Maj jest dla mnie czasem rocznic. Urodzin, imienin, ślubów, uśmiechów i łez, bólu i zazdrości. Jest takim szczególnym miesiącem, kiedy wszystko zaczyna kwitnąć i przekwitać, a co nie zakwitnie, umiera nie wydając owocu.
Rocznice przypominają o radości, jaka towarzyszyła przy pierwszym spojrzeniu w oczy nowonarodzonego dziecka, pierwszym pocałunku, skoku ciśnienia, gdy przy wszystkich wypowiadając słowa – na dobre i na złe, czuło się niepewność, albo… Rocznice bolesne, kiedy nie udało się miłości utrzymać przy życiu. Pielęgnuje się i je, jako gorzką przestrogę na przyszłość, czasem porażkę, z której nie da się już podnieść.
Miłość ma to do siebie, że niepielęgnowana umiera. Nigdy nie jest jednorodna, ewoluuje w różne formy bytu, by nie było za łatwo i nudno przy jej uprawianiu. Zasada jest prosta – orka na ugorze musi być podjęta przez obie strony.
Maj był początkiem wielu dróg. Naiwnie myślałam, że tylko radości. Egzaminem, nie tylko dojrzałości. Był maleńkim stworzeniem, dla którego trzeba było oddać cześć siebie, by stanęło na nogi, rosło, nauczyło się żyć samodzielnie. Był też ogrodem, który rozkwitł bzem, kasztanami i rajskimi jabłoniami. Związkiem uczuciowym, który więdnie niepodlewany. Miłością, której powodzenie zależne jest od zrozumienia natury. Ziemią, na której posiane ziarno nie wykiełkuje wśród chwastów, a kolejne pory roku wymagają szczególnych pielęgnacji.
I tak wiosna – szaleńczo zakochana w świeżych kwiatach i drugim człowieku. Uczucie jakbym zawsze miała być szczęśliwa, jak mogłabym nie kochać..? Wiosną wszystko przychodzi z łatwością, wydaje się wieczne, idealne. Do twarzy mi z wiosną, wtedy nie liczy się wysiłków, jakie niesie ze sobą taniec przez życie. Wiosna jednak uroczo przekwita i tym, którym udało się wejść szczęśliwe w lato, widzą, że ideałów nie ma. Nic nie może wiecznie trwać, nawet podlewane i pielęgnowane kwiaty, zmieniają się. Dojrzewają i wydają się już inne niż wiosną.
Kwiaty letnie. Nieco mniej soczyste, ciemniejsze, ale bardziej kolorowe i wonne. Świadome swojego piękna. Lato trwa dłużej od wiosny i dlatego na jego płatkach lubią pasożytować mszyce. Nikt nie jest idealny, a lato odsłania bezlitośnie wady miłości. Rodzą się rozczarowania i frustracje, chwasty rosną zacieklej, słońce pali mocniej… Nie jest łatwo dawać miłość i otrzymywać miłość, jakiej oczekiwaliśmy. Lato odkrywa, że nie zawsze można być szczęśliwym, nie zawsze uczucia są gorące. W tej porze roku ludzie najczęściej się rozstają.
Tracę złudzenia. Cierpię, że wiosna nie trwa wiecznie. Może to on nie podejmuje starań, nie rozumie, że miłość nie trwa w nieskończoność? Miłość lata nie jest łatwa, często wymaga ciężkiej pracy pod palącym słońcem oczu innej. W lecie nic nie dzieje się automatycznie, wzajemność jest jedynym lekiem na ciągłość zapachu lata.
A gdzie jesień i zima? Boję się.
Dla P.
Za wiosnę
i za lato.
