• Donkiszoteria Cz, 30 lipca 2009 Komentarzy: 7

    fot. Marquito

    fot. Marquito

    Ciepła, mała rączka wcisnęła się w moją, dorosłą. Wpatrywaliśmy się uważnie w rozświetlone jezioro. Obok kąpały się dzieci, dalej grupa grająca w piłkę i, już całkiem daleko, dwóch mężczyzn.

    - Mama… – malutki pokazał palcem na jeszcze całkiem wyraźną, płynącą głowę.

    - Mama zaraz wróci, płynie po pieska.

    - Mama… – w oczach miał łzy.

    Targnął mną jakiś nieznany nerw. Nie potrafiłam go przytulić, głaskałam tylko po głowie. Może się uspokoi? Obok, w piasku, okopywało się dwoje trochę większych brzdąców.

    - Proszę pani, mama zaraz przypłynie, prawda? – drugi chłopiec oderwał mnie od natrętnego oceniania odległości.
    Oszalała – pomyślałam.

    Jezioro było szerokie. Duży, dmuchany pies zmienił się w kieszonkową, kruchą piłeczkę, do której uporczywie dążył jeszcze mniejszy i mniej ruchliwy punkcik. Człowiek płynął uparcie wciąż naprzód, ale wiatr dął zajadle jeszcze szybciej. Filigranowa postać człowieka jakby zmieniła pozycję i kręciła nad wodą młynka maleńkimi wiosłami. Pies obrał kierunek na ośrodek wypoczynkowy. Coraz bliżej nurkujących. Obok przepłynął czerwony kajak. Nic, zero reakcji. A przecież widzieli samotny materac, a za nim człowieka ślepo dążącego do jedynego celu. Wiatr znów zmienił kierunek, zabierając żółty punkcik na środek jeziora, a może już w sitowie? Nie, to nie mógł być drugi brzeg! Słońce wyszło zza chmur i oślepiało, gubiąc rozsądek wzroku. Sięgnęłam po aparat. Zzumowana odległość na matrycy nie oddawała prawdy. Punkty znikły!
    Boże, ile to trwa!

    - Gdzie jest wasz tatuś? – zapytałam siedmiolatki.

    - Jesteśmy tu sami, w domu też.

    - Masz numer telefonu do kogoś z rodziny?
    Dziewczynka podała telefon wraz z przyczepionym pękiem kluczy.

    - Ten do tatusia, a babcia wyjechała do Włoch – wskazała kolejną pozycję na małym wyświetlaczu.
    Wielość cyfr i obcy numer kierunkowy.

    Nabrałam powietrza, gdy dzieci błagalnie wpatrywały się we mnie, szukając odpowiedzi na niezadane pytania.

    - Mama… – malutki rozpłakał się, a dziewczynka zaczęła do niego łagodnie przemawiać, jak matka.

    - Mama zaraz przypłynie, pokażcie, jaką fortecę zrobiliście!

    Ten sprzedany dzieciom uśmiech był tak sztuczny i ciężki, że ani jedno z nich nie poruszyło się. Trzymając się za ręce wpatrywaliśmy się na wdechu w kołyszącą dal wody. Nic, cisza i dalekie, radosne wrzaski wczasowiczów.

    Nie wiem ile trwaliśmy, ale gdy udało nam się dostrzec, już całkiem blisko, znajomą głowę, niemal słyszałam serce ich matki. Może to moje biło jak oszalałe, z powodu zupełnie nieznanej osoby? Pokonać zmęczenie. Wdech i wydech, jeszcze jedno machniecie, poruszenie nogą. Jeszcze pięćdziesiąt, dziesięć, jeszcze metr.

    Coś ty głupia zrobiła, przecież one mają tylko ciebie, a ty masz tylko je! Musisz chronić dzieci, ale też siebie! Zamilkłam, widząc jej wyczerpanie

    - Wiatr był silniejszy. Nie martwcie się, widocznie piesek potrzebny był komuś innemu. Po drugiej stronie jeziora – wyszeptała zdyszana, biorąc na ręce najmłodszego.
    Jakby nigdy nic.

