
Wieczory coraz chłodniejsze, noce jeszcze zimniejsze. Oni już rankiem siedzą na ławce. Po południu zmieniają ławkę, by łapać ostatnie promienie lata. Bezdomni. Nie wiem skąd się wzięli akurat w tym miejscu. Pomiędzy śmietnikiem, sklepem całodobowym, a maleńkim parkiem z nielicznymi ławkami. Śmietnik to dobre miejsce, aby się przespać. Co pewien czas ktoś wyrzuci fotel albo zepsutą wersalkę, zdarza się nietknięty chleb, słoik ze starymi ogórkami, cebula…
Gdy przemierzam to miejsce jest już za późno, żeby zobaczyć czy bezdomni śpią na prowizorycznym łóżku. Ich łachy walają się pod śmietnikiem, a oni sami, bojąc się straży miejskiej, okupują nagrzaną ławkę. Co im może zrobić straż? Wlepić mandat? W najgorszym przypadku przepędzić albo wysłać do noclegowni, której w naszym mieście nie ma. Bezdomni udają wiec, że są zwykłymi podziwiaczami łona natury. Wsuwają znalezionego pomidora, brudnymi palcami wybierają prażone jabłka ze słoika, a czasem zagryzają świeżą bułką, jeśli trafi się miłosierny ofiarodawca. Wózek, który czasem stoi koło nich, to jedyna ich cenna rzecz. Bezpieczniej jest postawić go pod śmietnikiem, bo wszystko, co zawiera jest tylko kawałkami prawdziwego domu. Z jednej strony nikt nie pochełpi się na wózek (może śmieciarze, ale bezdomni znają godziny ich najazdów), z drugiej – straż nie będzie się czepiała jawnej bezdomności. Ale wszyscy doskonale wiedzą, i staż i policja, nawet sami zainteresowani, że niedługo pierwsze przymrozki, jesienne słoty, i sama aura zrobi porządek z brudnymi ludźmi. Wyczyści park i miejsce spotkań pod śmietnikiem. Co się będą przemęczać i wywozić ludzi do innego miasta.

Komentarzy: 19 do wpisu "Zasiedzenie"
nie lubię bezdomnych, nie cierpię widoku grzebiących w śmieciach biedaków, udaję, że nie widzę i nie słyszę. boję się, że kiedyś będę w tym samym miejscu, co oni – bezdomna, bezpieniężna, bez-wszystkiego. boję się, bo nie umiem uczestniczyć w społeczeństwie – oni także nie potrafią. boję się, że zwariuję, bo w sumie mam szaleństwo w genach i… po prostu się boję, że to będzie taka samospełniająca się przepowiednia.
Nie myślałam o bezdomności w kategoriach osobistych. Zauważam bezdomnych, jak zwykłych ludzi, ciekawa jestem, co pchnęło ich do takiego życia. A strach? Zawsze jest przed niewiadomym, brudnym, nieprzewidywalnym. Pewnie bałabym się, gdyby podszedł do mnie i zażądał pieniędzy. Bo bezdomność od razu kojarzy się z wymuszaniem. Straszne jest takie życie i strach.. oni bardziej się boją i niewiele mając do stracenia, sięgają po dziwne sposoby.
