• Wata słowna Cz, 26 lutego 2009 Komentarzy: 13


    deviantart

    Wyhodowałam sobie lenia. Zabiera mi cały czas, który miałam na pisanie. Ba, nawet czytaniem się zajął! Podsuwa mi audiobooki, przy których można oglądać jedynie i aż, grafikę. Pomijam fakt, że lubię robić kilka rzeczy na raz, bardzo mi odpowiada ten rodzaj „czytania”. Po pierwsze – brak mi słońca, zieleni, tęsknię za wiosną. Obrazy uzupełniają lukę w szarym, śpiącym jeszcze świecie. Po drugie i najważniejsze, czytanie nie męczy oczu. Wpatrywanie godzinami w szaro-białe kartki, przy niekoniecznie odpowiednim świetle i pozycji (cóż drętwienie ręki, zmrok za oknem, jeśli literki ciekawe), potrafi odbić się dnia następnego. I po trzecie – niektórych pozycji nie ma w bibliotekach (ha, powinno być odwrotnie!) albo nigdy bym ich wzrokiem nie omiotła. A tu jak znalazł, jest dużo klasyki, zwłaszcza lektur szkolnych, np. opowiadania Hłaski. O ile dobrze pamiętam moja nauczycielka od języka polskiego nie zdążyła wcielić Marka Hłaski do kanonu i teraz mam jej za złe. Nadrabiam „Sowę, córkę piekarza”. Mam za złe i sobie, kiedyś niewiele czytałam, sentyment do tamtejszych literatów też gdzieś uleciał.

    Zanim przekonałam się do słuchowisk (niektóre audiobooki mają ciekawą oprawę dźwiękową, czym kratki papieru poszczycić się nie mogą), nie przeszło mi przez myśli, by słowo pisane było słuchanym. Trudno uzależnionym od zapachu farby drukarskiej, jeszcze posklejanych kilku setkom stron, od szelestów pogiętych w pośpiechu kartek, przerzucić się na słuchowiska. A jednak to wciąga. Lenistwo? Poniekąd. Może tęsknota za dzieciństwem? Jak to powiedział ongiś Mencjusz – „Człowiek naprawdę wielki nigdy nie traci swojego dziecięcego serca”. Żeby nie przesadzić z tym „wielkim”, bo jak wiadomo wielcy też popełniali mnóstwo pomyłek, jest w tym wiele prawdy. Z jakim sentymentem, nieśmiałym uśmiechem wspominamy czytane przez mamę książki? Czytywała mi najczęściej mama, często serię „poczytaj mi mamo”. Swoją drogą, dlaczego seria nie uwzględniała tatusiów? Pracowali podobnie jak matki, ale skoro byli zwolnieni z obowiązku zapoznawania dzieci ze światem liter, to ich praca poza domem była cięższa. Mój ojciec rzadko bywał w domu, podobnie jak teraz wiele rodzin rozdzielonych jest tysiącami kilometrów. Z konieczności walki o chleb. Niezaprzeczalne czasy zmieniły się od świetności (i monopolu) „poczytaj mi mamo”, jednak rynek czytających tatusiów nie wzrósł.

    Dziś znów czytała mi pani o dźwięcznym głosie, wczoraj pan, który, w zależności od akcji, doskonale modeluje swój tembr. Nie przypominają głosu mojej mamy, nie ma w nich ciepła, dawnych wyobrażeń, głównie chłód obcej barwy.

    Lenistwo jednego tylko nie uwzględniło – trudno słuchać książek, które już kiedyś czytałam. Szczególnie z cyklu „ulubione”. Szukam w głowie wzorów liter, numerów stron i obrazów pierwszych skojarzeń. Nie znajduję, jest zupełnie inny świat. Czytać a słuchać to zupełnie inne doznanie. Granica leży analogicznie – w czytaniu książki a oglądanieu filmu wyreżyserowanego na jej podstawie.

    Substytutem głosu mamy w audiobookach są oglądane kolorowe obrazy, często czarno-biała, wieloznaczna i osobliwa grafika. Na takie lenistwo trwale sobie pozwalam.

