Archiwum z: » wrzesień, 2009 «

Zasiedzenie

fot. własna Kaktus

fot. własna Kaktus

Wieczory coraz chłodniejsze, noce jeszcze zimniejsze. Oni już rankiem siedzą na ławce. Po południu zmieniają ławkę, by łapać ostatnie promienie lata. Bezdomni. Nie wiem skąd się wzięli akurat w tym miejscu. Pomiędzy śmietnikiem, sklepem całodobowym, a maleńkim parkiem z nielicznymi ławkami. Śmietnik to dobre miejsce, aby się przespać. Co pewien czas ktoś wyrzuci fotel albo zepsutą wersalkę, zdarza się nietknięty chleb, słoik ze starymi ogórkami, cebula… Gdy przemierzam to miejsce jest już za późno, żeby zobaczyć czy bezdomni śpią na prowizorycznym łóżku. Ich łachy walają się pod śmietnikiem, a oni sami, bojąc się straży miejskiej, okupują nagrzaną ławkę. Co im może zrobić straż? Wlepić mandat? W najgorszym przypadku przepędzić albo wysłać do noclegowni, której w naszym mieście nie ma. Bezdomni udają wiec, że są zwykłymi podziwiaczami łona natury. Wsuwają znalezionego pomidora, brudnymi palcami wybierają prażone jabłka ze słoika, a czasem zagryzają świeżą bułką, jeśli trafi się miłosierny ofiarodawca. Wózek, który czasem stoi koło nich, to jedyna ich cenna rzecz. Bezpieczniej jest postawić go pod śmietnikiem, bo wszystko, co zawiera jest tylko kawałkami prawdziwego domu. Z jednej strony nikt nie pochełpi się na wózek (może śmieciarze, ale bezdomni znają godziny ich najazdów), z drugiej – straż nie będzie się czepiała jawnej bezdomności. Ale wszyscy doskonale wiedzą, i staż i policja, nawet sami zainteresowani, że niedługo pierwsze przymrozki, jesienne słoty, i sama aura zrobi porządek z brudnymi ludźmi. Wyczyści park i miejsce spotkań pod śmietnikiem. Co się będą przemęczać i wywozić ludzi do innego miasta.

Im dalej

fot. maikafer21

fot. maikafer21

Wielkie cierpienia prowadzą nas do mądrości, gdyż są one bólami porodowymi, za pomocą których nasz duch wyzwala się z osłonki przyzwyczajeń i niby nowonarodzone dziecię wpada w ramiona rzeczywistości.

- Rabindranath Tagore

Niech pan tnie, lekarz podał mu nożyczki
Śliskie to-to, rzekł świeżo upieczony ojciec.
Musi być sprytna, żeby żadna niepowołana cholera się jej nie czepiła

*
Mamo, dlaczego nie mogę lewą ręką? Będę pisała obrazkami, ładniej mi wychodzi.
Musisz nauczyć się pisać prawą! Dzieci będą się z ciebie śmiały!
Michał z zerówki pisze lewą i pani nie zwraca mu uwagi.
Ale ty musisz, jak większość, nauczyć się pisać prawidłowo!
*
Nie czytaj mojego pamiętnika!
Nie będziesz tu wypisywać bzdur o nas!
Gęsto zapisane pojedyncze kartki wyfrunęły przez okno.

*
Musisz za niego wyjść, chyba nie chcesz wychowywać nieślubnego dziecka?!
Spróbuję sama…
Ale ja nie muszę Ci w takim razie pomagać!
*
Przystosowanie jest warunkiem przetrwania. A jeśli myślisz inaczej i nie masz dostatecznej siły by się przebić, marny twój los. Będziesz żył samotny, nierozumiany, a twoim rewirem będzie kłąb myśli, bezpieczna twierdza, do której nikt nie ma wstępu.

Nie, samotność nie jest ciemnotą, podobnie jak wewnętrzne cierpienie nie jest koniecznym warunkiem twórczości. Człowiek ma potrzebę jakoś siebie wyrazić. Ale gdy nie ma talentów, w tańcu, w muzyce, w słowach, jego frustracja wzrasta. Ale on ciągle się rozwija. Co jakiś czas w mechanizmie zegara wymienia poszczególne elementy, na lepsze i trwalsze. Z biegiem lat prymitywne struktury osiągają coraz wyższy poziom świadomości, zestrojenia umysłowego, uczuciowego. Aż do niezwykłego wysiłku uwolnienia się, choćby tylko na czas tworzenia, od zewnętrznego zamętu i bezsensu. Twórczością staje się nie wiersz, nie pieśń, a jedność i nowy porządek w sobie…
Dzieje się to czasem za późno, by zacząć od nowa…

