
- Nie lubię cię – powiedziała mała Krysia, obrzucając Basię piaskiem.
- Zośka, coś ty jej zrobiła? – starszy brat solidarnie wycierał Zosi oczy z piasku.
Chciał ją mocno zganić, ale mógł tylko bardziej straszyć. Zośka chlipała, z zasmarkanego gardła udało się usłyszeć:
- Huśtałam się z Bartkiem, Basia nie miała się, z kim bawić.
- Głupia jesteś! Bartek to zdrajca, wczoraj podkopał naszą fortecę i ukradł ze środka wszystkie szklane kulki.
- No to, co! On nie krzyczy jak wy. Daje mi się pobawić swoimi zabawkami i dzieli się batonikami. Jest sprawiedliwy w zabawie.
Basia dostała łopatką po głowie.
- Jak będziesz się z nim bawić, to więcej się do piaskownicy nie zabiorę!
I Zosia odtąd patrzyła z przeludnionej piaskownicy jak Bartek sam bawi się samochodzikami przy huśtawkach. Był wolnym żołnierzem.
Ona była w jednej z grup, które okupowały piaskownicę po prawej stronie podwórka, przynosiły plastikowymi kubeczkami wodę z kałuż i babrały się boso w fosie zamku stojącego na środku. Poligon wytyczały końce patykowatych flag, przy których pełniła funkcje straż.
Nieco pośrodku, po lewej, rozbił się garnizon wroga. Ci upaprani na twarzach błotem i guanem wojownicy omawiali strategię kontrataku. Ich zaciekłość, była jeszcze większa na myśl o straconych dwóch walecznych żołnierzach. Przeszli na stronę wroga.
Walka wręcz schodziła na dalszy plan, kiedy w grę wchodziły mechanizmy podprogowe. Niestrzeżeni żołnierze omamieni lepszym żołdem przechodzili na stronę wroga. W szczególnym niebezpieczeństwie znalazły się małe dziewczynki mające do zaoferowania znacznie więcej niźli nabuzowany testosteron. Chociażby to, że w towarzystwie sukienek chłopcy bardziej starali się i częściej myli…
*
Kiedyś z internetem wiązano nadzieję, że będzie to świat bez przemocy, uprzedzeń, rasizmu… Powstaną w nim grupy wspierające się wzajemnie, bez zgrzytów z zewnętrznego świata. Szybko rozpierzchła się ta mrzonka, głównie, dlatego, że do internetu wchodzimy z bagażem doświadczeń. Z uprzedzeniami do członków swojej piaskownicy, którzy, jak się nam zdawało, są podobni do nas i uprzedzeniami do tych z obcej piaskownicy, która się z nami nie zgadza, wyśmiewa nas, etc.
Każda grupa broni swego terytorium, kiedy uzna, że jest zagrożona jej członkowie silniej egzekwują reguły wewnątrzgrupowe, przyklejają się do siebie, tworząc mur nie do pokonania. Grupa przeciwna obrzucana jest błotem zgodnie z przyjętymi stereotypami. Oni są źli, obłudni i chamscy, bo nie nasi. Grupy próbują wyrwać sobie, co zacieklejszych żołnierzy, podkopując ich lojalność i moralność. Ale jeśli pojawi się jakiś ważny cel wymagającej współpracy (np. konkurs, który ma wyłonić zwycięzców z trzeciej, czwartej grupy), napięcia zmniejszają się (w myśl zasady –lepszy swój wróg niż obcy). Na szczycie stoją przywódcy stanowczo wymagający przestrzegania regulaminu, piętnujący dezercję czy nieposłuszeństwo. Wbrew pozorom, z daleka można też dotkliwie kąsać.
Ludzie mają skłonność identyfikowania się z grupą i faworyzowania jej członków, mimo przypadkowego i absurdalnego wyboru. Komuś może podobać się czyjś nick, sygnaturka, umiejętność pisania na temat. W rzeczywistości, jakie ma znaczenie, że jest budowlańcem z Belfastu, skoro tak dobrze zna się na samochodach? Najbardziej jest to widoczne na nieokreśloną treścią towarzyskich portalach. Gdy zostaniemy do kogoś przydzieleni, poleceni, wydaje się, że członkowie grupy są do nas podobni, co często jest blefem. Inne grupy stoją w opozycji.
Skoro niełatwo zbadać status rozmówców jesteśmy skłonni myśleć o kimś, że jest podobny do nas. Tak jest w kontekście międzygrupowym, a w samej grupie? Jeśli żołnierz próbuje dostać się do przeciwnego obozu z powodu przewagi wroga, niekoniecznie jego przekonania pokrywają się z wizjami grupy. Podobnie jak ślepa identyfikacja z grupą, jego celem może być bezpieczeństwo lub chwała. Gotów poświecić inne cele. Ludzie różnie radzą sobie z dysonansem; z brakiem konsekwencji, miedzy przekonaniami a stanowiskiem, jakie obierają lub tymże stanowiskiem a zachowaniem. Jeśli nie są dość zaślepieni upojeniami przywódcy, chcą zmniejszyć dysonans. Często jednak wbrew własnym przekonaniom słuchają i wykonują, ich własne pragnienia zlały się z wizami ogółu (bądź boją wychylić z szeregu). Inni sprzeciwiają się, ich niezadowolenie manifestowane jest pozorną niezależnością, działaniem z boku, ale na rzecz grupy – pomocą, czy walką z ukrycia. Można powiedzieć, iż działają na dwa fronty – są niezależni, ale i związani z danym obozem. Tzw. wolni strzelcy są doskonałymi kopaczami, napastowana grupa nie bardzo wie czy skupiać swoje wysiłki na pojedynczym, wściekłym psie, czy na zbrojnej grupie. Osaczona jest z paru stron.
Mniej jest takich członków, którzy odchodzą gdzieś i wcale nie musi być to inna grupa. Ci także są niebezpieczni, bo jako odszczepieńczy – liderzy mogą stworzyć inną, silną konkurencję. A jeśli nie, to lepiej – samotnika łatwiej namierzyć i zestrzelić.
