Trawiąc życie na powszechnie monotonnych czynnościach: śniadanie, samochód/autobus, praca, zakupy, obiad (dużo spóźniony), rachunki, TV, kolacja, łóżko, etc., gubię się labiryncie rezygnacji. Wśród tej szarości są i poważne sprawy, które najczęściej rozwiązuje się dość szybko, ale jest kilka, które wloką się za człowiekiem od paru, parunastu lat. W tym miejscu umieszczam jakby sygnał, aby w przyszłych wędrówkach móc wrócić do nierozwiązanego problemu. Może, by nie błądzić jeszcze bardziej, niż już zabłądziłam? Wbrew pozorom, po każdym takim powrocie, problem jest bardziej wyszlifowany, bliższy rozwikłaniu. Dlaczego nie można spocząć na laurach ciut szybciej? Problem ów jest jak fach, majstersztyk, zawód taśmowo wyuczony, i tylko wielogodzinne powtarzanie predysponuje do zdobycia dyplomu.
Problem grozi monotematycznością, fachowością i zawężonym polem rozmów. Im człowiek dalej chce uciec, tym on powraca w dwójnasób, domagając się pracy nad sobą. Dużo wiem na temat Pana P., ale za mało, by go rozebrać do naga i wysłać na wyspę innego człowieczego rozbitka.
Sygnał ciągle łypie żółtym światłem i tylko czasem zastanawiam się, czy to nie jakiś obcy go tam umieścił. Ktoś, kto mniema, że nie jestem panią swojego losu, a symbol ma pomóc w drodze do wyjścia z labiryntu, z braku lepszego planu.
Zawsze mogę rozpocząć moją drogę od sygnału i wracać tylekroć, ile trzeba, póki wreszcie nie pojmę, że nadeszło wybawienie.


Komentarzy: 14 do wpisu "Pan P."
Nie wiem..może się mylę ?
Może przed niektórymi problemami nie należy uciekać , a iść miarowo naprzód ? I może , gdy się za jakiś czas obejrzymy za siebie okaże się , że już nas nie goni ?
I zblednie , oglądany z pewnego dystansu ?
Może…
Przed niektórymi problemami nie należy uciekać, tak mnie uczono
. Nawet dla siebie samej mieć to z głowy. A jednak pojawiają się problemy nie do przeskoczenia, niby obok, a wracaja jak bumerangi. Mam taki jeden, jak dziecko – rośnie, i kiedy dojrzeje, może pęknie. Już staram się go przebić
Jeśli uwierają , dojrzewają , nie czekaj , aż same pękną . Diabli wiedzą ile im to czasu zajmie ? Przebijaj..:D
Staram się, ale skorupa twarda
Może jakiś ciężki sprzęt…ze wspomaganiem
Delikatnie a równomiernie stukaj … pęknie…
Może nie na temat, ale spodobało mi się zdjęcie z tego postu. Czego wyrazem było ustawienie go na pulpicie. W ten sposób żółw przegrał z balkonem.
Floro, proponuję buldożera, połknie wszystko
Zezyrok, stukam, stukam i po głowie się czasem stukam co wystukam
Paulo, a bierz, znależione w sieci. Jeśli właściciel się zbuntuje… to się zastanowimy
Ale Kadarko…ja tak z troską: stukasz się rozumiem paluszkiem? Nie główką o ściankę?
)
Zen, czasem z główki walę w ściankę. Głównie z powodu bólu. Mam nadzieję, że rozwalona głowa zagłuszy ten z wnętrza…
Energia podąża za uwagą. Rozumiem Cię doskonale, a przynajmniej tak mi się wydaje
Dociekam do skutku, nie cierpię zostawiać spraw rozgrzebanych, niezrozumianych albo nie załatwionych. Jestem zdania, że dopiero, kiedy się człowiek z czymś rozprawi, może pójść dalej. Oczywiście ruch nie odbywa się po linii prostej
Człowiek nie dość, że jest w stanie ciągłej wędrówki, to jeszcze na dodatek ma wrażenie, że jest to chodzenie w kieracie… celu i kresu nie widać.
Magento, czasem są to sprawy nie niecierpiące zwłoki, bo rozgrywają się w sferze psychiki. Drenują ją i psują, rozwalają coraz gorzej. I nie wiem czy to czas, bo człek z wiekiem raczej mądrzeje, karze wstać i w końcu znaleźć czas dla siebie. Nawet jeśli problem jest wstydliwy…
Sadoq, możliwe, jeśli chodzi o drogę. Ale ta droga ma tyle zakrętów i ciekawych fragmentów, człowiek cały czas się zmienia i pomimo niewidocznego celu, nie narzekam
Sadoq: kres często czai się za rogiem. O czym nieustannie przypominają klepsydry i niespodzianki w postaci nagłych odejść.