
deviantart
Wyhodowałam sobie lenia. Zabiera mi cały czas, który miałam na pisanie. Ba, nawet czytaniem się zajął! Podsuwa mi audiobooki, przy których można oglądać jedynie i aż, grafikę. Pomijam fakt, że lubię robić kilka rzeczy na raz, bardzo mi odpowiada ten rodzaj „czytania”. Po pierwsze – brak mi słońca, zieleni, tęsknię za wiosną. Obrazy uzupełniają lukę w szarym, śpiącym jeszcze świecie. Po drugie i najważniejsze, czytanie nie męczy oczu. Wpatrywanie godzinami w szaro-białe kartki, przy niekoniecznie odpowiednim świetle i pozycji (cóż drętwienie ręki, zmrok za oknem, jeśli literki ciekawe), potrafi odbić się dnia następnego. I po trzecie – niektórych pozycji nie ma w bibliotekach (ha, powinno być odwrotnie!) albo nigdy bym ich wzrokiem nie omiotła. A tu jak znalazł, jest dużo klasyki, zwłaszcza lektur szkolnych, np. opowiadania Hłaski. O ile dobrze pamiętam moja nauczycielka od języka polskiego nie zdążyła wcielić Marka Hłaski do kanonu i teraz mam jej za złe. Nadrabiam „Sowę, córkę piekarza”. Mam za złe i sobie, kiedyś niewiele czytałam, sentyment do tamtejszych literatów też gdzieś uleciał.
Zanim przekonałam się do słuchowisk (niektóre audiobooki mają ciekawą oprawę dźwiękową, czym kratki papieru poszczycić się nie mogą), nie przeszło mi przez myśli, by słowo pisane było słuchanym. Trudno uzależnionym od zapachu farby drukarskiej, jeszcze posklejanych kilku setkom stron, od szelestów pogiętych w pośpiechu kartek, przerzucić się na słuchowiska. A jednak to wciąga. Lenistwo? Poniekąd. Może tęsknota za dzieciństwem? Jak to powiedział ongiś Mencjusz – „Człowiek naprawdę wielki nigdy nie traci swojego dziecięcego serca”. Żeby nie przesadzić z tym „wielkim”, bo jak wiadomo wielcy też popełniali mnóstwo pomyłek, jest w tym wiele prawdy. Z jakim sentymentem, nieśmiałym uśmiechem wspominamy czytane przez mamę książki? Czytywała mi najczęściej mama, często serię „poczytaj mi mamo”. Swoją drogą, dlaczego seria nie uwzględniała tatusiów? Pracowali podobnie jak matki, ale skoro byli zwolnieni z obowiązku zapoznawania dzieci ze światem liter, to ich praca poza domem była cięższa. Mój ojciec rzadko bywał w domu, podobnie jak teraz wiele rodzin rozdzielonych jest tysiącami kilometrów. Z konieczności walki o chleb. Niezaprzeczalne czasy zmieniły się od świetności (i monopolu) „poczytaj mi mamo”, jednak rynek czytających tatusiów nie wzrósł.
Dziś znów czytała mi pani o dźwięcznym głosie, wczoraj pan, który, w zależności od akcji, doskonale modeluje swój tembr. Nie przypominają głosu mojej mamy, nie ma w nich ciepła, dawnych wyobrażeń, głównie chłód obcej barwy.
Lenistwo jednego tylko nie uwzględniło – trudno słuchać książek, które już kiedyś czytałam. Szczególnie z cyklu „ulubione”. Szukam w głowie wzorów liter, numerów stron i obrazów pierwszych skojarzeń. Nie znajduję, jest zupełnie inny świat. Czytać a słuchać to zupełnie inne doznanie. Granica leży analogicznie – w czytaniu książki a oglądanieu filmu wyreżyserowanego na jej podstawie.
Substytutem głosu mamy w audiobookach są oglądane kolorowe obrazy, często czarno-biała, wieloznaczna i osobliwa grafika. Na takie lenistwo trwale sobie pozwalam.