Wywody te i podobne można by snuć bardzo długo. Na jeden wpis wystarczy.
Dlaczego zaczęłam od dzieci w piaskownicy? W relacjach miedzy dziećmi i ludźmi w necie istnieje wiele podobieństw. Pominąwszy nawet powyższe, tak u dzieci w piaskownicy, jak w necie sporadycznie zdarzają się rany fizyczne. Tu ktoś klepnie kogoś łopatką, rzuci piachem w twarz, albo zmiesza z błotem. Pozostaje jakaś niechęć, uraz i żal.

Komentarzy: 38 do wpisu "Grupa a grupa"
Ni na temat to spam
więc zaspamuje
Kadarko pozwoliłem sobie nominować Cię do nagrody Kreativ Blogger
Szczegóły u mnie
Zobaczę co się da zrobić w temacie. Dzięki!
A właściwie to kim jestem? Jaką mogę mieć pewność, że doświadczenia i wrażenia innych ludzi są takie same jak moje? A jeżeli moje doświadczenia są inne, a także moje wrażenia i odczucia są inne to jak ma następować porozumienie? Co to jest porozumienie i dlaczego ma do niego dochodzić? Czy zawsze postępujemy zgodnie ze swoim interesem? A może przecież być i tak, że jestem tylko kukiełką która jest w jakiś tam sposób zaprogramowana, aby robić rzeczy, które tylko uważam za wynik działania własnej woli?
Tu w Necie schowani za Nickami nie kreujemy siebie, ale kreujemy naszą rzeczywistość. Iść z prądem czy pod prąd na raczej drugorzędne znaczenie, bo czy to będzie kij w mrowisku, czy ręka w szprychach, zawsze jeszcze nas chroni przycisk ON/OFF. Zatem czy jest miejsce na niechęć (?), uraz(?), żal?
Moniko, pytanie – kim jestem, będziemy zadawać sobie do końca życia; na pewno trybikiem w wielkiej machinie. A dokładniej…? Nie wykluczam kukiełki, która zaślepiona egoistycznym zyskiem wali na oślep, nie patrząc czy już po trupie, czy całkiem mocnym przeciwniku. I zawsze, bardziej lub mniej delikatnie, dążymy do pewnych własnych celów. Dla wielu ludzi net do drugi dom-obóz (jak nie pierwszy; z grupą naszą i wrogą), z wyimaginowanymi zabawkami i zabawami, i tylko tu mogą istnieć jakieś emocje, życie. Poza podstawowymi fizjologicznymi czynnościami w zasadzie mało wiąże ich z rzeczywistością. Jak morfiniści na dopalaczach, żyją w sieci kabelków. Dla nich przyciski, o których piszesz istnieją, ale „ON” świeci się prawie 24h na dobę. I jak na zewnątrz tworzą się grupy o podobnych celach, niekoniecznie z podobnymi ludźmi; ale sytuacja wyzwala złodzieja. Czego w real nie mogą realizują tu, szczególnie chętnie, kiedy nie mają nad sobą bata, czują, że mogą sobie pozwolić na b. dużo. Niektórzy tak się zamotali, że pomimo razów biczują się dalej.
PS. Tobie chyba nie było szkoda wystawić wirtualny nagrobek?
wszystko stracilo sens
Oczywiście, że realizujemy cele. Ale czy po trupie i z wysiłkiem? A może to tylko loża w spektaklu Komedii Ludzkiej? A co jak celem jest wyrwanie się z trybów wielkiej machiny?
Net – odskocznia, zarówno w realizacji wirtualnego przywództwa wirtualnego świata, jak i unurzanie się w wirtualnym rynsztoku dla wirtualnego samounicestwienia się.
Ale tak czy inaczej, monitor zastępowałam lusterkiem ni nalewając sobie kieliszek wina i wiedziałam, że go wypiję w najmilszym towarzystwie jakie znam. Choć potem, wracając do rzeczywistości jak zwykle nie udawało mi się wyprasować kołnierzyk w mojej ulubionej bluzce, przynajmniej nie tak jak bym chciała, a to zwykle było i jest porażką znacznie większą niż te, które przeżyłam kiedykolwiek w wirtualnym życiu.
PS. Oczywiście, że mi było trudno wystawić nagrobek, fotka to trzy warstwy w GIMP-ie, napracowałam się, – chyba godzinę nad nim siedziałam.
“Władca much” Wiliama Goldinga. Pamiętam, jaki szok przeżyłam, kiedy to przeczytałam po raz pierwszy – było nie było jakiś czas temu. Film też był wstrząsający.
I w sumie trudno powiedzieć, czy jesteśmy wredni z natury, czy natura czyni wrednymi. Czy życie w społeczeństwie nas uczy czy demoralizuje? Bardzo ciekawy temat… i trudny.
Wszystko, musisz się trzymać; nie jesteś tylko nickiem
.
Moniko, zależy co dla kogo jest celem; celem tu będzie chęć pokazania się – chamską zabawą, wiedzą, pomocą, przemocą. Są ludzie których nie widać, ale widać wysiłki ich pracy – administratorzy serwerów, grafików, hakerów. Każdy sili się odcisnąć swą linię papilarną.
W pewnym sensie net jak nagrobek, realnego życia; mamy na nim realną historię, i historię nierealną, która zależy ściśle od gracza. I chyba ludzie stają się bardziej nienawistni, kiedy inni gracze chwalą się osiągnięciami rzeczywistości. Bo co nam zostaje bez realnej historii, doświadczeń? Na ile lat wystarczy wyobraźni, cudzych myśli z książek i obrazów z filmów? Można naszpikować się tak teoriami, stracić emocje, nie widzieć człowieka tylko nacki, że jedyną podnietą jest niszczenie słowem, często i czynem. A ludzie w necie są naprawdę różni…
PS. Jak na godzinę umierania, niezła robota
. W necie na szczęście można zmartwychwstać
.
