• Moje podwórko N, 31 maja 2009 Komentarzy: 13

    fot. Lucie Polackova

    fot. Lucie Polackova

    Zanim doszliśmy do ery komputerów podglądanie było niewinne – zwierzątka, roślinki…
    Potem powstała sztuka – literatura, malarstwo, fotografia, które potwierdziły – lubimy podpatrywać, a jeszcze bardziej – przedstawiać zauważenie swoimi oczyma.

    Dla fotografa to prawdziwa namiętność – oglądać dzieło swojego postrzegania, zamknięte w nieruchomym kadrze. Nieważne, czy zdjęcie uległo retuszowi, czy jest dobre samo w sobie, opowiada swoją historię. Postacie na zdjęciu, drzewa w lesie – podejrzane, czy mają coś przeciwko fotografowaniu? Z reguły nic nie mają do powiedzenia, nieświadome procederu. A kiedy ktoś świadomie pozuje, bo lubi kiedyś jest oglądany i podziwiany (nieistotne, czy krytycznie, czy nie)? Działa to w obie strony. Większość ludzi lubi uwieczniać się na fotografiach, potem oglądać własne ciało, o ile nie godzi to w ich sferę intymną. Sferę bezpiecznej odległości, bo naruszenie jej jest już okiem przy dziurce od klucza; Judaszem, który sprzeda każdą intymność za kwotę oferowaną przez tłum.

    A może podglądanie zaczyna się od realnej plotki, w systemie – zauważono i omówiono? Plotkują wszyscy i o wszystkim; o panu Zdzisiu, który stracił pracę, kto z kim jedzie na wakacje, ile zarabia Goździkowa z parteru. Wyszydzani i wyśmiewali zazwyczaj o tym nie wiedzą, a plotkujący zacierają ręce – dobrze, że my tacy nie jesteśmy.

    Lubimy poznawać styl zachowania, ubierania innych ludzi, ich reakcje na różne sytuacje życiowe. Porównujemy i naśladujemy. Nie sposób nie docenić wysiłków mediów w celebrowaniu podglądania. Dzięki nim jesteśmy na bieżąco z supernowinami ze świata show biznesu, polityki, zaglądamy do kuchni Mostowiakom, ale szczególnie zapadają w serce programy typu reality show. Pierwszym znaczącym był Big Brothers. Wzbudził niemałą sensację i mało który Polak nie podglądał królików doświadczalnych zamkniętych na miniaturowej przestrzeni, dostających na swój widok istnej wariacji. Nie wiem z jakimi myślami bili się uczestnicy programu, kiedy oglądali powtórki BB. Niektórym udało sięgnąć marzeń, inni znikli gdzieś z rumieńcem na twarzy. Tak czy inaczej, dostali honoraria i podpis pod licem – dałem się podejrzeć. Stacje telewizyjne zachęcają (zwłaszcza w okolicach jesieni) coraz to nowymi okazjami do podziwiania i podpatrywania większych i tych malutkich.

    Panu Zdzisiowi nie wystarcza już wyjście na balkon na papieroska (z lornetką w drugiej ręce). Skoro reality show był tak ekscytujący, to dlaczego nie wejść sąsiadce do łazienki, kuchni, łóżka (z lornetką oczywiście)?

  • Cybertaniec Pt, 29 maja 2009 Komentarzy: 15

    puk, puk!
    to ja, pan Judasz
    co pan tu robi?!
    a nic, zaglądam przez dziurkę od klucza…

    Po co?

    Złościsz się, że sąsiad zostawia swój wzrok na wycieraczce? Jeśliby tylko mógł, wszedłby dalej. Jest to naturalna kolej rzeczy. Najpierw jest ciekawość, potem podglądanie i naśladowanie. Co dla małego dziecka jest drogą do dojrzałości, dorosłemu człowiekowi nie wpada. Dziecko poprzez naśladownictwo i obserwację wyrabia sobie smaczek na życie. My, wy, oni – wespół w zespół nakręcamy się do podglądania coraz bardziej oryginalnymi metodami. Człowiek interesuje się innymi, porównuje i analizuje jak uplasował się w danej klasyfikacji – materialnej, duchowej, rodzinnej. Czy to jest obserwowanie czy podglądanie?