  • Przymrużone oczy N, 22 lutego 2009 Komentarzy: 13


    deviantart

    „Kochano go już wcześniej, zanim został królem, i jego poddani, uszczęśliwieni tą koronacją, przynieśli mu wiele darów. Po ceremonii nowy król spożywał kolację w swym pałacu; nagle usłyszał pukanie do drzwi. Słudzy wyszli i zobaczyli nędznie ubranego starca, o wyglądzie żebraka, który chciał ujrzeć władcę. Robili co możliwe, by go od tego odwieść, ale na próżno. Wtedy król wyszedł, by się z nim spotkać; starzec obsypał go pochwałami, mówiąc, ze jest piękny i że wszyscy w królestwie są szczęśliwi, mając takiego władcę. Przyniósł mu w darze melon; król nie cierpiał melonów, ale chcąc być uprzejmym wobec starca, przyjął dar i podziękował, a ów człowiek oddalił się zadowolony. Król wrócił do pałacu i oddał owoc niewolnikom, by wyrzucili go do ogrodu.
    Tydzień później o tej samej porze znów ktoś zapukał do drzwi. Znów poproszono króla, żebrak wysławiał go i podarował mu kolejny melon. Król go przyjął, pożegnał się ze starcem i ponownie wrzucił melon do ogrodu. Scena ta powtarzała się przez wiele tygodni. Król był zbyt uprzejmy, by uczynić starcowi afront i pogardzić szlachetnością jego daru.
    Później, pewnego wieczora, właśnie w momencie gdy strzec przekazywał melon starcowi, z portyku pałacu zaskoczyła małpa i wytrąciła mu z rąk owoc; melon roztrzaskał się na tysiąc kawałków o fasadę pałacu. Kiedy król spojrzał, ujrzał deszcz diamentów sypiących się z serca melona. Niespokojny, pobiegł do ogrodu na tyłach pałacu – wszystkie melony rozłożyły się, a dookoła nich leżały wysepki kosztowności…”

    Melissa P. Sto pociągnięć szczotką przed snem

    Niech każdy interpretuje po swojemu, może zobaczy to, co w tym opowiadaniu ujrzała Melissa?

  • Donkiszoteria Cz, 19 lutego 2009 Komentarzy: 17

    Nic nam w życiu nie jest dane za darmo. Talenty, pieniądze, zdrowie… Kamila Skolimowska odeszła. Niespodziewanie – utalentowana, młoda, szczęśliwa, zdrowa. Miała 26 lat.

    Naturalną potrzebą człowieka jest chęć wykazania się, wybicia z tłumu. Niejednokrotnie koszty przedsięwzięcia przekraczają zadowolenie z bycia na szczycie. Ilu jest sportowców, których osiągnięć już nikt nie pamięta? A oni jeżdżą na wózkach, poruszają się przy balkonikach, mieszkają w spartańskich warunkach, mają skromną rentę, emeryturę. Znakiem niepamiętnej świetności są medale, puchary i zbutwiałe dyplomy. Dodać trzeba jeszcze zniszczone torebki stawowe i odzywające się kontuzje, których żadna operacja czy rehabilitacja nie uzdrowi.

    Wielu po tragedii Kamili, Artura Gołasia, Agaty Mróz, poważnie zastanawia się czy uprawianie sportu ma sens. Jeśli mamy talenty sportowe, to dlaczego nie? Trzeba jednak zdać sobie sprawę, jak treningi ponad siłę, kontuzje, których nie sposób uniknąć, wpływają na zdrowie i późniejsze życie. Jak przyjmowanie odżywek (już nie piszę – sterydów), środków przeciwbólowych, nienaturalny przyrost mięśni, wagi, obciążenie narządów wewnętrznych (szczególnie związane z uprawianiem sporów siłowych) niszczy organizm. Młodzi ludzie nie są tego świadomi. Są silni, pewni siebie i chcą być sławni. Jeśli jesteśmy młodzi ustrój radzi sobie z obciążeniami, ale nie zaciera żadnego wysiłku, stłuczenia i choroby. Pamięta, by w przyszłości, kiedy będzie mniej wydolny, a treningi (organizm musi stopniowo „odstawiać” dozowanie ćwiczeń) przejdą do lamusa, upomnieć się o chwilę słabości. Upomni się podwójnie i szybciej.

    Przypadki śmieci młodych sportowców, smutna starość byłych wyczynowców, może skutecznie odstraszyć ludzi od uprawiania sportu. Nie jesteśmy społeczeństwem wybitnie zdrowym, można powiedzieć nawet – chorym fizycznie. Swoje zdrowie upatrujemy w osiągnięciach naszych sportowców. Dopingujemy, jesteśmy dumni z osiągnięć, zachęcamy do coraz większego wysiłku, sami siedząc na kanapie przed telewizorem. A oni widząc nasze zaangażowane, pieniądze płynące z tego biznesu, całą oprawę marketingowo-reklamową, psychologiczną, zmuszają się do nadludzkich wyczynów. Dla nas i dla siebie.

    Doszliśmy do paradoksu. Sport stał się przyczyną śmierci i chorób, a oczywiste jest, jak dobrze wpływa na funkcjonowanie organizmu. Człowiek nie może zaprzestać ruchu, nieużywane narządy tracą swoje funkcje i powoli obumierają.
    Może istnieje jakieś wyśrodkowanie?