Magento, już zabieram się za oglądanie filmu (a może i książkę przeczytam – leniwiec:)). Moim zdaniem nie jesteśmy wredni z natury, to ludzie, sytuacje zmuszają nas do obrony – atakiem. Ale nie umiemy żyć całkiem samotnie, bez kultury, bez nakazów, paradoksalnie bez drugiego człowieka, który daje poczucie bezpieczeństwa i strzela w tył głowy.
.
Pamiętam taki program – dziecko rodzi się bez lęków, to rodzice uczą go obrony przez potencjalnym złem – zgaszonym światłem, groźnym psem, ostrym kantem meblem. Od tego zaczyna się gra w życie
Człowiek to istota społeczna, jak powiedział bodajże Aronson. Lubimy przynależeć, chcemy być akceptowani. I nie przekona mnie ktoś kto mówi , że jest wolnym strzelcem i w dodatku nic go nie dotyka, bo to sieć, a tu tylko nicki. Z drugiej strony możemy nie należeć do żadnej z piaskownic, co nie znaczy, że jesteśmy ponad, czy nie identyfikujemy się z nikim. Czasem zwyczajnie jest tak, że w tych “zabawach w piasku” podzielamy zdanie jednych, a czasem tych z drugiej piaskownicy. Niektórzy nazywają to hipokryzją. Ja nazywam myśleniem. Nie można na ślepo rzucać błotem, bo Oni są nie z naszej grupy. Myśl i patrz. I traktuj innych tak, jakbyś chciał być sam traktowany. I marzy mi się właśnie taka piaskownica. Utopia? Nikoniecznie.
Ps. Pozdrawiam z odległych światów.;))
@Kadarka, coś mi się wydaje, że demonizujesz Net. W realu jest inaczej? A jaki procent Twojego otoczenia nie mówi własnym tekstem? Pewnie mi napiszesz, że łatwiej zweryfikować. Pewnie tak, tylko po co? Akurat tego nie robię i jak ktoś chce odgrywać kogoś innego to proszę bardzo. Nic mi do tego. Przyjmuję jak jest, o ile przyjmuję, a jak nie, to jest też taki guziczek (ON/OFF) czyli przestrzeń w której gdzieś niknę. Nic nie jest nam dane na stale.
A linie papilarne? Czy nie wrzucamy miedziaka do fontanny, stawu, rzeki, aby coś pozostawić po sobie? Nie “odciskasz się” w otoczeniu które Ci się podoba choćby robiąc sobie zdjęcie, co w zasadzie nie jest niczym innym jak zawładnięciem na dłużej tego miejsca?
Napiszę Ci tak: Net jest dla mnie w odległości jednego naciśnięcia ikonki myszką. Świat realny to zamknięcie za sobą drzwi (tylko gdzie ja położyłam klucze?) zejście dwa piętra, otwarcie drzwi, uśmiech do concierge (obowiązkowy – bo nie wypuści) i kolejne drzwi i … już (dopiero?) jestem.
Co prawda wcześniej to jeszcze trzeba założyć buty, potem nerwowe sprawdzenie czy z rajstopami wszystko w porządku, szalik, płaszcz, czapka i … gdzie te cholerne rękawiczki.
A…. i na wszystko mam ze 30 minut, bo czas goni, coś jeszcze jest do zrobienie w realnym świecie.
To może lepiej kliknąć na te parę minut i przenieść się wirtualnego świata, pozostawiając ten realny jak będę miała trochę więcej czasu?
A jednak muszę się choć na oderwać od tego co robię, bo albo zwariuję, ale zacznę krzyczeć, a wtedy sąsiedzi zwariują.
A w Netcie musiałam umrzeć, bo zaczynało mi brakować czasu na real który jest nieprawdopodobnie wymagający.
@Kasiu, któraś z nas powinna zweryfikować swoje rozumienie hipokryzji. Nie wykluczam nigdy, że w innej piaskownicy może być lepiej, przyjemniej i mają tam nowsze wiaderka do stawiania babek. Co Cię trzyma w tej “Twojej”? Upór, czy to co czasem nazywają konserwatyzmem?
PS. Mam niejakie odczucia że w realu jestem tylko Nickiem, choć chciałabym być ikoną -:)
Moniko nie bardzo rozumiem, co masz na myśli:
“któraś z nas powinna zweryfikować swoje rozumienie hipokryzji”?
Nie trzymam się uparcie jednej piaskownicy potrafię podzielać zdanie jednych, jak i drugich, czy to hipokryzja?
Kasiu
.
Wolny strzelec to ten, kto nie opowiada się w pełni za żadną ze stron; nie chce dostosować założeń danej grupy w pełni, tylko z niektóre mu odpowiadają. Nie chce się też łączyć, bo.. po co? Trudno go nawet określić jednym terminem. Szpagaciarz? Tchórz? Egoista? Dwulicowiec? Ludzie jednak wolą łączyć się w stada, w nich czuję siłę, ale nie niezależność… Kasiu, okazuje się, że w necie można bardzo dużo. Można stworzyć sobie idyllę za murem ze złota, ale i tak znajdzie się ktoś, kto spróbuje swoich sił w jego rozbiórce. Uzna, że jest zbyt nudno, a po cuchu odejść niepodobna
PS. Są nicki, które lubą masochizm albo flegmę pod nogami, tu powiedzenia „traktuj innych tak, jakbyś chciał być sam traktowany” strach polecać…
Moniko, to co piszę, odnosi się do moich doświadczeń i obserwacji. Opinie te podziela parę osób, więc chyba jeszcze ze mną nie jest tak źle
. Możesz zapytać dlaczego się tym zajmuję, zawsze wszakże mogę wcisnąć krzyżyk. Ale jestem czasem jak mokra plama, wsiąkam i natykam się na swojej drodze na te sama nicki i ich sprzeczki. Obserwuję, bo lubię.
Wsiąkłaś?