  • Wata słowna Wt, 28 lipca 2009 Komentarzy: 7

    Znalazłam na pewnej stronie świetne pomysły na zabawę w paluszki. Czy to pomysł dla dzieci? Myślę, że nie tylko. Palce na fotografiach mają dorosłe kształty, pozy i umiejętności ;) . Kiedyś może dzieciaki miałyby doskonałą paluszkową zabawę, ale dziś, kiedy w każdym domu jest sto lalek, PS, komputer i wszelkiej maści dziecięce zabawiacze, kto by pomyślał o przebieraniu palców albo puszczaniu zajączków na ścianie? To dobre dla przypomniani sobie przez nas starych, dobrych czasów. I oczywiście dobry początek dobrego dnia :D .

    oni

    oni1

    oni0

    oni2

    oni3

  • Wata słowna Cz, 23 lipca 2009 Komentarzy: 11

    fot. Violator3

    fot. Violator3

    Jeśli możesz znaleźć drogę, na której nie ma żadnych przeszkód – prawdopodobnie prowadzi ona donikąd.
    - Frank A. Clark

    Przyjechałam, rozrzuciłam włosy i rozpamiętuję niedawne lenistwo. Zamiast nóg i rąk pracują oczy. Po torbach, torebusiach i walizkach skacze kurz, a ja myślę, gdzie ułożyć kolejną warstwę nowej garderoby. Myślę, a wzrok układa. Nici z konkretnej pracy. Toruję nogą drogę miedzy siatką a podręczną walizką w przedpokoju. Duży pokój zajmuje ogromna waliza, do której napchałam nieprzepisowo 5 kilo więcej. Z niej, przynajmniej raz dziennie, wyjmuję jakąś nowość posezonowej sprzedaży i przymierzam z nadzieją, że moje oko, trafniej niż przymierzenie, testowało gabaryty ciała. Nie lubię mierzyć ciuchów w sklepach: gigantycznych kolejek do przymierzalni, spoconych żetonów i niespodzianek za kotarą. Wyjątkiem jest odzież kupowana na wielkie wyjścia, która musi idealnie leżeć na ciele, to ja mam być ich ozdobą, nie na odwrót. Jeśli już odwiedzam sklep z konkretnym zamiarem, jest nim najczęściej pierwszy lub drugi, w który ustrzelam towar i nie ma sensu dziesiąte czy dwudzieste drzwi butiku, bo i tak wrócę do pierwszego. Znam się na tyle, żeby moje łowy zakończyć na sklepiku nr 2.

    Siostra ucieszy się, kiedy z wielkiej walizy przypadnie jej w udziale parę szatek, teraz odsuwanych na boki nieobutą stopą. Miękka ścieżka wije się po dywanie. Mały pokój okupują buty. Stare i nowe. Zastanawiam się, które wyrzucić, bo za żadne modły tyle par szafa nie pomieści.

    Męczę wzrok i toruję drogę bez zbytnich przeszkód tak przez tydzień. Bajzel, zgrabnie omijany, wtopił się w tło i dopiero dzwonek do drzwi i lekkie zdziwienie gościa stawiają moje lenistwo na nogi. Dopiero wróciłaś? – pyta. Z taką ilością garderoby można zrobić niezłą sesję wybiegowo-fotograficzną.

    Wiem, jak się ona skończy. Im człowiek bardziej rozpasła swoje lenistwo, ma dużo dla niego czasu, tym dłużej trwa sprzątanie danego kąta. Porządki, które kiedyś trwały godzinkę, rozciągają się na cały dzień. Wśród sterty bibelotów znajdzie się dziurawa skarpetka, urwane skrzydło anioła, która trzeba dokleić (gdzie ten klej?), ciekawa książka (która przenosi mnie w czasie i przestrzeni na pół dnia).

    “Jeśli możesz znaleźć drogę, na której nie ma zasadnych przeszkód…” Moja droga, pozornie bez twardych przeszkód, prowadzi donikąd. Biorę się za układanie wszystkiego na półkach, biorę przez następny tydzień…