    Po co nam dano blogi, fora, serwisy społecznościowe? Czy to przypadkiem nie osiedlowe (niszowe) Kluby Podglądacza? Codziennie za darmo czytam myśli sąsiada – blogoautora, oceniam jego fotografie, mierzę wprawnym okiem gabaryty tuszy i gust muzyczny. On nie zasłonił okien, przeciwnie, drzwi do domu zostawił otwarte. Dano nam wiec możliwość wejścia na czyjś dywan i wytarcia ubłoconych butów, splunięcia, rozebrania się i wykrzyczenia wszelkich bolączek. A co tam, żadnych konsekwencji nie poniosę! Dano też nam prawo do merytorycznej wypowiedzi, świadczenia stałym nickiem o naszym miejscu w sieci. Dostarczono nam narzędzi do ekshibicjonizmu, pokazując siebie podpisaliśmy cyrograf zgodę na podglądania i krytykę.

    Nie ma takich internautów, którzy poszukiwaliby informacji tylko na określony temat. Zbyt długie analizowanie jednego tematu nuży. Uwaga wymyka się na NK, YT, na fora, na blogi, gdzie rozgrywa się prawdziwe życie. Może dziś pan X palnął jakie głupstwo, pani Y ujawniła w końcu obiecane priv, na forum znów jatka kto miał rację w sprawie zeszłorocznego spamu..? Podglądanie zaspakaja głód sensacji. A jeszcze większą frajdę sprawia nam, kiedy możemy włączyć się do kotłowaniny słów. Analizujemy wypowiedzi, łapiemy za słówka, ale kiedy stajemy się centrum ataków, nie jest już tak wesoło. Wtedy nie możemy już obserwować, ba, pooglądać, bo odpieramy ataki (często na oślep), i tracimy kontrolę nad tym, jak odbierani jesteśmy przez podglądaczy.

  • Niepamiętnik Pn, 25 maja 2009 Komentarzy: 12

    Maj jest dla mnie czasem rocznic. Urodzin, imienin, ślubów, uśmiechów i łez, bólu i zazdrości. Jest takim szczególnym miesiącem, kiedy wszystko zaczyna kwitnąć i przekwitać, a co nie zakwitnie, umiera nie wydając owocu.

    Rocznice przypominają o radości, jaka towarzyszyła przy pierwszym spojrzeniu w oczy nowonarodzonego dziecka, pierwszym pocałunku, skoku ciśnienia, gdy przy wszystkich wypowiadając słowa – na dobre i na złe, czuło się niepewność, albo… Rocznice bolesne, kiedy nie udało się miłości utrzymać przy życiu. Pielęgnuje się i je, jako gorzką przestrogę na przyszłość, czasem porażkę, z której nie da się już podnieść.

    Miłość ma to do siebie, że niepielęgnowana umiera. Nigdy nie jest jednorodna, ewoluuje w różne formy bytu, by nie było za łatwo i nudno przy jej uprawianiu. Zasada jest prosta – orka na ugorze musi być podjęta przez obie strony.

    Maj był początkiem wielu dróg. Naiwnie myślałam, że tylko radości. Egzaminem, nie tylko dojrzałości. Był maleńkim stworzeniem, dla którego trzeba było oddać cześć siebie, by stanęło na nogi, rosło, nauczyło się żyć samodzielnie. Był też ogrodem, który rozkwitł bzem, kasztanami i rajskimi jabłoniami. Związkiem uczuciowym, który więdnie niepodlewany. Miłością, której powodzenie zależne jest od zrozumienia natury. Ziemią, na której posiane ziarno nie wykiełkuje wśród chwastów, a kolejne pory roku wymagają szczególnych pielęgnacji.

    I tak wiosna – szaleńczo zakochana w świeżych kwiatach i drugim człowieku. Uczucie jakbym zawsze miała być szczęśliwa, jak mogłabym nie kochać..? Wiosną wszystko przychodzi z łatwością, wydaje się wieczne, idealne. Do twarzy mi z wiosną, wtedy nie liczy się wysiłków, jakie niesie ze sobą taniec przez życie. Wiosna jednak uroczo przekwita i tym, którym udało się wejść szczęśliwe w lato, widzą, że ideałów nie ma. Nic nie może wiecznie trwać, nawet podlewane i pielęgnowane kwiaty, zmieniają się. Dojrzewają i wydają się już inne niż wiosną.