Odciski w necie są o wiele trwalsze niż zapomniany dawno pieniążek w studni szczęścia. Skasowane informacje na serwerach nie nikną, są, ale nie można wejść pod wskazany adres, mają do nich wstęp wybrane osoby. Nie wiesz kto ma wgląd w Twoją pocztę. Administracja?
Moniko, posmakowałaś, doświadczyłaś nicków i dobrze wybrałaś. Ale myślę, że odwyk jest trudny. Tyle jest do przycina, tam. Czekam na swoją kolej.
PS. Co może trzymać tu człowieka? To czego nie może powiedzieć w pracy, czy rodzinie. Bo nie rozumieją, nie interesuje ich to. Jakaś pasja? Tu jest wiele ócz gotowych do rozmowy o tym samym, co nam w duszy gra…
Kadarko,zawsze zaczynam od siebie. Więc na “kwestię traktowania” patrzę pod swoim kątem. Taplanie pod nogami mi nie odpowiada:P
Dziś mi w duszy gra… ZIMA. I sypie.Dobrze, że dzwoneczków nie słychać.Tych uwieszonych u końskich łbów;))
Kasiu, dłuższe przebywanie w sieci różnie działa. Trochę skrzywia psychę
. Ja też zaczynam od siebie, ale to zależy co przyniosłam z zewnątrz. A czy ktoś umie zachować zdrowy dystans?
Sypie u mnie od pary dni, a pod nogami woda. Chyba nici z wiosny…
Eee wiosna nas zaskoczy;)
Podpisane: Kasia ze skrzywioną psyche;))
@Kadarka, skasowane informacje pozostają skasowanymi informacjami, czyli tracą aktualność i odchodzą w niebyt. Co mnie obchodzi to, że ktoś przegląda moją pocztę i czyta coś, co nie było przeznaczone dla niego? Jego problem. Moim problemem jest bardziej to, że nie czyta maila ktoś, do kogo jest ten mail kierowany.
Nie wiem co bym nie mogła powiedzieć w swojej rodzinie, czy w pracy. A co w zasadzie nie możesz powiedzieć? Że masz głupiego szefa? No … ja też nie bo jest akurat cholernie mądry, ale i tak przyjmie się, że każdy szef jest głupi, nas nie docenia etc, etc. Taki los szefów i trzeba się z tym pogodzić, jak się przyjmuje nominację szefowaniu czymkolwiek lub kimkolwiek.
Sprzeczki – dobrze robią, sama czasem prowokuję. Działają odświeżająco. A dzieje się coś złego, że ludzie się z sobą nie zgadzają? Gdyby się zgadzali – to byłaby dopiero nuda!
Nie roszczę sobie prawa do racji bezwzględnej, co więcej uzurpuję sobie prawo do popełniania błędów i trwaniu w nich tak długo, aż nie zmądrzeję. To jeszcze może potrwać. Może nawet jeszcze dość długo.
@Kasiu, chyba się nie zrozumiałyśmy, bo nie uważam, że jak składam akces do jakiejś grupy to zobowiązuje mnie to do podzielania wszystkich poglądów tej grupy i nie czuję się hipokrytką. Pewnie Kadarka zaraz “zasyczy” coś o wolnym strzelcu, szpagaciarze, (czy spagaciarce?) tchórzliwej egoistce, dwulicówce, (wpis z 19 marca 2009 z godziny 00:02) Stado jednak mi nie odpowiada, siła stada to siła walca drogowego, skuteczna, ale bezrozumna. Trochę zboczy i “ląduje” w przydrożnym rowie. Sam już się stamtąd nie wydobędzie.
Wolę dzicz wolnych związków.
Pozdrawiam M – dziś było u mnie wiosennie.
Moniko, chyba rzeczywiście się nie zrozumiałyśmy. Wg pewnych osob jestem hipokrytką, bo podzielam zdanie nie zawsze jednej grupy. Podoba mi się przenośnia i walec drogowy. Bardzo trafne.
Pozdrawiam snieżnie. Ciągle pada /lalala/ śnieg.
Kasiu
Wiosna na razie przyprawiła mi białą czapę i chlupanie w butach.
Moniko, jesteśmy w przekonaniach zbyt różne, a nie da się ich podważyć, bo wynikają z osobistych doświadczeń i preferencji. Ja bym jednak nie chciała, by ktoś przeglądał moja pocztę, jednak liczę się, że może się natknąć na intymne rzeczy. Czyszcząc zawartość kosza w Twoim komputerze dane nie zostają wymazane, dla laika potrzebny jest program czyszczący. Podobnie z serwerami (np. mailami), skasowany post pozostawia ślad bytności i nasze szczegółowe dane, chociażby dla prokuratury.
W drugim akapicie też mamy różne zdanie. Powiesz rodzinie, że brałaś udział w absurdalnej szarpaninie, której wzniosły cel przekształca się w walkę w zajadłe bluźnienie? Jeśli nie znają realiów netu – wyśmieją, bo dla rzeczywistości nie ma to żadnej wartości. Niektórzy przychodzą do netu by się ukryć i w końcu być sobą.
Nie lubię sprzeczek, raczej logiczne argumentowanie, własne doświadczenia, obserwacje. Może jestem nudna, nie lubię wojenek, nie oczyszczam powietrza i odchodzę jeśli klimat mi nie odpowiada. Nienawidzę jeśli ktoś zmienia radykalnie zdanie, „nie pamięta” co mówił tydzień temu, nie mówi NIE odmiennym założeniom. Poglądy jednak się zmieniają, ale próbuję nie zwariować w nawale ludzkiej netowej i zbiorowej histerii.
PS. Cóż za zgodność, Moniko! To o stadzie i szpagacie (poprawna forma, ale forma „szpagaciarze” nie istnieje; to mój wymysł), ba tłumie, również mi nie odpowiada. Owszem, podzielam niektóre poglądy jednej i drugiej, a nawet trzeciej grupy, ale nie zapisuje się jako ich członkini. „Dzicz wolnych związków”, to nie wolny strzelec w buszu większych lub mniejszych grupek?