  • Nocne rozmowy Pn, 16 lutego 2009 Komentarzy: 12

    fot. Octavio Ocampo


    Każdy chce mieć tylko przyjaciół, nikt wrogów. Dlaczego? Przyjaciel poklepie po pleckach z dobrotliwym uśmieszkiem, wysłucha i da się wypłakać w przeuroczy mankiet. Przyjaciel pomoże w trudnościach, uświadomi, że to my jesteśmy najlepsi, bezsprzecznie podliże się i zamerda ogonem. A może rozleniwi?

    Ciężko idzie mi ten wpis. Czuję na sobie spojrzenie niewidzialnego wroga, który niweczy moje wysiłki. Nawet notka nie będzie widoczny we wszystkich przeglądarkach (użytkownicy Mozilla Firefox zauważą choć fragment i fotkę) z winy, przypuszczam, błędu w kodzie na moim blogu. Walczę z jego naprawą.*

    Szanuję mojego wroga. Nie pluję, bo znieważając go, podepce wszystkie wysiłki, które dały mi się do walki. Czy na przyjaciela można skierować agresję? Nikt nie bije bez powodu swojego towarzysza. Życie człowieka nie składa się wyłącznie z sukcesów, często bywa wręcz odwrotnie. Kto ma odpowiedzieć za moje próżne wysiłki, jak nie niszczyciel?

    Wróg okazuje się bezcenny, by zrzucić na niego niepowodzenia. Kozioł ofiarny znajdzie się zawsze, ten, kto nie pozwolił nam rozwinąć skrzydeł, uciskał i oszukiwał. Nie, to nie nasze wady, to on!

    Plemię, w którym żyję zawiera w swych szeregach ludzi, mających podobne cele, podobne poglądy. Wróg jest nam potrzebny do budowania tożsamości, zacieśniania więzów, trwania w grupie przeciw opozycji. Ale w tym przypadku wróg nie jest niezbędny. Natomiast nie mogą się bez niego obejść różne formy tyranii. Państwa sprawujące rządy totalitarne nie utrzymają się bez wrogów. Potrzebne są wojny, bo to one utrwalą rządy tyrańskie. Kiedy brak jest odpowiedniego przeciwnika rząd sam wyszukuje sobie wrogów wewnętrznych. Wrogów opłacanych przez inne państwo, buntowników albo sztucznie wytworzonych.

    Agresja jest konieczna, by wskazać tłumowi, kto jest sprawcą wszelkich nieszczęść, a co z kolei sprzyja zażartości, oporowi przeciwnika potencjalnego wroga. Ktoś musi być kozłem ofiarnym czasów reżimu totalitarnego. Żydzi, arystokracji, chorzy…
    Wróg nie jest przeciwnikiem w grze w szachy, nie konkurentem, on ma być pokonany i zniszczony. W tym wypadku nie ma żadnych reguł, bo albo wróg umrze albo poniesie karę a potem zostanie wcielony w szeregi, teraz już, przyjaciela.
    Tak jest w stanie wojennym, ale podobnie też w czasie pokoju.
    Codziennie zalewają nas przeróżne światowe nowości. Codziennie wybucha nowa afera, prowadzi się potyczki polityczne, wśród „swoich” (polityków, lekarzy, astronomów) padają oskarżenia o spisek wymierzony w państwo.

    Każdemu państwu czegoś brakuje w walce o dobro obywateli. Szukanie przyczyny niepowodzeń natrafia, a to na mniejszości narodowe – Żydów, imigrantów, ludzi opłacanych przez inne państwa. Zawsze ktoś musi ponieść karę. Wspaniale budować sobie poparcie krzykiem. Kłopotom winni są obcy; taki chociażby odczłowieczony człowiek.

    Dopominamy się złowrogich sił, na świecie, w kraju, we własnym ogródku, tylko po to by nie podjąć agresji przeciwko sobie.

    * Właśnie udało mi się znaleźć błąd.

  • Cybertaniec So, 14 lutego 2009 Komentarzy: 4

    Uwaga dziś na lecące strzały Amora!

    Dlaczego dziś skoro tak zimno, ziemia zmarznięta śpi pod grubą pierzyną śniegu? To dziś Święty Walenty leczy ludzkie serca jako lekarz, i kapłan, udzielając potajemnie ślubów. Zostaje stracony za pobłogosławienie związków młodych żołnierzy.
    Sama miłość, podobnie jak niezgoda człowieka, możne pokaleczyć, nawet zabić.

