To już ostatni zjazd. Samochód zatrzymał się przed budynkiem na Szczęśliwicach. Wysiadłam.
- Nie, nie musisz mnie odprowadzać.
- Muszę – wysiadł ze mną, zabierając torbę. – Moja żona nie będzie sama włóczyć się po mieście.
Zaczepnym gestem otarł się o moje ramię. Złapał usta w przelocie, ale nie udało mi się, bo wyrwałam mu je wraz z torbą. Nie miałam ochoty na żadne czułości.
- Sama przejdę te pięć metrów – uśmiechnęłam się ze spokojną dezaprobatą.
- Nie daj się znów wrobić w poprawki, jeśli panu profesorowi na aluzje zacznie się zbierać. I uważaj na tych zboczeńców z akademika!
- Na pamięć znam twoje rady. Będę się stosowała. Może – machnęłam mu na pożegnanie przed wejściem.
Za kogo ja wyszłam? Boże, to już trzy lata. Zapatrzyłam się w rozkład zajęć na wielkiej tablicy. Z rzędu literek powstałą ciągła lina. Przed oczami stał mi on i tamta kobieta. Dlaczego wyszłam za mąż za tego faceta? Ciekawił mnie, ale jego mózg, nie całość. Zakochałam się w jego zakamarkach myślowych, pokrętnych teoriach, które lubił wyjaśniać, w tajemnicach, których nie umiałam ogarnąć. Nie poślubiłam go z miłości do człowieka. Jestem wredna! Chciałam mieć mężczyznę, który jest mądry i swoją ambicją zaraża. Jestem tu dla niego, by skończyć kolejny fakultet. Tak, ale czy to jest miłość?
Byłam tu też dla niej. Na początku roku zauważyłam ją wśród grona innych studentek. Niczym się nie wyróżniała, śmiała się, poprawiała ciemne, kręcone włosy i patrzyła tak szczerze, gdy mijałam tę ławkę. Uśmiechnęłam się nieśmiało i spuściłam wzrok. Byłam jakby w inne świece, serce biło mi szybciej. Mózg jakby spłatał mi figla z niewyspania, bo jak inaczej wytłumaczyć to wrażenie jakie na mnie zrobiła? Dlaczego spojrzałam akurat na nią, dlaczego kołatało mi serce? Dziś wiem, że ma na imię Joanna. Łączyły nas jedynie wspólne seminaria. Ona tak myśli, ja myślę całkiem inaczej…
Joanna była dużą kobietą, dobrze zbudowaną, o przekonywującym biuście i cesarskich pośladkach, czego pozwalały domyślać się jej surowe spódnice. Ubiór stanowczo ją postarzał i gdyby nie wiedziała, że ma trójkę dzieci, zaczęłabym ją modnie edukować. Jak to jest u zbyt rosłych kobiet, nie wydawała się wspólniczką własnego ciała. Ono wyrażało tę cześć jej samej, która przeczyła swoim zachowaniem w towarzystwie. Każdy na wykładach zachowywał się powściągliwie, ale ona mówiła tonem drobiazgowej księgowej, ubierała się jak wolontariuszka, ale poruszała się jak boginka haremu… kobiet. Miała piękną, okrągłą twarz, spokój w oczach i tę czułość.
Zaprzeczała mnie – zgrabnej i chłodnej, czasem nawet wyrachowanej blondynce. Nie lubiłam swojego ciała, a oglądanie jej krągłości wzbudzało we mnie podziw.
Patrząc prze okno jak Joanna wystawia twarz i stopy do wiosennego słońca puściłam wodze fantazji. Wiatr wdzierał się tak silny, że zlokalizowanie pulsowania, naprzemiennego, razu gorącego, innym razem chłodnego, było niemożliwe. Nie poczułam nawet jej dotknięcia. Ale kiedy zdecydowanie obieła mnie w pasie i szepnęła, że czas na logikę miałam ochotę odpowiedzieć – wolę zapomnienie. Zatkało mnie, kiedy ujrzałam oczy Joanny, patrzące z taką czułością i ciepłem, miękkością i… nienasyceniem. Rozpłakałam się przytulając czoło do jej ramienia. Przepraszając, jak niepokorne dziecko. Jestem zepsuta.
Mamy niewiele czasu – powiedziała.