Ja chciałam tylko powiedzieć, że miło się Was czyta, drogie panie. Mimo, że komentarze osiągają rozmiary notki;))
@ Kadarka – o listach.
W wolnych chwilach i do poduszki czytam sobie prywatne listy: Wyspiańskiego do Rydla, Balzaka do Hańskiej, Chopina do Sand i wiele innych. Jakie mam prawo napisać OK, fajnie jest, ale od moich wara!!! W końcu od wieków wiadomo, że nic tak nie plami kobiety jak atrament – było nie pisać.
A prokurator, cóż jak będzie młody przystojny i na dodatek inteligentny (tak wiem, za dużo sobie wyobrażam) to też o co chodzi? Może w końcu przekona się do mnie i poprosi o rękę (jedną nie dwie – aby skuć kajdankami). Choć generalnie nie lubię prokuratorów choćby za ich kompletny brak poczucia humoru.
Kadarka, tak w ogóle to nie wiem co sobie wyobrażasz, myślisz jak będziemy chciały z przyjaciółką obrobić mieszkanie jakiegoś prokuratora, szczególnie z biżuterii jego żony to będziemy organizowały ten skok listownie?
Poza tym:
Pewnie, że powiem rodzinie ( u mnie nie ma kłopotu bo jednoosobowa – Ojciec) tyle, że na ogół nie biorę udziału w bezsensownej szarpaninie i odchodzę przed tym jak się zmienia w zajadłe bluźnienie (ten guziczek ON/OFF – wspominałam o nim) – bowiem jak ktoś chce się wygłupiać, a na to wychodzi że się wygłupia lub kompromituje – to niech to sobie robi już na własną odpowiedzialność, choć rozumiem, że pewnie mu takie zajadle bluźnienie pomaga podkreślać własne człowieczeństwo. Czasem mi po prostu żal takich – ale nie zawsze.
@ Kasiu, co to znaczy, że dla pewnych osób jesteś hipokrytkę? – Jesteś nią? – Jak nie to co się tymi “pewnymi osobami” przejmujesz. Mają swoje zdanie, jest im z tym dobrze, to co za problem?
O ranę! znów wyszło długo Kasiu – wybacz!., a wiosna się i u mnie też skończyła. (ale jest sucho). Pa,
Moniko, ogłaszam wszem i wobec/tu uniosłam się lekko z niebieskiego fotela/, że nie uważam siebie za hipokrytkę. A czy się przejmuję? Nie, tylko czasem łapie mnie złość, albo jest mi zwyczajnie źle.Chociaż z drugiej strony, można by mnie zapytać, a kim są ONI, że się tak nimi przejmuję?
Kasiu, pokręcić trochę trzeba by się na dół wbić
.
Moniko, nie powiem Ci, co czytam, bo byś się roześmiała. Tak do poduszki. Najbezpieczniej przechowywać intymne listy pod prześcieradłem
. Też do poduszki, tudzież kołdry. A że jesteśmy w dość mocno zaawansowanej technologicznie epoce, mało kto pisze papierowe liściki. Jakoś sobie nie wyobrażam twardego dysku pod prześcieradłem, chociaż najlepszy jest nieco wyżej – na poduszce. Wbrew Twojej woli, przymuszonej czy też nie, żaden prokurator nie odczyta IP, czy stron, które odwiedzałaś w wyobraźni. Jednak jedno i drugie twarde jest zawodne, lecz uzupełnia się bardzo sprytnie. Prokurator może wykorzystać technologię do swoich urzędniczych celów, i głowę (Twoją) do intymnych. A może ma hackerski wytrych, by jedno połączyć z drugim?
A tak na poważnie, nie mówię tu o nas, niegroźnych kobietkach, a o przestępstwach sieciowych, nawet zwykłemu ubliżaniu, nękaniu, zwykłych użytkowników, na które są odpowiednie parafy. Tak dla wyjaśnienia, ale to oczywiste…
Na niektóre tematy nawet nie warto spoglądać, wybieramy tylko to, co nas interesuje, albo co musimy. Nie przenoszę na real informacji o kodowaniu, szyfrowaniu adresu IP (itp.); nawet z paru powodów. Nikt z moich znajomych się tym nie interesuje, szyfrowanie nie jest tak całkiem bezsporne i sugeruje, że mam coś do ukrycia, unikam irytacji w postaci – „o czym ty do mnie mówisz, zajmij się poważniejszymi sprawami”. Tak sprawy internetu w większości kwestii zostawiam internetowi.
PS. Ja też często się wstydzę za bluzgi, pieniaczy… Widocznie w realu im NIE WOLNO.
@Kasiu, nic z tych rzeczy – nie zadaję intymnych pytań, chciałabyś to być napisała, zresztą napisałaś “ONI”. Reszta nie ważna czy to wnuczek, Pan Prezydent, ciocia, sąsiad czy inny palant. Po prostu ONI i tyle. “Onych” pozostawiam na jakiś czas z boku dając czas do zmądrzenia lub zapomnienia o nich.
@Kadarka, Rozwiałaś dopiero co rodzące się moje nadzieje na poznanie młodego, przystojnego i inteligentnego prokuratora. Trudno, jakoś z tym będę musiała żyć, choć będzie mi ciężko. Ale, przynajmniej ja, przez cały czas daję do zrozumienia, że mam jednak coś do ukrycia. Na przykład jak wchodzę do toalety zamykam za sobą drzwi. Więc wiesz mogę rozbić …. – no właśnie, ale mogę też spiskować. Może złóż jakieś doniesienie, albo coś w tym rodzaju!
Nie biorę działu w przestępstwach komputerowych, bo nie wiem jak to się robi, choć czy ja wiem, kiedyś mi się zdarzyło, miałam wyłączyć na parę godzin faceta z dyskusji więc zajęłam go czyszczeniem poczty z napływających do parę sekund dwu gigabajtowych plików, ale były też dołączane serdeczne pozdrowienia ode mnie, więc może to nie przestępstwo?