    Kwiaty letnie. Nieco mniej soczyste, ciemniejsze, ale bardziej kolorowe i wonne. Świadome swojego piękna. Lato trwa dłużej od wiosny i dlatego na jego płatkach lubią pasożytować mszyce. Nikt nie jest idealny, a lato odsłania bezlitośnie wady miłości. Rodzą się rozczarowania i frustracje, chwasty rosną zacieklej, słońce pali mocniej… Nie jest łatwo dawać miłość i otrzymywać miłość, jakiej oczekiwaliśmy. Lato odkrywa, że nie zawsze można być szczęśliwym, nie zawsze uczucia są gorące. W tej porze roku ludzie najczęściej się rozstają.

    Tracę złudzenia. Cierpię, że wiosna nie trwa wiecznie. Może to on nie podejmuje starań, nie rozumie, że miłość nie trwa w nieskończoność? Miłość lata nie jest łatwa, często wymaga ciężkiej pracy pod palącym słońcem oczu innej. W lecie nic nie dzieje się automatycznie, wzajemność jest jedynym lekiem na ciągłość zapachu lata.

    A gdzie jesień i zima? Boję się.

    Dla P.
    Za wiosnę
    i za lato.

  • Inspiracje Śr, 20 maja 2009 Komentarzy: 14

    fot. Simon Niebel

    fot. Simon Niebel

    Zamówiłam kiedyś na emaila prenumeratę różnorakich inspiracji. Miałam nadzieję, że przydadzą się, kiedy pustką powieje z głowy, wiec pieczołowicie chomikowałam na poczcie. Zrobiła się ich całkiem spora zawali-górka i postanowiłam je posegregować. Pierwszą jaką otworzyłam była:

    Człowiek poszerza swoje granice tylko poprzez ich przekraczanie.
    - M. Scott Peck

    Ostatnio przekroczyłam granice – lenistwa. Myślę tylko o kwiatkach, motylkach i planowanych wyjazdach. Gdzie tu wyjście poza sobie – mowy nie ma. Nawet wręcz odwrotnie – uwstecznianie!
    Telefon, który zadzwonił prawie w tej samej chwili, przywalił mnie kamieniami. Obcy głos w słuchawce zaczął swojsko gadać, a ja nie mogłam skojarzyć kto to.

    - Mam prośbę: czy mogłaby pani przeczytać moją pracę i pomóc w rozwinięciu jednego małego punkciku?

    Coś mi zaczęło świtać. To ta babka, która trochę przy późno zaczęła Europeistykę. Kiedy jej koleżanki dawno miały dyplom w kieszeni, ona zajmowała kolejne stanowiska w banku. Pięła się bez papierka. Teraz walczyła przez dyplom o zostanie na stołku.

    - O jakim temacie mówimy – zapytałam, intonując moją rezygnację.

    - Mniejszość żydowska w Polsce w latach powojennych.

    - E… Historię, to ja miałam w szkole średniej – wstyd się przyznać, ale pierwszym skojarzeniem z historią był rok 1410 (i nie przyznałam się!); trochę przy późno jak na historię Żydów. – Holokaust tylko liznęłam, z racji redukcji godzin lekcyjnych!

    Nic nie szkodzi, nie chodzi o merytorykę, a streszczenie większej części. Ja jestem umysł ścisły, dla mnie 2+2 jest cztery, nie umiem się rozwodzić ponad to, co jest faktem. Lekkie polanie wody byłoby wskazane.

    Powaliła mnie jej szczerość.

    - Prawdopodobnie ja jestem rozwiązła!? W żadnej pracy nie można lać wody! Chociażby, że promotor zaraz wyłapie, wykrzyczy przy całej grupie, podrze kartki! W zależności jaka zakała się trafi. A są, im bardziej renomowana uczelnia, tym lepszy.

    - O to niech się pani nie martwi. Jestem tym szczęśliwcem, który trafił na pobłażliwego promotora – i tu nastąpił szerszy opis nt luźnego charakteru, np. bibliografii, braku części metodologiczno-praktycznej…. – Praca jest niewielka, 60 stron. Oczywiście odwdzięczę się jakoś pani – przymilnie wibrował jej głosik, niczym melodia dla ego.