  • Przymrużone oczy So, 18 lipca 2009 Komentarzy: 18

    Od paru dni słońce pali wszystko, co znajdzie na swojej drodze. Ci, którzy mają dojście do wodopoju, nieważne czy wodnego, czy kobiecego, powinni uważać. W jednym i w drugim bardzo łatwo utopić marzenia. Mogą to być niebieskie oczy, kolorowa spódniczka, skąpy biustonosz – pozory niewinności, którymi, jak wędką, kobiety łowią najlepszego kandydata na swojego dozgonnego pieseczka. Nie będzie nim pierwszy lepszy z wydatnymi slipkami. O nie, również nie taki, co gapi się ukradkiem na koleżankę z kocyka obok. Będzie nim zdobywca wieczoru, który podpali stos siana jedną zapałką, zafałszuje serenadę na jednej strunie, wyłowi czerwoną piłeczkę z dna jeziora i nie dopuści do kobiety żadnego natrętnego komara. Tej nocy. Bo ta noc jest tylko jego i oczywiście jej. Przyjechali tu po to, by zakosztować wolności, nauczyć się życia, wykąpać w beztrosce, chociaż zawalili maturę albo są w trakcie rozwodu. Noc będzie upojna, natrętna i długa, trwająca do rana z aktami ataków na wszędobylskie komary. No bo ciężko odganiać od kochanicy wszelkiej maści moskity, będąc jak jedno, jak w sarkofagu rozkoszy – w śpiworze, który nie da rady bardziej rozciągnąć piszczeli po setkach podobnych nocy. Czasem rozrywa się z nastaniem świtu wyrzucając rozbuchanego byczka przeciągającego się z zadowoleniem. Kobieta wychodzi tuż za nim, chcąc przyjrzeć się kandydatowi w dziennym świetle… Parę godzin to naprawdę niewiele na podjęcie decyzji czy warto wszelkimi obietnicami zatrzymać go. Czy będzie dobrym podnóżkiem, ojcem, tragarzem, pomocnikiem, przyjacielem i oczywiście kochankiem. Można wyliczać wiele dylematów, które targają głową kobiety wraz ze świtem, ale po tej nocy, to ona ma przewagę, ona wybiera. To, co się przed chwilką skończyło niewiele ma wspólnego z jej decyzją, dla niego jest niemal jedynym punktem odniesienia. Jak dobra była w łóżku… Dla niej o wiele ważniejsze jest czy zaproponuje wspólną kąpiel, spacer, kawę. Czy będzie odganiał kolejną zmianę komarów i czy zainteresuje się jej przeszłością.

    Nie wiem ile trwałych związków rodzi się w ten sposobów, ale na pewno jest doskonałym sposobem na doroczną łapankę fajnych tyłeczków. Wpaść do wody podczas upałów jest bardzo przyjemnie, ciężej wyjść, bo woda może okazać się zbyt głęboka :) .

  • Niepamiętnik Pt, 3 lipca 2009 Komentarzy: 13

    Kiedy wyjedzie się gdzieś daleko, by podziwiać obce widoki, przeżyć przygodę, odmienić swój los, na chwilkę, nie docenia się tego, co się miało. Kiedy wraca się do starych murów, poznaje swojskie klimaty, wraca świadomość, że to, co najlepsze mogło ulec zatraceniu. Bo czy podoba nam się nieznane? Tak, ale na chwilę, dopóki nie przyzwyczaimy się i nie zaczniemy tęsknić na starymi, bezpiecznymi okolicami.

    Ja jeszcze nie zatęskniłam.

    Jestem tu trzeci raz, za każdy razem wita mnie inne miejsce, ale te same okoliczności przyrody. Widok zza okna nieco różni się od wieży z poprzedniego wpisu; chociaż też jest wysoko, bo w porannym śniadaniu towarzyszą mi góry, łąki i pola. Pewnie za najbliższym gospodarstwem pasą się krowy i owce, niestety, nie… stety, że ich nie czuć. Widok trochę psuje drewniany, nadpsuty słup. Prawie wieś, sypialnia miasta, cisza i spokój i nieszczęsny deszcz, który krzyżuje turystyczne plany. Nie ma dnia, w którym nie wyjeżdżam poza deltę lejów z nieba, czasem wystarczy 20 km i można spacerować bez parasola. A jest co podziwiać, zwłaszcza, że krajobraz nie przystaje do naszego, polskiego. Mam w planie objechać cały kraj. Oczywiście nie jest możliwe zobaczenie (niemal) wszystkiego, ale co najważniejsze da się zauważyć i utrwalić, chociażby w pamięci aparatu, bo moja niejednokrotnie zawodzi. W przerwach, czekając na księcia z bajki, przeglądam, co w necie piszczy. Chyba jedyny mój nałóg…

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

lipiec 2009
P W Ś C P S N
« czerwca   sierpnia »
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Kategorie

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u