W szyfrowaniu jestem dobra, jak już coś zaszyfruję to na wieki w 100% tach, niestety w deszyfrowaniu mam poważne braki i jeszcze nie udało mi się odszyfrować co zaszyfrowałam, wiec odpuszczam sobie utajnienia tą metodą.
Proszę nie pisz mi o zaawansowanych technologiach, bo ilekroć chcę wejść na Bloxa gdzie mam ulubionego blogera, to Blox warczy, że właśnie wystąpił błąd wewnętrzny serwera, więc może dziecinko innym razem, – Też mi zaawansowana technologia !!!! Może rzeczywiście ten Internet należy zostawić Internetowi i tym wszystkim bardzo ważnym adminom czy administratorom sieci, niech zawiadomią jak już to jakoś zacznie działać?
Pozdrawiam M,
U mnie zapowiada się ładny dzień. O rane prawie 10- ta, to już jest ładny dzień.
PS. Oczywiście, że w realu by nie mogli, dostali by w tzw. pysk i tyle, a tak trzeba czekać aż im się “inwencja” skończy.
Moniko,to moje pytanie było czysto retoryczne.
Od jakiego czasu nauczyłam się Moniko zostawiać Onych z boku. Trochę to trwało nim przestałam kopać się z koniem, ale zmądrzałam.
A u mnie pięknie wygląda śnieg w promieniach słońca. No i mamy wiosnę!
Hahaha, Moniko
Rzecz cały czas tyczy się sieci, a Ty przenosisz spiskowanie do realnej toalety
. Życzę Ci byś poznała przystojnego, mądrego pana prokuratora, który będzie umiał oddzielać sprawy służbowe od prywatnych. A że mężczyźni (kobiety również) kochają odkrywać, być mile zaskakiwani, tak prokurator będzie ucieszony w dwójnasób – jako mężczyzna i jako człowiek dążący do zawodowstwa.
Nie… nie będę na nikogo donosić, tak daleko nikt mi na grzbiecie szaszłyków nie smażył
. Sama jakoś nie czuję upodobania w wykradaniu poufnych informacji, albo niszczeniu. Wolę coś stworzyć, albo przelać myśli na edytor tekstu.
Blox, to chyba nienajlepszy przykład zaawansowanej technologii. Przyznaję, mnie kole codziennie błędami w dotarciu do blogów i trudnościami w logowaniu się na pocztę, ale nie jest najgorszy, jako serwis. Może w niedługim czasie jego odnoga blogowa ulegnie poprawie? Patrząc chociażby na minioną epokę, średniowiecze, czy jeszcze dalej, burzy się we mnie podstawowy instynkt samozachowawczy; niesprawiedliwość w ocenie drugiego, palenie kobiet na stosach, bezradność medycyny… Człowiek w tamtych czasach był po prostu głupi, nielicznym elitom należała się wiedza, choćby byli nierozgarnięci. Technika osiągnęła wiele a tym samym coś o wiele większego – wolny wybór. Umiesz czytać i pisać możesz wybierać, co cię interesuje, uczyć się, bo technika daje szansę poznania bez ruszania się z miejsca niepełnosprawnym, zwyczajnym, nudziarzom, pieniaczom, głupcom… Często nie da się zostawić sieci co sieciowane. Tu też są ludzie i jest ich coraz więcej.
A ja powracam do reala niejednokrotnie z ulgą…
No wiesz Kadarka, nie wiem jak sobie radzisz, ale ja nie nie znam żadnej wirtualnej toalety ( jak znasz jakiś adres to udostępnij) więc czasem muszę do reala, zresztą staram się pilnować, aby na czas. (w odpowiednim czasie się oderwać – mam piętnaście kroków).
A już myślałam, że mam przyjaciółkę. taki donosik by mi załatwił faceta, który by za mną chodził, tak na oko ze sześć miesięcy co najmniej, chyba tyle trwa dochodzenie być adorowaną przez taki czas. Eh !, A tak faceci już mnie rzucają już przed drugim spotkaniem (a może to ja ich? – nie wiem – ale na to samo wychodzi), Ale rozumiem Cię, władza się zmieni i znów będą tropili tych co współpracowali i donosili, więc OK, lepiej NIE.
Wiesz? średniowiecze, to jakby trochę bardzo miniona epoka, ale palenie kobiet na stosie to prawo, i … to najważniejsze prawo bo objawione. Przypominam podstawę prawną: Księga wyjścia: “Nie pozwolisz żyć takiej, która oddaje się czarom” (22,18) nikt tego jeszcze nie skorygował, nadal jest ten zapis. Przyglądając się działalności np. posła Gowina, kto wie, może jeszcze do tego sięgną. Polecam te kosmetyki, które zawierają silikon. Nie wiele nam to pomoże, ale po spaleniu będziemy jednak ładniejsze!
O czym piszesz, technika i wolny… co? Ponad trok temu roztrzaskałam o ścianę to cudo techniki jakim jest telefon komórkowy. Najbardziej beznadziejny wynalazek naszych czasów, to przecież zwykła smycz. Każdy kto chce dopada Cię w dowolnym czasie i dowolnym miejscu (że już dam spokój toaletom). OK jest internet, są informacje, ale i tak sporo czasu spędzam w bibliotekach i wiesz, nie ja jedna. Tam całkiem sporo ludzi się można spotkać. Naprawdę uważasz, że to tylko tacy nienowocześni? Piszesz, że dawniej ludzi byli głupi? Jak dawniej? Za czasów Sokratesa czy Platona. Nawet w Średniowieczu, taki Augustyn jednak nie był całkiem do bani. Fakt, Galileusz czekał 200 lat na proces rehabilitacyjny za gadanie jakoby głupstw, ale się doczekał. Choć pewnie poseł Gowin mu da radę, znów go skażą. Taki to już los niepokornych.