    Tak to właśnie zabrałam się za lekki retusz czyjejś pracy. Nadmienię, że nie chodziło tylko o dopisanie kilku zdań – streszczenie podrozdziału. Na końcu rozmowy pani poprosiła o jeszcze kilka uwag (mniej więcej na stronę) do zakończenia, czyli wnioski. Czyli lanie wody.

    Fakt, kobieta weszła mi na ambicję, chociażby wiarą w moje mierne zasoby wiedzy historycznej, zdolności lania wody, a nawet swoją szczerością i obiecanym litrem wódki (muszą zmienić ją na inny gift!).
    W trakcie rozmowy nie analizowałam, że o wiele prościej jest napisać coś od początku do końca, niż poprawiać lub dopisywać zupełnie innym stylem, tu: połączyć styl humanistyczny i ścisły.

    Przypomniał mi się pierwsza inspiracja o poszerzaniu granic człowieczych. Lenistwa, egoizmu, wybujałego ego. Można przekroczyć i takie granice, ale nie o to chodziło Peck’owi. Zapewne miał na myśli granice poznania, chęci i motywy kierujące człowiekiem. I tylko poznając nowe lądy, walcząc z lenistwem i tabu, można poznać lepiej i sobie i pokonać własne ograniczenia.
    Jednym, w pokonywaniu ograniczeń, potrzebny jest mocny kopniak, inni poza swoje granice nigdy nosa nie wytkną.

    Jeśli powyższy cytat odczytać ogólnikowo, powiedziałabym, że pewnych granic nie przekroczyłam godząc się na „pomoc”. Granic dobrego wychowania. A może brak mi empatii?

    PS. Wpis ten dedykuję Kasi (Ja-sama), życząc powodzenia na obronie!

  • Wata słowna N, 17 maja 2009 Komentarzy: 12

    Pojechałbym gdzieś daleko, z dala od zgiełku i ciągłego biegu. Wyciągnęłabym się na leżaku, popalała sziszę, poszperała na pchlim targu, albo w ciepłym morzu… Darowałabym nawet natrętnym handlarzom tanich podróbek. Niech mają satysfakcję, że powiedzą kilka słów po polsku. Jeśli to ich jedyna szansa na koedukację? Zawsze reaguję na tego typu przypodobania uśmiechem, milczeniem lub stanowczym ‘dziękuję!’. Dobijanie targu mija się z celem, skoro handlarz zna tylko po mojemu parę zdań, a ja wiem, że nie zejdzie bliżej realnej ceny prezentowanego gniota. Bawi mnie jego upór, ale skoro wybrał taki zawód, niech pokaże na co go stać! Śmieję się z niego, ale nie szyderczo, może z bezsilności, że nie mogę mu wytłumaczyć, że ta rzecz nie jest mi potrzebna nawet, jako ozdoba ubikacji. Nie posiadam też komórki z gratami, którą mogłaby owa rzeczą zasilić. Śmieję się, bo mnie nie przekona, już dawno stałam się odporna na niezrozumiałe oszustwa. Inna sprawa, kiedy ktoś stara się zrozumiale argumentować, zdarza mi się nabierać i kupić, np. zepsuty zegarek. Kupię, jeśli coś mnie zainteresuje, ale, pewniej, jeśli sama wybiorę gadżet.

    Ale szczęśliwi czasu nie mierzą; ale co z nieszczęśliwymi? Mają dwa razy więcej nieszczęścia, przez czas i prywatne kłopoty? Pomimo kłopotów czas pokazuje niechybnie zbliżające się wakacje. Czas spełnienia marzeń i odkrywania obcych lądów. Dokąd tym razem? Kiedyś bawiłam się wirującym globusem. Zakręcałam raz, a gdy kula zatrzymywała się, palec wskazywał odkrywczy ląd. Uczyłam się o tym lądzie suchych faktów, geografii, wierząc, że kiedyś postawię nogę w tajdze, na Grenlandii, czy w lesie równikowym.

