• Nocne rozmowy Pt, 16 października 2009

    fot. Ilidio Fernandes

    fot. Ilidio Fernandes


    Czy pani jest dziś przygotowana? – zapytał.

    Głupio mi znów go zawieść. Pewnie miał nadzieję, że usłyszy coś pikantnego albo ciekawszego niż poprzednio. Moje codzienne ble-ble nie zainteresowałoby żadnego faceta, ale mi po prostu było go szkoda, bo skoro co chwilka słucha skwierczeń starych panien, a co gorsza znudzonych mężatek, to niebawem stanie się zramolałym capem i nawet mnie, gnuśnej babie, nie będzie chciało się z nim gadać. A to nie pomogłoby jego karierze.

    Nie, miałam dziś za dużo sympatii dla tego pana. Moglibyśmy na przykład wyjść na spacer, policzyć emerytów na ławce i zastanowić się skąd tyle frustratów na świecie. On by powiedział, że z niezaspokojonych potrzeb, a ja, że z nieodpowiednich partnerów. Albo zaczepić panią rozdającą bankowe ulotki – pani długo tak musi stać? Dopóki nie rozdam wszystkich, wyjaśniłaby, ale w taką pogodę prawie nikogo nie ma na ulicy, wiec postoję cały dzień.

    O kurde! Zapomniałam! Dziś atak zimy! Proszę pana, wracamy do pokoju, nie ma spacerku – przykro mi…
    Popatrzyłam na jego uśmiech i nadzieję, że w końcu się wydarzy się coś ciekawszego niż nowe obicie fotela czy tablica edukacyjna.

    - One nie mówią i nie czują – pani, tak. Proszę…
    …nie fantazjować – dokończyłam za niego.

    Zamknęłam oczy i dałam ponieść się przeszłości. Sytuacjom i skojarzeniom.

    Biel. Białe czapy śniegu uwieszone na zielonych liściach. Ciężkie gałęzie grona niemalże całują ziemię. Z miłości? Plują na chodnik z nienawiści do zawirowań pogody! Jedna z białych czap spada mi na głowę. O jakie szczęście, że nałożyłam czapkę. W butach chlubie. Niezgrabne płaty śniegu oblepiają ubranie, lecą na szyby, a stykając się zmieniają się w strużki wody.

    Biel to: gołębie szukające schronienia w załamaniach starych kamienic, zaczepiające przechodniów na skwerze, śmiało wydziobujące resztki bułki z ręki dziecka; Paryż i „Spóźnienie kochankowie”; użyźnione odchodami pomniki Szopena i Zygmunta III Wazy i mój balkon na dziewiątym piętrze. Zasrańce zlatywały się na wszystkie balkony, ale większość była zabudowana, wiec siłą pędu lądowały na naszej balkonowej kuchennej szafce. Już dawno dałam sobie spokój ze sprzątaniem białych odchodów, chyba, że w planach było rozpalanie grilla. Ale tego ranka zdarzyło się coś dziwnego. Padało gęsto, najpierw śnieg z deszczem, potem deszcz. W tej agonii pogody usłyszałam walenie w drzwi balkonowe. Jak ktoś mógł być na balkonie?! Bzdura! Ale przed wejściowymi drzwiami nikt nie stał! Dostałam omamów, kiedy zobaczyłam na balkonie faceta w białym podkoszulku ślizgającego się gołymi stopami… wiadomo, po czym. Gołąb zamieniony w człowieka? Nie otworzyłabym zasrańcowi, człowiek jednak miał pierwszeństwo! Wpadł do mieszkania jak na skrzydłach i począł dziękować. Chciał już wyfrunąć, kiedy, po parosekundowym dyszeniu, zażądałam wyjaśnień.

    - Pan jest gołębiem pocztowym? Przynosi pan dobre nowiny?

    Popatrzył ma mnie jak na mocno zawianą, choć to od niego niezdrowo pachniało wiatrem i przetrawionym bimbrem.

    - Ej, chcesz wrócić na balkon do pobratymców?! – zastawiłam mu drogę do wyjścia.

