
fot. własna Kaktus
Wieczory coraz chłodniejsze, noce jeszcze zimniejsze. Oni już rankiem siedzą na ławce. Po południu zmieniają ławkę, by łapać ostatnie promienie lata. Bezdomni. Nie wiem skąd się wzięli akurat w tym miejscu. Pomiędzy śmietnikiem, sklepem całodobowym, a maleńkim parkiem z nielicznymi ławkami. Śmietnik to dobre miejsce, aby się przespać. Co pewien czas ktoś wyrzuci fotel albo zepsutą wersalkę, zdarza się nietknięty chleb, słoik ze starymi ogórkami, cebula… Gdy przemierzam to miejsce jest już za późno, żeby zobaczyć czy bezdomni śpią na prowizorycznym łóżku. Ich łachy walają się pod śmietnikiem, a oni sami, bojąc się straży miejskiej, okupują nagrzaną ławkę. Co im może zrobić straż? Wlepić mandat? W najgorszym przypadku przepędzić albo wysłać do noclegowni, której w naszym mieście nie ma. Bezdomni udają wiec, że są zwykłymi podziwiaczami łona natury. Wsuwają znalezionego pomidora, brudnymi palcami wybierają prażone jabłka ze słoika, a czasem zagryzają świeżą bułką, jeśli trafi się miłosierny ofiarodawca. Wózek, który czasem stoi koło nich, to jedyna ich cenna rzecz. Bezpieczniej jest postawić go pod śmietnikiem, bo wszystko, co zawiera jest tylko kawałkami prawdziwego domu. Z jednej strony nikt nie pochełpi się na wózek (może śmieciarze, ale bezdomni znają godziny ich najazdów), z drugiej – straż nie będzie się czepiała jawnej bezdomności. Ale wszyscy doskonale wiedzą, i staż i policja, nawet sami zainteresowani, że niedługo pierwsze przymrozki, jesienne słoty, i sama aura zrobi porządek z brudnymi ludźmi. Wyczyści park i miejsce spotkań pod śmietnikiem. Co się będą przemęczać i wywozić ludzi do innego miasta.










Zapisali…