Teraz czuję się trochę jak stary zegarek, z którego ktoś powyjmował niektóre części. Bez sensu. Bo nawet ponowne ułożenie śrubek nie zagwarantuje, że zacznę prawidłowo chodzić. Może rzeczywiście trzeba wymienić cały mechanizm albo powyjmować resztę drobiazgów, zanurzyć w odrdzewiaczu i posegregować w inny sposób?
I znów jestem zła na siebie. Czy to ma sens wkładanie nowych części do starej skorupy? Chyba tylko z sentymentu do antyków…

Kategoria: Inspiracje  20 Komentarzy
Nitki


Codziennie więcej słów szepce mi życie

Z sieci pajęczej wyplata koszyki, klei koperty

Pakuje w niezamknięte zdania

I rzuca na wiatr

Wczoraj z rosą maja, dziś – wrześniem babiego lata

Kategoria: Pętla  19 Komentarzy
Tęczowe domy

Casa Milà, Barcelona

Casa Milà, Barcelona

Parc Güell, Barcelona

Parc Güell, Barcelona

Kiedy moja babcia zdecydowała o budowie domu nie znałam się zupełnie na architekturze i budownictwie. Teraz też nie mam o tym szerszego pojęcia, ale dziesiąt lat temu tylko czułam… Czułam, że mój pokój powinien mieć jasną tapetę i wiele półek na zabawki, miękki dywan na podłodze, w kącie pod pochyłym dachem – łóżko, i balkon. Balkony w naszym domu nie powinny być byle jakie, najlepiej jakby były duże, z falistymi nadstawkami, z żelaznymi, powykręcanymi balustradami i pełne kwiatów. W środku domu drewniane schody i fantazyjne poręcze. Parter i pięto. Doskonałe połączenie drewna i kamienia.

Dom, który wyrastał przez kilka lat, był zupełnie inny. Normalny, jak okoliczne budynki – z pustaków, tani. Pustaki robią z odpadów, tak tłumaczyła babcia. Na dach poszła blacha, solidna i też tania. Dach prosty, pokoje małe, w kształcie prostokątów, bo wymyślne w formie są nieustawne.

To nie jest dom z mojej wyobraźni. Jest bardzo brzydki, widocznie brzydcy ludzie powinni mieszkać w brzydkich domach. Ale wszyscy nie mogą być brzydcy. Wiec dlaczego ci piękni chcą otaczać się szpetotą? Nie umieją pięknie myśleć? A może, gdy widzą swoją urodę wszystko im jedno, w jakich domach mieszkają? A ci, którzy mają piękne domy, kochają piękną muzykę, książki, przedmioty, ale są brzydcy, usiłują w ten sposób odwrócić uwagę od siebie?

Przed TV

fot. jasiel

fot. jasiel

Mamo? Dlaczego ona jest taka smutna?
Blada dziewczyna zasłania twarz przed gapiami i fotoreporterami. Po ośmiu latach wiezienia przed fanatycznego mężczyznę, jest wolna, sprawca nie żyje. Teraz sztab polityków, prawników, policjantów i lekarzy znów skraca jej wolność. Jeden mówi, że oprawca miał wspólników, chociaż Natascha zaprzecza. Lekarze twierdzą, że rodzina miała dużo wspólnego z porwaniem, miało ono przyćmić molestowanie dziewczynki w dzieciństwie. Policjanci wzajemnie oskarżają się o nieprawidłowości w dochodzeniu i zaniedbanie. Inni, że ściśle współpracowała z porywaczem… Przed chorobliwym zainteresowaniem jej osobą, znów ucieka w cztery ściany – „ostatniego bastionu wolności”. Do kwiatów, książek, malowania i myśli, bo tylko tam czuje się wolna.

Dlaczego oni tak siebie nie cierpią?
Nie wiem czy to jest prawidłowo zadane pytanie, ale na pewno nie umiem na nie odpowiedzieć. Urywki – w telewizji rosyjskiej prowadzone są dyskusje, emitowane programy zarzucające Polsce utworzenie tajnego przymierza z Hitlerem i Japonią przeciwko ZSRR. Jeden z polityków oskarża Polskę o dokonania rozbioru Ukrainy i Białorusi w 1920 r. Drugi mówi o faktach, których żadna prawda historyczna nie zafałszuje – rozstrzeliwani żołnierze, Katyń, Westerplatte, pakt Ribbentrop-Mołotow. W czasie konferencji dwóch polityków roszczy sobie prawa do wolności słowa, tożsamości i ziemi. Każdy ma swoje racje, łączy ich jedno – żałoba.

To było dawno temu, ale czy ludzie są dziś lepsi?

Mamo, oni się kochają?
Na ekranie kolejny kanał. Dwoje nagich ciał szuka zbliżenia. Odnalazły go w pośpiechu rąk, w pocałunkach, w niezamierzenie pasujących do siebie ruchach, w rytm pieśni ciał…
Mama pośpiesznie przechodzi do kuchni.

Nie wstydzimy się razem oglądać zbrodni, tragedii, katastrof, przemocy, wygłaszamy niezadowolenie z poczynań polityków i lekarzy, ale nie umiemy wspólnie oglądać miłości. Wstydzimy się. Dlaczego mamo?