byłam w paru miejscach i to przedostatnie przyćmiło wszystkie inne. Ale nie ostatnie.
Hotel – wygodny, przestronny i łazienka, w której można tańczyć kankana, i wanna z wgłębieniami na świece. Nie zawracałam sobie głowy ścieleniem łóżka, śniadanie urozmaicone samo jakoś pozamiatało znikome okruszki.
Okolica raczej prowincjonalna, ostatnia stacja metra gwarantowała mały ruch przyhotelowej ulicy. Wiele przygód w środku nocy, za dnia bieg po wykopaliskach w centrum miasta… Przeoczyłam zapewne niejedną osobowość plączącą się na ulicy, niejeden kurhan w ciemności nocy, niejedną restaurację i potrawę. Mało czasu na zobaczenie i zastanowienie. Mało na poczucie zapachu i przytulenie do serca. Mało na uchwycenie odpowiedniego kadru.
Żal mi czegoś, czego nie można dosięgnąć. Marzeń, które wyzierają ze środka, chociaż usilnie staram się niczego nie projektować. Wiele z nich staje tyłem do jakichkolwiek wyobrażeń. Wiec nie czytam, nie oglądam, daje się prowadzić niespodziance. A jednak nie potrafię być jałowa i zanim zaprzeczę pragnieniom one już sterują wyobraźnią i nastawiają trybiki niespełnienia. Czy to pech? A może brak, tak popularnego, pozytywnego myślenia? Jedno jest pewne – nie wszystko zależy ode mnie. Tylko dlaczego reszta obiecująco nastawiona wywraca się do mnie podszewką?
O co ci chodzi, kobieto, przecież było tak cudownie? Widocznie w skład mojego szczęścia wchodzą zupełnie inne składniki niż te, które ma mi do zaoferowania życie.
Nie mogę się wyspać, mam wyschnięte oczy, a gdy je zamknę widzę tylko ostatnie sceny. Smak marzeń i zimno pustego hotelowego pokoju. I znów pakuję się w małą walizkę. Zawartość, znacznie powiększoną martwymi prezentami, upycham kolanem. Do opuszczenia pokoju zostało sporo czasu. Ścielę łóżko i sprzątam, nie chcę zostawiać po sobie zbyt wielu śladów. Perfekcyjny makijaż ukrywa zmarszczki, sińce pod oczami i ślady wczorajszego uśmiechu. Jedyną jeszcze żyjącą rzeczą obok mnie są róże. One nie mogły odpowiedzieć na pytania, które zadaję sobie głośno, ale tak by nikt nie słyszał i tak znajduję odpowiedz – nie można mieć wszystkiego. Jak zdradzona kochanka tulę półmartwe kwiaty, obiecuję sobie, że będę mądrzejsza. Jak dewotka wyrywam przemocą chwile i pielęgnuję na kościelnym ołtarzyku. W pustym hotelom pokoju, na nie do końca wystygłym łóżku.
One tam zostały.


Komentarzy: 14 do wpisu "Ołtarzyk szczęścia"
Ależ powiało smutkiem…
Kobieto! Hotelowe pokoje kryją tyle opowieści…
Pojechałabyś tam jeszcze raz?
czyżbyś była zaiedzona podróżą…. fakt nie zawsze można mieć tego na co taak mocno liczyliśmy…
Kasiu, pojechałabym, ale na innych warunkach
.
Zezyrok, nie zawsze to, co jest ostatnią sceną w teatrze marzeń jest najważniejsze. Jest jeszcze środek i początek, z nich wysnuwam inne wnioski
.
No taaak.. jako facet przyznaje sie do błedu we mnie odegrał dzwiek ostatnich wspomnień teatr zupełnie innych skojarzeń…
zaniemówilam,
zablysnął chwilą
w lustrze obrazów
krzyk istnienia.
pomilczę lepiej,
zamyslę głeboko,
drżacym oddechem
ukryję nawet ciszę.
Jestes jak czerń i żółcień,
jak brzytwa i puch,
jak ogień i lód,
jak okręt i listek na wodzie,
jak kotwica i nurt,
skłucona ze światem,
lecz nie ze sobą.
Podobno nie wszystko możemy mieć i nie wszędzie możemy być. Jasna sprawa. W sumie wcale nie tak trudno się pogodzić z tą myślą. Człowiek byłby strasznie zaganiany
Ale zawsze będzie Coś, czego będziemy żałować. S tym sensie, że nie poszło po naszej myśli.
Nie do końca tylko wiem, co robić z takimi Cosiami, które bardzo chciałam, mieć, nie miałam i bardzo szybko się okazało, że się całkowicie spokojnie bez nich obywam. Ba! Szybko przestawały zaprzątać moje myśli
Pilnie kupię marzenia do spełnienia .
Mam jeszcze trochę miejsca w walizce ..
Zezyrok, wszystko zależy od jednej chwili, ja dziś czytając twierdzę, że rozwarstwiam włos na czworo…
Orchi, a kto się ze światem nie kłoci? Nawet walczę ze sobą, choć to bezsens… Oglądam się czy przypadkiem nie depce swojego ogona
Magento, niemożliwością byłoby się rozwodzić nad wszystkim. Dlatego chce nam się podróżować, czytać, poznawać ludzi… A ja sobie urządzam mój mały świat, wiem, że nie liznę nawet cząsteczki, ale odganiam leniucha we mnie i poganiam się pejczem
Floro, kupiłabym wytrych, które otwiera drzwi do ich spełnienia
.
Pozdrawiam i przepraszam za awarię (jeśli ktoś tu jeszcze zagląda).
Marzenia są jak hotelowe pokoje
Zmieniają się , pełne są ludzi i miejsc i tak samo różnią się komfortem , wystrojem i praktycznością
Anaste, gdyby tak ściany hotelowe zechciały przemówić
.