    Najwyższy czas (nie wiem czy nie za późno) rozpocząć poszukiwania szczęśliwych wakacji. Urlop tamtego roku udał się nadzwyczaj dobrze. Obyło się bez globusa, ba! nawet bez śledztwa biur podróży. Ostatnio jednak czytam opinie byłych urlopowiczów i włos zjeżył nie się na głowie. Trafiam na samych niezadowolonych i narzekających. Nadto prześladują mnie medialne informacje o parodniowych koczowaniach w salach odlotów, o awariach autokarów, gdzieś w wioskach bez cywilizacji. Nikt jednak głośnio nie mówi o bardziej banalnych a wstydliwych sprawach. Najbardziej boli brak szacunku do Polaków, na drugi ogień idzie – brak podstawowych zasad higieny i brud w pokojach. Brud przyrośnięty silikonem do fug prysznica albo waląca się kabina (muszle klozetowe były całe…). Z „niepolecanych” trafiło mnie pięścią ubogie jedzenie. Chyba każdy chce spróbować regionalnej kuchni, a jednostajne, czy „kontynentalne” śniadania, mijają się z celem. Monotonia, mimo, że wykupiono all inclusive. Sporo było różnych ostrzeżeń. Nie chce tego już czytać. Po takiej lekturze, wypróbowanym sposobem, chcę spakować plecak z namiotem i co się da unieść, i wybrać się stopem nad nasze zimne Morze. A tak marzył mi się gorący piasek na nieznanym lądzie.

    I kto twierdzi, że człowiek świadomy jest szczęśliwszy? O niektórych rzeczach z pewnością nie powinniśmy wiedzieć. Zapobiegliwość zostawiłabym opiece losu… Takie wakacyjne szaleństwo!

  • Donkiszoteria Śr, 13 maja 2009 Komentarzy: 9

    fot. Ozlem Dirgin

    fot. Ozlem Dirgin

    Rzadko czytam książki polecane, najczęściej te leżące swobodnie w drewnianych bibliotecznych skrzynkach. Można powiedzieć – też polecane, skoro bibliotekarz nie nadąża z przeniesieniem ich na półki. I tak wpadła mi w ręce „Samotność bogów” D. Terakowskiej. Młodzi bohaterowie i lekkość pióra sugeruje, że jest to książka dla dzieci, ale zagłębiając się dalej, zdecydowanie nie dla nich przeznaczona. Terakowska sięga po nietypową konwencję, przedstawia bajkę i prawdę o dylematach naszej wiary.

    Wśród wielu bóstw i bożąt, sprzymierzeńców człowieka w walce z siłami natury, największym był Światowid. Groźny bóg, któremu ludzie składali ofiary z ludzi. Nastał jednak czas nowej wiary w Dobrego Boga – Boga Miłości (czyżby naszego obecnego?). Walka Światowida o wskrzeszenie jego kultu kończy się błaganiem o godną śmierć.

    Bogowie umierają, ale ich agonia jest dłuższa i straszliwsza niż ludzka. Umierają, gdy przestanie się w nich wierzyć…

    Jakkolwiek akcja rozgrywa się w czasach prawie pogańskich, Terakowska zabiera to do średniowiecza, w czasy Chrystusa i do współczesności, gdzie przewijają się motywy mitologii słowiańskiej i tradycji chrześcijańskiej. Bóg Dobroci powoli wplatał się w życie plemienia. Autorka jednak stawiała przed dylematem. Światowid był bogiem okrutnym, ludzie bali się go tak bardzo, że nie było nikogo, kto by się mu przeciwstawił. A jednak pojawił się Bóg Miłości i korzystając z udręki ludu, stopniowo zajmował miejsce starego boga. Był miłosierny i wszystko wybaczał. Czy taki bóg mógł mieć posłuch, mógł zrzeszać tysiące i nie wystawiać się na pośmiewisko?
    Jak radzili sobie z łagodnością Boga Miłości ludzie? Ba! kapłani. Człowiek w każdych czasach dążył do lepszego, poprzez rozwój doszukał się licznych wynalazków, taką szansę dał mu nowy bóg. Cywilizacja jednak wymagała ofiar. Wraz potęgą nowego boga rozwinęła się wyobraźnia człowieka, by np. przysporzyć mu więcej wyznawców. Wygnanie w puszczę, pławienie w wodzie, stosy? To przecież wymysł człowieka, nie Boga Dobroci. A gdzie owo dobro?

