Gdybyśmy żyli w tamtych czasach moglibyśmy zmagać się z prawdą historii. Moglibyśmy zaprzeczać, czy decyzja o wybuchu Powstania była błędem, chociaż młodzi ludzie tylko w podniesieniu broni widzieli szansę na wyzwolenie. Moglibyśmy targować się o życie nieletnich, i tych trochę starszych, dla których „Bóg, Honor, Ojczyzna” nie było tylko frazesem wypisanym farbą na gruzach Warszawy. Ktoś powiedział „stracone pokolenie”, „bezsensowna śmierć”, bo z tych ludzi mogliby wyrosnąć wielcy Polacy. I są wielcy, w naszej pamięci. Ktoś inny – „zamieniliśmy tylko kagańce”. Gdybyśmy wtedy tam byli przyjęlibyśmy pomoc od każdego, kto by chciał jej udzielić. Szybkość zdarzeń i decyzji zgotowała lawinę kolejnych historycznych wydarzeń, których nie zmieni żadna paplanina.
Nie byłam tam, nie wdziałam trupów, krwi zapłakanych dzieci, nie spałam na gruzach, nie kradłam, nie bałam się czy obudzę się żywa.
Perspektywa rodzi różne perspektywy.
Historia ocenia okrutnie.

Komentarzy: 6 do wpisu "Zryw"
to historia
i nikt jej nie zmieni
pozdrawiam cieplutko
My jej nie zmienimy, ale ile ocen
. Pozdrawiam!
JAKO WIDZOWIE Z LOŻY PONADCZASOWEJ I POBŁOGOSŁAWIENI ŁASKĄ POSIADANIA GLOBALNEJ WIEDZY MAMY PRAWO WYDAĆ SWÓJ OSOBISTY OSĄD NA TO WYDARZENIE HISTORYCZNE. NIE MAMY JEDNAK PRAWA BICZOWAĆ ICH SERC, KTÓRE WTEDY TAM BIŁY, KTÓRE PRZESTAĆ BIĆ NIE ZAMIERZAŁY. CZEŚĆ ICH PAMIĘCI.
POZDRAWIAM.
Nie oceniam, ale wiem, że sama nie potrafiłabym brać udziału w takim zrywie. Na pewno przez strach, trochę przez egoizm.
Malkontent
Zgadzam się – nie mamy prawa biczować ich serc, tak jak nikt nie powinien oceniać naszego życia. Rachunek sumienia robimy sobie sami. Różnica tkwi w tym, że warszawiacy podjęli śmiałą polityczną decyzję i jak to młodzi – szaloną. W związku z tym niejako ponoszą winę za ewentualną zmianę historii (jaka byłby nasz los, gdyby nie Powstanie Warszawskie?) Za tą są dzisiaj ocenami, czasami szkalowani. Za swój zryw i swoją śmierć. A rolą współczesnego człowieka jest ocenianie, tych, których widać na podwyższeniach. Myślę, że równie dobrze można by zapytać: czy mieli prawo tak rozprawiać się z historią (i odpowiadam: chcieli wyrwać się z jarzma, nie liczyli swych sił), a my ocenić, po wielu latach, czasy, o którym nosimy jedynie wyobrażenia?
Powstaje wiele fantasmagorycznych książek, na temat ścieżek historii. Jakie mogły być, gdyby nie rozbiory, wojny… Fakty, w pewnym momencie skręcają na niezapisane karty i stają się naszą oceną historii.
Odpozdrawiam
Paula, ja sobie nawet nie wyobrażam, jak zachowałabym się w czasie wielkiego strachu, napięcia. Zastanowienie byłoby czasu zastanawiać się, czy dobrze robię czy źle.