*
Musiałam mu o tym powiedzieć. Wydarłam krzykiem, co targało mną przed te parę miesięcy. Jego reakcja mnie zakoczyła:
Masz jakieś wyrzuty, że zburzyłaś zasady molarne? Hahahaha, ta kobieta tylko tobą potrząsnęła, trochę obudziła, ale ty nadal trwasz w półśnie. Rozumiem twój dylemat, molarność na wierzchu, niemoralność w środku, to jak wylewanie kubła zimnej wody na siebie. Ty czy ja jesteśmy bardziej słabi niż mocni, dlatego wcześniej czy później, z drżeniem serca, z niepewnością, przełamiesz się. No i złam się!
Za tydzień byłyśmy umówione na finalne oddanie naszych prac.

Komentarzy: 24 do wpisu "Trójkąt. Bermudzki"
Zaskakujące:-)
Czemu? Samo życie
.
Abędzie cdn…:):)
Wiem i dlatego mój oraz pozostałe komentarze są tak lakoniczne;)
Kadarko,
to jeden z Twoich najlepszych tekstów.
PS. Ale, ale… gdzie żeś się tak umorusała, że musisz się odskrobywać dłutem?
Złamać konwenase żyć w zgodzie z sobą ? nieielu to portafi… tekst super czekam na dalsza częśc..;)
Orchi, a tak liczyłam na Ciebie
.
Seni, dopiero skończyłam, a już mam pisać cd? A co miało by niby tam być? Całość?
Sadoq, czyżbym napisała zbyt przyziemnie? A myślałam, że na takie proste tematy są proste refleksje
.
Logosie, dzięki.
Człowiek ma wiele warstw, a kobieta szczególnie
.
Zezyrok, złamać pół biedy, ale jak Cię babcia dewotka z parytetu na klatkę schodową nie wpuszcza z powodu innego światopoglądu, to jest już heroizm życia(w naszej zaściankowej rzeczywistości). Może jakieś sugestie do drugiej części?
PS. Lubię niedopowiedzenia
.
cd..kto dominuje,jak rodzina się zachowa, jakieś wakacje gdzie zostajesz sama z długami, córka pomaga bo tez jest taka jak Ty Zawsze coś wymyślisz. tekst naprawde ciekawy.:)
Wciągająca historia, Kadarko
Intrygujące , poprzez sam temat i niedopowiedzenia..
To one tworzą dla mnie wyjątkowy klimat tego tekstu.
Pozdrawiam sobotnio i /wreszcie/ słonecznie
Seni, nie umiem wyciągać królików z rękawa. Teksty pisze się po doświadczeniu lub zaobserwowaniu konkretnych zachowań. Najczęściej są wybierane z układanki małych epizodów. Nie chcę być banalna i bazować jedynie na wyobraźni, pomimo że jest to opowiadanie, jest w nim spora część mnie. To nie jest napisanie recenzji książki, kiedy kipią emocje albo opowiedzenie jednorazowego ekscesu. Większość z nas oplata szarzyzna. Niedługo wyjeżdżam po nowy materiał badawczy i zasięgnę języka w ww. sprawie
.
Ewo, dzięki.
Floro, dzięki za sugestie. Na przyszłość będę uciekała się do większej liczby niedomówień. Dla siebie jestem zbyt oczywista, ciężko bez podpowiedzi wywnioskować jak jestem odbierana poprzez literki. Jakby co i sól i pieprz, nie lukruj, będę miała nad czym myśleć
.
)!
Pozdrawiam (wieczorem ma lać
Kadarko, cóz ja mogę dodać? cóz moge? …próbujemy dostrzec czasem cieplo matki w innej kobiecie?
Orchi, ciepło też, ale to wykracza poza macierzyńskie uczucia. Przecież w ciągu całego życia odkrywamy się i co na początku było nie do pomyślenia, w swoim czasie zaciekawia i staje się częścią normalnośći. Jeśli nie pozolić się temu obcemu rozwinąć – znowu uśnie
Kadarko,
Tekst fantastyczny, a nie przyziemny. Stąd mój lakoniczny komentarz. Nic dodać nic ująć.
Cieszę się, że Ci się podoba
Bo w naszym życiu pojawiają się ludzie ważnie i nieważni… nawet jeśli to brzmi paskudnie
Każdy człowiek coś nam daje, nawet jak pozostawi po sobie smród, to na przyszłość będziemy uważać…