A kiedy i w jakiej to ciemnej epoce wynaleziono koło. Na razie rozwój techniki jest bezradny. Nie do zastąpienia. Coś kombinowali w poduszkowcami, ale chyba nie wyszło. A “twórcze zastosowanie” kola w wspomnianym przez Ciebie średniowieczu do łamania? To przecież też twórczy wkład ludzkości. E… chyba nie byli głupi!.
Komputer bo zaczęłam mieć trudności z zaopatrywaniem się w taśmy barwiące do maszyny do pisania. A potrzebuję takiego urządzenia, bo walkę ze swoim złym charakterem (pisma też – nieczytelne) zwykle przegrywam. Net ze swoim wielkim śmietnikiem mi się do komputera dokleił. Doceniam Net odkąd Poczta stała się bankiem i nie roznosi już korespondencji.
Fakt, umiemy czytać i pisać, ale na pewno? Owszem wiadomości sportowe na ogół to lektura dość powszechnie zrozumiała, ale inne? Matematyka sprowadzona do porównywania liczb skreślonych i losowanych w grach liczbowych. To są obecne wybory. Głupiec z techniki skorzysta koncentrując się na jakieś komputerowej strzelanince, obwieści światu swoje kredo co najwyżej w języku Gadu – Gadu czyli góra ze dwa zdania zresztą po matczynemu – bo z wyrozumiałością – traktując budowę zdania. Głupiec nie skorzysta z techniki, on ją zastosuje według swoich potrzeb.
Ja tam zostawiam sieci co sieciowe. W realu mam być młoda, piękna, zdrowa i mądra. (w sieci mi to obojętne) Taki mam plan na najbliższy tydzień, Potem zobaczymy.
@Kasiu, gdzie Ty jesteś. U mnie śladu śniegu, a od ponad tygodnia jestem w Poznaniu. Fakt, jak przyjechałam w zeszły piątek, to zaraz obok dworca wpadałam w jakiś błoto ze śniegiem wchodząc do taksówki. Ale taksówkarze już tak mają, że tak się zatrzymują, że nawet na Saharze wypatrzą miejsce, aby pasażerka nogi przemoczyła przed wejściem do ich pojazdu.
Pozdrawiam M
Moniko, prawie na przeciwległym krańcu od tej “sahary” z błotną kałużą;))
Moniko piszesz może bloga?
@ Kasia Prowadziłam, ale się uśmierciłam, co zostało nawet zauważone tu: http://jacek50.blox.pl/2009/03/Tykajacy-licznik.html,
Tzn. przeszłam w stan prywatny, ale jest nudny i nie polecam.
No cóż, zatem żałuję, że nie spotkałyśmy się wcześniej i nie dane mi było Cię poczytać na Twoim blogu.
niesamowite, jak koleżanka monika jest w stanie tak długi komentarz napisać w orgaźmie
Coś wiesz na temat orgazmu Moniki, panie Cudak?
@Kasiu, spokojnie, pomyliło Mu się Chciał napisać w W Blogu, oba słowa pewnie trudne nie do końca znane, więc więc pomyłki się zdarzają!!!
Moniko, niby nicki a z toalety skorzystać musimy. Niektórzy nie mogąc dobiec tworzą toalety (co za ładne słowo na określenie spluwaczki) w sieci. Znam takie miejsca, czasem chadzam by napaść oczy tym, czego nie chcę u siebie. Nie korzystam jednak z publicznych pisuarów (!), wymiotuję do realnej
. Nie chcę prowadzić na smyczy linków, robić reklamy, bo jeszcze się zdemoralizujesz. A jeśli zapragniesz coś tam pomieszać w garnku ucierpi Twoje zdrowie psychiczne (nie biorę poprawki na to, ż może Ci się jednak spodobać i zasilisz ich szeregi). Więc po co?
.
Z reguły nie donoszę. Możesz mieć mnie, za kogo tylko chcesz
W przeszłość pobiegłabym jeszcze głębiej… może czasy antyk? Ot np. Grecja. Arystoteles opisuje w swojej embriologii kobietę, jako „zdefiniowanego mężczyznę”. Nasienie męskie wydaje duszę, kobieta jest tylko rolą uprawną. W niewielkim stopniu przyczynia się do rozwoju i wzrostu. Co ciekawe – w skutek gorączki kobiety nasienie może zostać uszkodzone i wtedy postaje „tylko” dziewczynka. Takie dywagacje wielkiego nie wynikają przecież z niedouczenia, a z niewielkiego jak na owe czasy rozwoju nauk biologicznych. Islam do naszych czasów ma podobne zaopatrywania na kobiety. Ale w tym wypadku religia stoi wyżej niż nauka.
A chociażby taki chłop pańszczyźniany. Nawet, kiedy byłby geniuszem miał marne (niezauważony przez wielmożę) szansę na wyższą niż wiejską edukację. Mógł tylko siać i zbierać dla pana, od czasu do czasu wszczynając niewielki bunt, z nadzieją, że za dwa – trzy pokolenia jego genetyczne ziarno wyda wielki plon.
Czego człowiek nie może dociec, z lenistwa albo z braku środków, to sobie wmyśli, wkładając teorię w usta innym.
Cieszy mnie, że żyje tu i teraz, nie na odrabianej pańszczyźnie (no… można by się czepić tego określenia), czy w takiej Jordanii lub Egipcie. Nie rzucam komórkami (szarakami próbuję
), co najwyżej palę dyski twarde. Nie umyślnie. Komórka to nie smycz, choć trzymana blisko głowy na szyi (jak to niebezpiecznie z punktu narastającej przemocy wygląda…) daje promieniami porządnie po szarakach. Kto chce niech się wiąże, rozrzuca numery wszem i wobec mało znaczących znajomości lub wybujałej wyobraźni nadgorliwego wujka.