    Okazało się, że nie jest gołębiem, tylko zwykłym facetem z jedenastego piętra. Koledzy chcieli kolegę troszkę przewietrzyć i wystawili na balkon. A że szybko zapomnieli o podaniu mu reszty odzienia i zakonczonym czasie wietrzenia, spowodowało to desperacki czyn kolegi – gołebia, czyli zejście piętro niżej. Desperacją było rozbicie okna, ale schodzenie po balustradzie w strugach deszczu zakrawało… Na co? Na świętą gołębicę? Pani z dziesiątego piętra odmówiła wpuszczenia kolegi, a raczej wypuszczenia, z mieszkania, bo czyn ów powtarzał się już po raz któryś. I pewnie podejrzewała, że kątem oka jej nieproszony gość łapie do pamięci co cenniejsze przedmioty. Nastraszony policją zszedł na dziewiąte. W moim mieszkaniu też mogło w nikogo nie być… właściwie dziwie się, dlaczego kolega nie zmierzył się z całym blokiem? Miałby co opowiadać koleżkom przy partyjce rozbieranego pokera.

    - Może pani nie ironizować?
    - On chciał tylko przetrwać, to pierwotna potrzeba…

    Otworzyłam oczy. Za oknem było biało.

    - Może jednak pójdziemy na spacer i ulepimy bałwana?
    - Bałwany nie przetrwają w cieple, nawet jeśli przebrałaby go pani w białą koszulę…

    Autor: Kadarka @ 00:03 z kategorii Nocne rozmowy |

    Komentarzy: 15 do wpisu "B jak biel, bałwan i gołąb też"

    • zakrętka says:

      Pięknie mi się czytało…
      :)

    • tamirian says:

      Niezwykle o zwykłości.Masz pióro.:)Pozdrawiam:)

    • Kasia says:

      Brama, a za bramą wszystkie tajemnice, które chowasz przed obcymi. Czasem przysiadają ptaki, którymi wysłuchują cichych zwierzeń…
      Kadarko, bardzo mi się spodobał ten wpis, .Przypomniał mi Kadarkę u której zagościłam dość dawno temu, i która mnie zatrzymała tym, jak patrzy na świat.
      Ten tekst przypomniał mi Twój dawny blog i dobre chwile który tam spędzałam , podczytując Cię…
      Wariatów nie brakuje, co? Akrobata wyższych lotów.Dobrze, że nie nauczył się przed przypadek latania;)))

    • Kadarka says:

      Zakrętko, cieszę się ;)

      Tamirian, niezwykłe było jak ten facet wylądował u mnie na balkonie :P

    • Kadarka says:

      Kasiu, najważniejsze, że ja wiem o co mi chodziło, a wpisy będę po pewnym czasie pełnić rolę pamiętnika, do którego wracam.

      Pan gołąb-nielot był w wielkiej desperacji :D .

      Chyba robię coś źle, skoro wspominasz stare – dobre czasy? Nie przekreślam przeszłości, dawne miejsce jednak nie wróci, ale mogłabyś coś podpowiedzieć co jest nie dobre w innych wpisach?

    • Kasia says:

      Kadarko, po prostu ten wpis przypomniał mi dawne twoje pisanie, co nie znaczy, że nowe wpisy są złe:P

    • Kadarka says:

      Teraz wiem, chodzi o styl. Nie przeskoczę swoich doświadczeń :)

    • zezyrok says:

      długo czytałem kilkakrotnie … pięknie…

    • Kadarka says:

      Zezyrok, ciężko zrozumieć co mi chodzi po głowie :D . Robię sobie mapy

    • magenta says:

      Spektrum białego koloru zawiera wszystkie kolory :)

    • Logos Amicus says:

      Dziwne rzeczy dzieją się na świecie, a zwłaszcza… w blokowiskach :)
      Np. spuszczający się – z 11 piętra! – faceci :)

      PS. Zaraz zerknę czy aby jakaś pani w (mokrym) podkoszulku nie schodzi do mnie z wyższego piętra :)

    • Kadarka says:

      Magento, sugerujesz, że mam omamy? :D

    • Kadarka says:

      Logosie, zapomniałam na długi czas o tej historii. Teraz wydaje się nieprawdopodobna, zwłaszcza, kiedy wplotłam ją w zupełnie inną ;) .
      Faceci są gotowi do różnych desperacji, bez asekuracji :)

    • Anaste says:

      Znalazłam kiedyś na balkonie biały podkoszulek . To pewnie pozostałość po jakimś zbłąkanym wędrowcu balkonowym :) :) Na szczęście już nie mieszkam w blokowisku i mam z głowy latające majty i ręczniki :) :)

    • Kadarka says:

      Co ja znadywałam na swoim balkonie lepiej przemilczę ;) . Ale znacznie gorzej było, kiedy czegoś ubywało… no i komu potrzebne były obce gacie?

    Leave a Reply

    Your email address will not be published. Required fields are marked *

    You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong> <font color="" face="" size=""> <span style="">

    Preview:

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

październik 2009
P W Ś C P S N
« września   listopada »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u