to też, ludzie boją się agresji. ale też ciężko jest im dzielić się pieniędzmi z zaczepliwymi pijaczkami, wysiadującymi pod sklepem. bezdomność i bieda ma różne odcienie. “pani da na bułkę”, często znaczy: “pani da na wino.” ostatnio mam ciężką sytuację finansową, zero pieniędzy, rachunki płacę “w kratkę”, jedzenie tylko dzięki rodzinie – no ciężko. a zaczepia mnie jeden z takich pijaczków i spodziewa się, że rzucę dwa złote. jak mu wytłumaczyć, że to moje jedyne dwa zeta na chleb w tym tygodniu? przecież nie jestem żebrakiem, nie jestem bezdomna, mam samochód, ubranie, torebkę… no i usłyszałam “ty skąpa k…”
Ja przyznaje sie mam mieszane uczucia… szkoda, i pomugłbym każdemy który jest bedomnym z “przypadku” , bo nader wiele znam przypadków gdzie bezdomnymi są ludzie z wyboru , wykształceni.. itp, sa też i pospolici pijaczkowie chodź też poczęści staram się zrozumieć ich to choroba… pytanie jest zawsze we mnie jak odróżnić ich wszystkich w jednymmiejscu… jak pomóc… zdajac sobie sprawe jak sami niewiele możemy zrobić i jak łatwo być z nimi…
Właśnie nie wiadomo do końca, jak to z nimi jest. Podobno niektórzy wiodą takie życie z wyboru. Aż trudno w to uwierzyć. Inni podobno nie z wyboru. Są instytucje powołane i finansowane, żeby się nimi zająć, przynajmniej przez zimę. Ja się nijak nie czuję powołana ani, żeby oceniać, ani osądzać… Dorośli ludzie powinni za siebie odpowiadać nawet jeśli nie zawsze mogą decydować o sobie od A do Z.
Lelevina
Przykro mi, Tobie bardziej przydałby się te dwa złote. Rzeczywiście, ludzie boją się bezdomnych, bo kojarzy im się to z pijaństwem. I często łączy.
Nie ma co tłumaczyć żebrakowi, że się nie ma pieniędzy. Jeśli ma to być gest dobrej woli, dlaczego ma być wymuszony? Wiadomo, jeśli ma przed sobą „tacę” – zbiera, chcę wywołać presję – klenie. Podobnie postępują akwizytorzy – gest dobrej woli, by przystanąć i odpowiedzieć na pytanie.
Trzymam za Ciebie kciuki, za lepsze
Zezyrok, jakbyś pomógł, to niewiele zostałoby dla Ciebie
. Nie wiem jak odróżnić wykształconych od prostych, wśród nich nie ma takiej hierarchii. Co najwyżej staż bezdomności, terytorium śmietników, co pojemniejszy wózek… Nie wiem czy przekleństwa wykształconych subtelniejsze. Bezdomność kojarzy mi się ze straszną traumą. Straszne nie nieć domu, chociażby miałyby być to tylko marne mury.
Magento
Mnie też zastanawia bezdomność z wyboru. Niby co – wolność, brak podatków, obowiązków… kosztem braku opieki medycznej, bezpieczeństwa, ochrony… Nie wnikałam w temat na tyle głęboko, by się porywać na pełną odpowiedz. Zauważyłam, a teraz obserwuję co dalej.
Naga egzystencja.
Ludzka – nieludzka?
Nikt z nas nie wybiera sobie świata, na którym się pojawiamy.
A później… czy nasze “wybory” rzeczywiście zależą od nas?
Od wiosny nie widuję jednego z bezdomnych. Poznaliśmy się na podwórku przed blokiem, reagując jednocześnie na bicie się kilku chłopców ostrymi prętami. Oboje na nich nakrzyczeliśmy, a kiedy dzieciaki naburmuszone na nas przeniosły się w inne miejsce, porozmawialiśmy o pogodzie. Od tamtej chwili mówiliśmy sobie dzień dobry, wszystko jedno czy stojąc przy śmietniku, czy mijając się w parku. Jak wyglądał? Wysoki, z rękawiczkami z wyciętymi palcami, kowbojskim kapeluszem, spod którego wychylała się siwa kitka. Okulary i worek przewieszony przez ramię. Ja nie proponowałam domowych dżemów czy ogórków on rozmawiał jak z sąsiadką. Czysta przyjemność. Nie wiem, co się z nim dzieje.
A wybory? Tak, później, choć znowuż nie wiadomo czemu, los z łaski wyznacza nam teren wyborów. I tylko w nich możemy przebierać. Pozostałe są niedostępne, przeznaczone dla innych… Więc jakiś wybór mamy;)
Logosie, pół na pół, raz los, raz sami wybieramy drogę. Czasem i nasze wybory są wyborami losu albo innych ludzi, bo tak do końca nigdy nie jesteśmy zdani tylko na siebie. Więc może jesteśmy uwikłani w sieci igraszek losu i to tylko subiektywne odczucie – “jestem sam sobie panem”?