  • Pętla Śr, 11 lutego 2009 Komentarzy: 14


    Jacek Yerka VENTIMIGLIA

    Gonię dwa kroki za światem
    Nie nadążam, nie przyspieszę
    Nie chcę
    O krok za późno, by ominąć ciebie

    Zderzenie z poduszką
    Miękką jak cegła
    Trafia się o krok za późno
    By nie zniszczyć siebie

    Zwalniam o krok
    Popatrzę, jak ścigają się inni
    Trzy kroki później będę na zakręcie
    Zdążę zahamować jeszcze

  • Donkiszoteria N, 8 lutego 2009 Komentarzy: 11

    Kto wierzy w hybrydy, niech się nie łudzi, że znajdzie je wśród ludzi. A ściślej biorąc, wśród mężczyzn. Mężczyzn, którzy pchając dwa etaty, znajdują czas dla swoich dzieci, byłych żony, psa, kota, wędkowanie i cotygodniowe mecze z kumplami. Dzieciom fundują dodatkowe zajęcia, coroczne wakacje i czas o każdej porze dnia i nocy. Z żonami spotyka się co drugi weekend na pogawędkach daleko za miastem. Telefon komórkowy służy im jedynie do kontaktu z „rodziną”, a samochód do pożyczania dzieciom (tylko czasem, jako transport do pracy) … Jeśli dojdzie do tego kieszonkowe dla małoletnich, prezenty dla żon, minus opłaty za mieszanie i kartę wędkarską, to niewiele zostaje. Ale prawdziwy mężczyzna – hybryda, nie marnuje ostatnich groszy ma piwo „do meczu”. On zbiera na czarną godzinę.

    On też nie istnieje.

    Kobiety i mężczyzn natura inaczej wyposażyła, jak i dała im inny stosunek do potomstwa. Mężczyzna beztrosko może rozsiewać swe nasienie po świecie, kobieta ma nieporównywalnie mniejsze szanse na zostanie matką. To kobiety są bardziej opiekuńcze i nie jest to działanie wyuczone, a wrodzone. Są też mniej agresywne. Zachowania bitewne u kobiet można zauważyć głównie w obronie potomstwa albo podczas rozpraw rozwodowych.

    Właściwie zachowanie mężczyzn, w przypadku zrzucenia obowiązku opieki nad dziećmi kobietom, podobne jest do zachowań szympansów. Samce pozostają przy samicach, z którymi mają potomstwo, ale na zasadzie dominacji, ochrony swojego terytorium. Zastraszają je i oszukują, aby zapewnić sobie jak największy posłuch w stadzie.

    Poza tym więź do dzieci u mężczyzn przejawia się w dużym stopniu relacją z matkami ich potomstwa. Większych kobiet negatywnie ocenia stosunek ojca do ich wspólnych dzieci po rozwodzie. Mężczyźni oceniają go jako dobry i przyjazny w o wiele większym procencie aniżeli kobiety. Widać to w życiu, badania tylko potwierdzają prawdę. Mężczyźni najlepiej czują się, gdy zapłacą comiesięczną składkę alimentacyjną, a kobieta nie chciałby już żadnego łożenia, tylko bardziej serdecznych, częstszych kontaktów z ojcem. Może rola ojca jest rozumiana przez kobiety znacznie szerzej?

    I co najdziwniejsze, dzieci zawsze stoją murem za stroną pokrzywdzoną. To nieprawda, że zostając z matką, widząc ją, jako bohaterkę wojny, są do niej bardziej przywiązane. One kochają obydwoje rodziców a rany po rozstaniu przysparzają wiele cierpień nim się zabliźnią. Dla dzieci bardzo ważne jest utrzymanie dobrych relacji miedzy rodzicami. Ciężko im to idzie, rodzicie bowiem są skłóceni jak najgorsi wrogowie (człowieku, weź tu nie wątp w miłość, a zwłaszcza mając namacalny dowód). Nie dziwi zatem fakt, iż kobiety poświęcają się dla własnych dzieci, żyjąc w toksycznych związkach lub papierowych porozumieniach.
    Dzieci umieją fantastycznie podpatrywać skrzętnie ukrywane (wrogie, przede wszystkim) miłosne proporcje obydwojga.

    Najlepsze, co mężczyzna może zrobić dla swoich dzieci, to kochać ich matkę.

Bio

Cybertaniec - wypadkowa wyobraźni literackiej i realnego świata. Mur bezpieczny, wśród wielości anonimowych ludzi, osłona przed burzami cyklonu.

Kalendarz

luty 2009
P W Ś C P S N
« stycznia   marca »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
232425262728  

Kategorie

Wykopaliska

Próbuję

W sprawie zarzaleń i wniosków

kadaarka@hotmail.com

Gwiazdy


stat4u