Za drugim podejściem było lepiej. Dostałam pokój z widokiem na łąkę. Nigdy niekoszoną trawę opasywały drzewa. Było spokojnie i nie padało. Wtopiłam się w wysoki las źdźbeł. Wtedy, lecący powyżej trzmiel, wydawał się wielkim odrzutowcem. A kiedy położyłam się na wilgotnej ziemi, cykanie świerszczy przywodziło na myśl wszystkie języki świata, która rozumie każdy, kto umie pytać niekoniecznie głośno, ale „dlaczego”. Bo jeśli jest ciepło, bezpiecznie, miło, kiedy wszelkie potrzebny zostaną zaspokojone, czy nadal jest coś niezbędnego ludziom? Człowiek nie samym chlebem żyje. Jest coś jeszcze; brakujące ogniwo tkwiące w każdym człowieku– znalezienie odpowiedzi na dziwne pytania.
Z okna miałam przedziwny widok. Ponad łąką i drzewami widać było czubek wysokiej wieży. W szczerym polu stała stara, zniszczona budowla z okrągłą wieżą, jaką najczęściej spotyka się w bajkach (z czekającą księżniczką). W niedługim czasie dotarłam do znaleziska zza okna. Okazało się, że był to stary folwark pilnowany przez nadgorliwego ciecia. Bał się on szczególnie dzieciarni ze sprejami i napisów typu „jude”. Nie udało mi się podejść do znaleziska, bo z jednej strony zasłaniały go drzewa, z drugiej czujne oko ochroniarza wywoływało alarm i przedwczesną panikę.
Po paru dniach przyzwyczaiłam do zaokiennego widoku, jak do jedynego maku wśród łanu pszenicy. I chyba to jest najsmutniejsze. Dorastając oswajałam się nie tylko z prawem ciążenia, do codziennego smaku chleba, do świata jako takiego. Dorastając straciłam zdolność dziwienia się światem, coś, co powinno pobudzać do życia, bo to, co najistotniejsze tkwi w nas samych, coś, co podpowiada, że życie jest wielką zagadką.
Wiedzieliśmy o tym na długo przedtem, zanim nauczyliśmy się o tym myśleć.
Dziecko dziwi się wszystkiemu: tacie, który goli się dziwnym urządzeniem, mamie, która wkłada pranie do przepaści. My, widząc dziecko unoszące się w powietrzu od razu zadzwonilibyśmy pod numer alarmowy. Przyzwyczailiśmy się do porządku na tym świecie…
Niektórzy są tak pochłonięci codziennymi problemami, że zdumienie samym życiem zostaje wypchnięte w najdalsze zakamarki myśli.

Komentarzy: 12 do wpisu "2. Przyzwyczajenie"
Piękne widoki…. trudna sztuka odnaleźć w sobie dziecko by umieć żyć pełnia życia i potrafić cieszyć sie małymi sprawami codzienności… tak wiele nam ich umyka…
Zezyrok, zaganiani jesteśmy. Kiedy wraca się z pracy nie ma siły nawet na jedzenie, a co mówić na myślenie
. Wakacje też są szalone – od zabytku do wartego odwiedzenia muzeum, wśród dziecięcego wrzasku i tłumu turystów. Nie wiem, możne nie umiemy inaczej?
Dobrze spisane:-) Widziałem i trawę i trzmiela, ale na szczęście się nie golę:)
http://www.sadoq.com
Jak zauważyłam ten proceder golenia, który niejednemu (wbrew pozorom kobietom też) mężczyźnie spędza sen z powiek, zgrabnie ominąłeś
.
Teraz oglądam na zapas, dużo i długo, by nie zapomnieć…
ja teraz spędzam chwile w takich gąszczach
pozdrawiam serdecznie
jestem ”robinsonka”;-)
Może potrzeba czasu , pewnego bagażu doświadczeń ,
zmęczenia zabieganą codziennością , by znowu umieć patrzeć na świat oczami dziecka ?
Ono wciąż , gdzieś głęboko , w nas jest
Donwinko, “robinsonko”, nie ma jak łono natury
Floro, może i świat dziecka tkwi głęboko w nas, ale będąc już w sile wieku niewielu udaje się przypomnieć widok beztroski i spontanicznego zdziwienia. To musi być niezapomniany składnik dzieciństwa, którego przypomnienie nawet starcze dziecinnienie nie pomoże…
No popatrz, a mnie ludzie nie przestają zadziwiać. Mam wrażenie, że jako dzieciaki dajemy się porwać czarodziejskim zadziwieniom, odkrywaniu nowego. Im dalej w las, tym mniej – teoretycznie – powinno nas dziwić, choćby z racji nabytych doświadczeń. A jednak… wśród mnóstwa wspaniałych cech ludzkich jest jedna – może mniej wspaniała, ale za to niczym nieograniczona. To głupota. I ona nie przestaje mnie zadziwiać
P.S. ale zamiast wypatrywać głupoty, która i tak tka się pod oczy nachalnie – wolę oglądać trzmiele i maki.
Masz rację , Kadarko .
Chciałabym po prostu wierzyć , że takie powroty są możliwe..
Pozdrawiam
Bo człowiek, Magento, to istota przedziwna i ciągle ewoluująca. Gdzie tam jej do drzew, niemal nieruchomych i niezmiennych… A głupota też może mieć różne odcienie, segreguję je i opisuję, czasem jako swoje głupstwa
. Była taka bajka “Marceli Szpak dziwi się światu”, w której bohaterowie ze zwykłych zdarzeń, bądź spotkań, wyciągali przedziwne wnioski. Szczególnie utkwiła mi w pamięci, bo przecież i z głupoty /drzew/ można wyciągnąć jakiś wniosek, chociażby – omijanie jej
.
Floro
.
Za tą wiarą chodzą różne brzydkie anegdoty, ale w coś trzeba wierzyć
Pozdrówka!
“… bo przecież z głupoty można wyciągnąć jakiś wniosek, chociażby – omijanie jej” a więc zen.ona slalomem, slalomem …
pozdrawiam jeszcze nie z łąki:)
Slalom bywa niebezpieczny, jak szybka jazda po krętych, górskich drogach.. zdarzają się wpadki
Pozdrawiam spod chmurki!