Co do wielkich, to możemy przyglądać się tylko, co wnieśli dobrego w nasze życie, polemizować z teoriami ich poprzedników i następców, ale możemy też przyjrzeć się ich prywatnym życiu, w jakich warunkach powstawał ich sukces. Czy święci byli rzeczywiście tak do końca nieskalani złem (w sensie świętości), no, na miarę czasów, w których żyli? Czepiałabym się niedanego, jak śmieszą mnie archiwalne teorie na temat ciała i ducha człowieka. Ten, kto wymyślił koło, krzesło, nóż, nie zdawał sobie sprawy, jakie zastosowanie dobrodziejstwa ludzkości podsunie człowiekowi wyobraźnia. Rozwój, nauka, wyciąganie wniosków, interes?
Włączam komputer i wszędzie trąbią, że już wiosna. Za oknem niekoniecznie, coś się przebija przez chmurę i leży brudny śnieg. Jak na razie siedzę tu i czytam, co w świecie. Włączę jak zrobi się cieplej
. Pozdrawiam.
PS. O orgazmach jeszcze nie pisałam. Ale można go nie mieć i pisać długie notki, albo go mieć i ledwo pisnąć z uciechy
.
No to Kadarko mnie uspokoiłaś. Już myślałam, że tylko ja jestem taka jakaś nieudana, że jednak toalety potrzebuję. Nie dzielę ich jednak na publiczne i domowe, tylko na czyste i takie z których należy wyjść jeszcze przed wejściem.
Ze zdrowiem psychicznym u mnie jest OK, bo go nie nadwyrężam, a Arystoteles miał wprawdzie coś do powiedzenia, ale nie o kobietach,. Nie był nią, ani przez chwilę. Zresztą zawsze, (a nie dzielę tu “dokonań” na epoki) jak faceci zaczynają pisać o kobietach to mnie zawsze śmieszy. To są tylko ich wyobrażenia. Na ogół współczuję, bo w wyobraźnię bo jako gatunek, to nie są nadmiernie wyposażeni w tym względzie.
Zresztą jak już mam iść w starożytne zbliżenie to wolę opozycyjnego Platona. (O kurcze, ale wtopa – to Arystoteles był opozycyjny wobec Platona). Według mnie wynalazca krzesła nie wiele dał światu, zdecydowanie bardziej poważam wynalazcę fotela, choć mi wszystko jedno w jakich warunkach dokonał swego odkrycia zresztą podejrzewam, że dla własnej wygody.
Święci są dekretowani i nic mi do tego.Choć doceniam to jako nagrodę pocieszenia np. dla Stein którą Ingarden olał. Choć w tym konkretnym wypadku, to miała raczej szczęście, a ta świętość to tylko dodatkowa premia.
Z dostępem do nauki to bym nie przesadzała. Jest rzeczywiście większa dostępność, ale co z tego i tak będą niektórzy mylili blog z orgazmem. Nie wiem, czy i ile trzeba było mieć w sobie heroizmu, aby się czegoś nauczyć, ale podejrzewam że teraz jest podobnie. Nadal potrzebny jest heroizm, aby się czegoś nauczyć. O heroizmie nauczycieli już nie wspominam, cóż taka praca. Dostępność nauki nie wiele w tym zmienia.
Piszesz, że podoba Ci tu i teraz. Ale pomyśl, a może tak Księstwo Warszawski? Różne cudoki w nadziei że bohaterami zostaną na zbiórkę pod Moskwą by pośpieszyli, a my sobie ze spokojem zajęlibyśmy się tym co lubimy! Eh, pięknie mogłoby być! Może też na jakąś wycieczkę? – Florencja, może Neapol?
A wiosna to chyba już była. Opuszczałam Poznań pochmurny i deszczowy. Wrocław – szkoda pisać – leje. Siedzę sobie w Tawernie hiszpańskiej w Rynku wrocławskim tym razem, mają tu pięknie bluszcz, chyba uda mi się zerwać listek, taki kradziony podobno znakomicie się przyjmuje i rozrasta. Dziś się już się z Wrocławia nie wyrwę, muszę sobie jakiś Hotel zarezerwować., dobrze przynajmniej że wraz z sałatka i Net tu dają i rezerwację można zrobić.
Pozdrawiam M.
Arystotelesowi nie wyszło z kobietami, były lepszy w inne klocki. Platon zresztą też się czepiał kobiet
(faceci mają coś z rzepów). Gdzieś wyczytałam, że twierdził, że macica kobiety wędruje w ciele i zacieśnia drogi oddechowe, jeśli nie zostanie zatrudniona. Dlatego doradza się kobietom by wychodziły za mąż. Twoja chęć poszukiwania prokuratora jest wiec jak najbardziej podstawna. Taki autorytet i ulubiony
Moniko, w sieci nauczyłam się bardzo dużo. Nie doszłam do jakiegoś zawodowstwa, ale jak musiałam (chciałam, bez chęci nie ma nauki) zainstalować się gdzieś, wybrałam sieć. I zobaczyłam nie jakąś maszynową robotę, którą można opanować do perfekcji i wyrobić nadgarstki, a wielka ilość tematów do wyboru, tematów, które z kolei mają wiele stron do przejrzenia. Do nauki w sieci nie trzeba heroizmu. Czasem dobry nauczyciel, czasem batog, albo proste zainteresowanie. Wybrałam co mi pasowało, a jak się i inni do poletka przyłączą to miło : ) . Może to nie orgazm, ale nie każdy musi go mieć
Hahhaha. Wycieczkę proponujesz? Ok., ja jestem chętna, tylko poczekajmy na ciepełko. Chyba, że masz chętkę skoczyć bliżej Afryki, nienawidzę zimna. Hiszpania? Nie lubię tłoku, ale jak już wybierasz ruchliwe trasy to bez szybkiego prześlizgiwania się z jednego zwiedzania w drugie. Szybkie kadry mijają się z celem.
Chyba z Ciebie multipleks, wszystko pod ręką – lap + sieć, no i głowa. Wiosnę gdzieś tam w Polsce widać?
Pozdrawiam wietrznie!