Zen, szkodami mi tych ludzi, muszą się upadlać, grzebiąc w śmietnikach, żebrząc, zaniechać normalnych kontaktów z sąsiadem i żyć ze świadomością przeszłości, kiedy nie zostali brutalnie odsunięci na peryferie społeczeństwa. Chcą do niego wrócić i nie mogą…
Mój bezdomny dziś tkwił na ławce. W nocy był przymrozek, nie wiem gdzie spał, bo materaca pod śmietnikiem nie było.
Nie mam pretensji do świata, że nie urodziłam się w Ameryce (nie taki znów Eden) i manna mi z nieba nie kapie, wszystko co mnie spotyka ma jakiś sens, chociażby wyciągniecie wniosków na przyszłość
Tak przyszło mi do głowy odnośnie ostatniego Twojego zdania, czy wybór i decyzja oznaczają to samo… Może nawet jeśli nie mamy wyboru to i tak musimy podejmować decyzje, których logika nadająca życiu kierunek po jakimś czasie okazuje się dokonaniem wyboru? a może znowuż rozdzielam włos na czworo…
a bezdomnych wciąż więcej i więcej..
pozdrawiam serdecznie
Zen, nie dzielisz włosa, ja często też się zastanawiam nad sprawami, które chyba nie mają odpowiedzi… Ale ta ma, ale nie jedną. Najpierw jest wybór, decyzja jest jego wynikiem. Wybór jest zawsze, może się zdawać, że nie, ale drogi są przynajmniej dwie (albo ukraść i dalej żyć albo umrzeć). Jeśli działamy „na głodzie”, zabijemy a przeżyjemy, jeśli w grę wchodzą emocje zrobimy wszystko, by dopiąć celu. To będzie decyzja w afekcie. Mając do czynienia z uczuciami wyższymi, czystymi, które są gotowe do poświeceń – umrzemy, pęknie nam serce, oddamy się za kogoś w ręce sprawiedliwości (wbrew logice przetrwania). Są też logiczne rozwiązania, lepsze alternatywy, wcale nie dla najbardziej zainteresowanego. Wybory dotyczą najróżniejszych spraw i ludzi, nie mogłabym wsypać wszystkiego do jednego worka i podać zwięzłej regułki. A decyzje ją pieczętują. Chyba nie ma ludzi, którzy by nie żałowali wyborów i decyzji; np. wyjście z tramwaju o jeden przystanek wcześniej nie skończyłoby się napaścią. Logicznie myślenie tu nie pomoże, bo logicznie robiliśmy to dla zdrowia. Nie ma sensu się obwiniać i rozpamiętywać, czasu nic nie zawróci. Pozostanie strach i… nie wiem jaki wniosek. Uciekać od ludzi? Żeby żyć trzeba decydować i podejmować decyzje.
Może chodziło Ci o bezdomnych? Oni rzeczywiście mają z półtorej wyboru i decyzji. Jeśli grozi im wyrzucenie na ulicę, nie wykorzystują wszystkich szans, nie umieją prosić o pomoc znajomych, rodziny, godzą się z porażką. Nawet w trakcje bezdomności są duże szanse, by z niej wyjść. Dlatego napisałam „półtorej” wyboru i decyzji, bo niektórym dobrze jest prowadzić takie życie i nie korzystają z pomocy albo chcą wyjść z bezdomności i nie mają szczęście. Wielu się udaje.
Nie wiem czy o to Ci chodziło, czy coś pokręciłam.
Donwinko, przykro mi. Też ich chyba często widujesz…
Wszystko ok…. kadaarko:)))
Proszę, pozdrów ode mnie Kasię Kadaarko:)) na jesień… i zimę też
)
Zen, mam nadzieję, że na tak długo nie będę musiała pozdrawiać
. Dzięki za nieobecną!