    …trzymasz się kurczowo tego, co zapisano w księgach, lecz nie zapisano wszystkiego. Każdy pomijał to, co mu było niewygodne, lub pali księgę uznaną przez siebie za heretycką, choć dla innych była księgą świętą. Ludzie są omylni i słabi. Żeby nie błądzić trzeba… wiary i serca.
    Wiara to właśnie serce. W księgach, które czytasz, niewiele o tym napisano. Wiara to nie tyko zasady, ale i czucie. A ja czuję, ze ten starzec nie zrobił nigdy niczego złego, nie dopuścił się grzechu. Cale jego życie wypełniała powinność, która nałożono na niego, gdy został czarownikiem, tak jak nałożono dla ciebie, gdy zostałeś kapłanem. I każdy z was czyni to, co wydaje mu się najlepsze, choć są to tak różne czynności.

    Powoływanie do życia nowych bóstw nie jest łatwe, podobnież jak utrzymywanie ich przy życiu. Kiedy wiara w nich umocni się, a potem rozrośnie, z większym impetem ingeruje w nią człowiek. W końcowym efekcie, to człowiek steruje wiarą i religią, wymyślając przeróżne fortele, by wtrącać się w życie drugiego człowieka.

    Tak był ujęła jedno z wielu przesłań „Samotności bogów”. Nie da się jej jednak pojąć do końca, jest jedną z wielu książek, którą, trzeba zgłębić i odczytać na nowo.

    … pomyślał nagle, że to jest ten sam świat, w którym znajdzie się Isak, że w tym wspólnym dla obu starców Świecie Zmarłych nikogo nie będzie się oceniać po stroju, słowach, znakach, które czynili za życia, religii, jaką wyznawali, i Bogach, w których wierzyli. Nie będzie tam znać takich słów, jak „heretyk”, „poganin” czy „bałwochwalca”; nikt nie powie słowa na cudzych Bogów, bóstwa i bożęta, gdyż wszystkie boskie istoty będą tam sobie równe.

  • Wata słowna Pn, 11 maja 2009 Komentarzy: 8

    Maj rozkwita. Późnymi jabłoniami, bzem, kasztanami i konwaliami. Te ostatnie najbardziej przyjemnie drażnią moje oko i zmysł powonienia. Zapach nieomal duszący. Odstraszający? Na pewno nie okresowych zbieraczy w celach zarobkowych. Ile oni mogą zarobić? Niewiele. Przejeżdżając wczoraj przez kolejną, żółtą rzepakiem wieś, widziałam nieomal szpalery handlarzy konwaliami. Konwalie są w Polsce pod częściową ochroną, znaczy to, że zbór nabywanie i oferowanie jest procederem nielegalnym, podlegającym karze. Nie słyszałam żeby ktoś ponosił jakieś konsekwencje z tytuły zboru tego drobnego kwiecia. Tam, gdzie mieszkam ciężko ją znaleźć. Ale znalazłam i złowiłam aparatem. Niepozorna konwalia ma za sobą sporą historię. Wyczytałam, że jest znakiem Maryi i Chrystusa, wskazuje na zbawienie świata. Można je odnaleźć na obrazach Sądu Ostatecznego po stronie błogosławionych; jako kwiat poświecony Marii z Nazaretu. Konwalia symbolizuje młodość, pomyślność i szczęście, ale jest też atrybutem sztuki medycznej. Nie przez przypadek na jednym z portretów Mikołaj Kopernik trzyma kwiat w lewej dłoni (dlaczego w lewej? Może Kopernik był leworęczny albo on sam, autor obrazu, stworzył swoje lustrzane odbicie?). Ułożenie kwiatów konwalii przypomina drabinę. Drabinę do nieba?

    Jak w wierszu Zdzisława:

    biegałem po nie do lasu

    zroszone niosłem dla Ciebie

    dziś mimo upływu czasu dałbym,

    lecz jesteś w niebie z zadumą

    spoglądam na nie dzwoniące na leśnej polanie

    myślę, że dobrze zrobię Mamie kładąc na grobie

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

maj 2009
P W Ś C P S N
« kwietnia   czerwca »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Kategorie

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u